Odpowiedź na numer specjalny „La Tradizione cattolica” o sedewakantyźmie (Część piąta omawiająca zarzuty drugorzędne)

sodalitium-logosito

W pierwszej części przedstawianego tu artykułu x. Ricossa poddaje krytyce metodę autora artykułu z pisma „La Tradizione cattolica” włoskiego dystryktu FSSPX.

W drugiej omawia istotę poruszanego problemu oraz rozwiązanie, zwane „roztropnościowym”, proponowane przez oficjalne pismo FSSPX we Włoszech i często przez duchownych oraz władze Bractwa.

Część trzecia dotyczy historii oporu w różnych krajach i tego, kto naprawdę zerwał jedność „tradycjonalistów” oraz dlaczego. W niej x. Ricossa odpowiada na zarzut „La Tradizione cattolica” o późnym charakterze sedewakantyzmu, z którego TC wyciąga wniosek o jego fałszywości.

W części czwartej x. Ricossa omawia zarzuty ściśle teologicznej natury wysuwane przez bractwowe „La Tradizione cattolica” przeciwko sedewakantyzmowi w ogóle i tezie z Cassiciacum w szczególe.

W ostatniej, bardzo krótkiej, części Autor artykułu odpiera zarzuty natury zupełnie drugorzędnej, wykraczającej poza temat, ale, jak to już zwykle bywa, w FSSPX często zbacza się z tematu, gdy mowa o poważnych rzeczach, aby mówić o „zgorzkniałości” czy „stanie umysłu” przeciwnika.

Pelagiusz z Asturii

Część piąta: w której potraktowane są zarzuty drugorzędne, z dziedziny bardziej praktycznej niż teoretycznej

Można by uznać odpowiedź „Sodalitium” na zarzuty TC za zakończoną, gdyby nie to, że do argumentów doktrynalnych, które wszystkie można odnieść do kwestii niezniszczalności Kościoła, TC dorzuca argumenty z dziedziny praktycznej, które same w sobie nie mają nic wspólnego z rozważaną kwestią (wakująca Stolica). Są to: trudność kwestii dla wiernych („kwestia trudna do zrozumienia”, ss. 42-43), konsekracje biskupie dokonane przez abpa Ngo-Dinh-Thuc’a („działalność abpa Ngo-Dinh-Thuc’a”, ss. 43-48), domniemana jałowość sedewakantyzmu („owoce sedewakantyzmu”, ss. 48-49). De singulis pauca (łac. „o każdym pokrótce” – przyp. PA).

Kwestia trudna do zrozumienia?

Dla TC kwestia ta („czy stolica apostolska jest pusta?”) jest trudna do zrozumienia. Wierny nie może i nie musi jej badać, a jeśli niektórzy wierni wierzą w sedewakantyzm, robią to raczej z ufności do tego, który go urzeczywistnia lub stara się go wyjaśnić. Tak też księża sedewakantystyczni mieliby narzucić wiernym ciężar nie do udźwignięcia, jak to robili faryzeusze, i pozbawiają wiernych Mszy una cum

Na ten zarzut odpowiadam przypominając, że posłuszeństwo wobec prawowitego Papieża nie jest niczym błahym, ale że odeń zależy zbawienie wieczne dusz (cf. na przykład Bonifacy VIII, DS. 875). Nawet najprostszy wierny rozumie, że nie może się zbawić, jeśli jest nieposłuszny Papieżowi. Zresztą, nawet prosty wierny może zrozumieć, że ‘papież’, który chwali Lutra, modli się pod Ścianą Płaczu, odwiedza synagogi i meczety, całuje Koran, składa ofiary bożkom, daje do czczenia figurkę Buddy na ołtarzu w Asyżu, przyjmuje inicjację w kultach hinduistycznych etc… nie może być „słodkim Chrystusem na ziemi”, jego widzialnym przedstawicielem. Jeśli chodzi o akty „skruchy” za przeszłość Kościoła, dają one, nawet najprostszym ludziom, możliwość zauważenia niemożliwej sprzeczności u tego, który powinien być nieomylnie wspierany. TC uważa, że wierni mogą i powinni dojść do wniosku, że Sobór ekumeniczny pobłądził w dziedzinach takich, jak wolność religijna czy konstytucja Kościoła oraz że mogą pojąć w obrzędzie mszy powszechnie przyjętym przeciwieństwo z Soborem Trydenckim! A potem nie dopuszcza, by ten sam wierny mógł dojść do wniosku, że Papież, który się pomylił promulgując Sobór i obrzęd mszy nie mógł być nieomylny… i w związku z tym nie był nawet Papieżem!

TC wydaje się, że dowodzi swojego twierdzenia przeciwstawiając artykuł bpa Sanborna (który utrzymuje konieczność studium arystotelesowsko-tomistycznej metafizyki, aby zrozumieć naszą Tezę) artykułowi x. Belmont (który wyjaśnia, że nasze stanowisko stanowi część codziennego praktykowania Wiary). Sprzeczność nie istnieje. Katechizm, który studiują dzieci przygotowujące się do pierwszej komunii i Suma teologiczna św. Tomasza nauczają tych samych prawd, ale wyrażonych na sposób dostosowany do wieku i zdolności tego, który studiuje. Aby w pełni zrozumieć Tezę teologiczną, jak ta nasza, nieco nauki teologicznej jest konieczne; ale istota tej tezy (jest niemożliwe, by Papieżem był ten, kto codziennie uczy błędu) jest w zasięgu wszystkich wiernych. X. Belmont nie chce jednak przez to powiedzieć, że codzienna praktyka Wiary polega na ślepej wierze ignoranta; ale przypomina tym, którzy to zapomnieli, że wszyscy wierni mają nadprzyrodzony habitus (sprawność – przyp. PA) wiary, który czyni ich zdolnymi do pojęcia rzeczywistości nadprzyrodzonych.

Bp Bernard Fellay, obecny przełożony Bractwa Św. Piusa X

Bp Bernard Fellay, obecny przełożony Bractwa Św. Piusa X

Kapłani „sedewakantystyczni” są przekonani, że prawowitość Papieża jest „sprawą wiary”, ale nie narzucają z tego powodu swych wniosków tym, którzy nie są zdolni ich pojąć i zrozumieć wewnętrznej spójności, pozostawiając tę sprawę sądowi Boga; faryzejskie zachowanie istnieje tylko w umyśle autora artykułu z TC. Powinien on sobie przypomnieć, że samo Bractwo naucza, że nie wolno słuchać mszy odprawianych według nowego rytu, ani nawet mszy według rytu św. Piusa V, jeśli są odprawiane z Indultem (czego, wziąwszy pod uwagę stanowisko Bractwa, naprawdę nie rozumiemy), ani tym bardziej mszy sedewakantystów, nie mówiąc już o mszach księży, którzy myślą, jak oni, ale nie otrzymali od nich „jurysdykcji” (to przypadek proboszcza z Riddes, Epiney i jego współpracownika x. Grenon) (89) … Kto to więc „z winą i niepotrzebnie pozbawia wiele dusz możliwości słuchania Mszy świętej…” (s. 43)?

Abp Thuc nie jest Człowiekiem Opatrznościowym… na szczęście!

TC poświęca sześć stron osobie abpa Thuca i konsekracjom biskupim, których dokonał (90). Gdyby ów numer specjalny TC był wypracowaniem szkolnym przekreśliłbym te strony na czerwono z uwagą w pogrubionych literach: „poza tematem”.

Skoro bowiem TC postawiła sobie za cel wykazanie, jeż Jan Paweł II jest Papieżem, albo co najmniej, że nie da się wykazać, że nim nie jest, kwestia sakr biskupich jest motywem całkowicie obcym tematowi. Są sedewakantyści, którzy radykalnie sprzeciwiają się możliwości sakr biskupich nawet podczas wakatu Stolicy, wszyscy zaś uczniowie abpa Lefebvre’a, przeciwnie, popierają konsekracje bez mandatu rzymskiego (ci, którzy odrzucili sakry porzucili także lefebryzm). Nie widzę więc, co ma do omawianej sprawy motyw, który dzieli po obu stronach sedewakantystów i niesedewakantystów.

A jednak w rzeczywistości ma on związek z tematem, ale nie ten, który chce podkreślić TC. TC zarzuca abpowi Thucowi, że nie był „człowiekiem Opatrznościowym” ani „punktem odniesienia” z powodu niewątpliwych błędów, które popełnił. Oskarżenie to mówi wiele. Wydaje się, że TC ma potrzebę „człowieka Opatrzności”, „punktu odniesienia” poza tymi obiektywnymi punktami odniesienia, które Bóg nam dał (Chrystus, Kościół, magisterium, Papież). TC, która nam zarzuca subiektywizm, o tendencji charyzmatycznej, słuchanie bez zrozumienia przywódców sedewakantyzmu po prostu z zaufania, jakim ich obdarzamy (a nic z tego nie jest prawdą) dowodzi, przeciwnie, że jej własne stanowisko jest w rzeczywistości zależne od ślepego zaufania, którym obdarza człowieka, i to wielkich zalet: abpa Lefebvre’a, a w praktyce jego obecnych spadkobierców (bez wątpienia obdarzonych mniejszymi zaletami). Oto wielki, jedyny argument, który przekonuje członków Bractwa i jego wiernych: autorytet abpa Lefebvre’a, „Człowieka Opatrznościowego”. Gdyby abp Lefebvre ogłosił wakat Stolicy (co prawie uczynił kilka razy), prawdziwi lefebryści, którzy do tej pory głosili „Jan Paweł II jest Papieżem” zawołaliby „Jan Paweł II nie jest Papieżem” (to, samo w sobie komiczne, rzeczywiście wydarzyło się w Econe po „sedewakantystycznym” kazaniu abpa Lefebvre’a w Wielkanoc 1986 r.).

Jeśli chodzi o nas, my nie znamy „człowieka opatrznościowego” ani „punktów odniesienia” poza tymi, które zostały nam dane przez Chrystusa: Jego Kościół, papiestwo, episkopat. Uważamy, że Opatrzność posłużyła się abpem Thuciem, jak abpem Lefebvre’m czy bpem de Castro Mayerem… których zalety i wady widzimy (91). Jeśli chodzi o kanonizacje, pozostawiamy je Papieżowi, wierząc – inaczej niż kapłani Bractwa – w jego nieomylność w tej materii.

„Owoce sedewakantyzmu” według TC: jałowość, zgorzkniałość, zjadliwość… (ss. 48-49). Naturalnie TC jest kompletnie wolna od tych wad…

Ostatni argument TC: domniemana „jałowość” sedewakantyzmu. „Po owocach ich poznacie”, mówi Ewangelia i „nie mija się z celem ten, kto uważa, iż argumentować można przeciwko sedewakantyzmowi po prostu stwierdzając jego jałowość” (TC, s. 48). Autor tego artykułu rzuca kamieniem i chowa rękę, bowiem jeśli chodzi o ten argument, „zadowolimy się zaznaczeniem go, nie korzystając ze sposobności rozwinięcia go przez nas” (ibidem). A jednak trochę go rozwija: „jest jednakże w sedewakantyźmie pewien stały czynnik jałowości, który nie zależy od intencyj, dobrych czy złych, ale raczej od obiektywnej sytuacji, w której się znajduje: o tym niebezpieczeństwie myślimy, że możemy się wypowiedzieć”. I oto „niebezpieczeństwo”, jak je widzi TC: sedewakantyzmu „przeciętnego” [?] „nie obchodzi już naprawdę walka o zwycięstwo prawdy w Kościele, którego nie może, de facto, uważać w żadnym wypadku za swój”. Od razu zapewniamy TC: zwycięstwo prawdy w Kościele obchodzi nas bardziej niż cokolwiek innego, przeto prawdą jest, że zarówno sedewakantyzm ścisły (swego czasu o. Barbara) jak i guerardianie kontaktowali się z soborowymi ‘biskupami’, aby ich skłonić do ponownego przemyślenia Soboru Watykańskiego II. Powiedzmy raczej, że „zwycięstwa prawdy w Kościele” nie osiąga się poprzez negocjacje, które za cel mają kompromis narażający prawdę.

Rozmowa Jana Pawła II z rabinem Di Segnim

Rozmowa Jana Pawła II z rabinem Di Segnim

TC nalega tu, wyjaśniając naszą jałowość: „z konieczności, na dłuższą metę sedewakantyzm rozlewa swoją własną zgorzkniałość i swoją własną złośliwość nie na modernizm jako taki”, ale na Bractwo Św. Piusa X: „stanowi to z pewnością wyraz pewnej chronicznej jałowości” (s. 49). To prawda, że często piszemy o błędach Bractwa, które niestety dotyczą nie tyle bezpośrednio uznania Jana Pawła II, co prawd katolickich (nieomylności magisterium, posłuszeństwa prawowitym władzom, niemożliwości tworzenia kościelnych trybunałów równoległych do trybunałów Papieża, czy o negowaniu nieomylności kanonizacyj, etc…). Jednakże, nie mówiąc tylko o „Sodalitium”, „Bractwo” jest jednym spośród wielu innych tematów: pisaliśmy artykuły, głosiliśmy wykłady i publikowaliśmy książki o encyklikach Jana Pawła II, o Janie XXIII i historii Soboru, o relacjach między Kościołem a państwem, o sprawie żydowskiej, o Masonerii, gnostycyzmie, o aktualnościach politycznych czy filozofii tomistycznej, a także o życiu duchowym, etc… Praktycznie wszystkie niedzielne homilie dotyczą życia chrześcijańskiego, któremu poświęcamy trudy posługi, Apostolat modlitwy, Krucjata eucharystyczna, szkoła katolicka (u sióstr Chrystusa Króla), ćwiczenia duchowe… Portret kapłana i wiernego zwanego „sedewakantystą”, jaki maluje TC, nie jest portretem, ale karykaturą.

„W końcu, w szeregach sedewakantyzmu, nie brakuje tych, którzy mają nadzieję ujrzeć (…) generalną kapitulację Bractwa Św. Piusa X i wysilają się, od dekad, aby wykazać jej rychłe nadejście” (s. 49). Wysiłki te nie były trudne, tym bardziej, że rychłość kapitulacji była często potwierdzana wobec nas przez samych kapłanów Bractwa (czy pisali oni dla TC?), a nawet została potępiona przez biskupa Bractwa jako „zdrada”. W rzeczywistości, nie życzymy sobie tej „generalnej kapitulacji” bardziej niż tego, by Bractwo pozostało tym, czym jest, ciągle coraz bliżej stania się (to x. Simoulin, przełożony włoskiego dystryktu to powiedział) „małym Kościołem”. Życzymy sobie, aby Bractwo całkowicie przyjęło stanowisko katolickie przeciwko modernizmowi. Bp Guérard des Lauriers zawsze oświadczał i pisał, że w takim wypadku zrezygnowałby ze sprawowania swojego biskupstwa, ponieważ abp Lefebvre w końcu spełniłby w pełni swój obowiązek. Nadzieje bpa Guérard des Lauriers były próżne: życzymy sobie, byśmy mogli pewnego dnia walczyć ramię w ramię z kapłanami Bractwa Św. Piusa X, gdy integralnie będą wyznawać doktrynę katolicką i życzymy sobie także, a nawet jeszcze bardziej, aby to radosne wydarzenie dotyczyło również wszystkich innych katolickich kapłanów, którzy błądzą trzymając się Soboru, aby porzuciwszy swe katastrofalne iluzje, wrócili na drogą zerwaną ponad trzydzieści lat temu, dla chwały Bożej i zbawienia dusz. Niech Pan Jezus nawróci także tych, którzy w minionych wiekach odcięli się od Jego Kościoła przez herezję lub schizmę, aby nastała jedna owczarnia pod jednym Pasterzem!

Módlmy się:

„Wszechmocny, wiekuisty Boże, Ty wszystkich zbawiasz i nie chcesz, aby ktokolwiek zginął wejrzyj łaskawie na dusze zwiedzone sidłami szatana, aby odrzuciwszy wszelką złość uporczywej herezji, opamiętały się serca błądzących i do jedności twej prawdy powróciły.” (Modlitwa z Wielkiego Piątku)

„Boże, który sprowadzasz błądzących na dobrą drogę, który gromadzisz rozproszoną owczarnię i zgromadzoną zachowujesz w jedności, obdarz w swej dobroci łaską jedności Twój lud chrześcijański, aby odrzucił to, co dzieli, zjednoczył się pod prawdziwym pasterzem Twojego Kościoła i w ten sposób mógł służyć Tobie, jak na to zasługujesz.” (Modlitwa o zakończenie schizmy)

„Prosimy Cię pokornie, Panie, niech Twoja nieskończona dobroć da świętemu Kościołowi rzymskiemu Papieża, który się będzie Tobie zawsze podobał przez swą ojcowską troskę wobec nas i którego dobroczynne rządy zasługują na cześć Twojego ludu, dla chwały Twojego imienia.” (Modlitwa o wybór Papieża)

Ut inimicos sanctae Ecclesiae umiliare digneris, Te rogamus, audi nos” (Litanie do Wszystkich Świętych).

Przypisy:

[Dwie uwagi tłumacza do przypisów: i) Dodałem tłumaczenie polskie tytułów i nazw obcojęzycznych w kwadratowe nawiasy, tam, gdzie było tłumaczenie francuskie i tam, gdzie go nie było (niekiedy tytuły były np. po hiszpańsku czy niemiecku). ii) Zarówno w przypisach jak i w tekście artykułu wszystkie cytaty z biografii abpa Lefebvre’a pochodzą z wydania polskiego [wyd. Dębogóra, Dębogóra, bez daty wydania] i odnośniki do stron odwołują się do tego wydania polskiego (i nie odpowiadają tym, które podaje x. Ricossa w swym artykule), chyba że zaznaczono inaczej („???”), gdy nie mogłem znaleźć wspominanego cytatu w polskim wydaniu.]

89) Cf. zajęcie oficjalnego stanowiska szwajcarskiego dystryktu Bractwa Św. Piusa X odnośnie wydarzeń w Riddes. Riddes jest parafią, w której zbudowane zostało ekońskie seminarium. Jej proboszcz, Epiney, zawsze współpracował z Bractwem, za co był swego czasu pozbawiony swej parafii. W 2001 r. przyjął xiędza, który opuścił Bractwo, był to x. Grenon. Przełożony dystryktu, x. Pfluger, wsparty przez Przełożonego generalnego, bpa Fellay (dawnego parafianina x. Epiney) ogłosił, że x. Grenon, nie będąc inkardynowany w Bractwie, nie mógł odprawiać Mszy, a gdyby ją odprawiał, byłaby to „msza niegodna, czyli msza nie niosąca zasług ani łask” (Ostrzeżenie dystryktu odnośnie wydarzeń z Riddes x. Mikołaja Pflugera, styczeń 2002 r.). Wierni muszą również unikać chodzenia na Mszę do proboszcza. W swym komunikacie przełożony dystryktu powołuje się na władzę jurysdykcji dla Bractwa, fakt bycia posłanym przez Chrystusa, fakt, że należy się mu posłuszeństwo. („Kto was słucha, mnie słucha, a kto wami gardzi, mną gardzi” Łuk. X, 16). Ten sam komunikat, ze stycznia 2002 r., stwierdza, że proboszcz, inkardynowany w rzeczywistości w diecezji Sionu, miałby być „podporządkowany jego decyzjom [Bractwa] (czyli decyzjom władzy biskupiej)” bpa Fellay, a nie biskupa diecezjalnego. Omawiany komunikat jest bardzo poważny i daje Bractwu formę prawdziwego kościoła równoległego i schizmatyckiego. (x. Epiney wspomniany jest przez bpa Tissier na ss. 481-486, 531 biografii abpa Lefebvre’a – przyp. PA)

90) Choć wykracza to poza temat, wydaje mi się odpowiednim dać jakąś odpowiedź, przynajmniej jako przypis, na to, co pisze TC na temat sakr bez mandatu rzymskiego dokonanych przez abpa Thuca. Na ss. 44-45 TC publikuje niewyczerpującą listę sakr, które za swe źródło (źródło czasami już dalekie) mają abpa Thuca; lista ta zawiera około 43 nazwiska, z czego 10 bezpośrednich sakr biskupich arcybiskupa Thuca. W tej materii uważam, że sakry, które można przypisać arcybiskupowi Thucowi dotyczą tylko trzech aktów przezeń dokonanych: konsekracja z 12 stycznia 1976 w Palmar de Troya (5 biskupów), ta z Toulon z 7 maja 1981 roku (bp Guérard des Lauriers) oraz ta z Toulon z 17 października 1981 roku (bp Zamora i bp Carmona). Trzeba jednak wykluczyć domniemane i wcale nie do końca udowodnione sakry Laborie i Datessena (określonego, ale błędnie, przez TC na s. 47 jako przywódcę Unii Małych Kościołów). Arcybiskup Thuc nigdy oficjalnie nie uznał wymienionych konsekracyj, które w każdym bądź razie były tylko konsekracjami „warunkowymi” osób wcześniej konsekrowanych, które więc tak naprawdę nie otrzymały odeń episkopatu. Jeśli rzecz tak się ma, z listy opublikowanej przez TC trzeba usunąć 21 „biskupów”, którzy w rzeczywistości nie mają nic wspólnego z arcybiskupem Thuc’iem. Następnie, należy usunąć pięciu biskupów z Palmar razem z ich wątpliwą sukcesją, bowiem nie mają nic wspólnego z sedewakantyzmem: w Palmar, podobnie jak w Ecône, wierzono w prawowitość Pawła VI (i to profesor z Ecône, kanonik Rivaz, jest tym, który przekonał arcybiskupa Thuca, by ten udał się do Palmar). Natomiast konsekracje Guérard des Lauriers, Zamory i Carmony zostały dokonane na podstawie wakatu (przynajmniej formalnego) Stolicy Apostolskiej, jak to zostało ogłoszone publicznie w 1982 roku i co Jan Paweł II i kardynał Ratzinger doskonale zrozumieli, bowiem w dokumentach oficjalnych powiązali sakry biskupie, o których mowa, z deklaracją o wakacie Stolicy.

Abp Marcin Ngo Dinh Thuc w 1962 r.

Abp Marcin Ngo Dinh Thuc w 1962 r.

91) Sodalitium nie zaprzecza wadom arcybiskupa Thuca i podziela, po części, sąd TC dotyczący jego osoby. Przypominamy jednak naszym przeciwnikom ewangeliczną przypowieść o drzazdze i belce. TC wyrzuca arcybiskupowi Thucowi, między innymi: a) konsekrację w Palmar de Troya; b) konsekrację dwóch „starokatolików”; c) fakt, że wśród wywodzących się od nich biskupów znajdują się nawet gnostycy; d) „brak ciągłości w stanowiskach Thuca”; e) „różnorodność konsekrowanych”; f) i przytacza wątpliwości niektórych co do ważności dokonanych przezeń konsekracyj. Odpowiadamy: medice cura te ipsum. Przyjrzyjmy się pokrótce zaznaczonym punktom. A) Na przykład, konsekracja biskupia w Palmar de Troya (w rycie tradycyjnym i dla mszy tradycyjnej) nastąpiła w kontekście „aparycjonistycznym”, który może tylko zdyskredytować osobę arcybiskupa Thuca: jakże mógł uwierzyć fałszywym wizjonerom? A jednak zdarzyło się to arcybiskupowi Lefebvre’owi i nawet biskupowi de Castro Mayer’owi. Nie chcę, rzecz jasna, negować wiary i powagi tych dwóch wybitnych biskupów, ale oni także mieli swoje słabości. Bp de Castro Mayer, na przykład, przez wiele lat podążał za profesorem Pliniuszem Correa de Oliveirą, założycielem T.F.P., człowiekiem wielkiej kultury i głębokiej formacji doktrynalnej, ale także bałwochwalczym guru swych uczniów, w atmosferze prawdziwej „sekty”, co później potępił ten sam biskup (w liście zamieszczonym tu – przyp. PA). Abp Lefebvre, choć sceptyczny wobec „objawień”, nie omieszkał się wierzyć wizjonerom i to nawet w bardzo ważnych wyborach: wpływ Klary Ferchaud, Marty Robin i „objawień” w San Damiano, wystarczy sięgnąć do Tissier, jego biografa, który o tym pisał (ss. 467-468, 507, ???). Grupa ‘najwierniejszych’ mieszkańców Valais, właścicieli Ecône, dawała wiarę objawieniom w San Damiano i wizjonerce z Fryburga, Elianie Gaille (niedawno włoski dystrykt otrzymał środki pochodzące z San Damiano). We Włoszech, TC oraz autor artykułu powinni doskonale wiedzieć, co się stało w Rimini, gdzie przeorat Bractwa został założony w porozumieniu z wiernymi „Mammy Elviry”, fałszywej wizjonerki, której jednak abp Lefebvre udzielił swego pełnego poparcia. W tym przypadku czyż można stwierdzić, że dobro dokonane przez przeorat w Rimini (włącznie z kilkoma powołaniami kapłańskimi) nie może pochodzić od Boga, ponieważ mamma Elvira nie była „Kobietą Opatrzności”? Aparycjonizm Bractwa nie dotyczy tylko początków: biskup Fellay, przełożony generalny Bractwa Św. Piusa X, uznał w dziele pewnej wizjonerki, niejakiej Germaine Rossinière (pseudonim) „dar z nieba” i „skarbnicę łask”, dziele, które oficjalnie przedstawił w wewnętrznym biuletynie Bractwa, Cor unum (dodatek do nr 60, czerwiec 1998). To jest kilka przykładów, spośród wielu innych, które możnaby przytaczać…

B) Zarzuca się arcybiskupowi Thucowi kontakty ze „starokatolikami”; sam widziałem w Ecône biskupa „starokatolickiego” przyjętego ponownie do Kościoła przez arcybiskupa Lefebvre’a (co ze swej strony zrobił także abp Thuc); kapłana i zakonnika, który porzucił apostolat (z powodu Akcji Francuskiej), który się ożenił, został greckim kapłanem schizmatyckim, aby powrócić następnie do stanu świeckiego i nauczać w Ecône, etc…

C) Abp Thuc z pewnością nie jest odpowiedzialny za konsekracje pewnych guenończyków (uczniowie francuskiego gnostyka René Guénon – przyp. PA), którzy otrzymali episkopat (?) od biskupów (?), twierdzących, iż otrzymali odeń [abpa Thuca] swój episkopat. A jednak abp Lefebvre jest bez wątpienia odpowiedzialny za wyświęcenie niejednego kapłana guenońskiego (więc gnostyckiego) bezpośrednio przezeń wyświęconego, po tym, jak został ostrzeżony, przed święceniami, o danej sprawie. Jestem przekonany, że abp Lefebvre nie miał nic wspólnego z tymi doktrynami: ale na pewno był nieroztropny w tych święceniach.

D) Jeśli chodzi o „brak ciągłości w stanowiskach Thuca” (wahającego się między sedewakantyzmem i pojednaniem z Watykanem) (TC, s. 47), zapomina się o wahaniach abpa Lefebvre’a pomiędzy możliwym sedewakantyzmem, tradycjonalizmem i pojednaniem z Watykanem: doszło nawet do tego, że podpisał, a następnie wycofał protokół ugody.

E) Przejdźmy do „różnorodności konsekrowanych” (TC, s. 47). Abp Lefebvre wyświęcił wspaniałych kapłanów i, niestety, także gorszących kapłanów; w niektórych przypadkach wiedział, niestety, o moralnych brakach decydujących o tym, żeby nie wyświęcać takich kandydatów. Nie dało się jednak przewidzieć smutnego przypadku kapłana, który najpierw targnął się na życie Jana Pawła II, potem porzucił kapłaństwo (po więcej szczegółów można odnieść się do jego autobiografii). Gdyby ten biedny kapłan został był wyświęcony przez arcybiskupa Thuca, czegoż by nie pisali (i, co gorsza, mówili) kapłani Bractwa? Czyż nie byłby to dowód na szaleństwo arcybiskupa Thuca? Niestety, biskupem, który wyświęcił tego nieszczęśnika był arcybiskup Lefebvre (i nie przypisuję mu odpowiedzialności za to, bowiem nie mógł przewidzieć przyszłości).

F) W końcu TC insynuuje wątpliwości co do zdrowia umysłowego arcybiskupa Thuca i ważności jego konsekracyj. „Uzasadniona wątpliwość” (s. 47) opiera się na wahaniach abpa Thuca, na „różnorodności” jego konsekracyj, na wątpliwościach wysuwanych przez osoby trzecie… Widzieliśmy, że te same oskarżenia (choć na inny sposób) mogłyby być wysuwane wobec arcybiskupa Lefebvre’a i rzeczywiście znaleźli się ludzie, którzy negowali ważność jego święceń i konsekracyj. W Sodalitium odrzucałem w sposób absolutny tę niespójną tezę. TC powinna w ten sam sposób odrzucać niespójną tezę, która podaje w wątpliwość ważność konsekracyj i święceń abpa Thuca, choćby aby zachować spójność z tym, co samo Bractwo zrobiło, przyjmując ważność kapłaństwa x. Shaeffera, wyświęconego przez arcybiskupa Thuca w 1981 roku. Gdy chodzi o posiadanie dodatkowego kapłana, święcenia abpa Thuca są ważne; gdy chodzi o odradzanie wiernym przyjęcia bierzmowania od biskupa, który otrzymał episkopat od abpa Thuca, wówczas te święcenia i konsekracje są nieważne lub wątpliwe… Gdzie jest spójność i dobra wiara?

Kończąc. Nie twierdzę, że jestem lepszy od innych, ani że nasz Instytut jest wolny od błędów i nie można mu nic zarzucić. Nie chcę nawet porównywać abpa Lefebvre’a do abpa Thuca; przeważająca rola, najwyższe znaczenie francuskiego biskupa są oczywiste; jednakże Bractwo nie może podkreślać wyłącznie tego, co oddaje honor swemu założycielowi i systematycznie ukrywać tego, co może stanowić ujmę na honorze i mogłoby szkodzić jego postaci „Człowieka Opatrzności”. Zapraszamy TC do większej szczerości albo do porzucenia opierania swych argumentów na domniemanej świętości swych członków i domniemanej czy prawdziwej niegodności swych adwersarzy…

Tłumaczył z języka francuskiego (często też włoskiego oryginału) Pelagiusz z Asturii. Źródło: pismo „Sodalitium”, nr 55 z listopada 2003 roku (wersja francuskojęzyczna), ss. 31-72 i nr 56 z września 2002 roku (wersja włoskojęzyczna), s. 4-45. Gdy źródło tłumaczenia któregoś fragmentu jest inne, zaznaczyłem to w tekście czy przypisie. Ilustracje jak w oryginale. Fragmenty powyższego artykułu były już tłumaczone przy okazji rocznicy śmierci abpa Thuca oraz przy publikacji tłumaczeń ważnego listu abpa Lefebvre’a do Jana Pawła II i odpowiedzi o. Guérard des Lauriers.

Jak obiecałem, cały artykuł można pobrać tu w formacie PDF. Gdy chodzi o kopiowanie, uprzejmie proszę do stosowania się do tego, co napisałem tu.

 

Advertisements

Zostaw komentarz

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s