Teza z Cassiciacum w skrócie

O. Guerard des Lauriers OP, który jako pierwszy sformułował tezę z Cassiciacum

Wstęp

Gdy modernistyczna rewolucja w Kościele, planowana przez dekady pokątnie, a energicznie tępiona i potępiona przez św. Piusa X, na dobre wybuchła wraz z nowymi doktrynami i reformami Soboru Watykańskiego II, świeccy i duchowni na całym świecie stawili jej opór. To, co było zrazu intuicją katolicką, wyrazem sensus catholici, przybrało z czasem różne formy oporu i argumentacji stojącej za nim (różne podejścia „tradycjonalistów” zostały opisane tutaj).

Jednym ze stanowisk, które już w czasie soboru wysunęło się na pierwszy plan (pisze o tym m.in. x. Ricossa w swym artykule z 2003 roku), było to, według którego okupanci Stolicy Apostolskiej nie mogą posiadać władzy Chrystusowej, normalnie nieodłącznej od osoby zajmującej ową Stolicę. Stanowisko to z czasem zaczęło być nazywane sedewakantystycznym (od wakatu stolicy, sede vacante) i taka nazwa się przyjęła.

W wyżej przytoczonym artykule zwróciłem uwagę na dwa zasadnicze sposoby rozumowania sedewakantystów, które prowadzą do tego samego ostatecznego wniosku, ale inną drogą:

Należy dodać, iż odpowiedź „sedewakantystów” na współczesny „problem autorytetu” w Kościele wyraża się na dwa sposoby, choć formalnie się zgadza. Pewna ich część, opierając się na opiniach różnych teologów i nawet Papieży doszła do wniosku, że praktycznie wszyscy zgodni są co do tego, że publiczny czy jawny heretyk nie może ważnie zajmować żadnego urzędu w Kościele, tym więc bardziej najwyższego. Jest to niemożliwe do pogodzenia z nieomylnością i niezniszczalnością Kościoła, a także z misją Papieża, którą jest nauczanie, rządzenie i uświęcanie Kościoła, mistycznego Ciała Chrystusa. Stanowisko to można określić nazwą sedewakantyzmu zwykłego (simpliciter). Znowu, nie jest to „osądzanie osoby Papieża” czy „detronizacja”, a po prostu wniosek teologiczny oparty na pewnych przesłankach z wiary i zasadzie niesprzeczności.

Inni, za wspomnianym wcześniej autorem Krótkiej analizy krytycznej Novus Ordo Missae o. Michałem Ludwikiem Guerard des Lauriers, twierdzą, że pewności absolutnej tą drogą nie można osiągnąć, bowiem opinie teologów, jakkolwiek jednomyślne by nie były, mogą być pomocne dla argumentu teologicznego, ale nie wyczerpują znamion pewności teologicznej. Dominikański duchowny, głównie za tomistycznymi teologami z przeszłości twierdził, że nawet w sytuacji publicznej herezji orzeczenie kompetentnej władzy jest konieczne, aby było wiążące dla wszystkich katolików, ponieważ Kościół jest zarówno społecznością widzialną, jak i niewidzialną, a jako widzialna, rządzi się prawem kościelnym. Niemniej jednak, w świetle sprzeczności zaobserwowanych między odwieczną nauką Kościoła a doktrynami soborowymi „promulgowanymi” z zachowaniem wszelkich form i pozorów, zachodzi pewność co do tego, że Paweł VI nie posiadał autorytetu papieskiego lub przestał go posiadać, a Jan Paweł II (i jego następcy) w ogóle go nie mieli.

Według o. Guerard des Lauriers i przyjmujących jego tezę, Montini i inni „soborowi papieże” byli zatem, w świetle norm kanonicznych Kościoła katolickiego, ważnie wybrani na urząd Papieża, ale z powodu swojej herezji (modernizmu) stawili przeszkodzę (obex) na drodze przyjęcia władzy Chrystusowej, która stanowi istotę papiestwa. Nie są na pewno „Papieżami” w akcie, faktycznie sprawującymi urząd papieski i nie mogą go sprawować póki przyjęciu autorytetu stawiają ową wewnętrzną przeszkodę, która wyraźnie przejawia się w uzewnętrznionej obiektywnej intencji. Przeszkoda ta sprowadza się, w aktualnej sytuacji, do trwania przy nauczaniu Soboru Watykańskiego II i soborowych reformach, zwłaszcza nowej mszy, które są sprzeczne z wiarą katolicką i szkodliwe dla dusz, jak słusznie zauważa wielu „tradycjonalistów”. Zgodnie z tą hipotezą, gdyby taki okupant Watykanu potępił i publicznie odżegnał się od Soboru Watykańskiego II i jego reform, wówczas nastąpiłoby usunięcie przeszkody stojącej na drodze objęcia władzy papieskiej, do której ma tytuł z racji ważnego wyboru podczas konklawe i stałby się prawdziwym Papieżem. O odzyskaniu prawowitości przez Papieża pisał już w XVI wieku Hieronim kardynał Albani (cf. wspomniany już tekst x. Ricossy).

Innym sposobem na rozwiązanie sytuacji w tej optyce byłoby wysunięcie wymaganych kanonicznych napomnień i wskutek nieopamiętania się delikwenta stwierdzenie wakatu przez biskupów mających tytuły do urzędów, czyli zasiadających na stolicach diecezyj. Ale również w tym wypadku najoczywistszym warunkiem byłoby całkowite odrzucenie błędów i reform soborowych przez takich biskupów, a nie „reforma reformy” czy „sobór w świetle tradycji” i inne heretyckie pomysły modernistów akceptowane przez wielu „tradycjonalistów”.

W związku z tym, że okupant Stolicy Piotrowej, wedle tej hipotezy, posiada ważny tytuł do swej stolicy, mówi się, że jest tylko materialnie (materialiter) „Papieżem”. Jest wręcz martwymi „zwłokami” Papieża. Brak mu formy Papiestwa, tego, co czyni że Papież jest Papieżem, czyli autorytetu Chrystusowego obiecanego i sprawowanego przez samego Chrystusa za pośrednictwem Papieża (forma to jest to, dzięki czemu coś jest tym, czym jest). Taki okupant Stolicy Apostolskiej nie jest zatem Papieżem formalnie (formaliter). To rozróżnienie filozoficzne (i dlatego też teologiczne), tak opacznie rozumiane albo wcale nie rozumiane przez wielu (z różnych powodów) stanowiło i nadal niestety stanowi zarzewie niejednego konfliktu. Niemniej jednak „teza z Cassiciacum”, jak zaczęto nazywać tę teorię od pisma, w którym po raz pierwszy się pojawiła („Zeszyty Cassiciacum”, fr. „Cahiers de Cassiciacum”), daje teologicznie pewną odpowiedź na pytanie o ciągłość papiestwa w obecnej sytuacji kryzysu w Kościele. Ale nie jest to miejsce na rozwijanie tematu, który sam w sobie zasługuje na odrębne opracowanie. Warto tylko dodać, gwoli ścisłości i sprawiedliwości, że nazywanie tezy „sedeprywacjonizmem” jest wielkim nieporozumieniem, bowiem termin ten miałby oznaczać privatio sedis (pozbawienie/brak stolicy), co jest niemożliwe. Mowa tu natomiast o privatio auctoritatis (pozbawieniu/braku autorytetu), a to rzecz zupełnie inna.

W tym miejscu chciałbym nieco rozwinąć to teologiczne rozwiązanie problemu autorytetu, ponieważ wciąż w języku polskim nie ma w miarę przystępnego wyjaśnienia tezy z Cassiciacum. Nie zostaną tu wyczerpane wszystkie przesłanki, ani nie znajdą się tutaj odpowiedzi na wszystkie zarzuty wobec tezy (to na później, jak Bóg da), ale jako że sprawa nie cierpi zwłoki, a nadal pojawiają się głosy zainteresowane tematem (albo bezmyślnie powtarzające zarzuty świadczące o nieznajomości tematu), postaram się to zrobić dla nieobeznanego z tematem Czytelnika.

Należy jeszcze zwrócić uwagę, że teza z Cassiciacum w swym najprostszym sformułowaniu nie przerasta zdolności umysłowych najprostszych ludzi, natomiast rozwinięcie całego argumentu oczywiście wymaga znajomości pewnych podstawowych pojęć i zasad filozofii arystotelesowsko-tomistycznej. Stąd też wysunięto zarzut, opierający się na sprzeczności między oboma twierdzeniami (teza zrozumiała dla wszystkich vs. teza wymaga znajomości teologii i filozofii). Zarzut ten omówił x. Ricossa w piątej części swego artykułu w odpowiedzi na tekst z „La Tradizione cattolica”). Ale z tego powodu swój wywód podzielę na dwie części, pierwszą przystępniejszą, a w drugiej nieco głębiej omówię ten temat.

Nim to nastąpi, pozwolę sobie na jeszcze jedną uwagę wstępną a propos cechy nowości tezy z Cassiciacum.

Teza i jej „nowość”

Teza z Cassiciacum powstała jako odpowiedź na obecną sytuację autorytetu w Kościele. Odpowiada ona na problem zaistniały w okolicznościach, które są wyjątkowe w historii Kościoła, są zupełnie nowe. Gdyby ich nie było, gdyby ów problem Soboru Watykańskiego II i opór, jaki wywołał, nie istniał i teza z Cassiciacum nie zostałaby sformułowana.

Należy to mieć na uwadze i nie dziwić się, że nowy problem może wymagać nowego rozwiązania, które niemniej jednak pozostaje w zgodzie ze wszystkimi prawdami wiary i zasadami rozumowymi. Na tym też polega teologia, że rozwija pewne twierdzenia wcześniej niedostatecznie odkryte. Teologia nie jest bowiem nauką czysto pozytywną, jest przede wszystkim i to w najwyższym stopniu spekulatywna. Teologia zwana pozytywną rozpatruje tylko cytaty Ojców, teologów, Papieży, soborów, przytacza kanony i orzeczenia (zajmuje się czystymi „faktami”, jak tego chciał August Comte, ojciec nowożytnego pozytywizmu). Jest to oczywiście nieodzowną częścią pracy teologa, ale ograniczanie teologii do tego aspektu jest nieporozumieniem i wielką niesprawiedliwością wyrządzoną tej świętej nauce. Prawdziwi teologowie to tacy, jak św. Tomasz z Akwinu, Kajetan, Salmanticenses, Franzelin, Garrigou-Lagrange, Sertillanges czy Guerard des Lauriers. To tego kalibru myśliciele przyczynili się najwięcej do lepszego zrozumienia prawd objawionych i im pokrewnych.

Dowód sedewakantystyczny

Aby omówić samą tezę, przypomnę ogólny zarys rozumowania sedewakantystycznego, aby na podstawie tego, co lepiej znane, można było uwydatnić to, co mniej znane.

Wiemy, co jest de fide, że Papież jest nieomylny w swym nauczaniu zwyczajnym, na co dzień (czego nauczają wszyscy teologowie i liczni Papieże, zwłaszcza wszyscy po kolei od Piusa IX po Piusa XII) oraz nadzwyczajnym (uroczyste deklaracje). Cały Kościół jest nieomylny w swym nauczaniu (papieskim oraz zwyczajnym powszechnym, zawsze w jedności z Papieżem). Prawa kościelne i dyscyplina ustanowiona przez Kościół są również obwarowane nieomylnością praktyczną (zwaną też negatywną).

To przyjąwszy, sedewakantyści zwracają uwagę na sprzeczności między nauczaniem Soboru Watykańskiego II a nauczaniem uroczyście zdefiniowanym wcześniej przez Kościół. Skoro dane twierdzenie było prawdą i jako takie zostało ogłoszone przez Kościół, zdanie przeciwne nie może pewnego dnia zostać potępione przez Kościół. I odwrotnie, zdanie potępione przez Kościół nie może stać się oficjalnym nauczaniem Kościoła. Sprzeciwiałoby się to nauczaniu o nieomylności.

Widać to najjaśniej porównując Quanta cura Piusa IX z 8 XII 1864 z Dignitatis humanae z 7 grudnia 1965 – wolność kultu została potępiona i to nie może ulec zmianie – i dlatego jest to brane często za pewny punkt wakatu. Jednakże taką sprzeczność czy podważanie prawd wiary zauważono także w odniesieniu do teologii „nowej mszy” (cf. Krótka analiza krytyczna NOM), ekumenizmu, kolegializmu, przepraszania za „grzechy” Kościoła i innych błędów neomodernistycznych.

Wyjątkowość tezy z Cassiciacum zrozumiała dla wszystkich

Z wyżej przytoczonego dowodu ścisłego, czyli dedukcji, korzysta również teza z Cassiciacum. Jednakże jej fundamentem, punktem wyjścia i oryginalną cechą jest wywód innej natury: indukcja, czyli stwierdzenie faktu, jakim jest spontaniczne odrzucenie przez katolików Soboru Watykańskiego II, jego ducha, doktryn, reform i rytów oraz ustawiczne stawianie im oporu przez tyle lat, jeszcze za czasu trwania samego soboru.

Nie jest to ścisły dowód (dedukcja), ale właśnie indukcja, wnioskowanie od danych konkretnych, szczegółowych do konkluzji ogólnej. Jako taką cechuje ją oczywistość (dla o. Guerard des Lauriers brak papiestwa u Pawła VI należy do sfery oczywistości). Rzeczywiste zaistnienie sprzeciwu i stałego oporu katolików świadczy o braku stałej (habitualnej) intencji, zewnętrznie wyrażonej słowem i czynem, u Pawła VI i jego następców w zabieganiu o dobro wspólne Kościoła, czyli chwałę Bożą i zbawienie dusz. Owa stała intencja dbania o dobro czyli cel Kościoła jest warunkiem koniecznym otrzymania władzy papieskiej od Chrystusa, czyli prawowitości władzy papieskiej. A że w słowach i czynach Pawła VI, Jana Pawła II, Benedykta XVI i Franciszka przebija się obiektywna wola szkodzenia chwale Bożej i zbawieniu dusz, tego nie trzeba dowodzić, to widać na co dzień. Fakt powszechnego oporu pragnących zachować wiarę katolików, opuszczających swoje dotychczasowe parafie, dostatecznie nas o tym przekonuje.

Znana powszechnie wśród sedewakantystów broszurka x. Cekady „Tradycjonaliści, nieomylność i Papież” rozpoczyna się od tego rodzaju wnioskowania indukcyjnego i dochodzi do wniosku tego samego, co teza z Cassiciacum: „Sama Wiara zmusza nas zatem do uznania, że ci, którzy głoszą te błędy i ustanawiają tak złe prawa – bez względu na pozory władzy jakimi zdają się legitymować – w rzeczywistości nie posiadają autorytetu Kościoła Katolickiego”. Ów brak władzy kościelnej czy autorytetu Chrystusowego teza z Cassiciacum ustala przede wszystkim na podstawie indukcji, ale również komplementarnej wobec niej dedukcji (sprzeczność między nauczaniem Kościoła a soborowym, j.w.).

Na tym braku czy pozbawieniu (privatio) prawdziwego, prawowitego autorytetu Chrystusowego u soborowych i posoborowych „papieży” można zakończyć najprostszy wykład tezy z Cassiciacum, dostępny dla wszystkich. Nie trzeba tu roztrząsać wcale opinij teologów i orzeczeń Kościoła dotyczących sprawowania urzędu przez heretyków, utraty urzędu i tym podobnych.

Rozwinięcie tezy z Cassiciacum

Jak zatem ów fakt wyjaśnia teza z Cassiciacum?

Kluczowe dla lepszego zrozumienia tego stanowiska teologicznego jest rozróżnienie zachodzące realnie między materią a formą oraz pewne podstawowe dane filozofii chrześcijańskiej (dobro-cel, dobro wspólne a władza).

Co do pierwszego punktu, wszystkie byty fizyczne składają się z materii i formy. Tylko Bóg i aniołowie nie mają w sobie tej złożoności: u aniołów, czystych form, istnieje jednak złożoność z możności i aktu, a w Bogu nie ma żadnej zmienności, więc i żadnej złożoności.

Materia i forma są zasadami wewnętrznymi bytów fizycznych. Materia jest tym, z czego złożony jest byt w charakterze zasady immanentnej. Forma zaś jest zasadą determinującą byt, pewną doskonałością, i w przeciwieństwie do materii ma swe pochodzenie „na zewnątrz”. Nie należy tego rozumieć zbyt „dziecinnie”, czyli ilościowo, nie są to dwa klocki, które połączone tworzą określony byt. Są to dwie zasady, principia, jedna „wewnętrzna”, immanens, druga pochodząca z zewnątrz, ale nie jako dodana materia czy ilość, lecz jako zasada determinująca, określająca materię w jej bytowaniu i działaniu, to, dzięki czemu coś jest tym, czym jest. Jesteśmy tu na wyższej płaszczyźnie rozumowania niż czysto matematycznej czy materialnej, co może być trudne dla umysłów niewprawionych filozoficznie.

Formy dzielą się na substancjalne (forma substantialis) i przypadłościowe (forma accidentalis). Forma substancjalna determinuje materię pierwszą i konstytuuje wraz z nią daną naturę, na przykład człowieka, którego formą substancjalną jest dusza, a materią ciało nieukonstytuowane przez duszę. Oczywiście przy połączeniu pierwszych dwóch komórek powstaje ciało i otrzymuje natychmiast duszę, ta forma (dusza) determinuje materię, która natychmiast staje się istotą ludzką, aczkolwiek jeszcze niedoskonale ukształtowaną w swych przypadłościach i władzach. Utrata duszy czyli formy substancjalnej oznacza śmierć. Istota ludzka wtedy nie przepada, ale znajduje się w stanie nie do końca normalnym oddzielenia formy od materii i dlatego dopiero katolicka nauka o zmartwychwstaniu ciał dała pełną odpowiedź na ten problem, poszukiwaną od dawna przez filozofów.

Formy przypadłościowe „nakładają się” natomiast na byt już ukonstytuowany w swej istocie. Istota jako taka już istnieje, otrzymując zaś formę przypadłościową nabiera pewnej nowej określonej doskonałości. Przykładowym gatunkiem form przypadłościowych jest władza jako taka. Papiestwo, jako gatunek władzy, jest właśnie tego rodzaju formą. Bez niej człowiek pozostaje w pełni człowiekiem, jej otrzymanie czy utrata nie powoduje powstania innej istoty czy jej zaniku. Papież zaś jako taki jest człowiekiem posiadającym władzę papieską, formę władzy papieskiej. Nie ma bowiem istoty papieskiej jako takiej, jest tylko forma (przypadłościowa) papiestwa, która determinuje byt w postaci wybranego na konklawe ochrzczonego mężczyzny.

Należy też zwrócić uwagę, że rozróżnienie na materię i formę jest rozróżnieniem realnym, czyli rzeczywistym, istniejącym w rzeczywistości, distinctio realis, a nie tylko pojęciowym, distinctio rationis. Nie jest skutkiem działania naszego rozumu, ani tym bardziej wyobraźni, ale opiera się na rzeczywistości. W samej rzeczy to rozróżnienie znajduje swoje uzasadnienie.

Otóż, Tomasz di Vio, kard. Kajetan (1469-1534), wybitny komentator św. Tomasza z Akwinu, stosuje to rozróżnienie materii i formy do samego papiestwa (które jest formą przypadłościową, jak widzieliśmy). Podobnie, św. Robert Bellarmin (1542-1621) mówi, że osoba elekta jest jakby materią, a elekcja jest usposobieniem do otrzymania formy papiestwa (a wszelkie usposobienie do przyjęcia formy czy doskonałości, jak mówi św. Tomasz, należy do porządku przyczyny materialnej). O. Ludwik Michał Guerard des Lauriers OP, teolog dominikański i były profesor na Lateranie (Uniwersytecie Papieskim), który jako pierwszy opracował tezę z Cassiciacum, rozwija ten temat w aktualnych okolicznościach soborowej rewolucji.

Francuski dominikanin zauważa, że aby zostać Papieżem potrzeba trzech „rzeczy”:

1. Należy być wybranym na konklawe przez ważnych elektorów (oprócz podstawowych warunków takich jak płeć męska, chrzest, nie heretyk, apostata, etc.).

Ów wybór musi być zatem kanoniczny czyli musi być dokonany według obowiązujących przepisów przez kanonicznych wyborców. Ten element pochodzi od człowieka, jest to akt czysto ludzki. To nie Bóg wybiera, ale ludzie, jak w każdej społeczności ludzkiej, gdzie w taki czy inny sposób następuje wskazanie następcy piastuna władzy (obojętnie, czy przez prawa pisane, czy niepisane, przez dziedziczenie, kooptację czy elekcję – i nie ma to nic wspólnego z fanaberią „władzy oddolnej”, czyli „suwerenności ludu”, bowiem wybierać piastuna władzy a przekazywać władzę to dwie formalnie inne rzeczy).

Jest to akt prawny. Kościół jako społeczność doskonała (obok państwa) posiada bowiem z samej swojej natury porządek prawny. Ma swój ustrój, władzę, członków, ale i własny porządek prawny.

Tyle ze strony wyborców.

2. Ze strony wybieranego potrzeba następnie zgody na przyjęcie wyboru. Między wyborem ze strony wyborców a decyzją osobistą (przyjęcia lub odrzucenia) ów „elekt” jest Papieżem tylko materialnie, materialiter. Jest materią bliższą (materia proxima) usposobioną do otrzymania formy papiestwa. Znaczy to, że nikt inny nie może być w tym czasie wybrany zamiast niego (inni katolicy płci męskiej są najwyżej materią dalszą, materia remota). On tylko jest desygnowany do piastowania urzędu, który obejmuje przyjąwszy ów wybór. Dalej, w razie jakichś trudności na tym etapie tylko Kościół aktem prawnym może:

a) cofnąć ten wybór nim oczywiście elekt podejmie decyzję przyjęcia lub odrzucenia wyboru (może przecież być nieobecny na konklawe albo może się okazać, że wybrany nie może z takich czy innych powodów objąć urzędu),

b) albo nawet po jego przyjęciu (które wobec tego jest tylko pozorne) stwierdzić nieważność samego wyboru.

Natomiast należy już tu z całą siłą stwierdzić, że póki Stolica Apostolska jest zajmowana (faktycznie, materialnie) przez takiego wybranego, nikt inny nie może być wybrany na jego miejsce.

I to jest elementem materialnym papiestwa, te dwa czynniki: jeden ze strony wyborców, drugi ze strony elekta.

3. W chwili akceptacji wybrany, Papież materialiter, normalnie otrzymuje od Chrystusa pełnię władzy nad Kościołem, to znaczy, staje się Papieżem formalnie, formaliter. Ten katolik otrzymał formę papiestwa i dlatego też jest Papieżem simpliciter, po prostu Papieżem.

Pierwsze dwa akty, aspekty materialne papiestwa, są aktami ludzkimi i jako takie poddane są wszelkim uwarunkowaniom czynów ludzkich (mogą być nieroztropne, etc.). Otrzymanie władzy Chrystusowej jest tym aspektem formalnym papiestwa, pochodzi od samego Boga.

W czasach obecnych wyraźnie widzimy, że okupanci Stolicy Apostolskiej nie mogą być Papieżami Kościoła, bowiem niszczą wiarę podając do wierzenia fałszywe nauki, wprowadzając szkodliwe dla dusz reformy, ryty, prawa. Rzeczywista zewnętrzna ich intencja jest wyraźna. Moderniści, najwięksi wrogowie Kościoła wg. św. Piusa X (co dziś tak zręcznie się powszechnie minimalizuje), nie mogą posiadać władzy Chrystusowej. To o. Guerard des Lauriers uważał za oczywistość, którą każdy katolik powinien być w stanie dostrzec.

Skoro tak jest, na pewno zatem istnieje jakaś wada czy przeszkoda (vitium) gdzieś w całym tym procederze objęcia papiestwa przez modernistycznych okupantów Watykanu. Jak widzieliśmy wcześniej, sama wiara nie dopuszcza faktu, by Montini, Luciani, Wojtyła, Ratzinger, Bergoglio byli Wikariuszami Chrystusa na ziemi.

Owa wada istnieje:

a) albo w wyborze, który jest jednak aktem prawnym i jako taki podlega w swych uwarunkowaniach kompetentnej władzy. Kardynałowie musieliby na przykład stwierdzić, że ten, który wyszedł na balkon bazyliki św. Piotra nie otrzymał wymaganej ilości głosów albo że przed wyborem był heretykiem formalnym, co nie było wiadome np. większości kardynałów w trakcie konklawe, etc.

b) albo w przyjęciu tego wyboru ze strony elekta.

Przykładem zajścia wady b), często przytaczanym przez duchownych przyjmujących tezę z Cassiciacum, jest sakrament małżeństwa.

Sakrament małżeństwa następuje na podstawie aktu ludzkiego małżonków, a dokładnie, gdy odpowiadają na pytanie kapłana (sama przysięga następuje po zawarciu małżeństwa, jako wzmocnienie obowiązków z umowy wynikających, por. Woroniecki, Katolicka etyka wychowawcza, t. II/2, KUL 1986, §80.3, s. 193).

W tej sytuacji szafarzami sakramentu są sami małżonkowie, kapłan jest tylko świadkiem ze strony Kościoła.

Jeśli zaś z ich strony lub nawet tylko jednej występuje jakaś zatajona przeszkoda unieważniająca, wtedy mamy do czynienia z małżeństwem materialnie, nie zaś formalnie, niezależnie od aktów wykonanych zewnętrznie, w obecności kapłana, rodziny i gości.

Taką przeszkodą może być wewnętrzna (zatajona) wola przeciwna wypełnianiu istotnych obowiązków małżeństwa (e.g. sprzeciw wobec przekazania życia potomstwu). Małżeństwa wtedy (formalnie) nie ma.

Jednakże ta wada czyli przeszkoda ze strony braku przyzwolenia może być odjęta. Małżonkowie lub małżonek może niejako „uważnić” swój związek małżeński, który bez tego pozostaje nieważny. Innym wyjściem jest zewnętrzne odkrycie tej przeszkody i orzeczenie kompetentnej w tej materii władzy, jaką jest Kościół. Mamy wówczas do czynienia ze stwierdzeniem nieważności takiego małżeństwa.

Sytuacja jest analogiczna w sytuacji papiestwa. Nie jest to analogia porównująca dwa sakramenta, bowiem papiestwo do nich nie należy, ale analogia mająca za podstawę relację materii do formy i możliwości zajścia między nimi przeszkody uniemożliwiającej otrzymanie przez materię formy, nawet przy zachowaniu wszystkich materialnych warunków.

Otóż, na drodze przyjęcia wyboru ze strony kanonicznych wyborców można postawić przeszkodę unieważniającą, która w pewien sposób może być cofnięta przez samego elekta, albo cofnięty może być sam wybór przez stwierdzenie jego nieważności ze strony kompetentnych w tej materii elektorów, czyli kardynałów. Są tu więc dwie możliwości: usunięcie przeszkody ze strony elekta albo cofnięcie kanonicznego wyboru ze strony kanonicznych elektorów.

Widzieliśmy, że jest coś takiego, jak aspekt materialny papiestwa, ale oczywiście nie jest on dostateczny, aby być Papieżem.

To sama władza papieska, autorytet (auctoritas) jest formą papiestwa. Ten aspekt formalny papiestwa pochodzi od Boga bezpośrednio, jak każda władza (Rzym. XIII, 1). W Kościele wszelka władza zawsze przez Papieża przechodzi na święte kongregacje rzymskie, biskupów, proboszczów, wikarych, etc., ale Papież otrzymuje władzę od samego Boga.

Jest to prawdziwe zarówno co do władzy świeckiej jak i kościelnej (choć, podkreślam, między Kościołem a państwem zachodzi tylko analogia – dziś jednym z największych błędów, zwłaszcza wśród różnych „tradycjonalistów” i „konserwatystów”, jest naturalizm w odniesieniu do Kościoła, pojmowanego na sposób społeczności przyrodzonej, jak państwo). Bowiem i władza świecka aktem ludzkim zostaje wyznaczona, w zależności od ustaw i ustrojów (nikt nie otrzymuje w ten sposób władzy, ale designatus est), pomimo tego iż jej istota wprost od Boga pochodzi.

Dlatego też ani kardynałowie, ani sobór, ani tym bardziej żadna władza świecka nie może odebrać Papieżowi papiestwa. Można co najwyżej stwierdzić jego brak, czyli nieważność wyboru.

Co zaś stanowi istotę władzy papieskiej?

O. Guerard des Lauriers OP uważa owo „bycie z” (fr. „être avec”), tę asystencję Boską czy obcowanie Chrystusa jako istotę papiestwa, aspekt formalny papiestwa, czyli to, co czyni, że Papież jest formalnie Papieżem.

Cała bowiem doktryna Ciała Mistycznego Chrystusa, którym jest Kościół, sprowadza się do tego właśnie obcowania Chrystusa ze swymi członkami, z których pierwszym jest jego Wikariusz, widzialna Głowa Kościoła na ziemi. Podobnie, jak Chrystus posłany przez Ojca zawsze „jest na łonie Ojca” (św. Jana I, 18), tak też i Kościół, posłany przez Chrystusa, pozostaje zawsze w Chrystusie. Chrystus zawsze jest obecny w swym Kościele, w którym i przez który działa. Pan Jezus „jest ze” swym Kościołem w spełnianiu właściwej misji, którą mu powierzył:

„Idąc tedy, nauczajcie wszystkie narody, chrzcząc je w imię Ojca i Syna i Ducha Świętego, nauczając je zachowywać wszystko, cokolwiek wam przykazałem. A oto ja jestem z wami po wszystkie dni aż do skończenia świata.” (św. Mat. XXVIII, 19-20).

Tyczy się to primo et principaliter Papieża, bowiem Papież to Kościół, Kościół to Papież (jakże ta podstawowa prawda wiary jest dziś zachwiana w umysłach wielu katolików pod wpływem lefebryzmu i różnych liberalnych prądów).

Widzimy natomiast, że Chrystus nie jest z Bergoglio (a wcześniej z Montinim, Lucianim, Wojtyłą, Ratzingerem), a on nie jest z Chrystusem, w nauczaniu, w rządzeniu, w uświęcaniu Kościoła, w misji zbawczej powierzonej Kościołowi przez Chrystusa. Papież jest Głową widzialną Mistycznego Ciała Chrystusa, zaś Chrystus jego Głową niewidzialną. Jednorodzony Syn Boży, Król królów i Pan panów, przeto uświęca, naucza, rządzi Kościołem za pośrednictwem swego Wikariusza na ziemi, który z tejże racji jest jedną osobą moralną z Chrystusem.

Z jednej strony nie ma orzeczenia prawnego, że Montini, Luciani, Wojtyła, Ratzinger czy Bergoglio nie zostali ważnie wybrani. Póki nie ma tego rodzaju posiadających cechy pewności dowodów, jako że wybór Papieża jest aktem prawnym, mamy uznawać ów wybór i wskutek tego nikt inny nie ma prawa do tego tytułu (tu leży głębokie uzasadnienie aspektu radykalnie antykonklawistycznego tezy z Cassiciacum i jej zwolenników).

Przeszkoda zatem musi leżeć gdzie indziej, czyli w samej osobie elekta. Przejawia się ona bowiem na zewnątrz („po owocach ich poznacie”) w wyrażonym braku habitualnej (stałej) intencji czy woli zabiegania od dobro wspólne społeczności, na której się jest czele. W klasycznej filozofii politycznej (arystotelesowsko-tomistycznej, chrześcijańskiej, nieważne, jak ją nazywać) władza rządzi dla dobra wspólnego, jej fundamentalna prawowitość od tego jest zależna. Oczywiście, między społecznością doskonałą świecką (państwem), a społecznością doskonałą nadprzyrodzoną (Kościołem) zachodzi, jak powiedziałem analogia, ale w faktach, w porządku intencji obiektywnej, i tu i tu władza musi mieć ustawiczną (habitualną) intencję rządzenia, zabiegania o dobro wspólne. W Kościele tym dobrem wspólnym jest: chwała Boga i zbawienie dusz.

Utrzymywanie, że ta władza, która „promulgowała” nową „mszę”, soborowe doktryny wcześniej potępione przez Kościół, dzień w dzień praktykuje ekumenizm i inne rzeczy obrzydliwe w oczach Pana, że ta władza faktyczna (de facto) jest władzą prawowitą (de iure), że tę władzę należy nawracać (na „Tradycję”, etc.) jest bluźnierstwem przeciwko Chrystusowi, jest czymś nie do utrzymania przez katolika.

Te wszystkie błędy i aberracje nie mogą pochodzić od Chrystusa, nie mogą pochodzić od Kościoła. To wszystko jest nie do pogodzenia z habitualną intencją troszczenia się o dobro wspólne Kościoła. I to właśnie stanowi ów obex, ową wewnętrzną przeszkodę na drodze otrzymania od Chrystusa autorytetu przeznaczonego do zabiegania o dobro wspólne Kościoła, to vitium, wadę, w całym procederze.

Brak formy papiestwa przy obecności materii stanowi treść tezy z Cassiciacum. To właśnie oznacza zdanie o. Guerard des Lauriers: papa materialiter, sed non formaliter. Nie oznacza to jednak, że taki Ratzinger czy Bergoglio jest po części czy „w połowie papieżem”, gdyż formy i materii nie można rozumieć ilościowo czy materialnie, ale jako zasady bytu, co wyjaśnione zostało wyżej. Nawet dominikanie z Avrillé, którzy podobno studiują Sumę teologiczną i inne pisma św. Tomasza, dają wyraz swemu niezrozumieniu tych podstawowych pojęć filozofii arystotelesowsko-tomistycznej (cf. „Sodalitium” nr 52 wydania francuskojęzycznego, s. 19, nr 53 włoskojęzycznego, s. 9). Człowiek się zastanawia, czego się tam ich uczy…

Mamy tu jednakże do czynienia z czymś nienaturalnie rozdzielonym, czymś w pewien sposób wbrew naturze, podobnie jak z ciałem ludzkim pozbawionym duszy i dlatego też o. Guerard des Lauriers nazywał kard. Montiniego „zwłokami papieża” (np. w znanym kazaniu w paryskim kościele św. Mikołaja, po którym nie zapraszano go tam więcej).

Teza ta została obmyślona po to, żeby wyjaśnić brak władzy papieskiej u faktycznych okupantów Watykanu. Dopiero z czasem (kilka lat po jej ogłoszeniu) został rozwinięty sam argument o ciągłości materialnej na rzymskiej stolicy, bowiem władza obierania piastuna władzy jest formalnie różna od władzy rządzenia (co mylą wszyscy zwolennicy „suwerenności ludu”, j.w.). W ten sposób jednakże wyjaśnienie problemu autorytetu w Kościele zachowuje ciągłość materialną na Stolicy Apostolskiej przez ważny wybór ze strony kanonicznych elektorów, co daje tytuł do urzędu, póki nie ma dowodów przeciwnych, „jusqu’à la preuve du contraire”, jak mawiał o. Guerard des Lauriers. Jednocześnie jej modernistyczni okupanci nie posiadają władzy papieskiej, formalnie nie są Papieżami i dlatego nie wolno ich traktować jak Papieży (wymieniać w kanonie Mszy, być im posłusznym, pertraktować z nimi w celu uzyskania „kanonicznego” zatwierdzenia – dominikański teolog zawsze był przeciwny dyskusjom abpa Lefebvre’a z modernistami, które dowodziły obiektywnej dwulicowości stanowiska lefebrystycznego).

Jak już pisałem, stanowisko to formalnie się zgadza ze stanowiskiem sedewakantystycznym simpliciter: Papieżem nie jest ten, który jest tylko materialnie „papieżem”, a że ludzie nie rozumieją wyrażenia Papa materialiter, ze względu na prostych ludzi, uważam, że powinno się raczej pisać w takiej sytuacji „papież” w cudzysłowie, przynajmniej pisząc w języku pospolitym. W każdym razie rozpoczynanie roztrząsania tezy wobec maluczkich od słów „papież materialnie” uważam za chybione.

Uwagi końcowe

Jeszcze pozwolę sobie na dwie uwagi, jedną o kanonicznych elektorach Papieża, a drugą o herezji jako przeszkodzie ważnego wyboru Papieża, czyli dwa częste zarzuty wobec tezy ze strony sedewakantystów nie przyjmujących jej.

Teologowie nauczają, że gdy chodzi o wyborców Papieża, nawet gdy mamy do czynienia z wadą formy (gdy brak pewności co do tytułu do prawa wyborczego biernego), jako że ci wyborcy konieczni są do wyboru Papieża i ciągłości Kościoła hierarchicznego, owa wada formy jest uchylana dla celów ważnego konklawe. Obecni kardynałowie są zatem prawowitymi elektorami Papieża, nawet jeśli nie uczestniczą we władzy Chrystusowej w takim zakresie, w jakim im na to pozwala kardynalat (tym bardziej, że nie ma Papieża). Jest to nieodzowne dla zachowania ciągłości, przynajmniej materialnej, na Stolicy Apostolskiej, jest to nieodzowne wręcz dla samego ustroju Kościoła i jego trwania w czasie.

Zwolennicy tezy z Cassiciacum zauważają, że w całej tej argumentacji stojącej za stwierdzeniem braku autorytetu u faktycznych okupantów Watykanu powoływanie się na opinie teologów co do utraty urzędu z powodu herezji czy apostazji nie jest konieczne. Zresztą, ten tok dowodzenia nie posiada znamion pewności, ponieważ w tej materii, która jak widzieliśmy, należy do dziedziny prawa kościelnego, nie ma w chwili obecnej obowiązujących ustaw kanonicznych.

Ponadto, zewnętrzna (materialna) herezja nie jest wystarczająca. Herezja materialna jest zdaniem przeciwnym wierze, formalna zawiera element uporczywości, mający swą siedzibę w woli, przeciwko nauczaniu Kościoła. Ich herezji w słowie i czynie brak formy, wyraźnej woli sprzeciwiania się nauczaniu Kościoła z ich strony. Stwierdzenie tego jest tym trudniejsze, że oni sami uważają się za żywe magisterium Kościoła, za urząd nauczycielski, który „trwa w następcach św. Piotra”, zatem jak mają się sprzeciwiać temu magisterium żywemu, które jedyne ma prawo zobowiązywać, wytaczać procesy kanoniczne, stwierdzać to czy tamto jako obowiązujące katolików w sumieniu? To pomieszanie między doktryną heretycką a herezją formalną stanowi główny błąd sedewakantystycznych przeciwników tezy z Cassiciacum. Stanowisko to, według którego obecni okupanci Watykanu nie mają nawet ważnych tytułów do urzędu Papieża z racji herezji (formalnej) czy apostazji (formalnej), nie posiada zatem cech ścisłej pewności czy konieczności.

Natomiast sedewakantystyczne rozwiązanie w postaci tezy z Cassiciacum zachowuje zarówno wszystkie znamiona Kościoła (włącznie z apostolskością, za pośrednictwem ciągłości materialnej na Stolicy Rzymskiej), jak i te prawdy wiary, którym zaprzeczać muszą, choćby pośrednio, wszyscy zwolennicy „papiestwa” Bergoglio i jego nieszczęsnej pamięci modernistycznych poprzedników. Stwierdza nieprawowitość ich władzy, pociąga za sobą wszystkie tego stwierdzenia konsekwencje, ale zachowuje zgodną z wiarą i rozumem możność przywrócenia prawowitej władzy w Kościele. Wszelkie aparycjonistyczne koncepcje (nie tylko niektórych sedewakantystów!) same w sobie nie ostają się wobec kanonicznych uwarunkowań koniecznych dla zachowania ciągłości apostolskiej w Kościele, chyba że w połączeniu z nimi (na co zwrócił uwagę x. Ricossa wyciągając logiczne wnioski ze zdań x. Grossin, przeciwnika tezy, cf. „Sodalitium”, nr 55 edycji francuskojęzycznej, s. 29).

Choć sessio, czyli zasiadanie na stolicach biskupich (z rzymską włącznie) jest w tej chwili nienaturalnie (ale jest) oderwane od misji zbawczej Kościoła, niemniej jednak owa missio głoszenia Ewangelii aż po krańce ziemi, sprawowania sakramentów (ważnych!) pozostaje u tych, którzy zachowują wiarę świętą, niezmienną, apostolską, pomimo trudności, jakie to pociąga za sobą w naszych czasach katolicyzmu liberalnego i ugodowego oraz szerzącej się apostazji. Wiemy jednak, że Kościół ma trwać aż do skończenia świata i to stanowi fundament naszej niezachwianej nadziei w tej walce z mocami ciemności, która po ludzku wydaje się być przegrana. Jednakże non praevalebunt!

Pelagiusz z Asturii

Dla zainteresowanych tematem, oto najważniejsze i wybrane materiały omawiające tezę z Cassiciacum:

Bp Sanborn, „Wyjaśnienie tezy biskupa Guerard des Lauriers” (plik PDF po angielsku, tu jest po francusku, ale chyba nie całość – zainteresowanym mogę podesłać oficjalne tłumaczenie po francusku w formacie PDF) – jest to najprostszy i najkrótszy wykład tezy opracowany przez duchownego, który postaram się w najbliższych miesiącach przetłumaczyć

X. Bernard Lucien, „La situation actuelle de l’autorité dans l’Église: la thèse de Cassiciacum»”, wyd. Association Saint-Herménégilde, 1985 (wydane po francusku, tu tłumaczenie na j. angielski) – według mnie (i nie tylko) najbardziej systematyczne opracowanie tezy przez wieloletniego bliskiego współpracownika o. Guerard des Lauriers i redaktora „Zeszytów z Cassiciacum”, w których po raz pierwszy pojawiło się opracowanie tezy autorstwa francuskiego domikanina

Bp Sanborn, „De papatu materiali” (pars I po łacinie, pars II po łacinie, tu cz. II po angielsku, a tu po polsku) – to jest prawdziwy traktat teologiczny, niedostępny raczej dla przeciętnego czytelnika Internetu

Pierwsze sześć „Zeszytów Cassiciacum”, które można ściągnąć na stronie Ligi św. Amadeusza (stowarzyszenie katolików świeckich w Szwajcarii), na której to stronie znajduje się analityczne streszczenie pierwszych zeszytów, które zawierały opracowanie tezy

A także, oczywiście, pismo „Sodalitium”, wydawane od połowy lat osiemdziesiątych przez Instytut Matki Dobrej Rady, który za swoje stanowisko teologiczne przyjmuje tezę z Cassiciacum. Archiwalne numery pisma można ściągnąć ze strony Instytutu: po włosku i po francusku. Oto niektóre numery, które zawierają artykuły traktujące o omawianej tezie:

Sodalitium nr 44 wydanie francuskojęzyczne z lipca 1997 roku (cały ten „numer specjalny” poświęcony jest tezie z Cassiciacum)

Sodalitium nr 52 wydanie francuskojęzyczne ze stycznia 2002, czyli włoskojęzyczny nr 53 z grudnia 2001 (m.in. odpowiedź na „mały katechizm o sedewakantyźmie” dominikanów z Avrillé)

Sodalitium nr 55 wydanie francuskojęzyczne z listopada 2003 roku (kilka artykułów, z których jeden, bardzo ważny z wielu powodów, przetłumaczyłem tutaj – warto się z nim zapoznać, bowiem zawiera niejeden wątek związany z tezą)

Sodalitium nr 61 wydanie francuskojęzyczne z lipca 2008 roku (ciekawa obiekcja i odpowiedź o. Guerard des Lauriers – tłumaczenie w przygotowaniu)

Sodalitium nr 64 wydanie francuskojęzyczne z kwietnia 2012 roku

Ale istnieją także wykłady, w których duchowni i świeccy omawiają tezę. Na przykład:

Wywiad z x. Franciszkiem Ricossą z 7 sierpnia 2007 roku: obecna sytuacja w Kościele i teza z Cassiciacum (po włosku).

X. Franciszek Ricossa, na dorocznym sympozjum w Modenie, „Giornata per la Regalità sociale di Gesu Cristo”, 8 X 2012, w trzecim wykładzie dnia zatytułowanym „Wyznanie wiary 50 lat po soborze” (po włosku) w sposób bardzo przystępny omawia stanowisko teologiczne instytutu, którego jest przełożonym.

X. Franciszek Ricossa, trzy wykłady wygłoszone w Paryżu 30 listopada 2014 roku, sympozjum pt. „Teza z Cassiciacum wczoraj i dziś, Kościół w czasach Jerzego Marii Bergoglio”, część I, część II, część III (po francusku).

Te same trzy wykłady, ale po włosku, wygłoszone podczas XIII sympozjum „Studiów Albertariańskich” w Mediolanie, 15 listopada 2014 roku: część I, część II, część III.

W komentarzach będę odpowiadał na poważne i szczere pytania i zarzuty.

Advertisements

8 comments on “Teza z Cassiciacum w skrócie

  1. Hozjusz pisze:

    Teza ks. bp Guerarda des Lauriesa ma w sobie coś z Mentewakantyzmu ks. bp Williamsona ale wnioski inne.

    Jan XXIII- Franciszek nie popełnili (udowodnionej, pewnej) herezji formalnej bo są nieświadomi swojego antykatolickiego nauczania.

    uporczywy (pertinax): ten jest uporczywy kto, chociażby przez krótki czas, swój prywatny osąd przedkłada nad autorytet Boga i osąd Kościoła;

    I. Herezją nazywa się w Kościele katolickim wszelka nauka, wprost przeciwna jednemu z dogmatów, podawanych przezeń za objawione przez Boga. Katolik, staje się heretykiem materialnym, gdy bezwiednie wyznaje jakąś naukę wierze objawionej przeciwną, staje się zaś formalnym heretykiem, gdy naukę przeciwną przyjmuje dobrowolnie i świadomie, a tym samym uporczywie.

    Czyli nauczanie papieży posoborowych nie zgadza się z Nauczaniem Kościoła Katolickiego ale dowodów brak na herezje formalną w ich nauczaniu?
    Trochę tu lefebryzmu – „papież nie może być heretykiem”.

    Czy Franciszek jest członkiem Kościoła Katolickiego wg tej tezy?

    Wg Cassicianum „papież-elekt” nie może zmienić prawa kanonicznego zasad konklawe ( np 80letni „kardynałowie-elekci” nie mogą głosować ) czy te konklawe nie powinny być nieważne?

    Tym bardziej nie może się rzymski papież chlubić, ponieważ może być sądzony przez ludzi – a raczej, można wykazać, że już został osądzony, jeśli «utraci swój smak» popadając w herezję; gdyż ten, kto nie wierzy już został osądzony.” Papież Innocenty III
    Cytaty ze świętych nie są nieomylne, ale mamy nieomylną wypowiedź papieża.

    • 1. Teza a „mentewakantyzm”.

      Wstępnie: „udowodniona”, „pewna”, „formalna” to nie to samo.

      Jest to temat, który tylko przypadkiem (przypadłościowo) dotyczy tezy, nie dotyczy zaś jej samej i nie stanowi zarzutu wobec tezy. Stanowi on raczej obronę stanowiska sedewakantystycznego simpliciter przeciwko tezie. Ta ostatnia bowiem rozpatruje fakt braku autorytetu u modernistycznych okupantów Rzymu, który jest nie do pogodzenia z zaobserwowanym brakiem obiektywnej intencji zabiegania o dobro Kościoła. Co do sprawy „Papieża heretyka” autorzy przyjmujący tezę zwracają uwagę na to, że ten argument pozbawiony jest pewności w ogóle i konieczności w obecnej sytuacji.

      Więc to ja jestem zmuszony wysunąć wobec Pana zarzut.

      Bp Williamson twierdzi, że modernistyczni okupanci Watykanu (co się tyczy zresztą modernistów w ogóle) nie są świadomi swoich herezji, ponieważ mają chory umysł, skażony liberalizmem. Otóż niemożność dowiedzenia herezji formalnej w Kościele nie polega na przyczynach w podmiocie, ale na stwierdzeniu tego faktu przez Kościół. Herezja materialna, nawet gdy jest ciężko zawiniona nie jest jeszcze herezją formalną (Merkelbach, Summa theologiae moralis, tom I, §744).

      Samo dobrowolne opieranie się nauczaniu Kościoła (czyli wypowiadanie twierdzeń przeciwnych prawdom objawionym bez przymusu z zewnątrz) to herezja materialna, która nie jest we właściwym znaczeniu herezją (… sic distinguitur haeresis proprie dicta et formalis ab haeresi mere materiali, ibid., podkreślenie moje). Forma herezji polega na uporczywości, czyli dobrowolnym przedkładaniu swojego prywatnego osądu nad osąd Boga i osąd Kościoła (ibid., tom I, §744, 746, 748). Gdzie jest dziś ów osąd Kościoła, skoro tylko magisterium w akcie, żywe, to hic et nunc, jest jedyne autorytatywne gdy chodzi o osądzanie swych podwładnych?

      Dowodów nie brak na herezję materialną w „nauczaniu” modernistów, ale brak jej formy. Dowiedzenie uporczywości stanowi o formie, a dowieść jej może tylko Władza Kluczy, a nie Wacek czy Zbychu, ani nawet bp. Sedewacki. Może tego dokonać tylko ktoś, kto uczestniczy we władzy Kościoła.

      Sama zaś teza nie ma nic wspólnego z lefebryzmem ani nawet problemem „Papieża heretyka” (czyli deponendus/depositus). Stawia ona problem autorytetu na kompletnie innym poziomie. Wcale nie wchodzi w dywagację o herezji osobistej (formalnej czy materialnej). O. Guerard des Lauriers i inni autorzy omawiają ten problem tylko dlatego, żeby wykazać, iż nie jest on decydujący w tej sprawie.

      Oczywiście Bergoglio i spółka są heretykami, ale nie w znaczeniu ścisłym i formalnym, chyba że wyznają to wyraźnie, że sprzeciwiają się nauczaniu Kościoła ogłoszonemu jako wynikające z objawienia (np. Hans Kung jest z pewnością heretykiem formalnym i gdyby go wybrali na Papieża, wybór byłby nieważny).

      2. Przynależność do Kościoła
      Jest to związane z tym, co wyżej, czyli władzą Kościoła tu i teraz. Otóż tylko magisterium obecne, żyjące, sprawowane tu i teraz jest z ustanowienia Boskiego, aby wykładać w sposób autentyczny przedmiot wiary i co on za sobą pociąga w sposób obowiązujący. Niestety, i to jest kolejnym skutkiem lefebryzmu, „tradycjonaliści” różnej maści zapoznają zazwyczaj rolę Papieża w Kościele, tego żywego głosu Chrystusa na ziemi, moralnie jednej osoby z niewidzialną Głową Kościoła.

      Bergoglio wobec prawa kościelnego pozostaje członkiem Kościoła, nawet jeśli wobec Boga nie jest on katolikiem. Tyle, że nie nam oceniać, co definitywnie jest erga Deum, ale Kościołowi, który w tej chwili pozbawiony jest autorytetu (władzy Chrystusowej) w akcie. To prawo kościelne precyzuje i określa prawo boskie w sposób obowiązujący wszystkich swoich podwładnych (wiernych i duchownych katolickich).

      Od razu uprzedzę zarzut, że „według tezy Bergoglio jest katolikiem i zarazem nie jest katolikiem, co jest absuralne”. Pod zupełnie inny kątem, z zupełnie innego punktu widzenia jest, i nie jest, dokładnie tak, jak małżonkowie (vide analogia wyżej). Jeśli wszystkie warunki zewnętrzne zostały zachowane, a ślub katolicki nastąpił wobec kapłana, małżeństwo jest materialnie ważne, w świetle prawa kościelnego jest ważne, ale jeśli zachodziła jakaś przeszkoda unieważniająca, małżeństwa formalnie nie ma, wobec Boga nie ma.

      Tyczy się to nie tylko Bergoglio, ale i wszystkich, którzy nie są sedewakantystami. Niesedewakantysta nie oznacza od razu, automatycznie i z konieczności niekatolik. O tym traktuje Aneks III książki x. Lucien.

      3. Władza wyznaczania piastuna władzy a władza jurysdykcji
      Dotyczy to rozróżnienia, które poczyniłem w artykule, a mianowicie między władzą w sensie ścisłym a „władzą” wskazywania czy wybierania piastuna władzy. Obie się formalnie różnią, a trudność polega na nazywaniu obu tym samym słowem (po polsku: „władza”, bp Sanborn pisze po angielsku w obu przypadkach o „power”). Są to jednak inne pojęcia, odpowiadające innym rzeczywistościom, nawet jeśli brak nam dwóch różnych terminów do ich określenia. Uważam, że wielce pomocna jest tu łacina, zatem w pierwszym znaczeniu chodzi o auctoritas, a w drugim uważame, że najlepiej oddaje to słowo facultas (designandi, eligendi).

      W klasycznej filozofii istotą władzy jest zabieganie o dobro wspólne wspolnoty (społeczności), nad którą się ma pieczę, a piastujący władzę czyni to za pośrednictwem prawa (prawo to rozporządzenie rozumu praktycznego wydane przez tego, który ma pieczę nad społecznością, dla dobra wspólnego – lex est quaedam ordinatio rationis ad bonum commune ab eo qui curam habet communitatis). Stąd nie każde rozporządzenie jest prawem w sensie ścisłym (vide np. Woroniecki, Katolicka etyka wychowawcza, tom I, o ile pamiętam, gdzieś pod koniec).

      Dalej, jurysdykcja nie stanowi istoty władzy (auctoritas), ale jej właściwość (proprium). Istnieje tylko w tym, który posiada (prawowicie) władzę i tych, którym on ją deleguje.

      Natomiast „władza” albo raczej uprawnienie wybierania tego, który ma dzierżyć władzę, nie jest władzą w sensie ścisłym i nie jest przedmiotem prawa w sensie ścisłym, ale rozporządzeń.

      Dlatego materialny okupant Stolicy Apostolskiej, nie posiadający władzy, nie mogący wydawać praw, nie mogący zobowiązywać członków Kościoła, ma jednak uprawnienia do wydawania i zmieniania rozporządzeń dotyczących sposobu wybierania swych następców. Byleby to było w granicach prawa (czyli nie może zdecydować, że na Papieża można wybrać kobietę, dziecko albo heretyka [formalnego]). Jest to ściśle związane z ciągłością ustroju Kościoła, który musi być niezmienny aż do skończenia świata.

      4. „Nieomylne” cytaty z „nieomylnych” Papieży
      Znowu, nie dotyczy to tezy, ale obrony stanowiska sedewakantystycznego, które utrzymuje wakat na podstawie herezji osobistej „Papieża”, więc vide punkt 1. Sęk w tym, jak rozumiemy słowo „herezja”. Jak je rozumie choćby Merkelbach (i inni teologowie, których zbytecznie przytaczać), napisałem wyżej.

  2. Hozjusz pisze:

    1. Sedewakantyzm podstawowy a sedewakantyzm „Cassicianum” wspólny mają wniosek. Pierwszy udowadnia herezję formalną posoborowych papieży drugi wprost przeciwnie.
    Oczywiście stwierdza fakt czynu, grzechu herezji.
    Ekskomunika za herezję formalną jest automatyczna, więc Kościół nie musi nic ogłaszać.

    jw
    „Katolik, staje się heretykiem materialnym, gdy bezwiednie wyznaje jakąś naukę wierze objawionej przeciwną, staje się zaś formalnym heretykiem, gdy naukę przeciwną przyjmuje dobrowolnie i świadomie, a tym samym uporczywie.”
    KS. JULES DIDIOT
    Inna definicja, czy Jan XXIII, Paweł VI nie byli świadomi jaka jest Nauka Kościoła. Jesli są nieświadomi to mentewakantyzm.

    Gdyby Franciszek był nieświadomy to odpisałby na „Dubio” pozytywnie i poprawiłby swoją encyklikę. A tu głucha cisza.

    Modernista też ma zapewnioną automatyczną ekskomunikę. Może to nie moderniści tylko mający poglądy modernistyczne?

    2. Bergoglio jest katolikiem materialnie ale nieformalnie:)
    Analogia z małżeństwem jest niewłaściwa. Mąż, ksiądz i cała rodzina od początku wie że żona nie chce mieć dzieci.

    4. To jakaś dziwaczna ironia z nieomylności ?
    Skoro Papież jest nieomylny to ten cytat jest zarzutem Tezy Cassiciacum.

    Jeśli trzeba interpretacji słowa herezja (formalna) to zmierza to w kierunku lefebryzmu lub sedewakantyzmu „Cassiciacum”.
    Teolodzy nie są nieomylni więc ich definicje też nie są rozstrzygające.

    Dziwna maniera, że jeśli trzeba poprzeć tezę to przywołujemy cytaty świętych a jeśli teza jest przeciwna to „znowu te cytaty świętych”.

    Czy możemy usprawiedliwić Jana Pawła II z powodu ignorancji? Oczywiście, że nie. Byłoby absurdem twierdzić, że człowiek wyedukowany w przedsoborowych instytucjach kościelnych, w integralnie Katolickiej Wierze, mógłby być nieświadomym nauczania Kościoła katolickiego. Podczas, gdy możemy sobie wyobrazić podobną ignorancję u zwykłej osoby świeckiej, byłoby nieprawdopodobne zakładać tego rodzaju ignorancję u byłego profesora seminarium, jak to ma miejsce w przypadku Jana Pawła II, który posiada doktorat Papieskiego Uniwersytetu „Angelicum”. Jeżeli uznalibyśmy taką osobę za nieświadomą, wtedy któż mógłby być winnym herezji lub apostazji?
    http://www.ultramontes.pl/Apostazja.htm

    Bp Dolan musi być sedewakantystą „prostym”.

    Problem chyba można sprowadzić czy papieże posoborowi posiadali/ją wiedzę o Nauczaniu Katolickim. Jeśli byli maluczkimi, nieukami to nie są heretykami formalnymi.

    • Szanowny Panie,

      Sedewakantyzm „podstawowy” (niech już tak będzie, dla argumentu) nie udowadnia herezji formalnej, bo od tego jest właśnie władza kościelna. To stanowisko co najwyżej twierdzi, że herezja publiczna zachodzi, ergo automatyczna utrata władzy papieskiej. Ale: herezja publiczna a formalna to nie to samo, a stwierdzenie herezji formalnej nie leży to w gestii kogokolwiek. Argument tego stanowiska nie posiada znamiom absolutnej pewności.

      Wniosek obu stanowisk, o których tu mowa, jest tylko częściowo tożsamy (formalnie, co istotne): wakat formalny, ale nie materialny. Formalnie sedewakantyzm „podstawowy” zgadza się z tezą z Cassiciacum.

      Na punkt 2 nawet nie ma sensu odpowiadać, bo widać, że Pan nie ma pojęcia, czym jest forma a czym materia, co wyjaśniłem jednak w artykule. Analogii też najwyraźniej Pan nie zrozumiał, bo nie chodzi o to, kto co wiedział, czy czego nie wiedział, tylko o władzę Kościoła.

      Punkt 4. Oczywiście, że wiele rzeczy trzeba wyjaśniać, co wcale nie znaczy, że taki czy inny Papież wyraził się niejasno. Cały czas brak tu jakiejkolwiek dyskusji merytorycznej, bo Pan nie rozumie chyba, że w tym wszystkim chodzi o to, JAK JEST, a nie o to, CO KTO POWIEDZIAŁ. Niejedno twierdzenie z Ojców czy Magisterium zostało później rozwinięte właśnie przez teologów, do których to należy. A sprawa „słowa rozstrzygającego” nie ma z tym nic wspólnego.

      To, że istnieje coś takiego jak materia i forma i czym są, tego dowodzi zdrowy rozsądek i filozofia. Jako że są to pojęcia analogiczne, stosują się one nie tylko do bytów cielesnych (jak w kosmologii tomistycznej), ale i do władzy, w tym władzy papieskiej, o czym pisali m.in. Bellarmin czy Kajetan (ut supra). Nie potrzeba tu „słowa rozstrzygającego”, aby posiąść pewność absolutną. Jednakże aby jakieś twierdzenie obowiązywało w Kościele, potrzeba rzeczywiście rozstrzygnięcia władzy Kościelnej. Dlatego przyjmujący tezę z Cassiciacum nie uważają tych, którzy jej nie przyjmują za niekatolików tylko z samego faktu nieprzyjmowania tezy.

      Słowo zaś herezja ma przecież kilka znaczeń, a terminologia wśród różnych autorów nie jest jednolita. Herezja może być materialna lub formalna, tajna (ukryta) lub jawna (publiczna), etc. Znowu, nie chodzi tu o to, co kto powiedział, czy żonglowanie cytatami ze świętych, ale o to, jak jest. Jednak teologowie stosują rozróżnienie na materię i formę w przypadku herezji (jak i w przypadku władzy papieskiej) i nie potrzeba, by to było zawarte w jakimś nieomylnym orzeczeniu Kościoła.

      Wreszcie, cytaty z Papieży, świętych, teologów nie dostarczają argumentu pewnego co do utraty papiestwa przez osobę piastującą ów urząd z racji herezji. Dostatecznie jasno wykazali to autorowie tacy, jak x. Lucien czy P. da Silveira. Można tylko póki co gdybać, która opinia jest bardziej prawdopodobna, ale nic więcej. A cała dyskusja z Panem dotyczy tylko i wyłącznie tego tematu, a nie tezy z Cassiciacum. Wydaje mi się więc, że dalsza dyskusja na ten temat pozbawiona jest sensu…

      In Christo Rege,
      Pelagiusz

  3. Hozjusz pisze:

    O ile się nie mylę, ksiądz biskup Donald Sanborn jest przedstawicielem sedewakantyzmu formalno-materialnego Cassiciacum,
    wcześniej podzielał sedewakantyzm podstawowy, prosty (AD 1993)
    Sam dostarczył argumentów na obalenie sedewakantyzmu formalno-prawnego – Tezy z Cassiciacum. Moim zdaniem, to wywołuje zamieszanie. Cassiciacum pięknie wyjaśnia filozoficznie i prawnokanoniczo brak Papieża, tylko nie wyjaśnia problemu herezji(formalnej). Proponuje błędne koło moderniści mają przeprowadzić proces prawnokanoniczny o herezję przeciwko modernistom. Szanse są po ludzku żadne.

    http://ultramontes.pl/sanborn_jp2.htm

    Zdecydowany sprzeciw wobec prawdziwości mniejszej przesłanki argumentacji polega na tym, że Jan Paweł II nie jest w stanie formalnej herezji i dlatego nie podlega ekskomunice. Dlatego też może być nadal legalnie wspominany podczas Mszy.

    Odpowiadam na ten zarzut w następujący sposób: 1) istnieją mocne dowody na to, że znajduje się on w stanie formalnego przylgnięcia do herezji; 2) prawo Kościoła domniemywa winę (tj. formalność) w publicznym głoszeniu herezji, o ile nie dowiedzie się, że jest przeciwnie; 3) praktyką Kościoła jest uważanie wszystkich, którzy publicznie przylgnęli do herezji za formalnych heretyków na forum zewnętrznym, bez względu na to, czy na forum wewnętrznym są lub nie moralnie winni swojej herezji; 4) uznawanie Jana Pawła II za członka katolickiego Kościoła burzy teologiczne podstawy oporu wobec zmian. Zbadajmy teraz oddzielnie każdą z tych odpowiedzi.

    • Szanowny Panie,

      Zamieszanie to powodują sedewakantystyczni działacze internetowi w Polsce, w zasadzie chyba wszyscy niestety…

      Tłumaczenie na język polski powyższego artykułu w sytuacji, gdy:
      1) nie znajduje się on już na stronie źródłowej (a to ponieważ:)
      2) bp Sanborn by go już dziś nie napisał
      jest co najmniej nieuczciwe intelektualnie. Należałoby w tej chwili przetłumaczyć teksty bpa Sanborna o tezie, czego Redakcja strony Ultramontes na pewno nie uczyni…

      Po raz kolejny zatem (z przykrością należy stwierdzić) strona Ultramontes wprowadza zamieszanie, a znani internetowi kopiści (nie potrafiący nic innego) powielając ten artykuł tylko pogłębiają zamieszanie, zwłaszcza wśród uczciwie szukających prawdy. Dowodzi to także znowu i dobitnie, że redakcja strony Katolik, pomimo mgra teologii na swym czele, nie rozumie tezy z Cassiciacum, którą ponoć przyjmuje, i to od lat. Umieszczając (różne) artykuły sprzeczne z tezą, którą uważa się za prawdziwą, jest dowodem niezrozumienia tezy albo czegoś gorszego.

      W Polsce po prostu brak ludzi, ów element „materialny” mocno szwankuje i tym się tłumaczy sytuacja katolicyzmu dziś w Polsce. Przede wszystkim roztropność, ale i rozeznanie, obowiązki stanu, praca umysłowa (dla zdolnych do niej oczywiście), odpowiednia i równoległa praca nad cnotami przyrodzonymi i nadprzyrodzonymi, to są wszystko kierunki, które należałoby obrać i wytrwałe przy nich trwać. Nawet za cenę całkowitego zaprzestania działalności publicznej. Mało kto to jednak dziś widzi, taka jest prawda. Choć skutki widzi praktycznie każdy. Niektórym się nadal jednak wydaje, że za mało modlitwy…

      Bp Sanborn w znakomity sposób opisał tezę z Cassiciacum, gdzie też poprawia niektóre swe błędne poglądy wcześniejsze. Tylko krowa nie zmienia poglądów, jak się mówi, a rzecz w tym, by coraz lepiej poznawać prawdę (która często wcale nie jest łatwa do poznania, o czym należy pamiętać). Znany wszystkim o. Noel Barbara, pionier katolickiego sprzeciwu wobec soborowego modernizmu w Kościele, nawet atakował przez wiele lat tezę z Cassiciacum po to, by ją w końcu przyjąc, zrozumiawszy swój błąd. To dopiero wymagało pokory, i to wielkiej. Wielu członków FSSPX porzuciło stanowisko abpa Lefebvre’a po to, aby przyjąć stanowisko sedewakantystyczne, etc. etc. etc. Należy mieć to ciągle przed oczyma, że sytuacja powstała wskutek Soboru Watykańskiego II jest wyjątkowa i sama w sobie pociąga za sobą olbrzymie zamieszanie, właśnie wskutek braku (privatio) autorytetu w Kościele. Nie dziw więc, że to, co jednym zajęło mniej czasu innym zajęło go więcej. A dogłębne zbadanie problemu autorytetu zajęło kilkanaście lat, choć pierwotna „intuicja” już istniała wcześniej.

      Wracając do owego nieszczęsnego i nieuczciwego tłumaczenia na j. polski, artykułu tego w języku angielskim nie sposób znaleźć nie tylko na stronie źródłowej, ale w ogóle w Internecie. Bp Sanborn na pewno nie popierałby tłumaczenia swego starego artykułu, w którym zawarte były poglądy, które od lat uważa za błędne. Ba, na pewno wymagałby usunięcia takiego tłumaczenia.

      Gdy chodzi o jakieś meritum, ponieważ cały czas kręcimy się tylko i wyłącznie wokół herezji materialnej/formalnej (co nawet nie jest przedmiotem tezy in directo), następujący cytat w przywołanym tekście x. Sanborna dowodzi raczej konieczności procesu kanonicznego, skoro podejrzany o herezję (formalną) musi się bronić:

      „Mogą jednakże zaistnieć okoliczności, które usprawiedliwiają daną osobę albo od całej odpowiedzialności, albo od ciężkiej odpowiedzialności. Na forum zewnętrznym należy wykazać istnienie tych usprawiedliwiających okoliczności, natomiast ciężar dowodu spoczywa na osobie, której działanie spowodowało powstanie domniemania herezji. W przypadku braku takiego dowodu, zakłada się, że żadne wytłumaczenia nie istnieją. Kiedy zadowalający dowód zostanie przedstawiony, prawne przypuszczenie ustępuje wobec faktu i dana osoba zostaje ogłoszona wolną od herezji i nie podlegającą karze kościelnej”

      I jeszcze dwie rzeczy, które Pan porusza: istota argumentu tezy z Cassiciacum wyjaśnia tylko po części filozoficznie brak władzy papieskiej w sytuacji obecnej, korzystając z tomistycznej filozofii autorytetu (władzy), na pewno teologicznie, ale nie prawnokanonicznie. Nie wyjaśnia zaś problemu herezji formalnej, ponieważ to zostało wyjaśnione w wielu przedsoborowych podręcznikach do teologii moralnej. Korzysta z tych danych, by zwrócić uwagę na brak absolutnej pewności argumentacji innych sedewakantystów, ale samo w sobie, jak już kilka razy powiedziałem, nie stanowi to żadnego elementu argumentacji samej tezy, tylko jej corrolarium. Teza więc nie rości sobie pretensji do rozwiązywania tego problemu, który wymaga interwencji władzy kościelnej.

      Po drugie, błędnego koła nie ma wcale, a to zrozumiałby Pan, gdyby przeczytał mój artykuł. Uzyskanie władzy Chrystusowej, możliwe po usunięciu przeszkody stojącej na drodze otrzymania jej, jest możliwe tak co do osoby posiadającej ważny tytuł do Stolicy Piotrowej jak i co do osób posiadających ważne tytuły do innych stolic. Pisał też o tym x. Ricossa w swym artykule:

      „Teza owszem postuluje interwencję niedoskonałego soboru powszechnego, aby ogłosić, że ‘papież materialiter’ przestaje również materialnie okupować Stolicę. Według TC miałoby to być niemożliwe, ponieważ otrzymanie lub odzyskanie jurysdykcji przez kardynałów i biskupów, samych także tylko materialiter, byłoby niemożliwe. Odpowiadamy, że jeśli jest to możliwe w przypadku Papieża, to tym bardziej w przypadku episkopatu. Że w każdym bądź razie wspomniana jurysdykcja może pochodzić od Boga, jak w hipotezie wysuniętej przez o. Zapelenę na przykładzie Soboru w Konstancji. Że zarówno w przypadku Papieża, jak i w przypadku episkopatu kryteria są dalekie od bycia subiektywnymi: przeszkodą bowiem w przyjęciu Autorytetu jest przyjmowanie Soboru Watykańskiego II i jego reform oraz że, aby odzyskać autorytet, konieczne i wystarczające jest publiczne potępienie Soboru Watykańskiego II i ogłoszenie jego reform za nieważne. Może to z łatwością i w niepodważalny sposób być stwierdzone przez wszystkich.” (https://pelagiusasturiensis.wordpress.com/2017/01/10/ricossa-tc-4/)

      Więc ważny element w dyskusji umknął Panu dwa razy, a do tego ponieważ cały czas kręcimy się wokół herezji materialnej/formalnej, wydaje mi się, że dalsza dyskusja w tym temacie nie ma większego sensu.

      In Christo Rege,
      Pelagiusz

  4. Romano pisze:

    Panie Pelagiuszu, proszę o odpowiedź, który Kodeks Prawa Kanonicznego obowiązuje katolików czy ten z 1917 roku, czy „lolkowy z 1983”, oraz jak powinno być, bywało przd SWII z sakramentem małżeństwa, gdy na Sobota wypadała w Wigilię Zesłania Ducha Świętego, lub w Sobotę Suchedniową,

    • Szanowny Panie,

      Katolików obowiązuje kodeks z 1917 roku, ponieważ ten z 1983 nie został promulgowany przez władzę Kościelną. Takie jest stanowisko sedewakantystów.

      Jednakże, jeżeli ktoś uważa, że JPII był Papieżem w 1983 roku, obowiązany jest w sumieniu przestrzegać kodeksu z 1983, a nie jak czyni FSSPX cytując oba, czasami tylko pierwszy, czasami drugi… W normalnej sytuacji nowy kodeks zastępuje stary.

      Dlatego dyskusyj z niesedewakantystami na pewno nie należy zaczynać od tego, że grzeszą, ponieważ nie zachowują starych przepisów, etc. W każdym bądź razie potrzeba światłych kapłanów do roztrząsania wielu rzeczy, bowiem i prawo kanoniczne tu i dziś obowiązujące katolików nie ma tej siły wiążącej w sytuacji braku autorytetu aktualnie sprawowanego w Kościele. Argumentacja ta zawarta jest w dodatku artykułu x. Ricossy o zmianach w liturgii przedsoborowej: https://pelagiusasturiensis.wordpress.com/2017/04/10/reforma-jana-xxiii-ricossa/. Wielu sedewakantystów niestety tych spraw nie rozumie…

      Drugiego pytania nie rozumiem. Proszę rozwinąć lub jaśniej je wyrazić.

      In Christo Rege,
      Pelagiusz

Zostaw komentarz

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s