Rzymskie wskazówki dla kobiet chrześcijańskich z 1878 roku

Komentarz P. Podczaszego pod artykułem o stroju niedzielnym zmotywował mnie do przetłumaczenia pewnej instrukcji rzymskiej dotyczącej ogólnych zasad wyglądu kobiet chrześcijańskich, na którą już kilka lat temu trafiłem.

Wkrótce pozwolę sobie na nieco szerszy komentarz.

Pelagiusz z Asturii

Reina Victoria con la mantilla espanola

Instrukcja dla kobiet chrześcijańskich

I. Niech w wyglądzie stawiają sobie tylko cele godziwe i prawowite, które uczynią działanie nie tylko dozwolonym, ale nawet przynoszącym zasługi dla życia wiecznego, a nigdy względy światowe i próżne, jak przyciąganie spojrzeń innych, upokarzanie innych, przewyższanie, zaćmiewanie innych.

II. Niech w swym ubiorze mają najwyższą troskę o skromność i przyzwoitość, główne ozdoby kobiety katolickiej i niech nigdy sobie nie pozwolą, z jakiegokolwiek powodu, czy to za przykładem jednych, czy z przyzwyczajenia innych lub powszechnego zwyczaju, na przyjęcie w swym ubiorze najmniejszej rzeczy, która sprzeciwia się tym cnotom, zawsze pomne na to, że to wobec Boga, a nie świata, będą musiały zdać sprawę ze swych czynów.

III. Niech również zachowują prostotę, czując wstręt do ekscesów luksusu i niech zadowalają się ubiorem odpowiadającym warunkom życia, w których Bóg je postawił, nie szukając pretekstów do obfitowania w zbędny przepych.

IV. Gdy udają się do kościoła, a zwłaszcza gdy przyjmują sakramenty, niech ubierają się w niewyszukany sposób, wiedząc, że w domu Bożym wszelki przepych światowy jest niedozwolony.

V. Niech ustalą sobie sumę, każdego roku, nigdy nie przekraczając jej, do której się ograniczą w wydatkach na toaletę, odpowiednio do swego stanu oraz warunków pieniężnych.

VI. Niech nie zapomną o obowiązku nałożonemu przez Ewangelię, dotyczącym jałmużny i niech się postarają o posiadanie tego nadmiaru, który należy do biednych, rezygnując z jakiegoś przedmiotu luksusowego.

VII. Niech nigdy nie zaciągają długów w celach toalety, ale niech podejmą i zachowują z siłą mocne postanowienie by na czas regulować swe rachunki.

VIII. Niech ze wszystkich sił pracują nad tym, poprzez delikatne sugestie i zwłaszcza przykład, aby zasady te były zachowywane.

Niech wszystkie kobiety katolickie pamiętają, że nie będą mogły żyć podług zasad świętej Ewangelii, ani zgodnie z ojcowskimi intencjami Ojców świętych Piusa IX i Leona XIII nie obierając za podstawę wytrwałego wypełniania obowiązków religijnych: niech każda więc, w szczególności, korzysta z następujących praktyk codziennych: 1) msza święta, 2) rozważanie, 3) rachunek sumienia, 4) nawiedzenie Najświętszego Sakramentu, 5) różaniec rodzinny, 6) czytanie duchowe, 7) przyjmowanie sakramentów.

Tak umocnione przez wszechmocną łaskę Bożą, otrzymaną za pośrednictwem modlitwy, niech starannie przyłożą się do zapewnienia sobie samym zbawienia wiecznego i współpracują nad zbawieniem bliźniego, biorąc za przykład niewiastę mocną opisaną w Piśmie świętym, aby się umocnić przeciwko uwodzącym pociągom luksusu, tej wielkiej plagi społecznej; umocnione przeciwko strasznej tyranii względów ludzkich.

Rzym, w wikariacie, 1 lipca 1878 roku

Z języka francuskiego tłumaczył Pelagiusz z Asturii. Źródło: Bibliothèque de combat.

9 comments on “Rzymskie wskazówki dla kobiet chrześcijańskich z 1878 roku

  1. Tiganza pisze:

    a można wiedzieć, czemuż te cnoty nijak się mają do zachowań samych księży?
    najłatwiej wymagać od innych?

    • Szanowna Pani,

      Cnoty te mają się jak najbardziej również do xięży i każdy rozsądny człowiek (niekoniecznie katolik) powinien to rozumieć.

      Wszystkich chrześcijan obowiązuje dążenie do doskonałości chrześcijańskiej („Wy więc bądźcie doskonali, jako i Ojciec wasz niebieski doskonały jest”, Mat. V, 48), m.in. poprzez ćwiczenie się w cnotach. Dotyczy to zarówno duchownych jak i świeckich. Ba, nawet jeszcze bardziej duchownych, a wśród nich im wyżej jest dana osoba w hierarchii, tym bardziej winna świecić przykładem, zgodnie ze słowami Zbawiciela:

      „A od każdego, któremu wiele dano, wiele domagać się będą, i od tego, któremu wiele zlecono, więcej żądać będą od niego.” (Łuk. XII, 48)

      Dalej, do uczynków miłosierdzia względem duszy należą: grzeszących upominać i nieumiejących pouczać. To również dotyczy i świeckich i duchownych. Niemniej jednak duchowni, proboszczowie i biskupi, odpowiadają za powierzoną sobie owczarnię (parafię, diecezję, etc.) z urzędu. A zwłaszcza Papież, który ma za zadanie nauczać, rządzić i uświęcać powierzony sobie Kościół Chrystusowy. Więc tym bardziej duchowni winni upominać i pouczać.

      Niestety jednak zdarza się, że taki czy inny duchowny powoduje zgorszenie poprzez postępowanie niezgodne z Ewangelią. Jak mówi Pan Jezus, „wszelako biada temu człowiekowi, przez którego zgorszenie przychodzi” (Mat. XVIII, 7). Taka już jest natura rzeczy, że człowiek dotknięty grzechem pierworodnym grzeszy, niekiedy wywołując również zgorszenie, a nie są od tego wolni nawet duchowni. Każdy zaś winien się starać żyć zgodnie z Ewangelią i nauczaniem Kościoła i grzechu się wystrzegać, a upadłszy, czym prędzej się podnieść. Normalnie zawsze pociąga to również odbycie pewnej kary (kanonicznej, pokuty, etc.), która stanowi zadośćuczynienie.

      In Christo Rege,
      Pelagiusz

      • Tiganza pisze:

        szkoda,że do rzeczywistości te gładkie słówka nijak się nie mają.
        Ale nie mnie sądzić, mnie jedynie opinie wydawać, a dzięki Pani i Panu moje życie od takich paranoi wolne.

        • Szanowna Pani,

          To, że się nie mają, to już Pani tak sądzi, choć się Pani zarzeka, że nie Pani sądzić.
          Czyż nie powinno się raczej nie generalizować przypisując wszystkim to, co prawdopodobnie Panią zraziło u jednego lub kilku? Życie podobnymi uprzedzeniami musi być równie nieprzyjemne, co życie w paranoi.

          In Christo Rege,
          Pelagiusz

          • Tiganza pisze:

            różnica między „sądzę” a „wyrażam opinię” jest wyraźnie zaznaczona, że niewidoczna dla czytającego – trudno.
            nie u jednego i nie u kilku.
            Kilku to jest wśród tego stada sprawiedliwych. Reszta cznia przykazania waszego Nauczyciela, a domaga się ich przestrzegania od innych.
            umoralnianie powinno się zaczynać od siebie samych, a dopiero, gdy w szeregach karność i czystość wzorowa, brać się za uetycznianie i pouczanie innych. Inaczej to jedynie zwykła, paskudna hipokryzja.

            • Szanowna Pani,

              „Sąd” (iudicium) ma dwa znaczenia:
              1) działanie rozumu, który stwierdza lub neguje coś (gdy mówię, że coś jest albo nie jest),
              2) orzeczenie prawne (gdy sąd skazuje tego a tego na karę śmierci).

              Pani opinia jest Pani sądem i Pani sądzi, że „do rzeczywistości te gładkie słówka nijak się nie mają”, że większość to hipokryci, itd.
              Nie twierdzę, że wydała Pani prawomocny wyrok na tych, których Pani osądziła. Niemniej jednak Pani sądzi.

              To po pierwsze.

              A po drugie, ilu zna Pani duchownych katolickich? I nie mówię tu o modernistach.

              Przypuszczam, że mówi Pani o modernistach, którzy wraz z Soborem Watykańskim II zmienili religię katolicką dostosowując ją do „nowoczesności”. Prawdą jest, że ze zmianą wiary idzie w parze zepsucie moralne. Stąd tak liczne skandale wśród kleru modernistycznego. Ale oni ani katolikami nie są, ani w przeważającej większości nie posiadają ważnych święceń kapłańskich, więc nie są nawet duchownymi. Więcej o tym, co spotkało Kościół po Soborze Watykańskim II, może Pani przeczytać w innych wpisach tego bloga lub na stronie ultramontes.pl. Polecam uważną lekturę.

              Dzięki Bogu pewna, aczkolwiek mała, część duchownych wiedziała, co jest grane i pozostała wierna odwiecznemu nauczaniu Kościoła. I do dziś w wielu krajach pełnią swoją posługę wiernie.

              Bądź, co bądź jednak, posłannictwem Kościoła jest strzec moralności. A że nie wszyscy wykonywali czy obecnie wykonują to, co głoszą, to już inna sprawa.

              Widzi Pani, podstawową prawdą o człowieku jest grzech pierworodny. Takie są jego skutki, że człowiek błądzi, grzeszy, itd. Rzecz w tym, by umieć się podnieść i nie grzeszyć więcej, robić wszystko, co się da, by więcej nie zgrzeszyć.

              Nawet jeśli jednak pewna część duchownych może wywoływać zgorszenie, nie zmienia to jednak posłannictwa Kościoła: głosić prawdę katolicką i moralność chrześcijańską.

              Pozwolę sobie tu poczynić analogię, którą łatwo Pani zrozumie. Jak wiemy, są politycy, którzy prawa nie przestrzegają. Ba, są nawet tacy, którzy nie przestrzegają przepisów, które sami uchwalili. Czy to oznacza, że mamy wszystkich polityków uważać za hipokrytów, przegonić wszystkich i żyć w anarchii? Wielu zapewne by tak chciało, ale nie tędy droga.

              Wszelkie ludzkie zbiorowości (duchowni, politycy, mężczyźni, kobiety, sklepikarze, rybacy, itd. itd.) składają się wyłącznie z jednostek dotkniętych grzechem pierworodnym i zawsze, niestety, znajdą się źli ludzie, tacy, którzy ulegają w tym lub owym złym skłonnościom. Dopiero po zakończeniu tego świata, gdy Chrystus Pan przyjdzie sądzić żywych i umarłych, skończy się ta sytuacja i pozostaną zbawieni w niebie i potępieni w piekle. Wtedy ustanie wszelka hipokryzja i oczywiste będzie, kto na co zasłużył.

              Ale tu, w tym świecie, „w szeregach karność i czystość wzorowa” jest bardzo trudna, jeśli w ogóle możliwa. Niemniej jednak wśród duchownych katolickich sytuacja jest znacznie lepsza, niż wśród modernistów. Tych ostatnich nie mam zamiaru bronić.

              In Christo Rege,
              Pelagiusz

              • Tiganza pisze:

                drobna, acz jednak kolosalna w skutkach różnica w pojmowaniu świata – jedna z dwóch, jakie widzę w tymże pojmowaniu u autora tego bloga i u siebie – jest taka, że ja w kaganiec nakładany od wieków ludzkości, zwany „grzechem pierworodnym”, kompletnie nie wierzę i go nie uznaję. Powstaliśmy jako „odprysk” Najwyższego Ducha, jesteśmy Jego częścią i dano nam WOLNĄ WOLĘ czynienia różnych rzeczy. I nikt nas sądzić nie będzie, poza nami samym, aż uznamy, że osądzania dość i powrócimy wtedy do Ducha – wolni od konsekwencji przerobionych w materii czynów.
                To raz.
                Dwa, nie bardzo mnie interesuje, z jakiej paczki odszczepieńców/secesjonistów wywodzi się dany duchowny, o ile czyni wbrew założeniom i nakazom waszego nauczyciela, Jezusa. Albo rybki, albo akwarium, tertium non datur, a żona cezara, jak wiadomo, powinna być poza wszelkimi podejrzeniami.
                Ilość sekt i odłamów religijnych, jakie uzurpują sobie prawo do jedynej słusznej wersji wiary, jest mi absolutnie ojebątna, co więcej, ojebątne jest mi w ogóle wyznanie – lub jego brak – u ludzi, dopóki nie krzywdzą innych.
                przypuszczam, że tego typu ping-pong mógłby tutaj trwać dowolnie długo, ale stoimy na tak odległych pozycjach, że do żadnych wniosków wspólnych w dyskusji nie dojdziemy, zatem osobiście proponuję zakończyć temat. Bynajmniej nie z powodu, że brakuje mi argumentów.

                • Szanowna Pani,

                  Kolosalna różnica, doprawdy. Ale to, że odrzuca Pani prawdziwą religię a w zamian za to przyjmuje inną, zgoła fałszywą, dowodzi tylko naturalnemu pociągowi człowieka do Boga, od którego wszystko pochodzi i do którego wszystko wróci.

                  A zamiast prawdziwej religii, jedynej i wyłącznej, przyjmuje Pani coś innego, co wyznaje za jedyne i wyłączne. Pani tylko pozornie jest obojętne, w co kto wierzy, byleby „nie krzywdził innych”. Dlaczego zatem tak Pani przeszkadza nauczanie moralne Kościoła? Dlaczego zatem Pani osądza grzeszących? Dlaczego ponadto mówi Pani innym, jak mają postępować („najpierw być nieskazitelnie czystym, a potem pouczać innych”)? Jeśli po śmierci nie ma konsekwencji popełnionych czynów, to dlaczego w ogóle Pani przeszkadza hipokryzja?

                  A jednak myśli Pani o prawdzie, sprawiedliwości, szczęściu.

                  Czyli na wielu rzeczach na pewno Pani zależy, ale życie jako „odprysk” jakiegoś tam wymyślonego „Najwyższego Ducha”, który nie zaprowadzi sprawiedliwości po tym świecie to życie marne, bez nadziei, bez wymagań, życie zwykłych bestyj, które zostają unicestwione wraz ze śmiercią swego materialnego ciała. Człowiek ma duszę nieśmiertelną, która po śmierci ciała pójdzie albo po wieczną nagrodę, albo zasłużoną karę. Jest istotą rozumną, która została przez Pana Boga zaopatrzona we wszystko, co jej potrzebne, by Go poznać, kochać i Mu służyć na tym świecie, a potem cieszyć się Nim w wieczności. Powinno Pani bardziej zależeć na tym właśnie szczęściu, które nie przemija, a wtedy, zapewniam Panią, dotarła by Pani do Boga prawdziwego, który w Trójcy Swiętej jedyny słusznie odbiera cześć swych stworzeń rozumnych i nierozumnych. Być może jeszcze i na Panią przyjdzie czas.

                  Żegnam, zapewniając o modlitwie.

                  In Christo Rege,
                  Pelagiusz

                  • Tiganza pisze:

                    proszę zachować modlitwy dla siebie i innych zgromadzonych w tej wymyślonych dla słabych wierze, nie życzę sobie takich guseł od kogoś, kto nie wiedzieć czemu uważa się za alfę i omegę wszelkiej mądrości, a swoje zabobony za jedynie słuszne.
                    Ja swoje gusła z kolei uważam za słuszne i ciekawsze, i nie ty mnie będziesz, człowieczku, za nie rozliczał, a czy uczyni to Najwyższy, to już ani tobie oceniać, ani dywagować, pośredników między mną a iskrą Ducha we mnie nie ma, nie będzie i nie było. Zwłaszcza tak nadętych w przekonaniu o własnej nieomylności.
                    Żegnam się i ja. Nie ukrywam, że z dużą przyjemnością i ulgą.

Zostaw komentarz

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s