Historyczna homilia o. Guérard des Lauriers z 17 lipca, 1977 roku

Homilia wygłoszona przez o. Michała Ludwika Guérard des Lauriers

Niedziela, 17 lipca 1977 roku w kościele św. Mikołaja du Chardonnet podczas Mszy o 10:30

– wyjęte z „Sodalitium” nr 29, który pojawił się w 1992 roku

rpguerard

O. Guerard des Lauriers, jeden z najlepszych teologów XX wieku, odsunięty od nauczania przez modernistów, a potem przez abpa Lefebvre’a

Publikujemy tu nigdy wcześniej nie wydany tekst historycznej homilii ojca Guérard des Lauriers, wygłoszonej w Paryżu w słynnym kościele św. Mikołaja, który był okupowany przez tradycjonalistycznych wiernych 27 lutego 1977 roku. Określamy ją mianem „historycznej”, ponieważ jest ona jednym z pierwszych świadectw „Tezy z Cassiciacum”, wówczas opracowywanej. Teza, rzecz jasna, została doprecyzowana później i uściślona, ale podstawowa intuicja jest tam już obecna.

Każdy wie, że dusza jest formą ciała i że ciało bez swej formy jest zwłokami. Paweł VI jest „zwłokami” Papieża, pozbawionym władzy… Naturalnie, ojca Guérard nie zaproszono już więcej, by głosił kazania w kościele św. Mikołaja! A za powtórzenie tych samych rzeczy podczas rekolekcyj w Econe został odesłany z seminarium abpa Lefebvre’a dwa miesiące później. Tak, doprawdy, drogie w oczach Pańskich jest świadectwo jego wiernych.

Sodalitium

– – –

Pretiosa est in conspectu Domini mors sanctorum ejus. Pretiosa est in conspectu Domini testimonium fidelium ejus. Droga w oczach Pańskich jest śmierć jego świętych. Drogie w oczach Pańskich jest świadectwo jego wiernych.

Pragnę najpierw podziękować xiędzu Ducaud Bourget za to, że pozwolił, by moje przekonanie przyczyniło się do odnowy życia, które rodzi się w tym kościele. Xiądz Ducaut Bourget był swego czasu prałatem i być może zostanie nim ponownie. Czyż nie jest prawdą, że przeszłość stanowi fundament przyszłości? Ponadto, kto staje się starszy od siebie samego, staje się jednocześnie młodszym od siebie! Jestem pewien, że wyrażam życzenia słuchaczy mając nadzieję, że x. prałat Ducaud Bourget będzie długo mógł prowadzić tę parafię.

Pretiosa in conspectu Domini mors sanctorum eius. Moi drodzy bracia, 17 lipca 1794 roku, a więc 183 lata temu, karmelitanki z Compiegne wchodziły na szafot śpiewając Veni Creator. Wraz z ucichającymi głosami umacniało się świadectwo wiary. Wstępowały na szafot śpiewając. Umierały śpiewając. Słowo, tak, ale również czyny. W Ewangelii, którą właśnie przeczytaliśmy, Pan Jezus udziela nam za pośrednictwem słów lekcji, która jest zupełnie podobna do tej, którą przedstawia męczeństwo karmelitanek z Compiègne. Mówi nam doprawdy: „Nie każdy, który mi mówi: Panie, Panie, wejdzie do królestwa niebieskiego, ale ten, co czyni wolę Ojca mego, który jest w niebiosach”. Zwróćmy uwagę, że Pan Jezus nie mówi: „nie ci, którzy”, ale mówi: „nie każdy, który”. To znaczy, że rzeczywiście są dusze, które mówią „Panie, Panie” i które jednak wejdą do Królestwa Niebieskiego. Nasz Pan nie powiedział, by się nie modlić, nie oddawać czci, nie wykorzystać całego czasu na ziemi na mówienie „Panie, Panie”; ale to, co uniemożliwia wejście do Królestwa, to mówienie i nie robienie. Oto zatem słuszne postępowanie, które musimy naśladować: nie tylko wyrażać naszą wiarę z dumą, z siłą, ale także robić. To jest to, co wy robicie, bowiem zebraliście się tutaj, dokładnie po to, aby wyrażać waszą wiarę poprzez najbardziej uroczysty akt, który zawiera w sobie świadectwo, to jest przez uczestnictwo w Ofierze Chrystusa.

Aby zrozumieć ten związek, który zachodzi pomiędzy słowem a czynem, nie ma nic lepszego dla chrześcijan, którzy zostali stworzeni na obraz Boży, którzy są stworzeni w SŁOWIE, nad zwrócenie się do Źródła, aż do samej ŚWIĘTEJ ŚWIĘTEJ ŚWIĘTEJ TRÓJCY, aż do SŁOWA Boga, w Którym jesteśmy stworzeni. Poczęte zostało w Światłości, zrodzone zostało w Światłości; a jednak, skłonność do tworzenia, fakt, że właściwie Trójca jest płodna, że nie jest monolitem, który byłby obcy dla życia, ale że jest Ona źródłem Życia, w Którym Powrót tożsamy jest z Pochodzeniem, jest tym czynieniem, które wyraża się w SŁOWIE Boga; bowiem jeśli SŁOWO pochodzi podług Światłości Prawdy, zrodzone jest w Czułości Miłości i SŁOWO BOGA, które pozostaje w łonie Ojca jest u źródła Pochodzenia DUCHA ŚWIĘTEGO, który Sam jest Miłością. Oto więc, w BOGU, w Łonie tajemnicy BOGA, Światłość uwięziona w pewien sposób pomiędzy Miłością, która ją piastuje, a Miłością, która jest jej owocem. A bowiem każda miłość pragnie dawać świadectwo, bowiem miłość wyraża się w dziełach, bowiem kieruje się ku miłowanemu, tak też widzimy w SŁOWIE BOGA dokładną spójność między słowem a czynem. SŁOWO BOGA jest Słowem trwającym, w którym wyraża się pełnia Tajemnicy niestworzonej, ale SŁOWO BOGA, piastowane w Miłości, jest u źródła Miłości, zawołania Abba Pater.

I my możemy, biorąc za początek ten wzór, ten Archetyp, niejako Paradygmat, spójności w stworzeniu między słowem a czynem, ganić lub chwalić trzy różne zachowania odnoszące się do dopasowania myśli i działania. Najpierw są ci, którzy tylko z oddali naśladują skłonność, którą Boska Natura posiada do zradzania, ponieważ jest ona Płodnością. Tacy nie zwracają się ani ku słowu, ani ku dziełu, to znaczy, nie osądzają, ponieważ nie mają do tego serca, są nieco poruszeni obecnym stanem Kościoła, cierpią w swym zachowaniu religijnym, a nawet doświadczają pewien niepokój. Ale nie śmią stawić czoła straszliwemu sądowi, który należy wydać o tej sytuacji; a tym mniej śmią „działać”, aby potwierdzić swą wiarę.

Drudzy to ci, którzy naśladują SŁOWO BOGA, ale tylko do pewnego stopnia. Naśladują Je właśnie o tyle, o ile jest Słowem, ale nie naśladują Go jako Zasady Pochodzenia Miłości DUCHA ŚWIĘTEGO. To ci właśnie, których Pan Jezus gani, ci, którzy tylko mówią, którzy nie dają jednocześnie świadectwa Prawdzie; to nie ci, którzy nie mają odwagi dawać świadectwa swej Wierze, którzy wejdą do Królestwa, bowiem nie wierzą oni naprawdę; „mówią” oni, ale nie tak, jak wypada mówić; bowiem nie można okaleczyć SŁOWA BOGA. W ten sam sposób jest Ono zrodzone w Światłości i jest u Początku Pochodzenia Miłości. W ten sam sposób musimy potwierdzać naszą wiarę słowem, a także dawać jej świadectwo czynem. Ci więc, którzy tylko mówią, ci oto, którzy zadowalają się wydaniem sądu mniej lub bardziej surowego o tej sytuacji i powiedziałbym, sądu jęczącego, ci to, nie prawda, że są synami mocą SŁOWA, nie jest prawdą, że są synami w SYNU; z oddali naśladują prawdę i można by nawet powiedzieć, że ją parodiują.

Prawdą jest, że niepodważalne znamię prawdy oświeca nawet tam, gdzie jest błąd; i, w tym znaczeniu, nawet sentymentalni, którzy zostają na pierwszym etapie, nawet niezdecydowani lub pobłażliwi, którzy zostają na drugim, dają wbrew sobie świadectwo prawdzie SŁOWA BOGA, Które, powstałe w Miłości, spełnia się w Miłości; ale prawdziwa postawa to ta trzecia, to ta, która polega jednocześnie na mówieniu, na oddawaniu czci i na czynieniu, to ta, którą wspaniale ilustrują karmelitanki z Compiègne, te, które umarły śpiewając.

Moi drodzy bracia, sytuacja Kościoła jest obecnie trudna, wiecie to jeszcze lepiej, niż ja, wasza obecność daje świadectwo żarliwości i czystości waszej wiary. Mogę tylko, jako kapłan przejściowo was odwiedzający, wezwać was do kontynuowania i to z całego serca. Muszę jednak, winien jestem to Prawdzie, której jestem apostołem z powołania, wyrazić wobec was moje osobiste opinie dotyczące tej trudnej sytuacji.

Wysuwa się często, wprowadzając w błąd dobrą wiarę wielu, twierdząc, że musimy „być podporządkowani” władzy. Pozwolę sobie zauważyć pewną rzecz. Że ta władza, która pozwala na to wszystko, co wiecie, i co wiecie lepiej, niż ja, nie można już zakładać, że taka władza nie zgadza się z tym, co się dzieje. Gdyby naprawdę władza się nie zgadzała, gdyby władza naprawdę nie chciała tego właśnie, co się dzieje, władza podjęłaby wówczas skuteczne kroki, aby temu zapobiec. Nawet gdyby była przepracowana, co nie jest niemożliwe, i sam w to wierzę, podjęłaby przynajmniej niejednoznaczne kroki, aby doprowadzić do końca ten bezład, i to na każdym poziomie, od Najwyższej Stolicy aż do najniższych stanowisk; fakt ten pokazuje obecnie w sposób oczywisty, i to coraz bardziej oczywisty, że władza jest w zmowie. Otóż, jeśli władza wprowadza w dziedzinie sakralnej, w tej domenie par excellence, rzeczy, które są dwuznaczne, które są wieloznaczne, moją opinią, i wierzę, że jest ona prawdą, jest to, że niemożliwe jest, by akty dokonane przez tę władzę były ważne, ponieważ nie może od Kościoła pochodzić nic, co nie jest zgodne ze znamionami Kościoła. Otóż, Kościół, to wiecie, jest Jeden, Święty, Powszechny i Apostolski. Nie jest możliwe, by coś nieświętego, by coś nieprawdziwego, by coś, co systematycznie, celowo jest przeciwne prawdzie, by coś, co zaprowadza w Kościele zamęt, który widzimy, który jest tylko podstępem mającym na celu zaprowadzenie fałszywej jedności, bowiem jest to jedność, która nie opiera się na Prawdzie, jest niemożliwe, by takie zachowanie pochodziło od Kościoła. A zatem jeśli to zachowanie nie jest od Kościoła, msza, nowa msza w szczególności jest nieważna i wszystkie akty, których dokonuje „Najwyższy Pasterz” są co najmniej wątpliwe. Przychodzi nam na myśl pewne porównanie, być może nieco makabryczne, ale nie będzie dla was przesadne. Nadeszła pewna moda, wymyślona w Ameryce jakieś dwadzieścia lat temu, i wydaje mi się, że przyszła do Francji, nie wiem, czy nadal się ją praktykuje, polegająca na zachowaniu pewnego rodzaju karykatury pozornego życia ludzi, którzy dopiero co umarli. Scenariusz polegał na tym, że ustawiało się zwłoki w miejscu, które zamieszkiwała zmarła osoba i grało się w obecności tych zwłok muzykę, którą lubił ten zmarły, lub recytowało się dzieła, które ewentualnie napisał. Przedłuża się, żeby tak powiedzieć, za pośrednictwem sztucznej atmosfery, w której śmierć brutalnie kontrastowała z frywolnością, z życiem, które właśnie Bóg zgasił. Starano się, w odniesieniu do tych osób, trwać w iluzji, że jeszcze żyją; ale nie było już miejsca na rozmowę; to były zwłoki, umieszczone w fotelu nawet najbardziej pozłacanym: i niezależnie od jakkolwiek ciepłej atmosfery, którą sztucznie wytwarzano, znamię śmierci narzucało się nieodwołalnie. Otóż, powiedziałbym o tych, którzy zasiadają na katedrze Mojżesza: zasiadają, to prawda, jeszcze zasiadają i mają prawo do naszego szacunku, to również prawda. Ale jesteśmy winni im szacunek, jaki jest należny zwłokom. Nie są już zdolni do podejmowania działań. Nie mogą już być, w Kościele i dla Kościoła, „podmiotem moralnym” zdolnym do podejmowania działań mogących być uznanymi w Kościele, ponieważ porzucili swe obowiązki. Zboczyli z prostej linii i wykorzystali swoją władzę, aby oszukańczo wprowadzić rzeczy, które, przeciwne prawdzie, potrafią doprawdy zmylić wszystkich wiernych.

Moi drodzy bracia, rzeczy poświęcone są poświęcone, są święte. Nic w Świętym Kościele Katolickim nie może być przeciwne Świętości Kościoła. Wszystko to, co się przedstawia w sposób, który jest przeciwny Świętości, to wszystko nie może pochodzić od Kościoła. I tak trudne pytanie, które niepokoi jeszcze tylu wiernych, znajduje swe rozwiązanie, rozwiązanie coraz to jaśniejsze wraz z dniami, które mijają.

Władza jest na miejscu, osoby, które posiadają władzę posiadają władzę; ale z powodu ich skrzywionego postępowania nie jest już dokładne mówienie, że są jeszcze zdolne sprawować tę władzę. To, co mówię, mówię tylko za siebie; nie wszyscy księża się zgadzają z sądem, który wypada wydać o tej sytuacji; ale zależało mi skorzystać z okazji, której mi udzielono, abym mógł wyrazić wobec was moje przekonanie.

Przypominam również, z tym samym przekonaniem, że nie jest możliwe, w walce, zwłaszcza w walce tak trudnej, jak ta, którą musimy toczyć, opieranie działania na fałszywych zasadach, ani choćby odmowa, spowodowana fałszywą roztropnością, sformułowania zasad, które są konieczne dla ugruntowania działania, którego się podejmuje.

Msza, Ofiara, którą Pan Jezus odnowi wśród nas, jest czymś świętym, czymś poświęconym; i wiecie, że w tym kościele, w którym żeśmy się zebrali, była odprawiana nowa msza, tak zwana nowa msza, ta nowa msza, której nie obawiam się porównywać do pewnego rodzaju pornografii w porządku teologalnym; degradacją, czymś nieczystym, czymś, czego nie powinno się wspominać, „nec nominetur in vobis”, mówi św. Paweł. Są pewne rzeczy, których wśród ludzi uczciwych i tym bardziej wśród chrześcijan nie powinno się wspominać; tak zwana nowa msza do nich należy. Wypada odpokutować za te pseudomsze tu odprawione. Msza tradycyjna, ta, którą odprawimy, ta, w której będziecie uczestniczyli i którą będę odprawiał in Persona Christi jest czymś świętym i poświęconym. Oby zawsze karmiła wasze inteligencje i wasze serca!

Dalej przychodźcie liczni do tego kościoła nie dla stawiania czoła władzy, która w pewien sposób nie istnieje, nie dla pociągu pewnej religijności, pewnej sentymentalności religijnej, która nie jest obca żadnemu człowiekowi, ale która nie jest nawet zaczynem wiary, nie dla uniknięcia waszej odpowiedzialności poprzez kolektywne stopienie się w nieco hałaśliwej grupie, ale naprawdę po to, aby się modlić.

Jedną z najbardziej przygnębiających rzeczy w szeregach falangi, którą stanowimy jest tak wiele podziałów; otóż, te podziały, wszystkie one pochodzą, u źródeł, z pychy i z egoizmu. Pycha powoduje, że każdy chce sobie samemu przypisać dzieło, w którym uczestniczy; egoizm u korzeni polega na tym, że zamiast kierować się ku Temu, którego kochamy, czyli ku Bogu, ku Niebu, zamiast tego, każdy myśli o trudach, o przeciwnościach, których może doświadczać, o niewygodach, które w jego życiu zaprowadza obecny stan Kościoła.

To wszystko jest prawdą, i to wszystko może być znaczące; ale w końcu, wiecie to dobrze, z codziennego doświadczenia afektu, że gdy się kocha, kieruje się w stronę kochanego. Miłość polega na kierowaniu się w stronę tego, którego się kocha i na stawianiu dobra, trosk, a czasami nawet kaprysów tego, którego się kocha, nad własne troski. A im bardziej intensywna i delikatna jest miłość, tym bardziej rozpoznaje ona w miłowanym najmniejsze poruszenia, najmniejsze pragnienia; i tym bardziej spontanicznie, radośniej, pokonuje trudności, którym trzeba stawić czoła, by właśnie usatysfakcjonować miłowanego. Otóż, bracia moi najdrożsi, to Bóg jest Umiłowanym, to On nas pierwszy umiłował i to Jego kochamy. Kryzys Kościoła, katastrofalna i tragiczna sytuacja, w której się znajdujemy, jest z pewnością bolesna i wielu ją odczuwa; ale któż jej doświadcza pierwszy, jeśli nie Pan Jezus, który jest Głową i Maryja, która jest Matką Kościoła. Pomyślmy o Nich.

Gdy przychodzicie tutaj oddawać cześć Panu Jezusowi, zapomnijcie o sobie samych, zapomnijmy siebie, stawmy się na marginesie i bądźmy wszyscy na usługach walki wiary w pokorze, w prostocie, w miłości; nawet ośmielę się powiedzieć, w zgodzie z łaską każdego, podług czułości, którą Bóg natchnie nasze serca chrześcijańskie, aby pocieszać Pana Jezusa, który cierpi o wiele więcej, niż my, nieskończenie więcej, niż my i Który, choć jest na Łonie Ojca i w jego chwale, oczekuje jednak na członków, którzy stanowią Kościół wojujący, czyli na każdego z nas. Pan Jezus oczywiście zna koniec wydarzeń i Zwycięstwo, które odniesie, w tryumfie Swej Matki; ale, jednakże, pewnego rodzaju bolesne wyczekiwanie członków, którymi jesteśmy i tylu grzeszników, którzy rzeczywiście się potępiają miesza się niejako z niezmiennym posiadaniem i cieszeniem się chwałą. Potępiają się z własnej winy, rzecz jasna, ze swej własnej winy na pierwszym miejscu, ale także z winy złych przewodników, złych pasterzy. „Po owocach ich poznacie”, my ich znamy po ich owocach. Niemożliwe, by dobre drzewo dawało złe owoce. Posadzone w złej ziemi dobre drzewo umiera, ale nigdy nie daje złych owoców. Nie możemy więc przypisywać bezładu, którego jesteśmy zasmuconymi widzami, nie możemy przypisywać go nieszczęściom czasów czy różnego rodzaju przyczynom zewnętrznym. Nie, nieszczęścia Kościoła wywodzą się od tego, u źródła, że na szczycie zachodzi fundamentalna przewrotność, która wypływa z ducha Szatana, który jest ojcem kłamstwa, a nie z DUCHA ŚWIĘTEGO, który jest DUCHEM PRAWDY.

Moi drodzy bracia, kończąc, rzućmy ponownie okiem na słowa, które Pan Jezus do nas skierował i na wielkie przykłady, które zechciał nam pozostawić w osobach Świętych. Pretiosa in conspectu Domini mors sanctorum eius. Droga w oczach Pana jest krew Jego Świętych, śmierć tych dusz konsekrowanych, tych słabych, a jednak tak silnych kobiet, które połączyły słowo z czynem i czyn ze słowem, które naprawdę były oblubienicami Słowa, jak sama Maryja. Starajmy się dyskretnie, ale usilnie, wydać sąd, który musimy wydać o sytuacji, w świetle najświętszej Wiary. Starajmy się, z nieustraszonością, z odwagą, z prostotą i starając się aż do krańców naszych możliwości, aż do krańców naszych sił, usque ad mortem jeśli Bóg tego będzie od nas wymagał, by złączyć świadectwo czynu z głębią przekonań.

Pretiosa est in conspectu Domini mors sanctorum ejus. Pretiosa est in conspectu Domini testimonium fidelium ejus. Amen.

Z języka francuskiego tłumaczył Pelagiusz z Asturii. Źródło: strona Instytutu Matki Dobrej Rady. O samym o. Michale Ludwiku można przeczytać we wpisie sprzed dwóch lat. Polecam również odpowiedź, a w zasadzie serię odpowiedzi, których francuski dominikanin udzielił abpowi Lefebvre’owi na jego próby pojednania z modernistyczną władzą.

Zostaw komentarz

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s