Śpiew liturgiczny w wychowaniu cnoty pobożności

Poniższy ustęp Katolickiej etyki wychowawczej stanowi dalszą część § 55. Wychowanie cnoty pobożności i traktuje o roli śpiewu liturgicznego w wychowaniu omawianej tu cnoty. Ponieważ, jak widzieliśmy, najlepszym środkiem kształtowania tej cnoty jest świadomy i czynny udział we Mszy śpiewanej czyli uroczystej, istotnym czynnikiem będzie tu sam śpiew liturgiczny, czyli chorał gregoriański, i udział w nim wszystkich wiernych.

Części stałych jest pięć: Kyrie, Gloria, Credo, Sanctus i Agnus Dei (a nie jest to tak naprawdę wiele), które winny być starannie i z uwagą śpiewane przez wszystkich zgromadzonych w kościele. Ponieważ temat ten jest nadal, podobnie jak w czasach o. Woronieckiego, wielce zaniedbany, w kolejnych wpisach będę wyjaśniał, co, jak i kiedy się śpiewa w kaplicach i kościołach, gdzie jest coś takiego jak Msza śpiewana, aby ułatwić wszystkim, którzy tego chcą, jak najlepszy udział dla chwały Bożej w uświęconym tradycją właściwym śpiewie Kościoła, jakim jest chorał gregoriański. Będzie to na pewno jeden z najdoskonalszych i najskuteczniejszych środków wyrugowania wybujałego indywidualizmu przenoszonego ze sfery osobistej i prywatnej pobożności do publicznej modlitwy Kościoła, która winna być kultem społecznym, a nie zbioru jednostek.

Pelagiusz z Asturii

Śpiew liturgiczny w wychowaniu cnoty pobożności

4. Śpiew jako czynnik życia religijnego zajmuje we wszystkich niemal religiach pewne miejsce. W Starym Testamencie musiał on już istnieć za czasów Mojżesza, ale szczególnego rozkwitu i unormowania doznał, jak o tym świadczą psalmy, za czasów Dawida, a później Salomona, gdy kult boży w ramach nowo wzniesionej świątyni został ściślej zorganizowany. I chrześcijaństwo przejęło od początku zwyczaj używania śpiewu dla oddawania czci Bogu, skąd też utarło się powiedzenie, że kto się modli śpiewając, podwójnie się modli: „qui cantat, bis orat”. Śpiew jest przeto dziś istotnym składnikiem naszej liturgii, mającym odgrywać w niej pod względem wychowawczym o wiele ważniejszą rolę, niż sobie z tego ogół wychowawców katolickich zdaje sprawę.

Przyczyn tego osłabienia wychowawczej roli śpiewu należy upatrywać w indywidualizmie ostatnich wieków, który i tej dziedziny nie pominął, aby nie wnieść do niej swego fermentu. Muzyka czy też śpiew uprawiane pojedynczo, czy też nawet społecznie w małych grupach dla zadowolenia grona słuchaczy, wysunęły się dziś na plan pierwszy. Otóż jest rzeczą oczywistą, że gdy idzie o rolę wychowawczą muzyki i w szczególności śpiewu, to nie zależy na małej ilości osób, które im się mniej lub więcej zawodowo poświęcają, ale na szerokich warstwach ludności, mających czerpać z tego źródła uszlachetniającego dusze. Wychowawcza doniosłość muzyki i śpiewu nie polega na słuchaniu ich i lubowaniu się nimi, ale na ich osobistym wykonywaniu, choćby w niższym stopniu doskonałości.

Ciekawym jest, jak jasno – i chciałoby się powiedzieć – na ostrzu noża postawił to zagadnienie Arystoteles, i to nie w jakimś dziele poświęconym muzyce, ale w ostatniej księdze swej Polityki, poświęconej wychowaniu młodych pokoleń. Z przedmiotów nauczania tamtych czasów poświęca on tam najwięcej miejsca muzyce, nie dlatego, aby uważał, że jest ważniejsza od innych, ale dlatego, że fałszywie się ocenia jej zadania wychowawcze. Traktuje się ją tylko jako źródło przyjemności i stąd popiera się raczej jej wykonywanie na pokaz przez wirtuozów, zamiast aby widzieć w niej coś więcej jak uprzyjemnienie czasu, bo środek uszlachetniania dusz i zaprawiania ich do cnoty. W czym są zawarte te wartości wychowawcze muzyki? Otóż najpierw w tym, że wymaga czynnego wysiłku, a tam gdzie jest czyn, tam nie ma nudy, której przede wszystkim należy w wychowaniu unikać. Następnie dlatego, że do jej istoty należy rytm i harmonia, t. zn. porządek między składnikami i to nie tylko w stanie statycznym, ale dynamicznym. Rytm i harmonia muzyki mają zdaniem Arystotelesa służyć za podnietę dla tychże czynników samej działalności człowieka i tą drogą współdziałać w utrwaleniu ich w całym życiu, przeniknięciu nimi nawet i postępowania moralnego. Oczywiście tak pojęta rola muzyki nie może być ograniczona do samych wirtuozów, którzy uprawiając ją więcej dla innych niż dla siebie, i sami nieraz mało z niej korzystają. W oddawaniu się zawodowym muzyce widzi nawet Arystoteles pewne niebezpieczeństwo dla ogólnego wychowania moralnego. W szczególności wydaje mu się ono nie do pogodzenia z przygotowaniem się do życia politycznego. Choć tedy kariera życiowa Paderewskiego świadczyłaby przeciw temu, to jednak można w niej chyba widzieć rzadki wyjątek, potwierdzający regułę. Muzyka winna być uprzystępniona wszystkim i to tłumaczy, dlaczego Stagiryta tyle miejsca poświęcił temu zagadnieniu wyzwolenia muzyki z rąk zawodowców i wirtuozów.

W naszych czasach zagadnienie to jest chyba jeszcze aktualniejsze: muzyka popisowa niemal zupełnie w cień usunęła jej uprawianie w prywatnym życiu dla własnych potrzeb duchowych. Śpiew jako przedmiot szkolny, traktowany zupełnie po macoszemu przez dzisiejszą pedagogikę, nie odgrywa później dostatecznej roli w kulturalnym życiu narodowym, a przecież powinien on zajmować, gdy idzie o muzykę, pierwsze miejsce. Nim się opanuje jakikolwiek sztuczny instrument muzyczny, należy opanować ten, który nam Bóg dał w naszej naturze, tj. nasz głos i jego uzdolnienie do śpiewu.

Dla życia religijnego i dla wychowania pobożności są to zagadnienia pierwszorzędnej doniosłości, niestety w małym stopniu rozumiane przez pedagogikę współczesną, nawet katolicką. Nabożeństwa w naszych kościołach zostały w wysokim stopniu opanowane przez muzykę polifoniczną, nieraz nawet i instrumentalną, obok organowej, o charakterze wyraźnie popisowym, mającym na celu sprawienie pewnego zadowolenia zmysłowo-duchowego, a śpiew unisonowy wszystkich wiernych przy akompaniamencie organów został zepchnięty na plan drugi. Kościół przy swym szerokim uniwersalizmie popiera wszystkie rodzaje godziwej działalności ludzkiej, a więc w dziedzinie sztuki i muzykę polifoniczną; może on jej dawać gościnę w swych świątyniach, ale nie w swych nabożeństwach, które nie mogą się przekształcać w koncerty. Śpiew kościelny, jeśli ma być wspólną modlitwą wszystkich wiernych zebranych w świątyni, może być tylko jednogłosowy, bo tylko ten jest dostępny dla wszystkich i jest łatwiejszy do opanowania. W samej rzeczy mało jest jednostek tak niemuzykalnych, aby nie mogły z innymi pełnym głosem śpiewać, a porządna nauka śpiewu w szkołach powszechnych winna wszystkich dostatecznie do tego wyszkolić. Tylko taki śpiew kościelny ma pełną wartość wychowawczą, a przyczyniając się nie tylko swą treścią, ale i rytmem i harmonią do utrwalenia w duszy podstawowych nastrojów, tak cennych dla wszystkich cnót, a w szczególności dla pobożności. Najpiękniejsze śpiewy, wykonywane przez małe grono doborowych śpiewaków, nigdy tego nie zastąpią, i ogół wiernych nie biorąc w nich udziału, albo będzie się nudzić, o ile w śpiewach nie gustuje, albo ulegnie ich pięknu i podda się marzeniom – które muzyka tak łatwo wywołuje – łudząc się przy tym, że się modli. Nic bowiem tak nie przeszkadza modlitwie jak marzycielstwo, będące właściwie jednym roztargnieniem. O społecznym akcie kultu, porywającym wszystkich zebranych do oddawaniu Bogu czci wspólnym wysiłkiem wszystkich władz duszy, nie może być w takich warunkach mowy.

Nieraz bywa z okazji śpiewu kościelnego stawiana kwestia w jakim języku winien być uprawiany, i płytki indywidualizm nacjonalistyczny coraz silniej powstaje przeciw łacinie nawet w czasie Mszy św. Zwykle też najfałszywiej bywa stawiane zagadnienie w tej formie: po łacinie czy w języku narodowym. Spór bynajmniej nie o to się toczy, czy usunąć język narodowy, ale czy usunąć łacinę. Zwolennicy tego kierunku u nas, gdy idzie o podniesienie poziomu wykonania śpiewu w języku narodowym, okazują najzupełniejszą obojętność; wystarcza im, aby śpiewano byle jak, jak się od małego przyzwyczajano, byleby nie po łacinie. Tymczasem zagadnienie powinno być poprawnie postawione jak następuje: koniecznie należy podnieść najpierw sam poziom śpiewów, a to przez dobrą jego naukę w szkole powszechnej. W ten sposób śpiew kościelny w języku narodowym ogromnie zyska na wartości, tak bowiem jak jest dziś wykonywany, w większości wypadków nie posiada tych cech rytmu i harmonii, które by mu dawały w całej pełni jego wartość wychowawczą. Że zajmie on ilościowo pierwsze miejsce, nie ulega dyskusji. Wszystkie nabożeństwa dodatkowe, nie wykluczając nieszporów niedzielnych, winny być odprawiane w języku najdostępniejszym dla wiernych, a to tym bardziej, że niesposób byłoby dać ogółowi zrozumienie tylu tekstów liturgicznych, psalmów, hymnów, itd.1

Inna sprawa jest, gdy idzie o Mszę św. Przyswoić ludowi znajomość i doskonałe zrozumienie tekstu łacińskiego pięciu niezmiennych części Mszy św., zwykle w niej śpiewanych, nie stanowi najmniejszej trudności, tym bardziej, gdy się zacznie od szkoły. Doświadczenie uczy, że lud z radością przyjmuje pod tym względem inicjatywę swych pasterzy, gdy mu dadzą do zrozumienia, jaką to może mieć doniosłość dla życia religijnego. O oporze lub nawet choćby niechęci ze strony ludu mowy tu być nie może, raczej należy go szukać wśród mędrkującej inteligencji. Utrzymać jedność w tym najważniejszym akcie kultu katolickiego, jakim jest Msza św., jest dziś szczególnie ważne ze względu na wędrówkę narodów odbywającą się po świecie.

Prostota melodii śpiewu gregoriańskiego posiada wartości wychowawcze, których nic nie zastąpi, a tam gdzie będzie on dobrze uprawiany, i śpiew w języku narodowym niewątpliwie tylko na tym zyska. Oba one mają wszelkie dane, aby żyć z sobą w zgodzie i wspólnie służyć chwale bożej.

Tak się przedstawia zagadnienie wychowania cnoty pobożności. Podwaliny jej winna położyć rodzina, do rozbudowania winna się przyłożyć szkoła nauką religii i bardzo starannymi nabożeństwami szkolnymi, centrum jej jednak i główna ostoja i to przede wszystkim w kościele parafialnym, gdzie przez całe życie ma się ona coraz bardziej pogłębiać, a jednocześnie i wznosić w górę. Wychowanie człowieka nigdy się nie kończy, toteż i cnota pobożności winna być w ciągłym rozwoju. Kto jest wiernym Bogu i dba o jego cześć, ten wciąż będzie spostrzegał, jak się otwierają w jego duszy nowe perspektywy na sprawy boże i na cześć, jakiej się Bóg spodziewa od świata. Pobożność jego będzie się wciąż umacniać i obejmować coraz szersze horyzonty, a jednocześnie też i zacznie się upraszczać, wysuwając coraz bardziej na pierwszy plan to, co jest najbardziej istotne, a więc koncentrując się około Najświętszej Ofiary Eucharystycznej. Coraz jaśniejsze mu będą słowa Chrystusa do Marty: „jedno jest konieczne”2 i coraz wyraźniej będzie doświadczać, ile szczęścia i radości daje już w tym życiu wierne trwanie w służbie bożej.

Przypisy:

1) Episkopat niemiecki uzyskał ostatnio od Stolicy Apostolskiej pozwolenie na uroczyste odprawianie Mszy św. w ten sposób, że wierni śpiewają unisono po gregoriańsku niezmienne części Mszy św. w języku niemieckim. Jak w każdej sprawie ludzkiej ma to swoje dobre i złe strony. Przy dzisiejszej wędrówce narodów nie ułatwi to utrzymania jedności i powszechności Kościoła i narazi emigrantów na odpadanie od wiary. W miarę podnoszenia się religijnej kultury wiernych należałoby dążyć do tego, aby ich ogół umiał śpiewać niezmienne części Mszy św. na najłatwiejszą melodię gregoriańską w dwóch językach, łacińskim i ojczystym. W większych środowiskach można by wtedy urządzać nabożeństwa dla obcokrajowców w języku łacińskim.

2) Łuk. X, 42.

Za: o. Jacek Woroniecki OP, Katolicka etyka wychowawcza, tom II/1, Lublin 1986, ss. 315-320. Przepisał i nadał tytuł Czytelnik. Ze względów edytorskich numeracja przypisów jest zmieniona a podkreślenia moje. Znowu, jak w pierwszej części tego tekstu, o. Woroniecki rozważa temat śpiewu w językach narodowych z punktu widzenia pedagogicznego, który nie jest jednak jedynym, który należy brać pod uwagę w liturgii Kościoła. Z pewnością każdy inteligentny Czytelnik to zrozumie.

Advertisements

Zostaw komentarz

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s