Czego nauczyć nas mogą francuscy katolicy doby Rewolucji

S. Ioannes Maria Vianney

Obecna sytuacja kapłanów przysięgających wierność dzisiejszym wrogom wiary, jest analogiczna. Prowadzi do schizmy i herezji. Za wstawiennictwem dzisiejszego patrona, św. Jana Marii Vianney, módlmy się za tych wszystkich kapłanów, aby zrozumieli swój błąd i odcięli się od apostatów.

Sancte Ioannes Maria Vianney, ora pro nobis.

Pelagiusz z Asturii

Początek rozdziału II. Mały pastuszek w czasie rządów Terroru (1793-1794)

Ani splądrowanie konwentu św. Łazarza ani zajęcie Bastylii (13 i 14 lipca, 1789 roku), ani dekret odbierający klerowi dobra (2 listopada), ani prawo, które znosiło śluby zakonne i klasztory (13 lutego 1790 roku) zdawały się nie dotykać zwykłych ludzi na wsi: byli słabo poinformowani, albo jeszcze nie rozumieli. Pozostawali spokojni aż po dzień, kiedy Rewolucja, a nie Konstytucja cywilna kleru, zagroziła ich kapłanom i ich ołtarzom (26 listopada 1790 roku).

W styczniu, rewolucyjnego roku 1791, gdy osławiona Konstytucja cywilna weszła w życie w prowincji Lyońskiej, Janek Vianney nie miał jeszcze pięciu lat. Ksiądz Jakób Rey, probosz w Dardilly od lat trzydziestu dziewięciu, złożył w chwili słabości odszczepieńczą przysięgę. Lecz jeśli wierzyć miejscowym tradycjom, zrozumiał i potępił niebawem swój błąd, – oświecony przykładem swego wikariusza i sąsiednich braci kapłanów, którzy złożenia tej przysięgi odmówili. Przez czas jakiś pozostał jeszcze w parafji, odprawiając Mszę św. w domu prywatnym, następnie schronił się do Lyonu. W późniejszym czasie udał się na dobrowolne wygnanie do Włoch.

Zniknięcie księdza Rey nie sprawiło wszakże w Dardilly tak wielkiego zamieszania, jakby się zdawać mogło. Kościół otwarty był nadal, przybył bowiem inny proboszcz, przysłany przez biskupa-apostatę z Lyonu, niejakiego Lamourette, przyjaciela Mirabeau’a, zainstalowanego przez Konstytuantę bez rozkazu z Rzymu, w miejsce powszechnie czczonego biskupa de Marbeuf. Nowy proboszcz, podobnie jak i nowy biskup, złożyli przysięgę; lecz jakżeby poczciwi mieszkańcy Dardilly podejrzewać mogli, iż Konstytucja cywilna, której może z imienia nawet nie znali, wiodła do schizmy i do herezji? Nazewnątrz nic się nie zmieniło w obrzędach i zwyczajach parafjalnych. To też ludzie ci, prostego serca, przez czas jakiś bez skrupułu chodzili na Mszę odprawianą przez „zaprzysiężonego kapłana”. Czynił to również, zupełnie w dobrej wierze, Mateusz Viannezy wraz ze swą rodziną1.

Wszakże zczasem otworzyły im się oczy. Katarzyna, najstarsza z córek, choć miała wtedy dopiero lat dwanaście, pierwsza jęła podejrzewać niebezpieczeństwo. Nowy pasterz przemawiał z ambony nie tak, jak ks. Rey, chociaż omawiał te same tematy. Przemowy jego upstrzone były wyrazami „obywatel” „duch obywatelski” i „konstytucja”. Niekiedy wymykały się mu napaści na poprzedników. Przytem lud zgromadzony w kościele, chociaż bardziej niż dawnemi czasy mieszany, począł przerzedzać się z każdym dniem. Niektóre pobożne osoby już się nie pokazywały na publicznych nabożeństwach, — zaś te, które dawniej do kościoła prawie nie uczęszczały, zjawiały się teraz na pierwszych miejcach. Katarzynę ogarnął niepokój, z którym zwierzyła się przed matką.

W tym czasie przybyła do rodziny Vianney w odwiedziny ich krewna z Écully. „Ależ, moi drodzy, cóż wy robicie?!  – rzekła  dowiedziawszy się, iż bywali oni na Mszy zaprzysiężonego kapłana – Wasz nowy proboszcz przez złożenie przysięgi oderwał się od Kościoła katolickiego, i nie jest waszym pasterzem; nie wolno wam go słuchać”.

Matka Jana, na tę wiadomość nie posiadając się niemal z oburzenia, nie zawahała się zwrócić do nieszczęsnego kapłana, by mu wyrazić co myśli o jego rozbracie z prawdziwym Kościołem. Przypominając upadłemu kapłanowi słowa Ewangelji, iż gałązka odcięta od winnego szczepu, rzuconą będzie w ogień, doprowadziła zacna niewiasta do tego, iż zbłąkany sługa boży wyznał jej: „Ma pani słuszność, więcej wart szczep winny niż odpadła latorośl”.

Marja Vianney niezawodnie wyjaśniła dzieciom, jaką to zaciągnął winę ów nieszczęsny kapłan; opowiadają bowiem, iż mały Janek jawnie okazał wstręt, jaki miał do grzechu, w dniu, w którym począł unikać zaprzysiężonego proboszcza. Odtąd też i kościół parafjalny, co niby relikwjarz, tyle drogich przechowywał wspomnień, – w którym pobrali się rodzice, w którym ochrzczone były dzieci, – przestał być dla rodziny Vianney miejscem zebrań na wspólną modlitwę. Niebawem zresztą został zamknięty.

Nastały tymczasem dni krwawych prześladowań. Każdy kapłan, który odmówił złożenia przysięgi, wystawiał się bezapelacyjnie na zaaresztowanie i stracenie w ciągu jednej doby. Denuncjant otrzymywał sto liwrów nagrody, a przeciwnie, każdy osobnik udzielający księdzu gościny, miał być deportowany. Tak brzmią prawa z 24 kwietnia, 17 września i 20 października 1973 r. Mimo tych strasznych gróźb, wierni kapłani przebywali w okolicach Dardilly, i dom rodziny Vianney wciąż ich gościł potajemnie. Niekiedy nawet Mszę tam odprawiali. Cud to prawdziwy, że gospodarz, będący w podejrzeniu u kilku miejscowych jakobinów, nie przepłacił życiem swej gorliwości w wierze. Najczęściej wszakże wyznawcy wiary znajdowali schronienie w samym Lyonie lub na przedmieściach.

Zaufani posłańcy z Écully odwiedzali w dni oznaczone domy katolickie, wskazując ukrycia, w których następnej nocy miały być sprawowane święte Tajemnice. Rodzina Vianney wychodziła z domu wieczorem, i niekiedy przez długi czas iść musiała po ciemku. Janek, szczęśliwy, iż mógł brać udział w tej uroczystości, wyciągał dzielnie swe nóżki. Bracia jego i siostry szemrali czasem, uważając, iż droga jest zbyt daleka; lecz na to odpowiadała im matka: „Naśladujcie Janka, który dzielnie naprzód spieszy”.

Gdy przybyli na umówione miejsce, wprowadzano ich do stodoły, lub słabo oświetlonego alkierza. Przy prostym stoliku modlił się jakiś nieznajomy, o zmęczonym wyrazie twarzy i słodkim uśmiechu. Ujrzawszy nowoprzybyłych, zbliżał się wyciągając ku nim ręce na powitanie. Potem, w najdalszym kącie odbywała się wymiana poufnych zwierzeń. Za zaimprowizowaną kotarą, zacny kapłan przyciszonym głosem udzielał rad, uspokajał sumienia i rozgrzeszał. Niekiedy też młodzi narzeczeniu prosili o pobłogosławienie ich związku małżeńskiego. Wreszcie zaczynała się Msza święta. Msza tak upragniona przez starszych i młodszych… Kapłan układał na stole poświęcony kamień z relikwjami (portatyl), który przyniósł z sobą, kielich i pewną ilość hostyj, gdyż nie tylko on sam miał przyjąć Komunję św. tej nocy; poczem ubierał się naprędce w pomięte i wypłowiałe szaty kapłańskie i wśród głębokiej ciszy rozpoczynał liturgiczne modły. Co za żarliwość byla w jego głosie, a wpośród otoczenia, jakież skupienie, jakie wzruszenie! Niejednokrotnie z szeptem świętych słów modlitwy łączył się odgłos płaczu. Powiedziałbyś, że to Msza w katakumbach przed męczeńską śmiercią.

Jakże wielkich wewnętrznych wzruszeń doznawała w tych niezapomnianych chwilach dusza małego Janka, który klęcząc pomiędzy matką i siostrami modlił się, niby anioł, a płacz innych i jego do płaczu pobudzał. Następnie z wielką uwagą słuchał przemowy kapłana, chociaż nie rozumiał poważnych nauk czcigodnego skazańca, który życie swe narażał z miłości ku duszom. Może właśnie na tych nocnych zebraniach po raz pierwszy odczuł chłopczyna powołanie do stanu kapłańskiego…

1) Przejście od kultu katolickiego do nowatorstwa konstytucyjnego w wielu parafjach dokonało się nieznacznie, bez gwałtownych wstrząśnień. Cf. P. de la Gorce, Histoire religieuse de la Révolution, Paris, Plon, 1909 t. 1. str. 414.

Za: ks. dr. Franciszek Trochu, Proboszcz z Ars. Świety Jan Marja Vianney 1786-1859. Na podstawie aktów procesu kanonizacyjnego i niewydanych dokumentów, Wydawnictwo Salezjańskie, Poznan 1932, ss. 18-21 (całą książkę można ściągnąć w formacie .djvu na stronie Ultramontes). Pierwszy akapit, którego brak w polskim tłumaczeniu (błąd tłumacza? Błąd wydawcy?), tłumaczył z języka francuskiego Pelagiusz z Asturii za XXIII wydaniem francuskim z 1925 roku.

One comment on “Czego nauczyć nas mogą francuscy katolicy doby Rewolucji

  1. anteas1 pisze:

    Wiemy że przyjdzie taki czas że jeszcze sroższe będą prześladowania Kościoła Świętego. Być może za naszych dni.

Zostaw komentarz

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s