Ewolucja owadów i ewolucjonistów

evolutionPomimo tego, że tak zwana teoria ewolucji do dziś nie ma żadnego faktu na swoje uzasadnienie, a raczej może się wstydzić różnymi fałszerstwami w swej historii, nie brakuje jej zwolenników i propagandzistów.

Choć wciąż trafiają się głosy poważnych naukowców, który poddają pod wątpliwość tę bajkę dla dorosłych, prym w jej szerzeniu wiodą pisma tak zwane „popularno-naukowe”, z łatwością przekonujące masy zauroczone światem bez Boga. A nowoczesnych „katolików” przekonywał już lata temu Jan Paweł II, mówiąc do Papieskiej Akademii Nauk, że „ewolucja jest czymś więcej, niż teorią” (1996 rok) i dziś przekonuje Bergoglio, że „ewolucja w przyrodzie nie jest nie do pogodzenia z pojęciem stworzenia” (27 października, b.r. do Papieskiej Akademii Nauk).

Kilka dni temu ktoś zwrócił moją uwagę na artykuł zatytułowany:

„Owady zaczęły latać, gdy wzrosła wysokość roślin”

http://kopalniawiedzy.pl/owady-drzewo-filogenetyczne-ewolucja-skrzydla-rosliny-wysokosc-David-Yeates,21367

Najistotniejszy ustęp to: „W miarę jak rośliny stawały się coraz wyższe, owady mogły wspinać się na ich szczyt i zeskakiwać, najpierw szybując, a później machając skrzydłami”.

Tak ponoć twierdzą nowocześni propagatorzy tej nienaukowej materialistycznej ideologii.

Francis Evolution Book

Ten Pan też wierzy w teorię ewolucji…

Pozwolę sobie zasugerować następujące rozwiązanie, które umożliwi raz na zawsze niezbicie udowodnić stosunek tej teorii do prawdy naukowej:

Skoro budynki konstruowane przez człowieka są coraz wyższe, to i windy stają się coraz mniej praktyczne (im wyższy budynek, tym więcej wind potrzeba, a te kosztują, ich utrzymanie i regularny przegląd, kolejki, czekanie, etc.). Wobec tego, pewnie za jakiś czas będziemy się mogli doczekać tego, że człowiek zacznie latać, gdyż wzrasta wysokość budynków. Łatwiej by było dostać się na górę, ale i w dół.

Aby przyśpieszyć procesy ewolucyjne, proponuję wszystkim ewolucjonistom pochodzącym od małpy, aby skakali najpierw z niższych budynków, potem z coraz to wyższych, „najpierw szybując, a później machając skrzydłami”, aż im wszystkim ukształtują się skrzydła.

Albo rozum…

Pelagiusz z Asturii

18 comments on “Ewolucja owadów i ewolucjonistów

  1. Ciekawy artykuł wyjaśniający pochodzenie tej „teorii” nie w XIX wieku, ani nawet w XVIII, ale w I wieku przed Chrystusem czeka na publikację, już dawno przetłumaczony…

    Może w tym miesiącu.

  2. Papierowy Organista pisze:

    Rozśmieszają mnie zdania typu: naukowcy stwierdzili, naukowcy doszli do wniosku, naukowcy odkryli itp. W tej „dziedzinie” nie ma odkryć, bo ewolucjonizm to religia, a nie wiedza. Co najwyżej można mówić o „objawieniu”. Zresztą już samo datowanie, te miliony i miliardy lat opierają się tylko i wyłącznie na osadach w warstwach geologicznych. Toteż wiek skamielin datuje się na podstawie warstw, w których są, a warstwy na podstawie skamielin. Klasyczne błędne koło. Polecam wykłady Kenta Hovinda na stronie dr Dino. Chociaż heretyk i czasem coś palnie, jak mówi o Kościele Katolickim, ale ponad 90% jego wykładów to miażdżenie ewolucjonistów z pozycji czysto logicznych.
    Ewolucjonizm bowiem, jako fałszywa religia, koniecznie musi stać w sprzeczności z ludzkim rozumem, nawet protestanci i niektórzy ateiści to widzą.

    • Szanowny Panie,

      Wykłady Pana Kenta Hovinda polecam wszystkim. Oprócz tego, że heretyk, ale cóż, gdyby dziś Kościół głosił prawdę z całą mocą i swym autorytetem z samego Watykanu, być może ten biedny protestant byłby się nawrócił.

      Jego wykłady sprowadzają teorię „ewolucji” do absurdu. Są czasami wręcz śmieszne.

      A co do datowania, do nawet zdechłe przedwczoraj ślimaki datuje się na miliardy lat tymi „naukowymi” metodami.

      In Christo Rege,
      Pelagiusz

  3. ojciec Torquemada pisze:

    Oni ( modernistyczni sataniści bo tak należy ich nazywać ) nie mają rozumu tylko polipa mózgopodobnego-Bergoglio wkrótce ogłosi np. że świnie ubijane w ubojniach na mięso są męczennikami mordowanymi przez bezbożnych gojów albo że Adam popełnił pierwszy grzech mając postać małpy i dlatego był nieświadomy tego co czynił … Przyznam że ten człowiek jest nawet śmieszny-cały ten cyrk tylko potwierdza że wielu ,, tradycjonalistów ” zwalczających sedewakantyzm uprawia zwyczajny kabaret unacumowski a tym samym doprowadzją swój umysł do bankructwa.

  4. Papierowy Organista pisze:

    Ojcze Torquemada, Bergoglio nie jest śmieszny, bo ma taki charakter, ale jest śmieszny, bo ma takie zadanie. W nowym, wspaniałym świecie z jedną, światową religią nie ma miejsca dla powagi „papieża”, nawet kartonowego. Neokościół jest teraz na etapie ośmieszania papiestwa jako takiego, samego urzędu. Za czasów JP2 była taka mądrość etapu, żeby medialnym „autorytetem” zapędzić młodzież do radosnej twórczości religijnej, za Ratzingera, był krok do tyłu zgodnie z leninowską zasadą NEP-u (dwa kroki do przodu, jeden do tyłu). Bergoglio jest więc znów na etapie dwa do przodu, ewolucja musi trwać, już tam szatani z de Chardinem w roli głównej pilnują.


    • „Hmmm… coś w tym jest, Panie Organisto…”

    • ojciec Torquemada pisze:

      Pier( ) olio, przepraszam, Bergolglio ma za zadanie zbłaznić papiestwo i tu pan Papierowy Organista ma słuszność. Mnie rozśmieszają wszelkiej maści indultowcy i lefebryści -boją się sedewakantyzmu jak ognia bo to stanowisko burzy cały ich świat trydenckich teatrów i przedstawień w oparach kadzidła i lektury ,, Masonitas -Christianitas”-dla mnie te grupki są żywo wzięte z Gombrowiczowskich bazgrołów , ostatnio ich naczelny guru Milcarek udowadniając ważnośc święconek w NOM-ie twierdzi że nasz katolicki rytuał konsekracji biskupich sięga tylko końca XVI stulecia , podobnie jak według nich Msza Trydencka powstała na Soborze Trydenckim , w końcu w imię świętego posłuszeństwa soborackiej sekcie będą pewnie niedługo wszczepiać sobie bioczipy i czyścić podłogi w braciszkowych bożnicach – jako że większość z nich lubuje się w cytowaniu świętego Tomasza z Akwinu i grania roli intelektualistów pełnią oni rolę odpowiednika leninowskich ,, użytecznych idiotów ”.

  5. Dziękuję Panom Papierowemu Organiści i Pelagiuszowi za wspomnienie o Panu Kencie Hovindzie i jego wykładach. Szukałem właśnie czegoś podobnego tj. materiałów obalających brednie sekciarzy ewolucjonistów. Chciałem w tym miejscu, spytać… Pan Hovind jak wspomnieli Panowie jest duchowym spadkobiercom (piątej wody po kisielu) protestantów.. dlatego zastanawia mnie jego rozumienie, „wykładanie”(?) Pisma Świętego – na ile jego rozumienie Pisma Św w tematyce którą porusza, jest kompatybilne z Rzymsko-Katolickim? Jak Matka Nasza Kościół Święty te sprawy wykłada? Chciałbym także zapytać… Jakie powinno by właściwe podejście, stosunek Rzymskiego-Katolika do Pisma Świętego.. tj. czy Pismo Święte należy rozumieć dosłownie, czy jak… ? Myślę że w obecnej post vaticanum II dobie, panuje w tym względzie pewien zamęt… wiele przekładów, i „róbta co chceta”… Pozdrawiam.

    • Szanowny Panie,

      Ośmielę się powiedzieć, że rozumienie Pisma św. przez niektórych dzisiejszych protestantów jest bliższe katolickiemu, niż dzisiejszych modernistów.
      Znaczenie Pisma św. może być trojakie, o ile pamiętam: metaforyczne, alegoryczne i dosłowne. Niekiedy wszystkie trzy rozumienia stosują się do tych samych słów, niekiedy tylko jedno lub dwa.

      Jeśli kiedyś znajdę czas, postaram się streścić tę tematykę lub przetłumaczyć fragmenty ciekawego dzieła na temat Pisma świętego pewnego dawnego francuskiego kapłana, x. Glaire (+1879).

      U modernistów szczególnie neguje się dosłowne rozumienie Pisma świętego, a preferuje się alegoryczne i metaforyczne, aby uzasadnić różne mamienia szatańskie heretyckiej sekty Novus Ordo.

      In Christo Rege,
      Pelagiusz

  6. Nawet protestanci rozumieją: „Przyjęcie przez Papieża ewolucji sprowadza nas o krok bliżej do jednej światowej religii”
    http://endoftheamericandream.com/archives/the-popes-embrace-of-evolution-brings-us-one-step-closer-to-a-one-world-religion

  7. Papierowy Organista pisze:

    Panie Pelagiuszu i Panie Piotrze z Częstochowy. Św. Augustyn, inni Ojcowie Kościoła, no i za nimi oczywiście św. Tomasz z Akwinu zgodnie twierdzą, że należy się trzymać dosłownych znaczeń, o ile nie stoi to w sprzeczności z teologią (nauką ewangeliczną ogólnie pojętą). Natomiast zasadniczo w teologicznych rozważaniach ewangelicznych, czy starotestamentalnych zawsze było przyjęte znaczenie ANALOGICZNE. Metafora, alegoria, dosłowność itp są to tylko sposoby mówienia, natomiast rozumienie powinno być analogiczne, czyli przez porównanie (porównanie zawsze wznosi nas od pojęcia szczegółowego do ogólnego, czyli ma kierunek wznoszący – stąd właśnie słowo analogia. Ana to wzwyż, w przeciwieństwie do kata – w dół). Inaczej mówiąc, szukamy proporcji między znaczeniem zdań, wniosków dosłownych i przenosimy to na równoległe rozumienie „duchowe”, czyli rozumowe. Po zredukowaniu pojęć zostają nam „gołe” proporcje, które ze sobą porównujemy. O prawdzie logicznej decyduje wtedy, czy te dwie proporcje są tożsame, ewentualnie zgodne i sensowne. Zresztą świat duchowy i jego porządek, sprawy i zależności możemy poznać tylko porównując do świata widzialnego.
    XX teza tomistyczna brzmi: Przez formy umysłowe poznajemy bezpośrednio byty ogólne (prawda logiczna co do bytu – nawiasy moje); byty jednostkowe poznajemy zmysłami (czyli byty materialne, świat widzialny), a także umysłem przez zwrot ku wyobrażeniom; do poznania zaś bytów duchowych wznosimy się drogą analogii (czyli ten ostatni etap dokonuje się już bez zwrotu ku wyobrażeniom. Ale z kolei to oznacza, że nasze poznanie bytów duchowych w tym ziemskim życiu jest niejasne, nie wprost, pisze o tym zresztą św. Paweł).
    Inaczej mówiąc, Pismo Św. mówi do naszego rozumu, czyli do duszy. Jeśli przy czytaniu Pisma św. wyłączymy myślenie w sensie ścisłym, to wpadniemy w pułapkę przymierzania Pisma do „zdobyczy współczesnej nauki”. Jeśli Mojżesz mógł wyjaśnić skutecznie całą teologię stworzenia, grzech pierworodny itp. nieokrzesanemu ludowi za pomocą prostych alegorii i analogii, to znaczy, że można i teraz, a cała to „wiedza” raczej nam tylko przeszkadza w rozumieniu Pisma.
    „Grzechem” Kenta Hovinda, moim zdaniem, jest sprowadzanie całego opisu stworzenia do wyjaśnienia przyrodniczego, ale ogólnie jest na pewno bardziej „katolicki” niż współczesne ewolucjonistyczne brednie w neokościele.
    Dlatego polecam katolikom NIE CZYTANIE PISMA ŚW. TYLKO ZATWIERDZONE PRZEZ KOŚCIÓŁ INTERPRETACJE. Katolicy powinni najpierw czytać (po zaznajomieniu się z Katechizmem jako podstawą) św. Tomaszów, Augustynów, Bellarminów, a nadto, a może przede wszystkim encykliki papieży, a potem ewentualnie Pismo. Przecież cały protestantyzm się zasadza na negowaniu nauki Kościoła, przede wszystkim co do Pisma i kultu (sola scriptura Lutra). Więc właśnie powinniśmy przylgnąć do tych świętych teologów, którzy bezbłędnie wyjaśniali znaczenie Pisma Św. i od nich uczyć się interpretacji.
    Święty Tomasz w encyklikach XIX-wiecznych i XX-wiecznych papieży był stawiany jako wzór scholastyczny, ideał teologa. Czytajmy więc św. Tomasza, zwłaszcza, że większość z nas nie ma czasu na studiowanie wszystkiego z tego zakresu. Wybierzmy więc najlepszego.
    Jeśli lektura św. Tomasza okaże się za trudna na początku, polecam podszkolić się w logice formalnej. Na stronie Ultramontes jest dostępne ksero ks. dr Franciszka Kautnego : Propedeutyka filozoficzna. Albo poczytać nieco Arystotelesa.
    Pamiętajmy, że za interpretacje Pisma Św. brali się uczeni najwyższych lotów, znający świetnie języki starożytne, filozofię, teologię, prawo, historię, często nauki przyrodnicze też. Zapytajmy samych siebie, zanim samodzielnie weźmiemy się do czytania Pisma Św, jak się mamy do tych ludzi i może trochę spokorniejemy.

    • Szanowny Panie,

      Kościół nigdy nie nalegał, aby wierni czytali Pismo święte sami. Wręcz odradzano tego, a to z prostej przyczyny, o której Pan pisze, że mało kto ma wystarczającą wiedzę, aby zrozumieć zawiłości Pisma. Wystarczy czytać pisma świętych, aby swe życie duchowe wzbogadzić i osiągnąć nawet wysokie stopnie rozwoju duchowego.

      Na pierwszym miejscu będą to pisma św. Tomasza z Akwinu, nie bez powodu zwanego Doktorem powszechnym (Doctor communis).

      In Christo Rege,
      Pelagiusz

      • ojciec Torquemada pisze:

        To prawda-czytanie Pisma świętego winno być przywilejem ludzi wykształconych-nie bez powodu przez całe wieki katolik aby móc czytać Pismo musiał mieć na to pozwolenie swojego proboszcza lub biskupa, takie są też kanony św. Soboru Trydenckiego.

    • Dziękuję za odpowiedź szanownym Panom. Czy Panowie mogli by podać tytuły(?) zatwierdzonych przez Kościół interpretacji Pisma Świętego? Czy można coś takiego zwyczajnie kupić w księgarni? Pozdrawiam

      • Szanowny Panie,

        Ja mam komentarz św. Tomasza z Akwinu do Ewangelyj, po łacinie, niestety brak mi jednego tomu. Do tego dobra jest Catena aurea, wydało ją po polsku wydawnictwo Dębogóra/Klub Książki Katolickiej (bez daty, ale dość nowe, około 2005-2010). Raczej w innych językach mam tego rodzaju książki (na przykład x. Glaire, Introduction à l’Ecriture Sainte czy komentarze do Pisma św. o. Salesa OP po włosku, ale mam tom tylko do Psalmów).

        Ogólnie wszystko przedsoborowe winno być dobre, choć z egzegezą (jak i z liturgią) było najgorzej już przed soborem. Cała ta nowoczesna egzegeza zresztą to wynalazek protestancki.

        In Christo Rege,
        Pelagiusz

  8. Romano pisze:

    Ciekawi mnie jak wygląda z teologicznego punktu widzenia sprawa „neo świętych, a właściwie neo męczenników” ,a dokładniej – J. Popiełuszko.
    przecież jego święcenia były w nowym – modernistycznym rycie, podobnie msze, z tego co widziałem to podejście do młodzieży też bardziej „lolkowe”…, a męczeństwo bardziej mi się kojarzy z tymi osobami, które prawdziwie broniły świętej wiary, a nie bratało się z heretykami po szopce SW II.
    Wykłady z Pisma Świętego – tylko które wydanie należy brać pod uwagę…
    Bardzo udany i wartościowy wstęp napisał ks. J. Archutowski do encykliki „Providentissimus Deus” – Leon XIII, wydanie 1934 r.
    Moderniści mieszali zawsze, choć początki były „skromne” a teraz to końcowy etap śniegowej kuli…

    • Szanowny Panie,

      Do świętości przede wszystkim potrzebna jest wiara.
      Odprawianie Novus Ordo i bycie członkiem modernistycznego systemu z pewnością to wyklucza.
      Dlatego w moim mniemaniu żaden tego typu człowiek nigdy nie będzie ogłoszony przez Kościół świętym.
      Co nie oznacza, rzecz jasna, że nie mógł dostąpić zbawienia.

      Co do Pisma świętego, należy czytać komentarze, im dawniejsze, tym lepsze. Już niektóre przedsoborowe tchną modernizmem, jeszcze zakamuflowanym lub niby niewinnym.

      Co do wydania Pisma świętego, o ile wiem, tylko tak zwana Biblia Wujka była zatwierdzona przez Kościół. Na pewno nie tak zwana Biblia Tysiąclecia (zwana przez wielu „Biblią Tysiąca Błędów), ani Biblia Jerozolimska, która w języku polskim jest niczym innym, jak Biblią Tysiąclecia z tłumaczeniem komentarzy i przypisów z Biblii Jerozolimskiej.

      In Christo Rege,
      Pelagiusz

  9. Papierowy Organista pisze:

    Sprawa „świętych” w neokościele będzie znana na Sądzie Ostatecznym, jak sądzę. Generalnie „kanonizacje” posoborowe mają na celu reklamę reform V2. Biegunka kanonizacyjna ma podpierać herezję o powszechności zbawienia. Jednak w poszczególnych przypadkach zasługi mogą być policzone z prawa naturalnego u innowierców (modernistów). Trzeba brać tu pod uwagę niezawinioną czy nieprzezwyciężoną ignorancję takich ludzi jak Popiełuszko. Ale z kolei oznacza to większą odpowiedzialność wyższej hierarchii za taki stan wśród kleru posoborowego.
    Z drugiej strony taki Popiełuszko był dla Glempa wielkim kłopotem, którego byłby się chętnie pozbył, bo mu psuł kombinacje dogadywania się z komuchami. Zresztą w całej sprawie z Popiełuszką najbardziej niewygodny dla hierarchii stał się fakt szybkiego ujawnienia zbrodni, a nie jej dokonania. Ale tak to już jest, że chytry dwa razy traci. Solidarność dostała „męczennika”, którego nie mogła zignorować ani władza, ani hierarchia.
    A co do Pisma Św. to wiadomo, tylko Wujek. Posoborowe „tłumaczenia” były celowo „błędne”. Wokół tych najbardziej przekręconych tłumaczeń koncentrują się, na przykład, „charyzmatycy”.
    Na przykład: Syn Boży, istniejąc w postaci ludzkiej, NIE SKORZYSTAŁ ZE SPOSOBNOŚCI (oryginalnie – nie uznał za drapiestwo, przywłaszczenie), by być na równi z Bogiem. Zamiana znaczenia o sto osiemdziesiąt stopni.
    Albo na przykład z listu do Rzymian, św. Paweł wymienia (wśród innych) „samołożców”, czyli po naszemu onanistów (płci obojga), którzy nie dostąpią zbawienia. Teraz próżno tego szukać, są tylko jacyś ogólni „rozpustnicy”. Masa takich przekręceń, niedomówień, rażących, a czasem wręcz śmiesznych (byłoby śmiesznie, gdyby nie chodziło o zbawienie duszy).

Zostaw komentarz

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s