Jak się ubierać do kościoła?

Sunday Best clothesintheearly1900s BBC

Wydawałoby się, że jest to kwestia dla katolika tak oczywista, że nie trzeba się nad nią nawet zatrzymywać. Świętowanie uroczystości kościelnych, nie tylko w kościele czy kaplicy na czas nabożeństw, ale również i w domu, wymaga odpowiedniego przygotowania się wewnętrznego, ale i zewnętrznego. Świętowanie zatem pociąga za sobą odświętny strój, jako najbardziej jawny zewnętrzny wyraz wewnętrznego usposobienia duszy. Nie bez powodu wielcy święci i mistrzowie życia duchowego pisali o zewnętrznym wyglądzie człowieka jako sposobie na rozeznanie jego duszy (zob. tekst w temacie).

Przyszły jednak czasy, gdy świadomość godności i powagi człowieka prawie całkowicie została zatarta w świadomości mas. Człowiek dorosły nie ubiera się już na co dzień jak dorosły, skromnie, godnie i poważnie, a w ubiorze zapanowała powszechna już „bylejakość”, niedbalstwo, nieskromność, wręcz brzydota. Stąd też i gdy chodzi o ubiór odświętny, odróżniający się od codziennego, najlepszy, jaki się posiada, prawie powszechnie przepadł wraz z wieloma innymi dobrami kultury cywilizowanych narodów, dóbr należących także, a może i przede wszystkim, do Kościoła jako Matki i Wychowawczyni narodów.

O kwestii ubioru traktowali ludzie zawsze, acz rzadko. Należało to bowiem do pewnej spuścizny kulturowej, do powszechnie szanowanych i zachowywanych zwyczajów, które były niejako oczywiste tak dla ludzi prostych, jak dla tych z wyższych stanów. Ubiór bowiem człowieka kulturalnego nie tylko miał za zadanie zakrycie jego ciała, ale również wyrażenie porządku, jaki zawsze panował w społecznościach ludzkich: określał płeć, przynależność narodową, stan, niekiedy zawód lub był związany z jakąś konkretną tymczasową okolicznością lub zajęciem. Ułatwiał przez to znacznie życie zorganizowanych społeczności ludzkich. Upiększał szarą codzienność. Stanowił nieodzowną cechę kultury wszystkich cywilizowanych społeczeństw.

Ma to jednak i o wiele głębsze znaczenie. Ubiór człowieka ma związek nie tylko z cnotą skromności, która polega na ładzie i ujęciu w karby w dziedzinie ruchów i uczynków ciała (św. Tomasz, Summa, II-II, q. 143, a. 1 (c)), ale również z cnotami umiarkowania (złoty środek w rzeczach małych, do jakich należy ubiór zewnętrzny), sprawiedliwości (oddawanie każdemu co się mu należy) oraz po prostu miłości bliźniego (niedbalstwo w ubiorze jest brakiem szacunku, miłości, wobec bliźniego).

Odpowiedni do sytuacji, miejsca, czasu i własnego stanu ubiór pełni ponadto rolę wychowawczą. Od dawien dawna pobożni i oświeceni chrześcijanie uczyli swe dzieci czci do Pana Boga i Jego świętych poprzez przygotowanie mieszkania (sprzątanie, porządki) przed większymi uroczystościami kościelnymi, poprzez bardziej wytworne nakrycie stołu i potrawy oraz odświętny strój, który zakładano tylko na większe okazje. Dzieci w tych wszystkich przygotowaniach miały zawsze swój udział, przez co uczyły się nie tylko „teorii”, ale i poprzez konkretną „praktykę”. Nawet członkowie najbiedniejszych miejskich i wiejskich rodzin mieli specjalne stroje i obuwie na szczególne okazje. Świadectwa tego faktu z przeszłości są wyrzutem dla dzisiejszego sproletaryzowanego społeczeństwa, a nawet współczesnych nam katolików, którzy w żaden sposób nie przypominają stworzeń rozumnych oddających chwałę Bogu całym swym jestestwem i majętnością (por. Communio z ubiegłej niedzieli, XI po Zielonych Świątkach). Wszyscy chrześcijanie zawsze dawali świadectwo swej wiary nie tylko słowem, ale i postawą i ubiorem, a czynili to zwłaszcza katolicy stawiający tamę modernistycznemu sprofanowaniu i sprymityzowaniu świętej religii po Soborze Watykańskim II. Wspomina o tym choćby x. Girouard w swym biuletynie „Convictions” („Przekonania”) sprzed ponad dekady. Do dziś można to ujrzeć na własne oczy wśród kulturalnych Amerykanów, Francuzów, Włochów, Polaków…

Najlepszym sposobem na podniesienie swych bliźnich i w tej dziedzinie jest oczywiście dobry przykład. Ale że człowiek nowoczesny krnąbrny jest często i „mądry” na swój sposób (bo czy niewiedza w tej dziedzinie może być dziś w ogóle do pomyślenia? Przecież każdy „poznał” strój galowy już w podstawówce!), warto przytaczać słowa osób mogących stanowić autorytet w tej materii. Ponadto, do natury człowieka grzechem pierworodnym skażonego należy tendencja do niestałości w ćwiczeniu się w cnotach, zwłaszcza w tym, co małe. Stąd też i konieczność napominania, a nawet karcenia, bowiem sam przykład nie zawsze wystarczy. Dlatego wśród obowiązków duchownych niepoślednie miejsce zajmuje wychowanie religijne wiernych, między innymi co do tego, jak świętować dzień święty, m.in. poprzez podkreślenie wartości stroju zewnętrznego jako wyrazu podejścia do uroczystości kościelnych, napominanie w razie potrzeby oraz panowanie nad stosowaniem się do zasad ubioru w miejscach kultu.

Niech jednak następujące słowa pomogą przypomnieć sobie ogólne zasady jak również ich zastosowanie w naszych współczesnych realiach tym, którzy jakimś dziwnym sposobem mogą ich nie znać, jak również tym, którzy wiedzą, jak się odpowiednio ubrać do kościoła, ale nie wiedzą, dlaczego tak jest i chcieliby sobie uporządkować pewne pojęcia w tej materii.

I. Zaniedbanie w ubiorze może być grzechem przeciwko cnocie skromności

Warto przypomnieć naszym czytelnikom, że współczesna tendencja, by ubierać się w sposób niezobowiązujący do pracy, na spotkania, a szczególnie na Mszę św. jest wykroczeniem przeciwko cnocie skromności. Dawniej żaden mężczyzna, niezależnie od swej pozycji społecznej, nie przyszedłby do kościoła na Mszę św. bez garnituru albo marynarki, krawata i obuwia wizytowego. 

W dzisiejszych czasach brakuje dobrych przykładów, których powinny dostarczać elity, a niemal wszyscy mężczyźni we wszystkich stanach przyjęli ubiór niezobowiązujący. Należałoby zwrócić uwagę, że na osobach o wyższym statusie społecznym spoczywa większy obowiązek niż na innych, aby dbać o ubiór we wszystkich okolicznościach ze względu na wpływ, jaki wywierają [na otoczenie].

Poniżej kilka zdrowych zaleceń Royo Marina OP, który był znanym przedsoborowym teologiem moralnym.

x. Royo Marin

Skromność jest cnotą wynikającą z umiarkowania, która nakazuje, byśmy w ruchach zewnętrznych i wewnętrznych oraz w ubiorze zachowywali się zgodnie ze słusznymi wymogami naszego stanu oraz pozycji społecznej (św. Tomasz, Summa, II-II, q. 160).

Skromność jest cnotą, przy pomocy której człowiek przestrzega zasad stosowności w gestach i ruchach ciała, w postawach oraz w sposobie ubioru. Mówiąc o skromności koniecznie należy pochylić się nad dwiema sprawami: godnością każdej osoby oraz tych, którzy przebywają w jej towarzystwie.

Skromność ciała ma wielką wagę dla jednostki i dla społeczeństwa. Zwykle ocenia się ludzi po powierzchowności i dlatego każdy nieumiarkowany gest, wpatrywanie się, niedyskretne spojrzenia czy jakiekolwiek inne niekontrolowane ruchy są zazwyczaj interpretowane jako oznaki nieopanowanego i nieuporządkowanego wnętrza. Nie bez powodu św. Augustyn zaleca w swej Regule, aby ze szczególną uwagą przestrzegać zasad zewnętrznej skromności ruchów nie dając bliźnim okazji do zgorszenia.

Czytamy także w Piśmie św., że „Z wejrzenia można poznać męża, a z wyrazu twarzy można poznać roztropnego. Ubiór ciała i szczerzenie zębów w uśmiechu, i chód człowieka wydają go.” (Eklezjastyk XIX, 26-27)

Wadami przeciwnymi skromności w obejściu jest sztuczność oraz niegrzeczność i prostactwo.

Jeśli mowa o skromności w ubiorze, św. Tomasz twierdzi, każdy grzech, który popełnia się w tej materii jest związany z jakimś nieumiarkowaniem danej osoby w określonych okolicznościach (św. Tomasz, Summa, II-II, q. 169, a. 1). To nieumiarkowanie może wynikać z braku dostosowania się do zwyczajów osób, między którymi się żyje lub z przesadnego przywiązania i dbałości o ubiór oraz ozdoby. Może się przerodzić w nieuporządkowanie z powodu próżności, zmysłowości oraz nadmiernego zainteresowania strojem.

Może się także zdarzyć, że zgrzeszy się przeciwko skromności w ubiorze przez niedomiar dbałości o wygląd. Na przykład, gdyby ktoś nierozsądnie lekceważył ubieranie się w zgodzie ze swym stanem, lub chciał zwrócić na siebie uwagę przez brak staranności w stroju.

(Antoni Royo Marin OP, The Theology of Christian Perfection [Teologia chrześcijańskiej doskonałości], Foundation for a Christian Civilization, Mount Kisco, NY, USA, 1987 r., ss. 431-432)

Z języka angielskiego tłumaczył Czytelnik. Źródło: Tradition in Action.

II. Bp Sanborn o niedzielnym stroju

Bishop_Sanborn_from the pulpitBp Donald Sanborn, rektor Seminarium Trójcy Przenajświętszej, jest osobą znaną w Polsce, bowiem odwiedził nasz kraj już kilkakrotnie. Poniższy tekst jest tłumaczeniem fragmentu audycji radiowej Restoration Radio Network, sezon 5, seria „Clerical Conversations” (luźne rozmowy z duchownymi), odcinek nr 20: Ubiór w niedzielę, z 7 kwietnia 2016 roku.

Odcinek ten można odsłuchać na stronie radia.

Stefan Heiner: Wasza Ekscelencjo, chciałbym przywołać przykład z kaplicy Ekscelencji na Florydzie. Pamiętam, jak raz Justin Soeder [jeden z byłych gospodarzy Restoration Radio – przyp. tłum.] siedział w kaplicy w ławce i był ubrany w koszulę z krawatem. Wasza Ekscelencja podszedł do niego. Dla tych, którzy nigdy nie byli na Flordzie, bp Sanborn lubi przeprowadzać inspekcję swoich wiernych przed Mszą św., żeby sprawdzić, czy stosują się do obowiązujących zasad ubioru. Ekscelencja podszedł więc i poklepał Justina po ramieniu mówiąc „MARYNARKA i krawat”. Justin miał oczywiście bardzo ładną koszulę i krawat, ale marynarkę pewnie zostawił w samochodzie. Chciałbym od tego zacząć naszą rozmowę: Justin ma koszulę i krawat, dlaczego tak ważne jest, by mieć MARYNARKĘ i krawat oraz czy gorąca, duszna Floryda może być wymówką?

Bp Sanborn: Ważne jest by mieć na sobie marynarkę oraz krawat, ponieważ w niedzielę powinniśmy być ubrani najlepiej, jak to tylko możliwe w granicach naszych możliwości finansowych. Powinniśmy mieć specjalny garnitur, czy ubiór, który zakładamy w niedzielę. Słyszeliśmy o tym, że dawniej ludzie mieli, na przykład, niedzielne buty, które zakładali tylko w ten dzień.

Dalej, ponieważ jest to najważniejsza rzecz, jaką robimy, nasz ubiór na Mszę jest formą uwielbienia Pana Boga. Nie przychodzimy ubrani w sposób swobodny, jak gdybyśmy się wybierali na mecz. Przychodzimy, by oddać cześć Wszechmogącemu Bogu i oddajemy Mu hołd przez to, jak jesteśmy ubrani.

Współczesny świat stracił jakiekolwiek pojęcie o tym, jak należy się ubierać. Jeśli spojrzeć na zdjęcia z lat 50., widać, że ludzie ubierali się elegancko, gdy wybierali się w podróż samolotem. Jeśli spojrzymy na zdjęcia sprzed stu, czy osiemdziesięciu lat, z Coney Island, nawet z rekreacyjnych miejsc, jak plaże czy promenady, wszyscy ludzie byli ładnie ubrani. Mieli na sobie marynarki, krawaty. Również wszystkie panie były elegancko ubrane, nawet w ciepłe dni. Całkowicie zatraciliśmy to pojęcie!

Ubieranie się odpowiednio jest formą oddawania sprawiedliwości innym. Nie powinniśmy narzucać innym, żeby patrzyli na naszą brzydotę. Powinnimy zrobić wszystko, co możemy, żeby się dobrze prezentować. To forma oddawania sprawiedliwości innym. Tak jak przyjemna rozmowa jest formą oddawania sprawiedliwości innym ludziom, nie używanie brzydkich słów, dla przykładu. Największą zaś sprawiedliwość jesteśmy winni Panu Bogu, zatem najlepsza rzecz, jaką mamy w szafie, powinna być zakładana w niedzielę. Buty powinny błyszczeć. Zawsze powinniśmy być przyzwoicie ubrani w niedzielę.

Pamiętam, że jak byłem mały, nosiliśmy oczywiście, jako dzieci, marynarkę i krawat na Mszę. Rodzice pozwalali nam założyć ubrania do zabawy dopiero po 18 wieczorem. Cały dzień musieliśmy być porządnie ubrani, bo była niedziela, bo był to szczególny dzień.

III. Zasady ubioru w parafii św. Gertrudy Wielkiej (West Chester, Ohio, USA)

W tej parafii funkcję proboszcza spełnia bp Daniel Dolan. Posługuje tam również x. Antoni Cekada.

Zasady ubioru

Panie i dziewczęta:

– skromna sukienka lub spódnica

– nakrycie głowy (mantylki dostępne w kościele)

– żadnego obcisłego, wydekoltowanego, krótkiego, z rozcięciami, bezrękawkowego czy odsłaniającego ubrania

– żadnych spodni

Mężczyźni i chłopcy:

– elegancka koszula i krawat

– garnitur, marynarka lub sweter

– buty wizytowe

Zakazane wszystkim:

– krótkie spodenki

– podkoszulki („tiszerty”)

– bluzy dresowe

– spodnie dresowe

– buty sportowe

– dżinsy

– ubrania z napisami, dużymi znakami firmowymi, logo sportowymi, etc.

Tłumaczenie własne za: sgg.org.

IV. Przykłady z historii i dziś

W języku angielskim funkcjonowało i do dziś jest obecne wyrażenie „Sunday Best”, czyli określenie na najlepsze ubranie, które przeznaczone jest na noszenie w niedzielę i przy ważniejszych okazjach. Oto przykład „Sunday Best” z Anglii z początku ubiegłego stulecia:

Sunday Best clothesintheearly1900s BBC

(źródło: bbc.co.uk)

Tu zaś „Sunday Best” przed kościołem w USA z lat ’60:

sunday-best_triangulations.wordpress.com

(źródło: triangulations.wordpress.com)

A tak wyglądała para prezydencka po Mszy świętej w Massachusets na początku lat ’60:

JFK and Jacqueline with Black Veil After Mass in Massachusetts

Od tamtych czasów w zasadzie nic się nie zmieniło jeśli chodzi o standardy ubioru kościelnego wśród kulturalnych Europejczyków, Amerykanów i nie tylko. Ale o tym niżej.

A oto przykład z Polski, z I Komunii świętej w roku 1952 w małej polskiej wsi Kolanowice:

1952 I Kom. św. w Kolanowicach

(źródło: kolanowice.com.pl)

Wszyscy są bardziej elegancko ubrani niż dzisiejszy „inteligent” czy „mieszczanin”, o którego godności stanowią trampki, dżinsy i podkoszulek, czasami nawet z orzełkiem. Zresztą, każdy zapewne ma jakieś dawne fotografie rodzinne, dzięki którym aż rzuca się w oczy upadek kultury ubioru w naszym narodzie. Jednym bowiem z najfatalniejszych skutków wymordowania elit narodu przez Niemców i bolszewików w trakcie ostatniej wojny oraz wieloletnich rządów komunistycznych w Polsce jest według mnie proletaryzacja naszego narodu, jednego z najszlachetniejszych w Europie. W związku z omawianym tu tematem nie mogę oprzeć się przytoczeniu w tym miejscu jakże trafnego komentarza czytelnika bloga P. dra Stanisława Krajskiego, który podpisał się jako „jdas” pod tekstem dotyczącym związku między płaszczami i futrami a proletaryzacją. Oto jego pełna treść:

Komentując powyższą wypowiedź p. Alicji można powiedzieć, że zachowanie tam opisane to echo, niestety zanikającej, obyczajowości jaka panowała jeszcze nie tak dawno na wsi. Zaznaczam, że obyczajowości według mnie bardzo pozytywnej. Myślę, że większość z czytelników tego bloga ma, przynajmniej częściowo, pochodzenie chłopskie lub robotnicze. Jeżeli nie w pierwszym, to w drugim lub trzecim pokoleniu. Jeżeli tak to proszę popatrzeć na stare zdjęcia tamtych ludzi pochodzące sprzed kilkudziesięciu lub więcej lat. Otóż wszyscy bez wyjątku, w sytuacjach oficjalnych, w niedzielę, święta i uroczystości ubrani byli elegancko i z klasą. Na pole i do obory oczywiście ubierało się najgorsze, znoszone ciuchy, ale do kościoła to już obowiązkowo w najlepszych strojach. Skąd się to brało? Myślę, że ci prości, często niepiśmienni ludzie, naśladowali lokalnych właścicieli ziemskich, ludzi majętnych i kulturalnych. Można powiedzieć, że usiłowali, przynajmniej tam gdzie było to możliwe im dorównać, czyli można powiedzieć, że „ciągnęli się w górę”. Stąd fotografie wykonane przed lokalną wiejską gospodą po mszy w niedzielę, wyglądają tak jakby miało tam miejsce spotkanie dyplomatów. Proces ten został niestety przerwany brutalnie przez wojnę i socjalizm. Bogatych gospodarzy wymordowano lub rozkułaczono, prowadząc jednocześnie celową politykę mającą wzbudzić wśród chłopów niechęć i pogardę dla nawyków i zachowań „burżuazyjnych”. Stąd zamiast równania w górę, nastąpiło równanie w dół, które niestety trwa do dzisiaj, a brak dobrych wzorców sprawia, że nie zanosi się aby w tej materii coś miało się zmienić.

(źródło: krajski.wordpress.com)

V. Kilka rad praktycznych

Wyżej przytoczone zasady z parafii św. Gertrudy są tylko wymogami „minimum”, za niezachowanie których jest się po prostu wyproszonym z kościoła lub kaplicy. Zresztą i Pan Jezus mówił o gościu nieodpowiednio ubranym na wesele, który z tej właśnie racji został wyrzucony „w ciemności zewnętrzne” (cf. św. Mat. XXII, 1-14). Przypowieść, rzecz jasna, ma znaczenie duchowe, ale gdyby strój nie odgrywał żadnego znaczenia, z pewnością Pan Jezus nie wykorzystałby takiego obrazu. Bądź, co bądź, ponieważ chrześcijanin, jako człowiek szlachetny, stara się we wszystkim być doskonały (cf. św. Mat. V, 48), w małym i wielkim, zgodnie ze słowami samego Zbawiciela („Dobrze, sługo dobry i wierny! Ponieważ nad małym byłeś wierny, nad wieloma cię ustanowię, wejdź do wesela pana swego” – św. Mat. XXV, 23), przeto warto przyłożyć należną uwagę i zewnętrznemu wyrazowi naszego szacunku dla Pana Boga.

Pozwolę tu sobie pominąć chwalebny zwyczaj strojów lokalnych, ludowych i szlacheckich. Jako że, poza nielicznymi wyjątkami, jak Podhale, w naszym kraju stroje te prawie całkowicie wyszły z użycia (poza występami grup tanecznych i innymi rzadkimi występami artystycznymi), ich ewentualny powrót może być tylko skutkiem długofalowego i naturalnego (a nie sztucznego) procesu, który nie jest tematem niniejszego artykułu.

Wśród kulturalnych ludzi z kręgu cywilizowanych narodów przyjęło się natomiast, że dziennym formalnym ubiorem dla mężczyzn jest garnitur (lub ewentualnie zestaw złożony z marynarki i spodni na kant różnych odcieni czy kolorów), a dla kobiet elegancka sukienka (ewentualnie spódnica i bluzka, sweter lub marynarka). W zależności od stanu i majątku może to być tylko jeden strój kościelny, albo kilka (np. jeden na niedziele, a inny na największe uroczystości roku liturgicznego). I taki to strój pasuje do kościoła w niedziele i święta na ceremonie liturgiczne, które jak najbardziej spełniają kryteria formalnych wydarzeń w życiu chrześcijanina. W tygodniu, ze względu na obowiązki zawodowe nie zawsze jest to możliwe.

A teraz kilka rad praktycznych, aby to „minimum” się lepiej prezentowało.

Do garnituru zakłada się buty tzw. wizytowe (nie wszystkie brązowe czy czarne buty skórzane są wizytowe), a nie sportowe, trampki czy sandały. Koszula musi mieć długi rękaw, ponieważ krótkich i tak nie nosi się pod marynarkę. Zresztą, okazje dla krótkich rękawków u dorosłych mężczyzn są bardzo rzadkie (raczej tylko gdzieś na łonie natury). Szyja zaś przewiązana jest krawatem lub muszką, bowiem rozchełstana szyja nie przystoi człowiekowi poważnemu przy poważnej okazji (a na marginesie, ciężko w ogóle sobie wyobrazić sytuację, w której osoba publiczna mogłaby mieć rozpięty kołnierz). Spodnie powinny być wyprasowane na kant. Wszystko ma być schludne, czyste i wyprasowane. Oczywiście kulturalnym mężczyznom nie trzeba przypominać o obowiązkowym ogoleniu się, chyba, że zwyczajowo nosi się brodę i/lub wąsy. Modny wśród zdziczałych nowoczesnych ludzi zarost jednodniowy jest obcy poważnemu człowiekowi.

Formalny strój kobiet jest nieco mniej ograniczony. Mężczyzna ma po prostu mieć marynarkę i spodnie na kant, koszulę pod krawat i tyle. Siłą rzeczy kolorów też ma mniej do wyboru. Kobieta ma natomiast możliwość wybrania różnego rodzaju i koloru sukienek, spódnic, bluzek, swetrów lub marynarek. Byle by nie były zbyt rażące przez przesadną jaskrawość czy jakieś napisy (jak wyżej). Głównym ograniczeniem są tu więc zasady skromności: żadnych zbyt niskich dekoltów, rozcięć, odsłoniętych pleców, rękaw powinien sięgać chociaż do łokci, a kolana muszą być zasłonięte przy pozycji siedzącej.

Dalej, co się już wybitnie tyczy okoliczności kościelnych, zgodnie z apostolską tradycją (potwierdzoną przez drugiego Papieża, św. Linusa) i prawem kanonicznym (z 1917 r., rzecz jasna) kobieta musi mieć głowę zakrytą wchodząc do kościoła czy kaplicy. Nie robi tego oczywiście dopiero po wejściu, wykonując przy tym często komiczne gesty i niepotrzebnie zwracając na siebie uwagę, sprzeczne właśnie z zasadą nakrycia głowy. Doskonale do tego służy odpowiedni kapelusz, chusta lub mantylka. Spór wokół tego, że mantylki nie należą do naszej polskiej kultury uważam za bezcelowy, chodzi przeto o to, by tę głowę kobiety miały zawsze nakrytą. Rajstopy i zakryte u stóp palce i pięty (więc żadnych sandałów) również należą do ubioru kulturalnej kobiety w naszym kręgu cywilizacyjnym. Europa to przecież nie arabska pustynia i dlatego u szlachetnej kobiety przy formalnych okazjach sandałów się nie spotyka.

Akcesoria takie, jak torebki czy torby i inne dodatki powinny w kościele ograniczać się do minimum, czyli osobistej torebki kobiecej. Na walizki, plecaki czy (o zgrozo) plastikowe reklamówki nie ma miejsca w kościele czy kaplicy, zawsze na to znajdzie się jakiś przedsionek, bagażnik, ewentualnie zakrystia (przy braku jakiegokolwiek innego miejsca, tyczy się to zwłaszcza naszych czasów i małych kaplic-katakumb). Przewalające się po podłogach reklamy „Biegronki”, „Lidla” czy innych sklepów nie przystoją miejscu świętemu, w którym odprawia się obrzędy ku czci Stwórcy ładu i piękna. Czegoś takiego nie spotyka się w Stanach, Kanadzie, czy Europie Zachodniej, a u nas niestety się to zdarza.

Jeszcze na koniec: niektórzy usprawiedliwiają nieodpowiedni strój do kościoła długą podróżą, którą muszą odbyć na Mszę niedzielną czy świąteczną w dalekiej kaplicy. W świecie wygodnych pociągów i autobusów, a tym bardziej z własnym samochodem, aż ciężko uwierzyć, by dorosły normalny człowiek mógł sobie taki powód wymyślić. Już ostatecznie można sobie właściwe ubranie zapakować w pokrowiec, albo wziąć przykład z naszych przodków, którzy niekiedy mieli kilka kilometrów do przejścia pieszo, a zawsze robili to w najlepszym stroju, jaki mieli. Nikt dziś butów przez pół Polski nie musi nosić w rękach.

To są wszystko małe rzeczy, a kto nie chce być święty? Przeto nierzadko spotyka się ludzi szukających sposobów na świętość w środkach wielkich i nadzwyczajnych, a w czymś tak małym, jak ubiór zewnętrzny można z niewielkim trudem dawać świadectwo swego poważnego podejścia do wiary wyrażonej w świętych obrzędach oficjalnej modlitwy Kościoła.

Pelagiusz z Asturii

P.S. Polecam, przy okazji, wspomniany już blog P. Stanisława Krajskiego, który stanowi doskonałe źródło zapoznania się z podstawami (i nie tylko) kultury w jej wymiarze społecznym (sztuka savoir-vivre’u). Na pewno każdy z osobna i całe grupy ludzi wyniosą z tej lektury znacznie większe korzyści, niż ze śledzenia wybryków modernistów czy niekończących się zalotów przełożonych FSSPX wobec tych fałszerzy wiary.

12 comments on “Jak się ubierać do kościoła?

  1. Podczaszy pisze:

    Po polsku też się mówi niedzielne, kościelne ubranie, strój.

    Bylejakość stroju świeckich idzie w parze z duchownymi.
    np Franciszek i brak mucetu
    http://ikomutoprzeszkadzalo.pl/de-vestimentis/mucet-i-mantolet/
    Biskupi porzucający szaty biskupie, niechcący się odróżniać od podwładnych księży? Równość i braterstwo?
    znoszone stare buty „biedaka” „kardynała” Wojtyły na konklawe zaakcentowane (i skontrastowane z resztą porządnych butów kardynałów) w filmie z Piotrem Adamczykiem

    Czy Savoir-Vivre może by sprzeczny z etyką, obyczajowością, moralnością (katolicką)?
    Czy dr Krajski posługuje się Savoir-Vivrem „katolickim”?
    Niestety wyłazi z niego liberalizm, modernizm, posoborowie.

    Duży dekolt i moralność katolicka
    Opublikowano Czerwiec 13, 2012 by Stanisław Krajski

    Temat ten wywołał Pan Antur pisząc: „Szanowny Panie Doktorze, niestety nie jest regułą, iż moralność ubioru (a więc i też jego estetyka) koniecznie łączy się z moralnością w pozostałych kwestiach, a niemoralność ubioru z niemoralnością w pozostałych kwestiach. Niestety, wolałbym widzieć na co dzień fatalnie ubranych (lecz nie nieskromnie) z grubsza dobrych katolików niż odzianych elegancko wolnomyślicieli, których jest dziś zatrzęsienie.
    Muszę także zadać Panu Pytanie: jak według Pana ma się aprobata dla damskich dekoltów, zwłaszcza w kreacjach wieczorowych, do odwiecznego nauczania Kościoła katolickiego w tej kwestii, które jest z pewnością dogmatem wchodzącym w skład Objawienia wyjaśnianego przez, co do tego nie ma wątpliwości, zwyczajne powszechne magisterium, które jest z zasady nieomylne i niezmienne, (omylne, w wyjątkowych przypadkach, może być tylko autentyczne papieskie magisterium, a ono odnośnie tego problemu nie wchodzi w grę).
    Odpowiadając na pierwsze: „Wolałbym widzieć dobrze ubranych katolików niż źle ubranych katolików. Zewnętrzny wygląd jest jak okładka książki (ktoś tak powiedział). Katolik, który wygląda jak bezdomny daje anty-świadectwo swojej wierze. Poza tym zawsze były katolickie elity. Jak się ubierała św. Jadwiga królowa?

    Drugi problem.

    Nie ma nauczania Kościoła dotyczące ubioru. Podejście katolickie do tego problemy reprezentuje najlepiej św. Tomasz z Akwinu, wielki Doktor Kościoła: ubiór nie może gorszyć; ubiór nie może wywoływać grzesznego pożądania; to jaki ubiór wywołuje zgorszenie i grzeszne pożądanie zależy od wrażliwości ludzi, od miejsca, kontekstu, okoliczności, okresu historycznego. Kobieta z arystokracji pojawiająca się wśród rolników mogłaby swoim dekoltem wzbudzić zgorszenie. Idąc do chłopów nie zakładała jednak wieczorowej sukni z dużym dekoltem. Zakładała ją na wieczór (gdy dzieci już spały; nie miały zresztą wstępu na np. bale) i nikogo z arystokracji nie gorszyła ani w nikim nie wzbudzała „grzesznego pożądania”.

    Zresztą „golizna” w świecie savoir vivre jest zawsze elegancka, a więc jakoś w istocie skromna. Nigdy nie jest wyzywająca czy prowokująca seksualnie. Tylko „golizna” wulgarna ma takie cechy.

    Katolicyzm to religia radości życia i akceptacji fizyczności i materii. Chrześcijaństwo gorszyło pogan starożytnego Rzymu twierdzeniem, że człowiek to w równym stopniu dusza i ciało, dogmatem o zmartwychwstaniu ciał (bez nich, taka jest nauka Kościoła nie jesteśmy sobą, nie jesteśmy ludźmi jesteśmy kalekami – stąd dogmat o zmartwychwstaniu ciał).

    Chrześcijaństwo zbyt surowe to chrześcijaństwo neoplatońskie – podlegające neoplatońskim – pogańskim wpływom i głoszące, że ciało jest tylko więzieniem duszy, siedliskiem zła, kloaką, w której dusza jest zanurzona.

    Św. Tomasz z Akwinu nakazuje zamężnym kobietom stroić się, fryzować, używać pachnideł, biżuterii i mówi: jeśli nie będziecie tego robić i wasz mąż zacznie się oglądać za inną kobietą, to będziecie za to współodpowiedzialne. Żona ma się wciąż podobać mężowi (i odwrotnie).

    Elegancja to piękno, a piękno to coś, o czym katolicy mówią, że jest odblaskiem Boga.

    https://krajski.wordpress.com/2012/06/13/duzy-dekolt-i-moralnosc-katolicka/
    https://krajski.wordpress.com/?s=dekolt

    • Szanowny Panie,

      Zabierałem się do szerszego skomentowania Pańskiego wpisu i dlatego nie przepuściłem go wcześniej.
      Teraz dopiero znalazłem na to czas, ale po przeczytaniu przytoczonego przez Pana wpisu i komentarzy pod nim uznałem, że moja odpowiedź będzie zbędna.

      A to dlatego, po prostu, że komentator podpisujący się jako „antur” ujął całe to zagadnienie relacji między moralnością katolicką a savoir-vivre’m w sposób tak precyzyjny, że ciężko byłoby coś dodać czy ująć istotnego.

      Ja tylko dodam, że savoir-vivre jako sztuka życia jest stara jak świat (człowiek). Niemniej jednak, wraz z postępem błędów filozoficznych i rewolucji przeciwko Bogu i Kościołowi to elity antykatolickie zaczęły kształtować wszystkie dziedziny życia ludzkiego, od polityki począwszy na modzie skończywszy. I dlatego szeroka akceptacja najpierw tych wielkich dekoltów, potem odsłoniętych kolan, wreszcie strojów plażowych i innych zwyrodnień przeciwnych zdrowej moralności.

      Z drugiej strony dzisiaj mamy tendencję, wyraźną wśród katolików dobrej woli, do fałszywie rozumianej pokory, przybierającej kształty „mierności”, „niedbalstwa”, wręcz „brzydoty”. O to mi chodziło w powyższym wpisie o ubiorze świątecznym.

      Być może szerzej skomentuję jeszcze na dniach to zagadnienie, wielkiej zresztą wagi dla praktycznego życia chrześcijan.

      A swoją drogą P. Krajski jest modernistą, choć konserwatywnym, i dlatego ma zniekształcony obraz tej rzeczywistości. Niemniej jednak jego praca w dziedzinie podniesienia kultury sproletaryzowanego społeczeństwa polskiego ma swoją wartość i należy, według mnie, z niej czerpać. A katolik, żyjący w zgodzie z nauką i dyscypliną Kościoła będzie wiedział, jak to wszystko rozumieć i stosować. P. „antur” zrozumiał to na pewno.

      In Christo Rege,
      Pelagiusz

  2. anteas1 pisze:

    Z tego co widzę w naszej kaplicy, to eleganccy mężczyźni przychodzą w czarnych garniturach i białych koszulach z jakimś niekrzykliwym krawatem. Do tego czarne półbuty z czarnymi skarpetami. Czy mam prawo ufać że taki stój jest odpowiedni?

    Oprócz białych koszul, czy można założyć koszulę jakieś innej barwy? Na przykład kremową czy bladoniebieską, czy też może czarną lub granatową?

    Czy i jakie męskie kosmetyki są dopuszczalne?

    • Szanowny Panie,

      Są to bardzo dobre pytania.

      Garnitur nie musi być czarny. Jednakże w dzień w zasadzie nie używa się czarnych garniturów, chyba że do pogrzebu. Czarny garnitur pasuje do sytuacji wieczorowych (np. wieczorna Msza św., Pasterka, etc.). W dzień garnitur może być grafitowy, szary, popielaty, granatowy, błękitny, beżowy. I to w różnych odcieniach. Niektóre jednak kolory nie najlepiej pasują do wieku, np. starszy pan raczej nie pozwoli sobie na jasnobłękitny garnitur, na co młodzieniec już sobie łatwiej pozwoli. Niektórzy, że tak powiem, odważniejsi, założą marynarkę innego koloru niż spodnie. Mogą to być np. czarne spodnie i beżowa marynarka. Tak też się da, ale należy umiejętnie już sobie to dobrać, zwłaszcza po rodzaju materiału i kolorach, ewentualnie wzorach.

      Nie wypada, na przykład, zakładać zbyt jaskrawych kolorów w okresach pokutnych, np. żółtego krawata w Wielkim Poście czy Adwencie. Mogłoby to być zbyt rażące dla wiernych, którzy świadomi są znaczenia danego okresu liturgicznego. Po prostu to nie pasuje.

      Biała jednolita koszula jest najbardziej elegancka z zasady. Ale może być też innego koloru. Znowu chodzi o umiejętne dobranie kolorów (marynarka, koszula, krawat, buty). Na pewno koszula jednokolorowa bez wzorów jest bardziej elegancka od koszuli w paski czy prążki (im cieńsze, tym bardziej eleganckie), a ta ostatnia jest bardziej elegancka od kratki (znowu, im drobniejsza, tym bardziej elegancka).

      W ogóle kratka z paskami czy prążkami się kłóci. Więc jeśli koszula jest w prążki, marynarka czy krawat nie powinny być w kratkę i odwrotnie. Bezpiecznie dlatego jest mieć marynarkę i koszulę jednolitą, a krawat sobie już wtedy łatwiej dopasować.

      Czarne buty wizytowe („półbuty”) zawsze pasują do kościoła, ale mogą też być brązowe. Podstawową tu zasadą jest dobranie koloru paska do koloru butów. Nie nosi się czarnych butów do brązowego paska, ani brązowych butów do czarnego. To taka podstawa. Niekiedy też brązowe buty nie pasują do takiego a takiego odcienia garnituru (na pewno nie do czarnych spodni). A czasami czarne.

      Jedną ważną rzeczą jest to, że skarpety zawsze powinny być koloru albo spodni, albo butów. Innej opcji nie ma.
      Podobnie jak nie zapina się ostatniego guzika marynarki. Przy dwóch zapina się tylko górny, przy trzech dwa górne.

      Idealny a zarazem najbardziej uniwersalny dzienny strój do kościoła w niedziele i święta będzie więc prawie taki, jaki noszą eleganccy panowie w Pana kaplicy, czyli ciemny (grafitowy, na przykład) garnitur, czarne buty i skarpetki, biała koszula (z długim rękawem oczywiście) oraz jakiś niekrzykliwy krawat, jak to Pan doskonale ujął. Wieczorem może ponadto być to czarny garnitur. Są też inne opcje, co już zaznaczyłem, ale ludzie raczej nie rodzą się z umiejętnością dobierania kolorów. Jest to wynik obserwacji i nauki. Z niewielkim trudem i uwagą naprawdę się da.

      Kosmetyki również nie powinny być odczuwalne przez innych. Chodzi o to, by nie przeszkadzać wiernym, którzy przybyli, zgodnie ze swą naturalną powinnością stworzeń wobec Stwórcy i nadprzyrodzoną powinnością katolików wobec Kościoła, oddać cześć Panu Bogu wszechmogącemu. Zapachy nie powinny być ani przykre, ani zbyt „krzykliwe”. Poza nieodczuwalnym dezodorantem, który ma za cel niedopuszczenie przedostania się nieprzyjemnych zapachów do „sfery życiowej” bliźniego nie widzę potrzeby czegokolwiek innego. Choć dyskretna woda kolońska czy jakieś perfumy również nie powinny przeszkadzać w kościele czy kaplicy.

      W tym wszystkim chodzi o odpowiedniość, umiar, a to bywa najtrudniejsze. Niemniej jednak jest to całkiem możliwe. Niestosowanie się do tych fundamentalnych zasad elegancji nie jest oczywiście jakimś grzechem. Ale chodzi o kulturę, podniesienie jej w naszym otoczeniu, również katolickim i dlatego warto się również i w tej dziedzinie postarać. Na pewno czyni to życie piękniejszym, ale również daje sposobność do ćwiczenia się w cnocie.

      In Christo Rege,
      Pelagiusz

      • P.S. Pozwoliłem sobie dokonać drobnych poprawek w powyższym komentarzu. Skoro pytanie odnosi się do, że tak powiem, standardu w stroju kościelnym, to winno zgadzać się ze standardem elegancji jeśli chodzi o strój dzienny (wieczorowy jest po prostu ciemniejszy). Proszę pamiętać, że istotnym przesłaniem i całego tego artykułu i powyższego komentarza jest uwrażliwienie katolików dobrej woli na to, jak się prezentują w miejscu świętym, że nie jest to kwestia zupełnie obojętna i że nie można byle jak się ubierać pod pozorami fałszywej beztroski o sprawy doczesne czy błędnie pojętej pokory, skromności, ubóstwa, czy czego tam jeszcze. I Bogu się pokazuje w ten sposób, że nam zależy, i bliźnich zachęca się do doskonałości w ten tak prozaiczny i codzienny sposób, jak odpowiedni strój niedzielny. Nie chodzi tu o drobnostkowe czepianie się szczegółów, ani tym bardziej o osądzanie bliźnich, czy mają odpowiednio wąską kratkę na marynarce. Chodzi o postawę człowieka.

        • anteas1 pisze:

          Bardzo dziękuję za tak wyczerpującą odpowiedz. Właśnie w moim pytaniu chodziło o to, jaki będzie najlepszy męski strój do kościoła. Właśnie taki elegancki (bo wiem do Kogo przychodzę) a jednocześnie skromny (prawdziwie skromny).

          Oczywiście bylejakość nie świadczy o żadnej skromności czy pogardzie do świata doczesnego, tylko o bylejakości właśnie.

          A skoro wspomniał Pan o szczegółach, to mam jeszcze pytanie. Tak żeby się prezentować całkiem elegancko, to do takiego zestawu, grafitowy garnitur (ciemny grafit powiedzmy), czarne buty, skarpety i pas, oraz biała koszula, jakie barwy krawatu wchodzą w rachubę. Garnitur i koszula gładka, bo w paskach czy innych wzorach źle się czuje.

          Tak pytam, bo jestem właśnie z liczby tych, który się nie urodzili z umiejętnością dobierania kolorów.

          • Czasami jednak fałszywie pojmowana cnota przejawia się w bylejakości. Gdy nie jest uformowana oczywiście.

            Wybór krawatów do grafitowego garnituru i białej koszuli jest praktycznie nieograniczony. Skoro i garnitur i koszula jednolite, to krawat może być w kratkę, i w paski, i jednolitego koloru. Jeśli chodzi o wzór to tylko duże kropki, jako nieco niepoważne, może mniej pasowałyby do kościoła. Drobne i dyskretne już nie. Podobnie jakieś dziwne wzory, kształty, obrazy sprzętów, narzędzi, itp. itd. nie pasują jako głupawe. W zasadzie im coś prostsze, tym bardziej eleganckie.

            Co do koloru, to też praktycznie każdy będzie pasował. Radziłbym na pewno unikać nienaturalnych kolorów, zbyt jaskrawych kolorów. Stonowane błękity, granaty, bordo, czerwień, różowy nadawałyby się doskonale.

            Co do dobierania kolorów, to chodziło mi o to, że nikt się z taką umiejętnością nie rodzi. Niektórzy natomiast od małego, czy to dzięki naturalnym skłonnościom, czy to wychowaniu i szczególnej wrażliwości na piękno będą jednak z łatwością potrafili dobierać kolory i wzory. I dlatego uważam, że temu można poświęcić choć chwilę swego życia. Zwłaszcza gdy się człowiek zalicza do inteligencji, mieszczaństwa, ogólnie klasy średniej, czy też do niej należeć pragnie i się stara sprostać jej wymaganiom. Tym bardziej że Polacy to naród szlachecki, szlachetny, który potrafił cenić sobie piękno i nań nie szczędził.

Zostaw komentarz

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s