O pionierskich duchownych…

I co sądzić o kapłanach trwających „pobożnie” w Novus Ordo
A propos rocznicy śmierci o. Barbary

père Barbara1

O. Noel Barbara

Dzisiejsza rocznica śmierci o. Noela Barbary, prawdziwego pioniera katolickiego oporu wobec soborowej rewolucji przywiodła mi na myśl pewną rozmowę sprzed kilku lat, która dotyczyła duchownych, którzy zostali wyświęceni jeszcze przed zmianami w obrzędach święceń i sakry (czyli mają jeszcze ważne święcenia), odprawiają wyłącznie katolicką Mszę świętą (starą/klasyczną/trydencką, jakkolwiek by tego nie nazwać), są „pobożni”, nawet „ascetyczni” oraz trzymają się modernistycznej hierarchii, siedząc w zaciszu swoich parafij czy klasztorów, posługując tym, którzy do nich przychodzą (bo najczęściej na oficjalną posługę na dużą skalę nie mają szans). Niewielu takich jeszcze żyje, ale są.

Katolicy dziś, zwłaszcza chyba polscy, którzy słabo albo wcale nie znają wydarzeń i postaci związanych z katolickim oporem lat sześćdziesiątych i zwłaszcza siedemdziesiątych, zapominają, że reformy soborowe „stawia[ły] zatem prawdziwych katolików wobec tragicznej konieczności wyboru”, by użyć wyrażenia z Krótkiej analizy krytycznej Novus Ordo Missae. Dziś bowiem „główny nurt” tradycjonalistów przyjmuje i doktrynę soborową i wszelkie reformy zeń wynikające, a tylko z powodów estetycznych, drugorzędnych, preferuje starą Mszę, zwaną perfidnie „nadzwyczajną formą rytu rzymskiego” (przecież nowy ryt został promulgowany przeciwko staremu, aby go zastąpić!) i z powodu większej jasności stare katechizmy. Jak taki Krusejder nie wierzą w przyszły tryumf wiary katolickiej nad modernizmem poprzez całkowite odrzucenie heretyckiego i w doktrynie sprzecznego ze starym Nowego Porządku Mszy (cf. wspomniana Krótka analiza krytyczna). Z kolei inny nurt, również dość liczny, odrzuca to, co nowe, choć uznaje je za prawowite (ale w przeszłości było z tym różnie) i trzyma się, mniej więcej i z pewnymi poprawkami, głównie tradycyjnej doktryny, praktyki i sakramentów, ale jednocześnie naucza, iż Papież jest niejako drugorzędnym dodatkiem do religii katolickiej, tak naprawdę zbędnym, bez którego można się obejść, a nawet któremu można się sprzeciwiać, gdy głosi błąd i wprowadza szkodliwe dla duszy praktyki i obrzędy (jak gdyby to było w ogóle możliwe).

Na początku jednak, w obliczu soborowej rewolucji wielu katolików zdawało sobie sprawę z powagi sytuacji i rozumiało, iż głównym problemem jest tak zwana kwestia autorytetu, autorytetu tych, którzy nową naukę głoszą powszechnie i narzucają katolickiemu światu nowe obrzędy, rugując jednocześnie te uświęcone tradycją. Sprawa ta poruszana była na porządku dziennym i znajdowała się w centrum uwagi wielu duchownych i świeckich. Wiele rodzin doznało podziałów nie tylko ze względu na poglądy dotyczące ogólnie modernistycznych reform, ale również podejścia do autorytetu, który je wdrażał. Jedni odcięli się całkowicie od fałszywych pasterzy, nie widząc w nich dzierżycieli władzy Chrystusowej, inni woleli jednak trzymać się linii uznanej za bardziej „umiarkowaną”, prezentowaną przez różne ugodowe środowiska („Itinéraires”, Una Voce, FSSPX, potem Ecclesia Dei ze swymi św. Piotrami i Dobrymi Pasterzami, et al.).

W tym trudniejszej sytuacji znaleźli się duchowni o przytomnych umysłach, którzy jednak z racji hierarchicznej natury Kościoła byli zobowiązani posłuszeństwem, nawet jeśli nie byli zakonnikami. Oczywistą dla wielu była konieczność odcięcia się od fałszerzy wiary, nawet jeśli dotychczas byli ich przełożonymi. Ponieważ moderniści przejęli praktycznie wszystkie nieruchomości, kaplice, kościoły, klasztory, bazyliki, siłą rzeczy wielu straciło ołtarze, na których odprawiała się od wieków prawdziwa Ofiara, swój dach nad głową, wszelkie materialne środki do życia, stali się wyrzutkami całkowicie zależnymi od Bożej Opatrzności. Ale Bóg ich nie zostawił.

Nie było ich, rzecz jasna, tylu, ilu było być powinno. Zasadnicza większość mądrzejszych, światlejszych, wzorem uczonych w Piśmie i faryzeuszy z czasów Chrystusa (któż znał wtedy lepiej proroctwa i Pisma – a jednak nie pojęli czasu nawiedzenia swego) nie zrozumiała powagi sytuacji. Niemniej jednak z wielu krajów dochodziły głosy o takich duchownych i świeckich, którzy w pierwszych latach modernistycznej nawałnicy wiedzieli, iż niezgodne z Chrystusową obietnicą jest posiadanie władzy przez fałszerzy wiary. Niestety przez powszechnie obowiązującą narrację FSSPX oraz oczywistą wrogość modernistów pamięć o nich jest wymazywana.

Od lata 2013 roku jednym z celów niniejszego bloga jest właśnie naświetlanie historii katolickiego sprzeciwu wobec modernizmu w latach soborowych i bezpośrednio posoborowych, zwłaszcza przez przypominanie postaci, a raczej przywoływanie tych, o których nic w Polsce właściwie nie wiadomo. Znane są na przykład działania abpa Lefebvre’a podczas soboru w obrębie Coetus Internationalis Patrum, wiadomo o założeniu przezeń FSSPX, wiadomo też potem o próbach odwoływania się od wyroku kasacji (nieuznawanego – gdzie tu logika?) do władz modernistycznych, etc. Ale mało kto wie, kto sprzeciwiał się Novus Ordo Missae, gdy abp Lefebvre ani razu nie wypowiedział się publicznie na ten temat w 1969 r., jak skończyły się katolickie „Marsze na Rzym” przeciwko modernistom (pielgrzymką FSSPX do „Ojca św.”), etc. etc.

Wielu jednak z tych duchownych, którzy zachowali wiarę i całkowicie odrzucali nowe nauki i reformy poniosło śmierć ze zgryzoty. Wielu nie żyło na tyle długo po soborze, aby mogli coś faktycznie zrobić wobec apostazji większej części kleru, wielu z kolei dysktretnie pracowało w Winnicy Pańskiej dla zbawienia powierzonej sobie owczarni. Ale o niejednym też wiemy i dlatego obowiązkiem nas, katolików, jest o nich pamiętać w modlitwie zwłaszcza w rocznicę ich śmierci. Choć niekoniecznie wszyscy byli doskonali, każdy mógł mieć takie czy inne wady, różne były charaktery, pochodzenie, doświadczenie i nauka (od prostych wiejskich wikarych po wybitnych teologów), okazali się prawdziwymi narzędziami w ręku Bożej Opatrzności, która poprzez sługi swe często marne działa, pokazując nam, wiernym, ale i duchownym, że moc Boża z góry pochodzi.

Tych kilka dusz kapłańskich na blogu już wspomniałem w poświęconych im notkach biograficznych:

x. Joachim Saenz y Arriaga († 28 IV 1976 r.)

Bp Piotr Marcin Thuc († 13 XII 1984 r.)

Bp Ludwik Michał Guérard des Lauriers OP († 27 II 1988 r.)

Bp Mojżesz Carmona († 1 XI 1991 r.)

o. Jerzy Vinson († 8 VII 1999 r.)

o. Noel Barbara († 10 X 2002 r.)

x. Oswald Baker († 2 VII 2004 r.)

x. Józef Vérité († 26 VIII 2010 r.)

x. Iwo Maury († 7 III 2011 r.)

o. Piotr Verrier († 7 VI 2011 r.)

o. Marcin Stepanich OFM († 19 XI 2012 r.)

bp Robert Fidelis McKenna († 16 XII 2015 r.)

O niektórych z nich i innych wspomniałem również tu czy tam na blogu, o kolejnych jeszcze nie, co postaram się przy różnych nadarzających się okazjach zrobić (i listę powyższą będę ewentualnie uzupełniał). Te jednak przemyślenia, na podstawie konkretnych życiorysów, powinny wystarczyć, aby umożliwić sformułowanie właściwej odpowiedzi na tytułowe pytanie, mianowicie co sądzić o kapłanach trwających „pobożnie” w Novus Ordo.

Pelagiusz z Asturii

15 comments on “O pionierskich duchownych…

  1. Podczaszy pisze:

    Pamiętniki księdza prałata Józefa Joseph Clifford Fenton’a do ściągnięcia
    http://cuislandora.wrlc.org/islandora/object/achc-fenton%3A1

    1960

    “Our Maltese friend (who was born in Alexandria) told us that he saw Spelly [Cardinal Francis Spellman] coming out of the [1958] conclave looking white and shaken.” (Nov. 2, 1960)

    Kardynał Franciszek Francis Spellman wyszedł z konklawe 1958r blady, wstrząśnięty, zszokowany.

    http://www.novusordowatch.org/wire/diaries-msgr-joseph-fenton.htm

    Ksiądz prałat prof. Gommar DePauw z pomocą kardynała Spellmana założył Catholic Traditionalist Movement.

    Lewacka gazeta zaprzecza. Czy to nie jest podobne do sprawy z abp Piotrem Thuc’em?

    SPELLMAN DENIES A LINK TO DEPAUW; Says Traditionalist Hasn’t Been Granted Approval

    Cardinal Spellman denied last night that the Archdiocese of New York was involved with the Catholic Traditionalist Movement headed by the Rev. Gomar DePauw.

    query.nytimes.com/gst/abstract.html?res=9E07E4D81F30E336A0575AC0A9679C946791D6CF&legacy=true

  2. Podczaszy pisze:

    Pomimo że to indultowiec książki warte przeczytania – Michał Davies

    THE ORDER OF MELCHISEDECH
    A Defence of the Catholic Priesthood
    by Michael Davies
    1979 AND 1993

    http://catholictradition.org/Eucharist/melchisedech.htm

    Liturgical Shipwreck
    25 Years of the New Mass
    1969-1994
    by Michael Davies
    http://www.catholictradition.org/Eucharist/shipwreck.htm

    Michael Davies Books

    COMMUNION IN THE HAND
    AND SIMILAR FRAUDS
    A SHORT HISTORY OF THE ROMAN MASS
    THE CATHOLIC SANCTUARY AND THE SECOND VATICAN COUNCIL
    THE BARBARIANS HAVE TAKEN OVER
    THE LITURGICAL REVOLUTION
    CRANMER’S GODLY ORDER: HEAVILY EXCERPTED
    http://www.catholictradition.org/Eucharist/roman-mass.htm

    • Niektóre może i warte. Jednakże jego pisma pełne są kulawej teologii, błędów historycznych, niewłaściwie przytaczanych źródeł, wręcz przekręcanie znaczenia i nie tylko. P. Jan Daly napisał prawie 600-stronicową książkę o błędach P. Davies’a wraz z listem otwartym już ponad dwadzieścia lat temu. W ubiegłym roku wyszło jej drugie wydanie, dostępne na stronie Novus Ordo Watch.

      Niestety nie ma komu przetłumaczyć, a tymczasem FSSPX i inni indultowcy wydają książki P. Davies’a.

      • Podczaszy pisze:

        Racja. Niezorientowanej osobie Davies itp zamiesza w głowie.
        Odnośniki przydadzą się do cytowania błędów Daviesa;)

  3. Podczaszy pisze:

    Jak zawsze świetny księdza Cekada (nie było jeszcze zamieszczane)

    Podejście pedagogiczne, pastoralne na skutki „pastoralnego, duszpasterskiego, niedogmatycznego” Soboru Watykańskiego Drugiego;)

    ksiądz Antoni Anthony Cekada

    Sedewakantyzm: jak to powiedzieć cioci Heli?

    Nota autora:
    Na początku 1995 roku prowadziłem serdeczną korespondencję na temat sedewakantyzmu z katolickim kapłanem, który opiekuje się tradycyjną kaplicą. W jednym z listów przyznał, że podczas, gdy wiele argumentów sedewakantystycznych, brzmi rozsądnie, to martwi go „pastoralny” aspekt sprawy. Obawiał się, że takie stanowisko mogłoby zaszokować jego parafian, zarówno obecnych jak i potencjalnych, i mogliby wpaść w ramiona grup kompromisowych, takich jak Bractwo św. Piotra. Jak zareagują prości ludzie, zastanawiał się. Co by pomyślała moja ciocia Hela? Oto moja odpowiedź.

    Drogi Ojcze:

    Dziękuję za Twój uprzejmy list z 28 marca. Wiele się tutaj działo (Wielki Tydzień, podróże etc.), nie byłem więc w stanie odpowiedzieć bezzwłocznie. Mea culpa!

    Pomyślałem, że ofiaruję Ci trochę rozważań nie tak bardzo a propos pytania o opustoszały Tron Papieski i Konferencję Rytu Trydenckiego (Tridentine Rite Conference), ale raczej na temat pastoralnego traktowania tematyki sedewakantystycznej w ogóle.

    Oczywiście rozumiem Twoją troskę. Twoje pytanie, „co pomyślałaby Ciocia Hela?”, jest trafne, w tym znaczeniu, że z pewnością nie chcemy odstraszać ludzi. Jak powinniśmy się z tym uporać, aby nie wywrzeć na świeckich złego wrażenia? W załączeniu moje refleksje:

    Będąc sedewakantystą od czasów jeszcze przed moimi święceniami kapłańskimi, na przestrzeni lat radziłem sobie z tym problemem pastoralnym na różne sposoby. Chciałbym myśleć, że wreszcie nauczyłem się czegoś z moich wielu gaf. Następujące podejścia nie wyszły:

    – Uderzanie w pulpit, płomienna retoryka, powtarzanie emocjonalnych potępień z kazalnicy. To odstraszało nowoprzybyłych i stałych wiernych. Było to niezmiennie, błędnie interpretowane jako „atakowanie papieża”.

    – Tylko rzadkie, subtelne aluzje z ambony. Bezcelowe. Ludzie nie łapią delikatnych aluzji.

    – Dyskutowanie tematyki papieskiej tylko kiedy jest się o nią pytanym prywatnie. Nowym wiernym wydaje się to zwodnicze. Wydaje się im, że coś się przed nimi ukrywa.

    – Prezentowanie jako jednakowo akceptowalnych opcji stanowiska sedewakantystycznego i stanowiska w stylu „mogę-być-mu-nieposłuszny-ale-on-wciąż-jest-moim-ojcem”. Jest to nielogiczne, jeśli ktoś wierzy, że Stolica Apostolska jest pusta. Co więcej, wielu nowych wiernych uważa stanowisko w stylu „prawo-do-nieposłuszeństwa” za głęboko niepokojące, ponieważ dobrzy katolicy powinni być posłuszni papieżowi.

    – Milczenie na ten temat. Ludzie nigdy nie będę mieli spójnego wyjaśnienia dla swojego kierunku działania. Albo zostaną łatwo zwabieni z powrotem do Novus Ordo, albo różnych działań Bractwa św. Piotra itp. indultowców.

    Co więcej, odkryłem, że nowi wierni na tradycyjnych Mszach zazwyczaj są zmartwieni tematem „nieposłuszeństwo/papież/autorytet”, nawet jeśli z tym nie przychodzą i nie artykułują tego [problemu] prawidłowo.

    Konsekwencje nie wspominania tego tematu są ciężkie. Przez lata ludzie w niezależnej kaplicy tradycjonalistycznej mogą nic nie usłyszeć na temat papież/autorytet – albo słyszą sentymentalne i/albo teologicznie podejrzane uwagi w rodzaju następujących: „popieramy papieża, ale odrzucamy lokalnych biskupów”, „papież jest w rzeczywistości po naszej stronie, on jest oszukiwany przez złych ludzi, którzy go otaczają”, „liczy się tylko tradycyjna Msza” [a nie rozważania prawne], „wolno nam sprzeciwiać się złym rozkazom od papieża i biskupa”, „on wciąż jest papieżem”, „jest wszystkim, co mamy” etc.

    Grupa wiernych karmiona tego typu wypowiedziami będzie źle przygotowana, kiedy pewnego dnia ludzie w rodzaju indultowców/Bractwa św. Piotra przyjdą zaoferować im diabelską umowę z „papieżem” i „legalną” Mszą tradycyjną jednocześnie. Czemu nie przyjąć oferty? Czy katolicy nie powinni pragnąć być „zjednoczonymi z papieżem”? To jest dokładnie logiczne, jeśli ktoś uznaje Jana Pawła II za jednego z prawdziwych następców św. Piotra.

    Dolary przeciwko pączkom, iż to właśnie dlatego moderniści byli w stanie przejąć kaplicę the Pequannock (New Jersey) w taki sposób. Nigdy nie mogłoby się to stać w jednym z naszych kościołów. Większość naszych wiernych rozumie, że Jan Paweł II i spółka są wrogami Wiary Katolickiej; raczej spaliliby budynki, niż pozwoliliby je przejąć modernistom.

    Podejście do kwestii papieskiej, jakie obecnie przyjmuję wobec nowych wiernych, jest raczej bezpośrednie. Jeśli wyjaśnisz im sprawy jasno i w sposób merytoryczny, ludzie w rzeczywistości odczują ulgę, i będzie dużo mniejsza szansa stracenia ich na rzecz Novus Ordo lub wspólnot indultowców / Bractwa św. Piotra. Dbam szczególnie o to, by zapraszać ich na pogawędki, aby mieli wiele okazji do zadawania pytań. Z tematem posłuszeństwo/papież/autorytet radzę sobie mniej więcej w ten sposób:

    [1] Rozmawiam o tym, czemu nowa osoba opuściła swoją parafię i przyszła na tradycyjną Mszę (nieuchronnie, odpowiedź brzmi: nowa Msza jest niegodna, świętokradcza, pełna błędów, w inny sposób zła etc., podczas gdy dawna Msza jest godna, pełna szacunku, ortodoksyjna etc.).

    [2] Wskazuję, jak budzące najwięcej wątpliwości cechy owej Mszy (Komunia na rękę, „inkulturacja”, etc.) są oficjalnie dozwalane albo nawet zalecane przez legislację liturgiczną zaaprobowaną przez Pawła VI i jego następców.

    [3] Jednak jako katolicy wiemy, że nieomylność Kościoła nie ogranicza się jedynie do wypowiedzi ex cathedra, ale obejmuje również powszechnie obowiązujące prawa, w szczególności ryty liturgiczne. Jest niemożliwe, by Kościół wydał prawo albo zaaprobował ryt, które promują błąd albo ranią dusze.

    [4] Problem: z jednej strony jest dla nas ewidentne, że Nowa Msza promuje błędy i rani dusze, z drugiej strony, z powodu nieomylności, prawo lub ryt zaaprobowany przez autorytet Kościoła nie może promować błędu lub ranić dusz.

    [5] Stoimy przed wyborem. Albo (1) Kościół nie cieszy się już nieomylnością – co jest niemożliwe ze względu na obietnicę Chrystusa; albo (2) ludzie ogłaszający prawa lub ryty promujące błędy i raniące dusze, naprawdę nie posiadają autorytetu Kościoła.

    [6] W jaki sposób jest to możliwe? Herezja albo publiczne odejście od Wiary oznacza automatyczną utratę urzędu, ponieważ herezja stawia cię poza Kościołem. Przykład: arcybiskup Cranmer w czasie protestanckiej rewolty w Anglii. Kiedy w pewnym momencie jego osobista herezja stała się jawna, postawił się poza Kościołem i stracił władzę nad katolikami. Wciąż wydawał się być arcybiskupem Canterbury (zatrzymując swoją mitrę, pastorał, tron, katedrę i szaty liturgiczne), ale z powodu odejścia od Wiary, w oczach Bożych obiektywnie stracił swoją władzę i urząd (Ariusz i inne przykłady bywają czasami pomocne).

    [7] Zasada ta stosuje się do każdego, kto posiada władzę lub urząd w Kościele – biskupa diecezjalnego, arcybiskupa, proboszcza w parafii, nawet do papieża.

    [8] Do papieża także? W chwili wyboru na urząd papieski, nie traci wolnej woli. Może wybierać złe rzeczy. Może także stracić Wiarę [w katolickie prawdy wiary i zacząć głosić inne prawdy wiary] i jako prywatna osoba uwierzyć w błąd. Kiedy odstępstwo od Wiary stanie się publicznie ujawnione, automatycznie utraci urząd.

    [9] Nie jest to nic wymyślonego przez tradycjonalistów. Takie jest nauczanie większości teologów i kanonistów. Nawet papież (Paweł IV) powiedział, że taka sytuacja jest możliwa.

    [10] Postawieni przed wyborem, że albo: (1) władze Kościoła promują błąd/ranią dusze (co jest niemożliwe, z powodu nieomylności Kościoła) albo, że (2) papież jako jednostka dokonał odstępstwa od Wiary i w konsekwencji stracił urząd (możliwość uznana przez teologów, a nawet papieży), na mocy logiki wiary prowadzeni jesteśmy do zawierzenia tej ostatniej propozycji.

    [11] Z tego powodu katolik nie jest winny posłuszeństwa wobec kogoś, kto naprawdę nie ma władzy w Kościele. Potępienia ze strony modernistycznej hierarchii II Soboru Watykańskiego nie powinny nas martwić bardziej niż potępienia ze strony lokalnych biskupów anglikańskich albo luterańskich.

    [12] Jednocześnie [należy jasno mówić wiernym]: nie jestem papieżem, nie wymagam, byście podpisali się na jakimś formularzu, zanim zaczniecie tu przychodzić na Mszę. Po prostu, po usłyszeniu tylu różnych wyjaśnień na temat zamieszania po II Soborze Watykańskim, to jedno wydaje się mieć sens w świetle [zagadnienia] nieomylności Kościoła.

    [13] Ale nie wierzcie mi na słowo. Przestudiujcie ten temat, przedyskutujcie go z innymi, przyjdzie z powrotem z pytaniami, troskami.
    Zapewne pamiętasz, Ojcze, powiedzenie: „prawdziwi mężczyźni nie jedzą szpinaku”. Zasadę tę można sparafrazować do wyrażenia: „prawdziwi papieże nie promulgowaliby Novus Ordo” – jeśli Nowa Msza jest zła, protestancka, świętokradcza, to nie może pochodzić od prawdziwego papieża (kogoś, kto prawdziwie posiada władzę papieską w oczach Boga).

    W ciągu ostatniego roku w tej parafii przeszedłem przez te wszystkie punkty z około dziesięcioma nowymi rodzinami. Nikt nie był zszokowany, wszyscy zadawali inteligentne pytania, wszyscy mówili że to brzmi rozsądnie i wszyscy (wedle mojej wiedzy) z wiarą uczestniczą tutaj we Mszy. Celem jakim mi przyświecał w poruszaniu tego wszystkiego jest by pokazać, że rozsądne i „pasterskie” podejście jest możliwe przy omawianiu tematyki papieskiej ze świeckimi. (…)

    Bądź Ojcze pewien moich modlitw za Ciebie.

    Bratersko w Chrystusie,
    Wielebny ksiądz Anthony Cekada

    Kościół pw. św. Gertrudy Wielkiej – St. Gertrude the Great Church, 11144 Reading Road, Cincinnati STAN OHIO 45241 USA
    Tłumaczenie z języka angielskiego: Rick Agon , opracowanie: MJB
    Przedruk za: „Sacerdotium”, no. XV, Autumn 1995; text dostępny również pod adresem:
    http://www.catholicrestoration.org/library/aunt_helen.htm

    • Tekst ten został przeze mnie przetłumaczony już jakiś czas temu i czeka na publikację. Gdyby Pan był chętny tłumaczyć, to proszę pisać na mejla z propozycjami, jeśli będzie to temat odpowiedni, na pewno wstawię albo nawet sam coś zaproponuję.

      In Christo Rege,
      Pelagiusz

  4. Podczaszy pisze:

    Konserwatywni duchowni posoborowia, wykazują wątpliwości wobec Franciszka Jorge Bergoglio:
    O. dr hab. Benedykt Jacek Huculak
    Ksiądz Jacek Bałęba

    Polecają czytanie katolickich katechizmów, bibliotek przed 1958r ale odprawiają wg Mszału Jana XXIII 1962 ( o ile mają święcenia katolickie przed 1968r).

    O. Benedykt J. Huculak*

    WATYKAN DZISIAJ

    Nawet dla osób nawykłych do częstego gradu w postaci coraz to nowych wytworów myśli katolicko-reformowanej, która pieczętuje się – często na wyrost – Soborem Watykańskim II, wstrząsem stał się niedawny dokument Watykanu o wyłączeniu żydów[1] spośród tych środowisk, ludów i narodów, do których Kościół będzie kierował nauczanie Chrystusa[2]. Ma to wynikać głównie stąd, że oni rzekomo są „nosicielami Słowa Bożego”[3], lecz gdyby tak było, to komu – według Kurii – potrzebne byłoby przyjście Jezusa? Czy nie wystarczyłaby droga Chazarów, owego ludu i państwa nad Morzem Czarnym, które w wieku IX przyjęło judaizm? Wstrząs wynika stąd, że reformowanie[4], które dotąd – przy pewnym wysiłku – można było postrzegać jako przejściowe gorączkowanie w postaci herezji materialnej, czyli nieświadomego błądzenia w wierze[5], w danym oświadczeniu przekroczyło granice herezji formalnej; a to już pociąga skutki ciężkie, i to zarówno dla chrześcijan świeckich, jak i duchownych, także dla biskupa.

    https://sacerdoshyacinthus.com/2016/03/03/o-dr-hab-benedykt-jacek-huculak-ofm-watykan-dzisiaj/
    https://sacerdoshyacinthus.com/2016/02/17/o-dr-hab-benedykt-jacek-huculak-ofm-cud-w-sokolce-to-odpowiedz-na-zniewazenie/

    • Szanowny Panie,

      No właśnie o takich duchownych Novus Ordo powyżej mowa.
      Widać, że są pogubieni i prowadzą owce swoje w złym kierunku. Oby Bóg im dał łaskę, bo kapłanów potrzeba, jak nigdy. A akurat wspomnieni dwaj duchowni nie mają ważnych święceń kapłańskich.

      A tymczasem szkoda czasu na ich pisma.

      In Christo Rege,
      Pelagiusz

  5. Jan Wyrwas pisze:

    Szanowny Panie,

    Czy jest panu znany jakis przypadek oporu polskiego duchownego wobec zmian posoborowych (Vaticanum II)?

    Dziekuje i pozdrawiam.

    Jan

    • Szanowny Panie,

      Słyszałem tylko o proboszczu parafii Bożego Ciała, jeszcze za czasów Jana XXIII. Nie było to jakieś „działanie”, o ile pamiętam, ale poglądy, za które miał nie dostać funduszy z kurii na remont kościoła.

      Ale nic poza tym. Jednakże tematu tego nie badałem, jeśli chodzi o Polskę, być może ktoś wie i tu napisze.
      Znam natomiast różne przypadki w innych krajach, nie tylko te opisane tu na blogu.

      A wracając do Polski, wydaje mi się, że specyficzna sytuacja polityczna mogła mieć wpływ i na tę katolicką „reakcję” na modernizm i „nowoczesny katolicyzm” Tygodnika Powszechnego, Lublina i innych ośrodków modernizmu w Polsce. Bowiem wątpię, by żaden kapłan się nie zorientował, jeśli przecież są świeccy, którzy wówczas zauważyli, „iż im religię zmieniono”.

      In Christo Rege,
      Pelagiusz

      • Jan Wyrwas pisze:

        Szanowny Panie Pelagiuszu,

        Dziekuje za panska odpowiedz.

        Chcialbym sie jeszcze zapytac pana czy moze slyszal pan o dwoch ksiezach (biskupach?) dzialajacych w Stanach Zjednoczonych? To ksieza Franciszek Slupski i Robert Dymek.

        Dziekuje i pozdrawiam.

        Jan

        • Szanowny Panie,

          O bpie Słupskim czytałem już kiedyś, o bpie Dymku być może słyszałem, nie pamiętam.
          O ile pamięć mnie nie zawodzi co do pierwszego, jest tam dość niejasna sprawa święceń czy coś tego rodzaju. Ogólnie, w sytuacji obecnej braku autorytetu w Kościele jesteśmy świadkami nieszczęsnych podziałów i różnych błędnych posunięć praktycznych, a nawet czasami błędów doktrynalnych, wśród kleru „tradycjonalistycznego” (w końcu muszę napisać wpis na ten temat, co myśleć o tym terminie i co przezeń rozumieć). Niestety wśród sedewakantystycznego kleru nie brakuje różnych najzwyczajniej w świecie pomyleńców.

          Dlatego trzymać się należy tych poważnych, o których tu na blogu mowa i których teksty można znaleźć na stronie Ultramontes. W życiorysy nie będę zbyt głęboko wchodził, nie mam na to czasu jak różni lefebrystyczni czy indultowi detractores, których głównym argumentem za tym, że Bergoglio jest papieżem, jest to, że sedewakantystyczny biskup taki czy inny jest głupi i wyświęca byle kogo.

          Ta dygresja ma na celu zwrócenie uwagi na ten problem i tyle. Właśnie bpa Słupskiego kojarzę jako tego typu marginalny charakter wśród sedewakantystycznych biskupów. Przykład CMRI (biskupa Pivarunasa) jest doskonałą ilustracją, jak można wyjść na prostą po różnych błędach początkowych (polecam tekst x. Cekady, który sytuację dokładnie opisuje). Niestety, wielu nie potrafi zrozumieć pierwszych lat soborowej rewolucji w Kościele, która pozbawila katolików nieomylnego kierunkowskazu.

          Dosyć już, ale myślę, że to ważny temat, do którego wrócę z pewnością niebawem, jako że jest to jeden z głównych argumentów przeciwko „sedewakantyzmowi”. Nie na temat, ale niestety jest.

          In Christo Rege,
          Pelagiusz

  6. Juan pisze:

    Z polskich duchownych był franciszkanin o. Wiktor Mróz, któremu o. Kolbe przepowiedział 50 lat kapłaństwa. Można poczytać o nim tu: http://semperfidelisetparatus.blogspot.com/p/o-wiktor-mroz.html

Zostaw komentarz

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s