Plemienni przechowywacze mitów: Salza i Siscoe o sedewakantyźmie

Swoją drogą, gdy dziś rozważamy szczególny znak na niebie, który wskazał pełnię czasu, znamiennym jest „znak czasów”, że mianowicie FSSPX wydaje książki indultowców, których kiedyś zwalczało, jako „zdrajców” i wciąż publikuje na swych stronach internetowych w różnych językach ich artykuły. Abp Lefebvre mówił nawet o tych „zdrajcach”, że „robią diabelską robotę”, ale sam wciąż oscylował między tą „diabelską robotą” a słuszną drogą odcięcia się od modernistów – no i wiadomo do czego to doprowadziło dziś… Dziś już niczym się nie różniąc, mając te same uprawnienia od „Ojca świętego”, można wydawać nawzajem swoje dzieła… mimo wszystko bez imprimatur.

Pelagiusz z Asturii

Plemienni przechowywacze mitów: Salza i Siscoe o sedewakantyźmie

Brak nieomylnej pieczątki, brak obowiązku! Papież = zły ojciec!

Brak nieomylnej pieczątki, brak obowiązku! Papież = zły ojciec!

Plemienni przechowywacze mitów: Salza i Siscoe o sedewakantyźmie

W pierwszych czterech dniach 2016 roku mojemu filmowi Dlaczego sedewakantyści boją się sedewakantyzmu? udało się zgarnąć dość sporo odsłon.

Wywołał również gniewny wpis Jana Salzy i Roberta Siscoe, autorów Prawdziwego czy fałszywego papieża? (ang. True or False Pope? – przyp. PA), książki wzywającej tradycjonalistów do – uwaga! – lękania się sedewakantyzmu. Poświęcili teraz część swej strony internetowej na „obserwatorium sedewakantyzmu”, a pierwszym obserwowanym jestem ja.

Najwyraźniej ich wzywanie katolików do lękania się sedewakantyzmu jest dopuszczalne, ale moje pytanie dlaczego i potem ważenie się odpowiedzieć na pytanie, co zrobiłem w filmie, jest desperackim błaganiem na kolanach. Nazywają to „nieracjonalną odpowiedzią”.

To, czego nie można „zaobserwować” we wpisie Panów Salzy i Siscoe to dyskusja czy obalenie, racjonalnie czy jakiekolwiek inne, mojej potrójnej odpowiedzi na pytanie, dlaczego tradycjonaliści lękają się sedewakantyzmu:

  1. Dawne mity plemienne.
  2. Tchórzostwo i względy ludzkie.
  3. Brak atrakcyjności marketingowej.

Streszczę tu tylko pierwszy punkt, ponieważ dawne mity plemienne o posoborowym papiestwie zaczęły się walić w obliczu rewolucji Franciszka i dlatego, że Panowie Salza i Siscoe, jak się wydaje, zostali nowymi szamanami dla utrzymywania swego plemienia w transie i nieświadomości.

Źródła mitów

Aby odkryć źródło prawie nieracjonalnego lęku przed sedewakantyzmem, który dotyka tak wielu tradycjonalistów, trzeba najpierw rzucić okiem na początku ruchu tradycjonalistycznego w latach sześćdziesiątych i wczesnych siedemdziesiątych.

Ponieważ rewolucja soborowa przyszła „od papieża” i ponieważ każdy dobry przedsoborowy katolik wiedział, że tylko niekatolicy „nie uznają papieża” i że tylko źli katolicy „są nieposłuszni papieżowi”, prototradycjonaliści potrzebowali szybko obmyślić jakiegoś rodzaju wiarygodne uzasadnienie odrzucania błędów i zła, które Paweł VI oficjalnie zatwierdził.

Serce mitów

Argument, który pierwsi tradycjonaliści sklecili, aby uzasadnić „stawianie oporu papieżowi” obracał się głównie wokół dwóch pierwotnych pojęć:

DoubleStamp1-234x300(1) Katolicy nie są związani tym, czego papież uczy albo prawami, które ustanawia, chyba że posiadają pieczątkę „nieomylności” na sobie (na przykład, gdy dokonuje jakiegoś jednego na stulecie ogłoszenia ex cathedra, jak to Pius XII uczynił z dogmatem Wniebowzięcia) oraz

(2) Papież może być jak „zły ojciec”, którego złych rozkazów można nie słuchać, ale którego uznaje się jako swego ojca, niezależnie od tego, co robi.

Oba pomysły oparte były na całym wachlarzu teologicznych błędów, które w końcu przemieniły się w to, co zwane jest stanowiskiem „uznawania i stawiania oporu” (R&R [od angielskiego „recognize and resist” – przyp. PA]) wobec soborowych papieży. Wszystkie te błędy były wielokrotnie i definitywnie obalone, w oparciu o standardowe nauczanie przedsoborowej eklezjologii – tej dziedziny teologii, która traktuje o przymiotach i władzy Kościoła i papiestwa.

Ale wówczas te pierwotne pojęcia brzmiały wystarczająco wiarygodnie dla świeckich i księży, którzy nie wiedzieli lepiej oraz były powtarzane tak często na przestrzeni lat, że stały się niepodważalną mitologią, która odróżniała to plemię od innych.

Szerzyciele

Od swego założenia w latach sześćdziesiątych, „The Remnant” jest głównym organem w anglojęzycznym świecie odpowiedzialnym za szerzenie i obronę tej mitologii, wspieranym przez swego głównego apologetę i szamana, Michała Davies’a.

We Francji był nim „Itinéraires” i wreszcie Bractwo Św. Piusa X (FSSPX) abpa Marceliego Lefebvre’a.

Opór wobec „Rzymu” sprzedał się łatwo we Francji po prostu dlatego, że jego nić przebiegała przez historię Francji przez wieki: gallikanizm, petite église, francuska antynieomylnościowa frankcja podczas Soboru Watykańskiego I oraz gniew francuskiej prawicy politycznej w XX wieku wobec papieskiego potępienia Akcji Francuskiej.

Ale my, Amerykanie, również nie mamy specjalnie nieposzlakowanej opinii. Tradycjonalistyczna mitologia, o której mówimy, miała swój wczesny początek w naszych granicach w latach czterdziestych ubiegłego wieku wraz z naśladowcami ekskomunikowanego jezuity, o. Leonarda Feeney i od tamtej pory rośnie w siły.

Potomstwo mitów

Pierwotne mity, którym zagroził sedewakantyzm, w końcu zrodziły kolejne. Sedewakantyzm nie może być prawdziwy, jak się nam mówi, ponieważ zostawiło by to nas bez papieża, który miałby konsekrować Rosję Niepokalanemu Sercu zgodnie z przesłaniem Fatimy.

Argument ten od dawna jest szerzony przez Panów Salzę i Siscoe, ale także przez inne grube ryby Przemysłu Fatimskiego obozu R&R, takie jak x. Mikołaj Gruner, Krzysztof Ferrara i Brian McCall.

Tu zasada wymyślona w oparciu o prywatne objawienie (którego żaden katolik, ściśle mówiąc, nie jest zobowiązany przyjąć) miałaby przezwyciężyć publiczne objawienie (które katolicy zobowiązani przyjąć, a czym są dane leżące u podstaw teologicznych zasad argumentu sedewakantystycznego). Sprawa jest postawiona na głowie.

„Duchowość” mitów

Wreszcie, jeśli się jest wychowanym w obozie R&R, jest się nauczonym lękać sedewakantyzmu jako „schizmy”. Jeśli w wystarczający sposób przemogło się lęk, by zbadać to stanowisko, zadawać słuszne pytania na temat swych mitów plemiennych i nalegać na spójne odpowiedzi oparte na zasadach zawartych w pismach przedsoborowych teologów i papieży, jest się określanym jako „pyszny”.

To ostatnie w szczególności jest trikiem wykorzystywanym przez rekolekcjonistów FSSPX, którzy mają wygłosić co najmniej jeden wykład mający na celu indoktrynację rekolektantów mitami FSSPX. Zła duchowość zasłania złą teologię.

* * * * *

Być może jest to zrozumiałe, że we wczesnych dniach ruchu tradycjonalistycznego, szczątkowe przedsoborowe postawy wobec urzędu papieskiego, ograniczenia w środkach otrzymywania wiadomości i faktycznych informacyj oraz najzwyklejsze przeszkody fizyczne w prowadzeniu dociekań teologicznych doprowadziły wiernych katolików do przystania na proste mity uzasadniające opór wobec człowieka, który, jak im wiara mówiła, zajmuje miejsce Jezusa Chrystusa na ziemi.

Również i to być może jest zrozumiałe, że mity te, razem z mitami propagowanymi przez prasę o „konserwatyźmie” czy „ortodoksji” Jana Pawła II i Benedykta XVI doprowadziła wiele dusz do rozstrzygnięcia na korzyść Wojtyły i Ratzingera, pod płaszczem dwóm nienawidzącym tomizmu modernistów, z racji zachodzących wątpliwości i poddania się lękowi przed sedewakantyzmem.

Tato mówi OK!

Tato mówi OK!

Ale teraz mówimy o Bergoglio – który od puszczania oka do rozwodów i ponownych małżeństw przeszedł do poklepywania po plecach „małżeństwa” transseksualnego.

Czas więc najwyższy odłożyć na bok pokrętne teorie plemiennych twórców mitów, którzy twierdzą, że „bronią” papiestwa teorią „oporu”, która je niszczy.

Teraz można zobaczyć własnymi oczyma i usłyszeć własnymi uszami trujące modernistyczne herezje Soboru Watykańskiego II, wcielone w osobie Jerzego Marii Bergoglio.

Jako taki, nie jest zwykłym złym ojcem z nieużywaną pieczątką „nieomylności” w tylnej kieszeni – a tym mniej Wikariuszem Chrystusa.

Jest on Wikariuszem Diabła. I nikt nie powinien się bać to powiedzieć.

Z języka angielskiego tłumaczył Pelagiusz z Asturii. Źródło: Quidlibet. Blog x. Cekady.

 

15 comments on “Plemienni przechowywacze mitów: Salza i Siscoe o sedewakantyźmie

  1. Jak Pan Siscoe, jeden z autorów książki wspomnianej przez x. Cekadę, manipuluje tekstami, wykazał już x. Cekada: https://pelagiusasturiensis.wordpress.com/2014/05/14/siscoe-bellarmin/

    • Anteas pisze:

      Bez manipulacji tekstami cała „eklezjologia” FSSPX & Co. runęła by szybciej niż domek z kart. A tak to dzięki regularnej indoktrynacji (kłamstwo powtórzone odpowiednio dużo razy staję się „prawdą”) i (dla bardziej dociekliwych) zmanipulowanym tekstom (bądź nie zmanipulowanym tekstom „wybitnych” teologów, o których nikt nigdy nie słyszał) jakoś tłumowi wystarcza.
      Zresztą to właśnie R&R wymyślili „tradycję” katolicką, i oni też są tradycyjnymi katolikami (czyli tak na prawdę protestantami), zaś co co bez jakichkolwiek zastrzeżeń akceptują naukę katolicką są po prostu Katolikami. Bez żadnych dodatkowych określeń.

  2. Alfons pisze:

    Dajcie spokoj. Zachowujecie się jakby sedecy niemanipulowali nauczaniem KK.
    Sami dobrze wiecie, że też naciągacie czystość doktrynalną pod własne potrzeby.

    • Szanowny Panie,

      A czy byłby Pan łaskaw przytoczyć jakiś przykład manipulowania nauczaniem Kościoła przez sedewakantystów?

      Ponadto, sugeruje Pan „nam” nieuczciwość („dobrze wiecie, że…”). Zazwyczaj usuwam natychmiast takie komentarze, ponieważ nie zmierzają one w kierunku uprawnionej dyskusji. Ma Pan jeszcze jedną szansę (ostatnią).

      In Christo Rege,
      Pelagiusz

      • Alfons pisze:

        Poniższy tekst bardzo dobrze rzuca światło na wasze manipulacje.
        Wystarczy przeanalizować podstawowa kwestie sukcesji apostolskiej.
        No ale oczywiście tego tekstu pan już nie opublikuje:

        Oczywiście, że nie opublikuję. Od tego jest „Stolica Apostolska” Szymona Klucznika. Publikuję tutaj raczej teksty posiadające Imprimatur lub, z racji obecnych warunków, duchownych katolickich, którzy takiego Imprimatur nie mogą dostać (nie ma kto ich wydawać). Pan Klucznik nie ma żadnego Imprimatur na swoje opinie, nawet od swojego podziemnego „papieża”.

        Panowie od „kościoła zaćmionego” powinni wszystkie swoje wysiłku ku temu poświęcać, by wreszcie znaleźć tego bezczynnego „papieża” swojego, aby dał Panom choć upoważnienie do nazywania się katolikami. Skoro Panowie wszyscy chrzczeni u heretyków, bierzmowani (jak sam ten samozwańczy kanonista i teolog, który założył Państwa sektę) u heretyków, to nie mają Panowie żadnego prawa nazywać się katolikami, zgodnie oczywiście z talmudycznym podejściem do prawa, które jest główną cechą „kościoła zaćmionych”. Jakim prawem uważa zatem Pan, że na swoim blogu umieszczę teksty ludzi, którzy zgodnie z własną logiką nie mogą się nazywać katolikami?

        Zapewniam o modlitwie, ale brednie tego karła intelektualnego usuwam. Nie ma jak dyskutować z człowiekiem, który uparcie brnie we własnych teoriach nie opartych na żadnej poważnej lekturze.

        In Christo Rege,
        Pelagiusz

        • Alfons pisze:

          Szkoda że nie chce się Pan ustosunkować do kwestii sukcesji apostolskiej. Pańska reakcja jest dokładnie taka sama jak lefebrystow na zarzuty sedekow. Ja od początku tego sporu czekam aż ktoś wkoncu obali argumenty klucznikowcow.
          A taki styl który Pan uprawia naprawdę deprecjonuje i kompromituje całe wasze srodowisko co widac po odpływie wiernych.

          • Szanowny Panie,

            Zarzuty „klucznikowców” mnie nie interesują. Już nie raz jeden zostały przedstawione przez podobnych Klucznikowi świeckich teologów, na przykład w USA, i obalone przez choćby x. Cekadę. I to lata temu. Nie ma więc o czym tu dyskutować. Klucznik twierdzi natomiast, że odkrył Amerykę.

            Sam zresztą już raz czy dwa gdzieś o tym pisałem, proszę poszukać na blogu. Więc się ustosunkowałem, tylko Panu się pewnie nie chce szukać, łatwiej tylko kopiować.

            Jeśli Panu imponuje „teologia” i interpretacje „kanonów” autorstwa P. Klucznika, to wielka szkoda. Zapewniam o modlitwie.

            A „odpływ wiernych” nie świadczy o niczym, nawet gdyby był prawdziwy. Czy ma Pan jakieś liczby, czy to tylko kolejna insynuacja (jak ta z nieuczciwością sedewakantystów)?

            Jeśli kolejna insynuacja, to zakładam nieuczciwość i będę kasował Pańskie komentarze.

            In Christo Rege,
            Pelagiusz

            • NarodowyRojalista pisze:

              Czytałem te artykuły i sprawiedliwie muszę przyznać, że są one raczej wyrazem waszej bezsilności niż konkretnym argumentem potwierdzającym stanowisko sedewakantystyczne za katolickie. Obnażają wasze prawdziwe oblicze również publikacje Mikłaszewskiego(taktyka pomieszania z poplątaniem) w których za nic macie etykę katolicką. Teksty w których zniżacie się do poziomu rynsztoka, obrzucając autora strony(katolik integralny) bez żadnego uzasadnienia gnojem. Takim językiem(pychy?) nie posługuje się prawdziwy katolik ale sztucznie wykreowana rzekomo katolicka koszerna opozycja. Kiedy w żaden sposób nie możecie ukryć prawdy staracie się żydowskim sposobem ją przemilczeć – gdy krzyczy uciszyć. Wiem że autor strony nie opublikuje mojego komentarza ale przynajmniej niech sam go zobaczy.

              • Szanowny Panie,

                A w jaki jeszcze sposób mamy potwierdzać nasze stanowisko za katolickie?
                Bergoglio nie jest Papieżem, Ratzinger nie był Papieżem, Wojtyła nie był Papieżem, etc.
                Nawet P. Klucznik się z tym zgodzi.

                Nie ma natomiast dowodów na jakiegokolwiek „Papieża na wygnagniu”, więc sobie go nie wymyślamy. Tym bardziej, że nie może być „Papieża na wygnaniu”, od czegoś przecież Papież jest.

                Co do języka, to gdyby taki św. Jan Chryzostom poruszył temat sekciarskich przewrotnych rozumowań wymienionego osobnika, ten ostatni popłakałby się niewątpliwie i uciekł w popłochu. Mało niektórych z nas interesuje taki nowy świecki sekciarz i dlatego szczędzimy języka na niego.

                In Christo Rege,
                Pelagiusz niekoszerny a może koszerny z Asturii, delegat Jego Swiątobliwości na wygnaniu (wiem, ale nie powiem, hehe)

                https://pelagiusasturiensis.wordpress.com/2016/04/23/kosciol-zacmionych-koniec-kropka/

  3. anonim pisze:

    Szanowny Panie, jak już jesteśmy przy panu Siscoe, pozwolę sobie zadać Panu trzy pytania:
    1. Co Pan sądzi o sprawie arcybiskupa Darboy, który mimo jawnej herezji oficjalnie nie został pozbawiony urzędu?
    2. Czy uprawione podejrzewanie przez danego katolika papieża o herezję nie łamie reguły, iż nie może być on przez nikogo sądzony, jeśli okaże się po jakimś czasie, że jednak heretykiem on nie był?
    3 Czy możliwość popadnięcia przez papieża w herezję nie powoduje, że katolik musi uważnie badać każde wystąpienie papieża, bowiem w dowolnym momencie Biskup Rzymu może stać się heretykiem?

  4. anonim pisze:

    Szanowny Panie, dziękuję za odpowiedź, atoli ciągle mam wątpliwości odnośnie do przypadku podejrzewania kogoś o herezję:
    1. „But, satisfied that the doctrine has been authoritatively and infallibly proposed for belief by the Church, our questioner still waits to be informed whether it is a doctrine which has been formally revealed by God and is therefore to be believed under pain of heresy, or whether it is one of those matters which belong only indirectly to the depositum fidei and therefore to be believed by ecclesiastical faith. In the majority of cases this is not difficult to decide: dogmatic facts, canonizations, legislation – these evidently are not revealed by God and belong to the secondary object of the infallible magisterium. But the line of demarcation between dogmas and theological conclusions is not always so clear. There are some doctrines concerning which it may be doubted whether they are formally revealed by God or whether they are merely conclusions which are deduced from revealed truth, and it is part of the theologian’s congenial task to endeavour to determine this. The doctrine of the Assumption is a case in point. But so far as Catholics generally are concerned it is not a matter of great importance, for if the Church – as we are supposing – teaches such doctrines in the exercise of her infallible office the faithful are bound sub gravi to believe them; in practice it is a question of determining whether he who denies them is very near to heresy or whether he has actually fallen into it. In either case he has committed a grave sin against faith (Canon George Smith, Must I Believe It?, The Clergy Review).
    2. „The censure formulas are many, with a gradation which goes from the minimum to the maximum. Three categories can be grouped: the First Category: regards the doctrinal content a proposition can be censured as: a) heretical, if it openly opposes a truth of faith defined as such by the Church; according to the greater or lesser opposition the proposition can be said to be near heresy, that it smacks of heresy; b) erroneous in the faith, if it is opposed to a grave theological conclusion which derives from a revealed truth and a principle of reason; if it is opposed to a simple common sentence among Theologians, the proposition is censured as temerarious. The Second Category: regards the defective form for which the proposition is judged equivocal, dubious, insidious, suspect, evil-sounding etc., even if not contradicting any truth of faith from a doctrinal point of view. The Third Category: regards the effects that can be produced in particular circumstances in time or place, even if not erroneous in content and form. In such a case, the proposition is censured as perverse, corrupt, scandalous, dangerous, seductive for the simple ” (Pietro Parente, Dictionary of Dogmatic Theology, Studium, Rome, 1943, pp. 45-46).
    Zatem gdy papież (?) dopuści się takiego quasi-heretyckiego występku, jak wierny ma zdecydować, czy to jednak herezja, czy „tylko” błąd przeciwny wierze?

    Poza tym, wydaję mi się, iż wierny, przynajmniej w pewnych okolicznościach, musi, jeśli tylko może, „badać” vel zapoznawać się z każdą wypowiedzią, a nawet czynem papieskim, aby, najlepiej z łatwością, dostrzec gdzieś herezję (sprawa się komplikuję, jeśli zidentyfikowanie herezji u danego delikwenta, czyli tutaj papieskiego doktora prywatnego, należy do zadań nie do końca prostych, wnioskując o tym z powyższych cytatów).

    • Szanowny Panie,

      Odpowiedź na Pańskie pierwsze pytanie znajduje się właście w dwóch tekstach przez Pana przytoczonych (dodam, że pierwszy jest przetłumaczony na polski na stronie Ultramontes), uważnie przeczytanych. A odpowiedź ta jest prosta: gdy ktoś przeczy prawdzie zdefiniowanej przez Kościół na pewno jest heretykiem. Tak było bez wątpienia w przypadku „promulgacji” Dignitatis humanae (7 grudnia 1965), choć inne teksty soborowe również zawierają błędy przeciwne wierze i wręcz herezje.

      Zresztą, katolik znający swą wiarą z łatwością odróżni heretyka od katolika, jest to prawda, którą dziś się łatwo zapomina pod wpływem lefebrystyczno-indultowych pojęć o Kościele.

      Co do ostatniego zdania Pana, katolik ma trwać w jedności z Papieżem i wszystkimi katolikami a strzec się heretyka, nie słuchać go, nie dyskutować z nim, tylko go unikać, ewentualnie pouczać. A że tak się akurat stało, za pozwoleniem Bożym, iż zorganizowana grupa heretyków przejęła widzialne struktury Kościoła i wdarła się aż na Tron Piotrowy, pozornie tylko przejmując władzę, katolicy stanęli przed alternatywą, równie pozorną: słuchać „Papieża” czy też „badać” wszystko, co głosi. Otóż dzięki różnym błędom na temat nieomylności Kościoła in genere i Papieża in specie oraz dotyczącym Kościoła, szerzonym dziś zwłaszcza przez FSSPX i grupy indultowe, katolicy często przyjęli gallikańską (heretycką) postawę „segregowania” papieskiego nauczania, gdy ono w ogóle nie jest w rzeczywistości papieskie. Niemniej jednak zasady, na których się opiera taka postawa są heretyckie i godne potępienia.

      Tak tylko na marginesie, użył Pan niewłaściwego sformułowania „papieskiego doktora prywatnego”. Papież albo przemawia jako Nauczyciel powszechny, gdy przemawia jako Głowa Kościoła, albo jako Nauczyciel prywatny, gdy zakres jego nauczania albo przedmiotu jest ograniczony. Więcej na ten temat przeczyta Pan tu: https://pelagiusasturiensis.wordpress.com/category/nieomylnosc-papieska/, zwłaszcza w tekstach o. Noela Barbary.

      In Christo Rege,
      Pelagiusz

  5. aquilam pisze:

    Szanowny Panie: co zatem należałoby myśleć, jeśli (abstrahując od obecnej sytuacji) papież X, przemawiając ex cathedra, dopuścił by się nie herezji, a błędu w wierze?

    • Szanowny Panie,

      Nie do pomyślenia. Jest to sprzeczne z samym pojęciem „ex cathedra” oraz z jego znaczeniem.
      Papież jest Najwyższym Nauczycielem i Wikariuszem Chrystusa na ziemi, jakże miałby nauczać ex cathedra (czyli ex officio) jakiegokolwiek błędu sprzeciwiającego się wierze świętej katolickiej?

      Są to podstawy wiary katolickiej w tym, co dotyczy Głowy Kościoła.

      In Christo Rege,
      Pelagiusz

Zostaw komentarz

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s