Skończyć z 40 latami lefebryzmu!

BIO-MGR LEFEBVRE-MESSE

Uznawanie autorytetu za prawowity i stawianie mu stałego oporu w tym, co należy do jego istoty – oto istota „lefebryzmu”…

Artykuł poniższy jest napisany w tonie polemicznym, za którym należy jednak dostrzec trafną analizę tego, co słusznie można nazwać „lefebryzmem” po czterdziestu latach (artykuł jest z 2014 roku) od słynnej deklaracji abpa Lefebvre’a. Zawarte jest tam też kilka faktów, z którymi warto, by polski czytelnik się zapoznał.

Pelagiusz z Asturii

Skończyć z 40 latami lefebryzmu!

Czterdzieści lat. Oto dokładnie 40 lat temu abp Lefebvre opublikował swoją słynną deklarację z 21 listopada 19741. W „Itinéraires” Jan Madiran napisał wręcz, że jest ona „statutami Kościoła wojującego”. W rzeczywistości jest ona głównym aktem założycielskim lefebryzmu i wszyscy, którzy powołują się na założyciela Ecône po dziś dzień biorą za swoją tę deklarację. Dotyczy to Suresnes i Menzingen2, które wspomniały czterdziestą rocznicę tej deklaracji umieszczając ją na stronach internetowych La Porte latine i Dici. Antyfellejowscy dysydenci z Unii Kapłańskiej Marceliego Lefebvre’a (USML) również, ze swej strony, powołują się otwarcie na tę deklarację. Ojciec Brunon, narodowy koordynator USML ten sam tekst umieścił na oficjalnej stronie Unii, France fidèle [fr. wierna Francja – przyp. PA] i napisał, że „ten wspaniały tekst jest statutami naszej walki. […] Czynimy swoją [tę deklarację]”.

Na pierwszy rzut oka można się dziwić: jak to jest, że wrodzy wobec siebie bracia, którzy mają diametralnie przeciwną wizję dotyczącą zasady porozumienia z „modernistycznym Rzymem” mogą się powoływać, z tym samym entuzjazmem i piękną jednomyślnością, na deklarację z 21 listopada 1974 r.? Odpowiedź jest prosta: w tej deklaracji, akcie założycielskim lefebryzmu, znajdujemy streszczoną, skoncentrowaną całą fundamentalną niespójność lefebrystycznego ruchu i myśli. W tym dokumencie abp Lefebvre uznaje w Pawłe VI i w tych, którzy go otaczają na Watykanie jednocześnie modernistyczny Rzym (któremu należy się nieposłuszeństwo) i odwieczny Rzym (któremu należy być wiernym). Nie można przeto inaczej rozumieć tej deklaracji, bowiem wszyscy, którzy myśleli i mówili, że modernistyczny Rzym w niczym nie jest wiecznym Rzymem i że zatem jest nieprawowity, heretycki, apostacki i pozbawiony władzy byli systematycznie wypędzani z FSSPX. Jest tak wciąż i nadal, bowiem wyrzucanie wszystkich kapłanów czy seminarzystów przekonanych do sedewakantyzmu szybko stało się sportem narodowym (a nawet międzynarodowym) na łonie wspomnianego Bractwa. Zresztą, w tej deklaracji, którą powierzchowne i pomylone umysły uznają za wspaniałą, choć jest ona teologicznie zerowej wartości i absurdalna, dokładnie na wzór jej autora, abp Lefebvre publicznie uznaje władzę Pawła VI, którego nazywa „Ojcem świętym”, „Najwyższym Pasterzem”, „następcą Piotra”. Trzy razy w tej deklaracji założyciel FSSPX publicznie uznaje w Montinim wikariusza Chrystusa. Chapeau bas! Co gorsza (jeśli tak można powiedzieć), w tym tekście, abp Lefebvre wprowadza zasadę protestanckiego swobodnego badania3, która polega na przebieraniu w przemówieniach i czynach tego, które uznaje się jako następcę Piotra: „A jeżeli w jego (Pawła VI uznawanego przezeń za Papieża) słowach lub czynach, albo też w aktach dykasteriów dałoby się dostrzec jakieś sprzeczności, to wybieramy wówczas to, czego zawsze nauczano i zamykamy uszy na niszczące Kościół nowinki”. Innymi słowy, abp Lefebvre przyjmuje rolę magisterium równoległego jednocześnie uznając władzę Pawła VI. Odtąd to do niego będzie należało zadanie przebierania (w imieniu jakiej władzy? Jakiej nieomylności? Jakiej prawowitości?) tego, co jest katolickie, tego, co jest do przyjęcia, tego, co jest zgodne z Tradycją i tego, co nie jest takie w słowach i czynach tych, których uznaje za wikariuszów Chrystusa. Ma się tu do czynienia z wygórowanym roszczeniem, bowiem co jest gwarantem nieomylności Tradycji, jeśli nie magisterium, jeśli nie papież, który jest, przypomnijmy, żywą i bliższą regułą wiary. To do papieża należy orzekanie z autorytetem o tym, co jest zgodne z Tradycją, a co nie, co jest katolickie, a co nie. Jeśli myśli się i działa inaczej, nie jest się katolikiem. Tam, gdzie Piotr, tam Kościół.

Widać zatem, że lefebryzm uderza w same fundamenty Kościoła, poważnie przekręca akt wiary. Jeśli bowiem wierzymy w prawdy wiary (przedmiot objawienia), to robimy to dlatego, że Bóg je objawił (autor objawienia) oraz Kościół nas ich naucza (reguła wiary). Kościół cieszy się więc nieomylnością doktrynalną. Przyjęcie za swoją lefebrystycznej teorii nie jest niczym innym, niż uderzeniem w skałę, na której opiera się Kościół. Tradycjonaliści muszą naprawdę być relatywistami i nie interesować się sprawami doktrynalnymi żeby nieustannie mieć na ustach „św. Marceli to” czy „św. Marceli tamto” (na marginesie przypomnijmy, że bp Williamson założył Inicjatywę św. Marceliego, że x. Filip Laguérie, po wydaleniu z FSSPX w 2004 r. i nasłaniu nań ochroniarzy i psów przez Suresnes, aby go wygonić z przeoratu w Bruges, założył Stowarzyszenie religijne św. Marceliego, że jego zwolennicy prowadzili stronę o nazwie Bractwo Kanał Historyczny i że ci, którzy dziś otaczają Ryszarda Williamsona są zgrupowani w Unii Kapłańskiej Marceliego Lefebvre’a. Jak gdyby chodziło już o świętego kanonizowanego przez Kościół święty! Nawet x. Abrahamowicz stworzył we Włoszech Domus Marcel Lefebvre. Zdecydowanie nie ma to końca!). Jak mi żartobliwie prywatnie powiedział pewien starszy kapłan sedewakantystyczny, nie ma co się spodziewać po kapłanach, którzy dzisiaj występują z FSSPX (czy którzy zostali zeń wyrzuceni) bowiem po pobycie 10, 20, 30 czy 40 lat w szambie czy gnojniku to normalne, że się śmierdzi! Czy, jak powiedziała mi podobnie pewna pani na czele boju ultrasedewakantystycznego (uwielbiam to!) od pół wieku: „co takiego dobrego miałoby wyjść ze źródła tak zatrutego, jak Lefebvre?”. Trudno nie przyznać jej racji.

Wiele już razy pisaliśmy: arcybiskup Lefebvre jest jak Bazar de l’Hôtel de Ville de Paris4: można tam znaleźć wszystko… i jego przeciwieństwo! Oto dlaczego, w obecnych podziałach FSSPX i wspólnotach zaprzyjaźnionych, obrzuca się wzajemnie deklaracjami sprzecznymi, choć wszystkie są doskonale autentyczne, abpa Lefebvre’a by uzasadnić swoje stanowisko. Każdy robi z siebie autentycznego ucznia zmarłego założyciela FSSPX, gwardiana Zakonu Świątyni Lefebryjskiej, nigdy nie zadając sobie pytania, czy te bratobójcze podziały nie mają właśnie za źródło niespójności, odwlekania i, nie bójmy się tego powiedzieć, dwulicowości abpa Lefebvre’a, o którym można na pewno choć tyle powiedzieć, że nie jest wzorem niezmienności. W kwietniu 2012 r. biskupi FSSPX wysłali sobie pozbawione specjalnej uprzejmości cięte listy ze sprzecznymi, ale autentycznymi cytatami z abpa Lefebvre’a5. Ugodowcy wysuwają liczne deklaracje i wyrazy stanowiska założyciela Ecône sprzyjające porozumieniom z okupantami Watykanu, antyugodowcy podkreślają deklaracje, równie liczne, tego samego abpa Lefebvre’a przeciwko porozumieniom. Ale wszyscy pozostają bezwarunkowo lefebrystami nawet nie zastanawiając się! Czyż nie jest to piękne!

Jeśli abp Lefebvre powiedział wszystko i to co, temu sprzeczne, to dlatego, że nie ośmielił się przekroczyć Rubikonu. Z powodu dyplomatycznego, liberalnego i ugodowego temperamentu, z tchórzliwości, z obawy przed konsekwencjami, w skrócie, z powodów w istocie światowych. Nie ma nic gorszego niż ci, którzy nie walczą do końca. Bóg letnich wyrzuca z ust. Letniość jest już pewną formą zdrady, być może najgorszą, jaka istnieje. Należy przypomnieć, że abp Lefebvre zareagował bardzo późno na rewolucję w Kościele. Odmówił udzielenia swego podpisu pod Krótką analizą krytyczną kardynałów Ottavianiego i Bacciego (a w rzeczywistości tekst ten był zredagowany przez ojca Guerard des Lauriers, [który] zresztą był bardziej doktrynalny niż założyciel FSSPX, nawet jeśli jego teza w ogóle nas nie przekonuje!), podpisał wszystkie teksty Soboru Watykańskiego II wbrew temu, co kłamliwie mówił przez tyle lat (trzeba było czekać na biografię bpa Tissier de Mallerais aby skończyć z tą legendą) i prosił o (oraz otrzymał) konieczne autoryzacje od (pseudo)władz soborowych dla stworzenia Bractwa i seminarium w 1970 r. Abp Lefebvre nie był więc niszczycielem barykad, walecznym wojownikiem wiary. Tam, gdzie potrzebowaliśmy atlety wiary mieliśmy dyplomatę. Tam, gdzie trzeba było wyznawcy wiary, mieliśmy purpurata pragmatycznego i kierującego się „na oko”. Tam, gdzie potrzeba było niezmordowanego pogromcy herezji i apostazji, mieliśmy polityka próbującego wynegocjować miejsce w łonie kościoła soborowego. Tam, gdzie trzeba było kształtować ogniste dusze, dusze, które płoną, gotowe do wszelkich ofiar, na wszelkie prześladowania, promowani byli tylko palanci rozmiłowani w arcybiskupie (abp powiedział, abp zrobił, abp myśli…), dewoci, ludzie miałcy, bez przekonań, bez kręgosłupa, tacy jak Lorans, Schmidberger, Simoulin, Bouchacourt, de la Rocque, godny spadkobierca zmarłego pułkownika de la Rocque znanego ze swojego umiarkowania i ścisłego legalizmu wobec masońskiej Trzeciej Republiki, Fellay, który w cywilu nie miałby większych perspektyw niż bycie szefem działu w Biedronce6!

Gdyby ci wszyscy nie byli oślepieni sekciarskim kultem, którym obdarzają zwykłego biskupa bez jurysdykcji i gdyby choć minimalnie byli zdolni do ducha krytycznego, do krytycznego dystansu wobec swojego mistrza myśli, zrozumieliby, że powtarzające się od 40 lat kryzysy FSSPX nie mają innego źródła, jak doktrynalne niespójności abpa Lefebvre’a, jak jego chwiejność7. Według swych chwilowych korzyści, według swych rozmówców, według swych słuchaczy, zdolny był mówić wszystko i to, co temu zaprzeczało. Również w obrębie tej samej wypowiedzi, tej samej homilii. Bardzo pouczające zresztą byłoby stworzenie książki o stałych sprzecznościach byłego arcybiskupa Dakaru. Na prawej stronie umieszczono by oświadczenia zerwania z modernizmem i Watykanem, na lewej stronie te, które sprzyjały porozumieniu praktycznemu. Wynik byłby budujący. Nieprawdą jest mówienie, że te sprzeczności są tylko skutkiem powolnego zapłonu, mglistej sytuacji i że powoli mgła byłaby się rozeszła a czas pomógł przejrzeć klarownie. We wrześniu 1987 r. oświadcza, że Rzym jest w apostazji, że oni wszyscy opuścili Kościół czy opuszczają Kościół, że nie wolno współpracować z nimi, nawet jeśli dadzą biskupa, nawet jeśli zniosą sankcje przeciwko FSSPX. I prawie natychmiast po tej deklaracji pozornie bardzo stanowczej, angażuje się w dyskusje z Watykanem, które doprowadziły do podpisania protokołu porozumienia z 5 maja 1988 r.8 Który nie jest mniej godny pożałowania niż protokół podpisany 24 lata później przez bpa Fellay9.

W obu deklaracjach uznaje się i wyraźnie aprobuje nowy kodeks prawa kanonicznego z 1983 r., ważność nowej mszy i wszystkich nowych sakramentów, autorytet okupanta Stolicy Piotrowej a nawet Soboru Watykańskiego II. W dokumencie podpisanym przez abpa Lefebvre’a napisane jest tak: „Oświadczamy naszą akceptację nauczania zawartego w nr 25 Kostytucji dogmatycznej Lumen gentium Soboru Watykańskiego II na temat kościelnego Magisterium i przylgnięcia mu należnego”. W deklaracji bpa Fellay można przeczytać: „nauczani[e] Soboru Watykańskiego II, który z kolei rzuca światło – to znaczy pogłębia i następnie lepiej wyjaśnia – pewne aspekty życia i doktryny Kościoła, implicite obecne w nim lub jeszcze nie sformułowane pojęciowo”. Jasne, abp Lefebvre wycofał swój podpis już nazajutrz (6 maja 1988 r.), ale, jak po nim bp Fellay, nigdy naprawdę nie wycofał się co do treści. Później nawet oświadczył kilka razy, że ta preambuła nie była naprawdę zła ani nie do przyjęcia, bowiem inaczej by jej nie podpisał. To, co ostatecznie uniemożliwiło wówczas porozumienie to brak zaufania wobec jego rzymskich rozmówców i wcale nie doktryna, wiara, niezmienne zasady. Zapanowała niezgoda co do składu członków rzymskiej komisji, która miała być odpowiedzialna za „tradycję” i z powodu wątpliwości, które abp Lefebvre miał co do jego rozmówców woli udzielenia mu biskupa wywodzącego się z FSSPX w celu zapewnienia przetrwania jego dziełu. Aby usprawiedliwić to, że i tak przeszedł do czynu konsekrując bez mandatu przy jednoczesnym publicznym uznaniu autorytetu Jana Pawła II i przyznając się do komunii z nim w kanonie mszy, to jest w części najważniejszej, najświętszej [części] ofiary i to nawet pomimo tego, że rok wcześniej w wywiadzie z Michałem Reboul’em dla „Monde et vie” powiedział, że gdyby miał konsekrować biskupów bez mandatu papieskiego byłby schizmatykiem10, abp Lefebvre przedstawił godną pożałowania argumentację godną jego osobowości: „namioty już są wynajęte”, „ludzie zapłacili za hotel”, w skrócie, nie da się już wycofać.

W dniu sakr, w swej homilii, abp Lefebvre wyraził życzenie, by na jego grobie wyryto te słynne słowa św. Pawła: „Tradidi quod et accepi”, Przekazałem to, co otrzymałem. Jego uczniowie oczywiście posłuchali się jego rady. I jego sekciarze po dziś dzień mdleją przed tą deklaracją. Otóż tu znowu mamy do czynienia z oszustwem: gdzie się abp Lefebvre nauczył, że sobór ekumeniczny promulgowany przez prawdziwego papieża mógłby być omylny i tylko duszpasterski? Gdzie przeczytał, że można konsekrować biskupów wbrew wyraźnej i publicznie wyrażonej woli tego, w którym uznaje się wikariusza Chrystusowego? Gdzie się nauczył, że powszechne magisterium zwyczajne Kościoła nie było z konieczności nieomylne oraz, żeby takie było, konieczna jest ciągłość nie tylko w przestrzeni, ale i w czasie? Gdzie się nauczył, że można prowadzić seminarium, kształtować i wyświęcać kapłanów wbrew formalnemu nakazowi władzy, którą uważa się za prawowitą? Gdzie się nauczył, że można udzielać sakramentu bierzmowania w jakiejkolwiek diecezji świata nie odwołując się wcale do tych, których uznaje się za prawowitych biskupów miejsca? Gdzie się nauczył, że można nazywać się katolikiem i być nieposłusznym we wszystkim wobec tego, którego publicznie uznaje się za wikariusza Chrystusa? W jakim podręczniku teologii katolickiej dowiedział się, że kanonizacje dokonane prze prawdziwego papieża mogą nie być nieomylne, że msza, że kodeks prawa kanonicznego, że katechizm, że rytuał sakramentów promulgowany przez papieża dla Kościoła powszechnego mógł być szkodliwy i niebezpieczny dla wiary? Gdzie się nauczył, że można dożywotnio wyrzucać ze swego tak zwanego bractwa i bez żadnego wahania kapłanów, diakonów, których się samemu wyświęciło z samego tylko powodu, że w sumieniu nie mogli być w komunii w kanonie mszy z okupantami Stolicy Piotrowej, którzy niszczą Kościół? Gdzie się nauczył, że bez żadnego problemu można wyrzucić ich na ulicę nie martwiąc się o ich przeżycie, ubezpieczenie społeczne, nędzę, porzucenie? W tym, przy okazji mówiąc, bp Fellay jest godnym następcą abpa Lefebvre’a11. I to tego żałosnego człowieka przedstawia się jako świętego, jako bohatera i atletę wiary, jako wybawiciela Kościoła i Tradycji. Podczas gdy był on ich najbardziej budzącym grozę i skutecznym grabarzem.

Jak to ostro, ale słusznie pisał ś.p. o. Barbara: po Janie XXIII, Pawle VI i Janie Pawle II (a dziś możemy dodać, Benedykcie XVI i Franciszku), abp Lefebvre był jednym z głównych niszczycieli Kościoła wojującego, najstraszniejszym wrogiem sedewakantyzmu, a więc prawdy katolickiej11. Iluż kapłanów i świeckich powiedziało mi, że staliby się sedewakantystami bez abpa Lefebvre’a, któremu, niesłusznie, ufali całkowicie? Nie ma przeto wcale co się cieszyć z tych katastrofalnych osiągnięć. Za każdym razem, gdy trzeba było dokonać decydującego wyboru, Lefebvre dokonywał złego: co do ważności mszy i nowych sakramentów, co do autorytetu nieprawowitych okupantów Stolicy Piotrowej, co do akceptacji liturgii i brewiarza Jana XXIII, co do wyboru ludzi na kluczowe stanowiska.

Bractwo Św. Piusa X jest trochę jak partia komunistyczna owej wielkiej epoki. Trzeba bezwarunkowo trzymać się linii partyjnej, nawet jeśli ta ostatnia się zmienia (a zmienia się często). Jeśli nie jest się posłusznym, jest się bezlitośnie wyrzuconym. Opisanie czterdziestoletniej historii Bractwa jest opisywaniem historii jego czystek, jego wykluczeń. Nic więc zaskakującego, że całe to środowisko jest coraz mniej wiarygodne na płaszczyźnie ludzkiej, intelektualnej i doktrynalnej. Budynek tak zbudowany na piasku nie może wydać dobrych owoców. To, co jeszcze utrzymuje FSSPX przy życiu to siła struktury i tyrania jej kierownictwa. W taki sposób może ona póki co trwać jeszcze przez pewien czas: bądź, co bądź, wszystkie partie polityczne, mimo swych zdrad, przestępstw, licznych skandali, które je plamią, w trwały sposób utrzymują się przy życiu i są w stanie przetrwać dekady. Ale [nawet] jeśli struktura w planie prawnym pozostanie, można sobie zadać pytanie: co zostanie za dwadzieścia czy trzydzieści lat z lefebryzmu, gdy już FSSPX i wspólnoty zaprzyjaźnione zostaną całkowicie wchłonięte przez kościół soborowy, gdy to fałszywi purpuraci soborowi będą udzielać święceń, bierzmowań? Pewnie nic. Albo mało. Okaże się, że abp Lefebvre nic zupełnie nie uratował. Nawet mszy, bowiem to nieważni soborowi „biskupi” zapewnią jutro święcenia dla FSSPX. A nawet jeśli będą używać rytu tradycyjnego, nie będzie to miało żadnych skutków, bowiem ci soborowi „biskupi” nie są ani kapłanami, ani biskupami, ponieważ zostali wyświęceni i konsekrowani w ramach nowego rytuału święceń i sakr Montiniego z 18 czerwca 1968 r.13

Pewna liczba księży na niższych szczeblach nie przystaje na obecną politykę Menzingen, ale mimo wszystko idą za nią, bowiem nie wiedzą, gdzie pójść. Stracili odwagę, która nie jest ich główną cnotą. Trzeba powiedzieć, że z takim założycielem byli, ośmielę się powiedzieć, w dobrej szkole. A co powiedzieć o czterech biskupach, jeden od drugiego bardziej godnych pożałowania, włącznie z Ryszardem Williamsonem, który udziela najwyższego uznania pseudoobjawieniom maryjnym wizjonerki wiernej FSSPX i który pomnaża w swych [komentarzach] Kyrie eleison głupie i absurdalne ataki przeciwko sedewakantyzmowi, pokazując w ten sposób po raz kolejny, że angażowanie się przy jego boku jest kompletnym impasem. Abp Lefebvre, to jasne, dobrze wybrał swoich biskupów. Są i umrą lefebrystami, należy to powiedzieć, nawet jeśli się nienawidzą między sobą! Jeśli chodzi o kapłanów wrogich wobec polityki Menzingen, wolą się podporządkować terrorowi niż znosić udawane procesy, czego doznali xięża tacy, jak Pinaud czy Salenave14. Jak w procesach stalinowskich, trzeba było, by „winny” uznał swą winę, poprosił o wybaczenie tyrana z Menzingen, wspólnika miliardera aferzysty i syjonisty Maksymiliana Kraha. Nie próbuje się przekonać oskarżonego, że błądzi, że się myli w dziedzinie doktrynalnej, że jest w błędzie. Nie, musi wyznać swoją winę, wielkiego sternika poprosić publicznie o wybaczenie, obiecać, że się więcej tego nie zrobi i być posłusznym we wszystkim linii partyjnej. To tak działał w swoim czasie abp Lefebvre: odmawiał spotkania się z tymi, którzy go opuścili czy których wydalił, zanim nie wyrazili skruchy i nie poprosili go o wybaczenie. Xiądz Seuillot, na przykład, potwierdził nam, że tak postąpił abp Lefebvre w jego przypadku. W taki sposób, że do spotkania nigdy nie doszło. Z x. Zinsem jest jeszcze gorzej: dał do zrozumienia temu ostatniemu, że zgodzi się z nim spotkać; x. Zins, bez grosza, podjął się długiej podróży aby się z nim spotkać i ostatecznie [abp Lefebvre] tak sobie poukładał sprawy, że nigdy się z nim nie spotkał, przez co [x. Zins] musiał długo i na próżno czekać. Ale poza tym, to pewne, Marceli Lefebvre jest świętym, który jest w niebie!

Należy zwrócić zresztą uwagę, że w tak niewłaściwie nazwanym Bractwie postępowanie jest takie samo po lewej jak i po prawej: bezceremonialnie wypędzono x. Aulagnier w 2003 r. (zwykłym faksem, trudno osiągnąć wyższy stopień administracyjnej suchości), ponieważ aprobował ugody z Campos. Jest tym bardziej szczyt, bowiem to Menzingen poprosiło xięży z Campos, aby zasiedli przy ich boku do stołu negocjacyjnego z Watykanem w latach 2000-2001. A co do samego porozumienia, które szczerze chciał osiągnąć z Watykanem x. Aulagnier, wszyscy dziś wiedzą, że bp Fellay już wtedy nad nim pracował. Ale Paweł Aulagnier po prostu popełnił błąd zbyt szybkiego i zbyt otwartego zadeklarowania się za porozumieniem. Bp Fellay natomiast pragnął osiągnąć ten sam cel sprytem, kłamstwem i dwulicowością. Stąd prowadzenie, przez piętnaście lat, podwójnej mowy: jednej mowy ad intra przeciwko porozumieniom w swych homiliach, swych wykładach, w „Cor unum”14. A inną mowę ad extra (szczególnie za pośrednictwem swego dyskretnego i skutecznego pośrednika, GREC16) sprzyjającą zbliżeniu i porozumieniu z „modernistycznym Rzymem”. Trudno zajść dalej w manipulacji. Naturalnie przez te długie lata lefebrystyczne wojsko dało się wodzić za nos. A teraz, gdy bp Fellay uwolniony jest od bpa Williamsona, dominikanów z Avrillé, benedyktynów z Nova Friburgo i kapłanów najbardziej energicznych przeciwko wszelkiej perspektywie porozumienia, wszystko wskazuje na to, że FSSPX pogodzi się z soborową sektą w miesiącach lub, co bardziej prawdopodobne, w kilku zbliżających się latach.

To widać: okaże się, że Bractwo Św. Piusa X historycznie przysłuży się tylko do skanalizowania i zneutralizowania katolickiego oporu wobec Soboru Watykańskiego II i przerażających reform, które zeń wyniknęły. Tak, jak okaże się, że Frontowi Narodowemu16 uda się zneutralizować francuski opór wobec globalizacji i zniszczenia Francji. Trzeba naprawdę mieć ptasi móżdżek, żeby tego nie widzieć.

Co zatem mają robić ci, którzy chcą pozostać integralnie katolikami w obecnych ciemnościach? Modlić się, uświęcać się, zachowywać wiarę w całej swej pełni, mieć klarowne spojrzenie na herezję modernistyczną i oszustwo lefebryzmu. W skrócie, soborowy kościół nie jest Kościołem katolickim, okupanci Stolicy Piotrowej począwszy od Jana XXIII nie są wikariuszami Chrystusa, abp Lefebvre nie jest zbawcą tradycji, ale jej grabarzem. Cała reszta to tylko banialuki.

Petrus

Z języka francuskiego tłumaczył Pelagiusz z Asturii. Źródło: Le Blog-Note de Petrus. Przypisy tłumacza:
1. W oryginale: 2014 r. co jest oczywistym błędem autora artykułu. Deklaracja jest z 1974 r. i jej tekst można przeczytać tutaj.
2. Suresnes i Menzingen to, kolejno, siedziby dystryktu Francji i siedziby głównej FSSPX.
3. W oryginale francuskim: „libre examen”.
4. Bazar de l’Hôtel de Ville de Paris to stary, duży dom towarowy w centrum prawobrzeżnego Paryża.
5. Treść listów można przeczytać tu (List trzech biskupów FSSPX do Rady Generalnej) i tu (odpowiedź Rady Generalnej).
6. W oryginale: Migros, czyli sieć sklepów detalicznych, marketów spożywczych. Aby wyrażenie było zrozumiałe dla polskiego czytelnika, zastąpiłem wyraz Biedronką.
7. O zmienności stanowiska abpa Lefebvre można przeczytać w tekście x. Ricossy.
8. Tekst protokołu z maja 1988 roku podpisany przez abpa Lefebvre’a, choć później podpis wycofany.
9. Chodzi o deklarację doktrynalną biskupa Fellay z 15 kwietnia 2012 r.
10. O tym było na blogu, „Prorocze słowa” na rok przed konsekracjami.
11. Pamiętam, jak pewni wierni mieli za złe x. Stehlinowi, że w ten sposób podziękował za współpracę pewnemu xiędzu, po latach współpracy z FSSPX, bez zatroskania się o jego dalszy los. Niezależnie od tego, jak to było dokładnie, wierni ci może zastanowili się głębiej, gdyby wiedzieli, jak postępował sam abp Lefebvre. Znowu widać, że wiedza dotycząca historii jest bardzo pouczająca, stąd też jednym z głównych celów niniejszego bloga, po porzuceniu stanowiska lefebrystycznego, jest informowanie o tym, jak to naprawdę było z katolickim oporem przeciwko modernistom i ich „reformom”.
12. O. Noel Barbara, pionier oporu, pisał o tym w liście otwartym do członków FSSPX i w tekście „Econe – Koniec, kropka”.
13. Materiały o nieważności nowego rytu sakr biskupich z 1968 r. znajdują się w odpowiednim dziale bloga. Pojawi się jeszcze niejeden tekst w przyszłości.
14. O procesach xx. Pinaud i Salenave było m.in. tu, tu, tu, tu, tu, tu, tu i tu.
15. „Cor unum” to wewnętrzne pismo FSSPX.
16. O GREC i działaniach tej „dyskretnej” grupy informowałem niejednokrotnie.
17. Front Narodowy (fr. Front National) to nacjonalistyczna partia francuska założona przez Jana Marię le Pen’a. Jego córka przejęła stery nad partią w styczniu 2011 r. i cztery lata później wyrzuciła zeń swego ojca.

Inne ciekawe wpisy Petrusa, które swego czasu przeczytałem i polecam:
http://leblognotedepetrus.blogspot.com/2005/03/les-origines-lointaines-de-la-fracture.html (Dalekie źródła rozłamu w Bractwie, marzec 2005 r.)
http://leblognotedepetrus.blogspot.com/2005/03/les-causes-de-la-crise-de-la-fsspx.html (Przyczyny kryzysu w Bractwie. Ciąg dalszy, ale nie koniec, marzec 2005 r.)
http://leblognotedepetrus.blogspot.com/2015/10/fsspx-rome-autopsie-dune-manipulation.html (FSSPX-Rzym, autopsia manipulacji, Cz. I: lata 2000-2005, październik 2015 r., druga część jeszcze się nie pojawiła)

6 comments on “Skończyć z 40 latami lefebryzmu!

  1. Tadeusz pisze:

    Ale Panie Pelagiusz Sedewakantyści też nie mają podstaw udzielania sakramentu biezmowania bez jurysdykcji zwyczajnej.

    • Jurysdykcja zwyczajna ma tu niewiele do rzeczy. Ale różnica, która tu zachodzi jest istotna: sedewakantyści w obecnym stanie rzeczy widzą wakat, więc kontynuują udzielanie nieskażonych sakramentów dla zbawienia dusz. Natomiast lefebryści mają „Papieża”, któremu przysługują pewne prerogatywy, a których to lefebryści z kolei nie zawsze uznają. Działają, a raczej w tej chwili możemy mówić w czasie przeszłym „działali”, w sposób schizmatycki, nie uznając ani najwyższej władzy tego, którego słowem uznają za Papieża ani władzy lokalnej mianowanych przezeń biskupów. Chodzi o tę postawę schizmatycką, która jest cechą istotną lefebryzmu, bez niej lefebryzm traci rację bytu.

      Ale sprawa się zmienia. Obecnie już lefebryści mają praktycznie na wszystko pozwolenie (spowiedź, święcenia, etc.), czyli „jurysdykcję zwyczajną” od swojego Bergoglio.

      To tak, jakby Pan nie wiedział, ponieważ mam wrażenie, że jest Pan nowy w temacie.

      In Christo Rege,
      Pelagiusz

  2. anteas1 pisze:

    Pozwolę sobie zadać pytanie Gospodarzowi i tym z Czytelników którzy przed nawróceniem na Katolicyzm jakiś czas zabawili w sekcie lefebrystowskiej; Czy nauczanie arcybiskupa też można przesiewać?

    • Jak Pan zauważy, blog ten początkowo powstał jako część „ruchu oporu”. Pewnie też to można nazwać przesiewaniem, albo raczej interpretacją tego, co abp Lefebvre mówił i robił. Ja raczej wtedy tylko tłumaczyłem mnóstwo tekstów i rzeczywiście, widać było, że FSSPX inaczej tłumaczy słowa abpa Lefebvre’a albo chętniej sięga po jedne jego wypowiedzi, a „ruch oporu” inaczej tłumaczy te same słowa i chętniej sięga po inne. Jest to istotna cecha lefebryzmu, podobnie jak postawa schizmatycka.

      In Christo Rege,
      Pelagiusz

      • anteas1 pisze:

        Oprócz Resistance i Metzingen jest też pewna liczba niezależnych duchownych lefebrystowskich którzy jeszcze inaczej wszystko tłumaczą, plus jeszcze ci, co już całkiem przyłączyli się do sekty Jerzego B. Nie jest to zresztą trudne bo Arcybiskup poglądy zmieniał częściej niż się zmienia aura. Jednakże nie o to mi chodziło.

        Trochę nieprecyzyjnie sformułowałem pytanie. Mianowicie chodziło mi o to, czy oficjalnie wolno przesiewać i czy poszczególne odłamy przyznają się do tego, że przesiewają jego naukę, czy też każdy odłam twierdzi że to ON jeden kroczy drogą wiadomo kogo i zachowuje jego nieskażoną naukę, a inne odłamy z tej prawdziwej drogi zboczyły.
        Jeśli jest tak że oficjalnie nie wolno przesiewać nauczania wiadomo czyjego, to jest to pewna niekonsekwencja i hipokryzja, bo który sobór przyjął dogmat o nieomylności pierwszego z brzegu arcybiskupa w sprawach wszelakich, ograniczając jednocześnie nieomylność papieża do sporadycznych przypadków.

        • Zarówno FSSPX z bpem Fellay na czele, jak i tzw. ruch oporu twierdzą, że sami kontynuują „linię arcybiskupa”, twierdząc jednocześnie, że strona przeciwna ją zdradziła (ruch oporu o FSSPX), albo ją opacznie rozumie (FSSPX o ruchu oporu). Wynika to w jasny sposób między innymi z korespondencji między, podówczas, trzema biskupami FSSPX a bpem Fellay i radą generalną FSSPX, którą swego czasu umieściłem na blogu. Wynika to też z tekstu, który tu komentujemy, a który przytacza słowa obu stron opierających się na deklaracji abpa Lefebvre’a z 21 listopada 1974 r.

          In Christo Rege,
          Pelagiusz

Zostaw komentarz

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s