O lekturze duchowej raz jeszcze i ogólniej o życiu wewnętrznym

O. Reginald Garrigou-Lagrange OP, wielki teolog, tomista i mistrz życia duchowego, krytyk "nowej teologii" modernistycznej, która zatryumfowała dzięki staraniom Jana XXIII i Pawła VI

O. Reginald Garrigou-Lagrange OP, wielki teolog, tomista i mistrz życia duchowego, krytyk „nowej teologii” modernistycznej, która zatryumfowała dzięki staraniom Jana XXIII i Pawła VI

Pisałem już pewien czas temu, przytaczając słowa o. Bernarda, o konieczności codziennej albo przynajmniej regularnej lektury duchowej. Jest jedno takie prawo znane wszystkim, którzy prowadzą dusze ku Bogu, a więc i tym, którzy mieli lub mają szczęście być prowadzonymi przez takich duchownych, a to prawo brzmi: w życiu duchowym kto nie czyni stałego postępu ten cofa się. Zaniedbanie życia duchowego jest o wiele gorsze niż zaniedbanie swego bytu biologicznego bowiem naraża naszą nieśmiertelną duszę na śmierć wieczną.

Samo życie sakramentalne (zwłaszcza częsta spowiedź i Komunia św.) stanowi najlepszy środek postępu, bowiem utrzymuje człowieka w łasce uświęcającej, która z kolei czyni nas uczestnikami Boskiego życia. Ale nie jest to jedyny środek postępu duchowego, a nawet sam nie wystarcza. Codzienna modlitwa jest z pewnością na drugim miejscu co do ważności. Lepsza jest, mimochodem zaznaczę za dobrymi autorytetami w materii, częstsza i krótsza, niż rzadsza i dłuższa, zwłaszcza w życiu aktywnym, które jest życiem większości świeckich.

Natomiast lektura duchowa zajmuje niezastąpione miejsce wśród tych właśnie śródków na drodze postępu duchowego, które są łatwe do wykonania samemu. Niemniej jednak pojawia się zawsze nieunikniony problem: co czytać? Jak napisał przytaczany przez o. Bernarda o. Edward Leen CSSp: „czytanie duchowe musi stać się najniezbędniejszym elementem naszej codziennej strawy intelektualnej”, a z tego wynika, że musi być odpowiednio dobrane do naszego umysłu, ale i stopnia „uduchowienia”. Trzeba się bowiem bardzo dobrze znać (nosce teipsum, jak głosi starożytna maksyma filozoficzna), aby potrafić odpowiednio sobie dobrać lekturę, która z pożytkiem by nas prowadziła do celu, jakim jest doskonalenie życia duchowego. Tu zatem widać również potrzebę kierownika duchowego, roztropnego duchownego, który nas zna, a ewentualnie nawet osoby świeckiej (matka, ojciec, chrzesty, chrzestna, etc.), która jest w stanie dobrze doradzić znając nasz charakter, cnoty i wady, etc.

Nie każda bowiem lektura odpowiednia jest dla każdego, nawet jeśli jest to książka napisana przez świętego czy wybitnego autora z dziedziny duchowości. Ba, powiem bez żadnej obawy czy wahania, że często dana lektura duchowa, choć sama w sobie niewątpliwie dobra, może przyczynić się do szkody w życiu człowieka albo nie być wcale pomocna w postępie, jeśli nie jest odpowiednio dobrana do własnych zdolności, umysłu, duszy, a nawet stanu. Przecież nie zaczyna się nauki filozofii od omawiania spraw najtrudniejszych, nauki matematyki od różniczkowania czy nauki wiary od podręczników do teologii dogmatycznej.

Istnieją bowiem różne odchylenia czy wypaczenia w wierze, jak fideizm, nadmierny aktywizm, kwietyzm i nie tylko. Choć są błędami opierającymi się na brakach w wiedzy czy rozeznaniu, czy na wypaczeniach w życiu duchowym, to jednak przyczynić się może doń nieodpowiednia lektura duchowa lub niewłaściwie wyciągnięte zeń wnioski. Częste na przykład czytanie o różnych cudach takiego czy innego świętego, zamiast nauczyć nas bezgranicznej ufności w Opatrzność Bożą, może doprowadzić do bezczynności (kwietyzmu) w tym, co zależy od naszych naturalnych zdolności ludzkich czy po prostu lenistwa, gdy zachodzi konieczność działania. Albo czytanie życiorysów świętych mniszek może przynieść szkodę matce i żonie, która bez właściwego zrozumienia przesłania może zaniedbywać swe obowiązki stanu przez chęć upodobnienia się zbytnio do życia opisywanych postaci wiodących tryb życia niemożliwy do spełnienia przez matkę czy żonę. Podobnych przykładów można by mnożyć.

Dlatego też na liście książek, które polecam, nie zamieściłem propozycyj lektury duchowej. Celowo też takich tekstów tu na blogu nie ma i nie będzie. Każdy winien sobie je dobrać do własnych potrzeb duchowych, tak, aby pożytek był w stanie z nich wyciągnąć i by na drodze doskonałości chrześcijańskiej dzięki nim postępował.

Trudno również czynić postępy w życiu duchowym i wyciągać pożytek z odpowiednio dobranej lektury, gdy nie zna się zupełnie natury i celu tego życia wewnętrznego, które mamy w sobie pielęgnować. O nim właśnie, na czym polega, na czym się opiera (zasady, prawdy), jakie są środki postępu, jakie jego stopnie rozwoju, istnieją dwie pozycje, które można polecić każdemu, kto szczerze chce dbać o swe życie wewnętrzne. Dzieła te zalicza się do dziedziny teologii ascetycznej i mistycznej. Mowa o:

x. Adolf Tanquerey, Zarys teologii ascetycznej i mistycznej (do poznania samego siebie, które jest podstawą postępu polecam doskonałe studium charakterów w Dodatku, Appendix II)

o. Reginald Garrigou-Lagrange OP, Trzy okresy życia wewnętrzego (I wyd. polskie z lat 1960-62, II wyd. z 1998 r.)

(nie ręczę za tłumaczenia oczywiście, oba dzieła mam w oryginalnych wydaniach przedsoborowych, ale i drugie w polskim tłumaczeniu, które tylko pobieżnie przeglądałem)

Pierwsza pozycja, przynajmniej w swej pierwszej części, przypomina podręcznik systematycznie wykładający materię, druga natomiast celowo unika tego zamierzenia, bowiem autorowi chodzi o „ukształtowanie umysłu, o nadanie mu mocnych zasad i giętkości koniecznej” (z Przedmowy tłum. polskiego), które by umożliwiły mu wdrożenie tychże zasad w życiu i rozwiązywanie problemów, które się nadarzą. Oba jednakże dzieła posiadają pierwszą część bardziej teoretyczną, nieodzowną zresztą w każdej dziedzinie praktycznej, jaką jest życie duchowe. Dzieło x. Tanquerey’a posiada na pewno ją bardziej rozbudowaną (źródła, zasady, natura, cel, środki życia wewnętrznego), która stanowi prawie połowę dzieła, podczas gdy u o. Garrigou-Lagrange jest to tylko około jednej czwartej. Po niej następuje część druga poświęcona praktycznej stronie teologii ascetycznej i mistycznej, czyli trzem stopniom doskonałości, nazwanym drogami: oczyszczenia duszy, oświecenia oraz zjednoczenia. W drugiej części dzieła o. Garrigou-Lagrange mowa jest o trzech okresach życia duchowego, od oczyszczenia początkujących, poprzez drogę oświecenia postępujących, aż po drogę zjednoczenia doskonałych. Warto dodać, że autor, jeden z najwybitniejszych tomistów XX wieku, opiera się w całym swym wykładzie na trzech Doktorach Kościoła: św. Tomaszu z Akwinu, św. Janie od Krzyża i św. Franciszku Salezym. X. Tanquerey, z kolei, jeszcze przed wstępem, umieścił długą listę chronologiczną i metodyczną głównych autorów duchowych i szkół duchowości całej historii Kościoła.

Przynajmniej jedno z tych dzieł winno być znane każdemu pragnącemu postępować na drodze doskonałości chrześcijańskiej, do której jesteśmy wszyscy wezwani przez samego Pana Jezusa. A bogate życie duchowe wraz z nieodłącznym mu trwałym wysiłkiem na drodze postępu jest fundamentem apostolatu, do którego również w takim czy innym stopniu powołani są wszyscy chrześcijanie. Tym bardziej więc pożytek zeń wyciągną wszyscy ci, którzy pragną oddziaływać na swych bliźnich, aby ich przybliżać do prawdy katolickiej.

Myślę, że jest to doskonały początek na nowy rok liturgiczny, który Kościół rozpoczyna wraz z przyszłą niedzielą, pierwszą Adwentu, nie tylko dla tych, którym prawdy te mogły być obce.

Pelagiusz z Asturii

Zostaw komentarz

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s