Medice, cura teipsum or the Sedevacantophobia of Fr. Stehlin

Medice, cura teipsum or the Sedevacantophobia of Fr. Stehlin

x stehlin Fatima Conference 2013

Sedevacantism as the „orphan disease”… That’s a new one.

If the doctor does not know a given disease, how can he authoritatively propose a cure? And when he himself is so sick (incurably?) that he considers sick the healthy patient, then we have a tragic situation indeed. It would be better for healthy people to avoid such a “doctor”, so that he himself would not accidentally (on purpose?) infect them.

The most recent issue of “Zawsze wierni”1 does not excel in accurate judgments and proper conclusions, as it was already to be seen with respect to the “Escape into Dreams” text2. As it was to be expected, in the description written in language characteristic rather of a charismatic presbyter than a thomistic author, there was place for the pestilence, cholera, ulcers, virus, bacteria of the terribly contagious sedevacantism. Due to the frightening appearance of a human being struck by this exceptionally infectious physico-psychic disease, Fr. Stehlin, in the role of a “doctor”, conducts once again a scaring therapy. In the article entitled “Who standeth, let him take heed lest he fall” available on the Internet (it is again possible to save a few zlotys), one can savor the seemingly “scholarly analysis” and the proposed treatment: Czytaj dalej

Reklamy

Medice, cura teipsum, czyli sedewakantofobia x. Stehlina

Medice, cura teipsum, czyli sedewakantofobia x. Stehlina

x stehlin Fatima Conference 2013

Sedewakantyzm jako „choroba sieroca”… Tego jeszcze nie było.

Jeśli lekarz nie zna się na danym schorzeniu, to jakże może autorytatywnie proponować lekarstwo? A jeśli sam jest tak chory (nieuleczalnie?), że zdrowego pacjenta uważa za chorego, to już wtedy mamy doprawdy tragiczną sytuację. Lepiej, żeby zdrowi ludzie unikali takiego „lekarza”, by przypadkiem (celowo?) ich sam nie zaraził.

Najnowszy numer pisma „Zawsze wierni” nie celuje w trafnych sądach i właściwych wnioskach, jak już dało się zauważyć a propos tekstu „Ucieczka w marzenia”. Jak można się było tego spodziewać, w opisie napisanym językiem charakterystycznym raczej dla charyzmatycznego prezbitera niż tomistycznego autora znalazło się też miejsce na dżumę, cholerę, wrzody, wirusa, bakcyla przerażająco zaraźliwego sedewakantyzmu. Z powodu odstraszającego wyglądu człowieka dotkniętego tą wyjątkowo zakaźną chorobą cielesno-psychiczną x. Stehlin, w roli „lekarza”, przeprowadza po raz kolejny terapię odstraszającą. W artykule pod tytułem „Kto stoi, niech baczy, aby nie upadł…” dostępnym w Internecie (znowu da się oszczędzić kilku złotych), można się uraczyć pozornie „uczoną analizą” i proponowaną kuracją: Czytaj dalej

Munus docendi nieposłusznego Orzeszko

Munus docendi nieposłusznego Orzeszko

Po pierwsze, nie wiadomo, czy lepiej, czy nie, że „(nie)wyświęcony-przez-niebiskupa-kapłan” Orzeszko pisze dla lefebrystycznego „Zawsze wierni”. Świadczy to z pewnością o tym, gdzie przenosi się ów „(nie)wyświęcony-przez-niebiskupa-kapłan”. Musiał, zresztą dość szybko, zrozumieć, że „nie można jednocześnie podawać dłoni modernistom i chcieć zachowywać Tradycję” oraz w ten sposób „robić diabelską robotę” (abp Lefebvre) podporządkowując się apostackiej hierachii. Stanowi to przeszkodę nie do pokonania w pracy dla zbawienia dusz.

O dziwo jednak, „(nie)wyświęcony-przez-niebiskupa-kapłan” Orzeszko nie widzi jawnych sprzeczności w piramidalnych bzdurach, które głosi, zwłaszcza na temat hierarchii i posłuszeństwa. Bzdurach, inaczej tego bowiem nie da się nazwać. Czytaj dalej