Bergoglio „kanonizowany” jeszcze za życia przez Ratzingera

JPII Funny GuySekta Novus Ordo, okupująca Watykan do ponad półwiecza, już w takim stopniu ogarnęła umysły swoich adeptów, że nikomu nie wydaje się chociażby dziwnym, iż wszyscy soborowi „papieże” byli „świętymi”.

Po fałszywej „kanonizacji” Jana XXIII, który rozpoczął odgórną rewolucję w Kościele, oraz Jana Pawła II, który jej zgniłe owoce rozwoził po całym świecie, kolej na następnych „papieży” Novus Ordo. Sprawa Pawła VI ruszyła już prędko do przodu, i to zaledwie dni po śmierci x. Ludwika Villi (listopad/grudzień 2012), który znaczą część swego apostolatu poświęcił blokowaniu procesu Montiniego. Ma on być „beatyfikowany” 19 października bieżącego roku.

Z nieżyjących pozostał już tylko Jan Paweł I, który prędko zakończył swój żywot w jak dotąd nie do końca wyjaśnionychclown-bergoglio okolicznościach po zaledwie trzydziesto trzy dniowym „pontyfikacie”. Ale i ten „pontyfikat” nie jest zbyt krótki, by otrzymać znamię świętości sekty Novus Ordo. Otóż, jak podaje „Catholic News Agency” i wiele innych portali, sprawa „beatyfikacji” Lucianiego postępuje, ponieważ ukończone positio zostanie przedłożone kongregacji zajmującej się pseudokanonizacjami.

Wszyscy bowiem architekci nowej soborowej religii oraz jej najbardziej zasłużeni propagatorzy muszą stanowić wzór postępowania dla wszystkich określających się jako katolicy.

Pozostaje tylko czekać, aż ta kpina ze wszystkiego, co święte, obejmie również i Bergoglio, i Ratzingera. Jeden mógłby drugiego kanonizować. Jeszcze za życia. I nikt by się nie zdziwił.

Pelagiusz z Asturii

Reklamy

4 comments on “Bergoglio „kanonizowany” jeszcze za życia przez Ratzingera

  1. dzieńdoberek pisze:

    Przeciętny wojtylianin nie odróżnia beatyfikacji od kanonizacji więc tym bardziej trudno mu będzie zastanawiać się nad (nie)świętością JPII.

    Po 12 latach religii w szkole większe jest prawdopodobieństwo zostania niewierzącym niz katolikiem – to jest jeden z owoców świętości JPII.

    Przy takiej dawce stręczenia nieświętością JPII ze środków masowej propagandy wojtylianin ma zakodowane że JPII jest święty ponieważ jest święty albo „cały świat tak mówi”.

    Ale się też złożyło:
    przyjaciel sodomitów Jorge Bergoglio Franciszek ustanowi patrona homoseksualistów sekty wojtyliańskiej – kanonizuje sodomitę Pawła VI.
    Pytanie który Montini będzie kanonizowany oryginał czy sobowtór?

    ————————–
    John Paul I was murdered after 33 days of his
    pontificate. It was Father Villa who ordered
    Card. Palazzini to conduct an autopsy. Three
    autopsies were conducted, which were called
    “medical examinations” and they all ended up
    with the verdict: “Assassinated!”

    Chiesa Viva – Who is Father Luigi Villa?

    Autopsje / badanie zwłok wykazały Jan Paweł I zamordowany.

    ——————-
    Cardinal Villot, one of the Masons of the “Pecorelli’s List” with da-
    ta: 6/8/166, 041/3, JEANNI, was the son of parents who belonged to
    the Rosicrucian Lodge and he was a Rosicrucian.
    In the recent book by G. Galeazzi and F. Pinotti, “Wojtyla Secret,”
    Card. Villot and Msgr. Marcinkus are indicated as the perpetrators
    of the assassination of John Paul I.
    Malachi Martin, in his book “Windswept House”, indicates Jean-
    Marie Villot as a participant in the Black Mass celebrated in the
    Pauline Chapel in the Vatican, on June 29, 1963.
    —————–
    Sprawcami zamordowania Jana Pawła I byli okupanci watykańscy kard. Villot i bp. Marcinkus

    Chiesa Viva nr 45, 7-8/2012

    No ale JP II powiedział zaraz po morderstwie ” Nie lekajcie się” i nie wyjaśnił morderstwa…
    Rust in peace – Niech rdzewieją w pokoju – jak to mawiają koledzy okupantów watykańskich;)
    http://wolna-polska.pl/wiadomosci/wolnomularstwo-watykan-2014-04

    • Szanowny Panie,

      Czy PVI miał sobowtóra, czy nie, nie ma żadnego znaczenia dla sytuacji w Kościele. I „jeden” i „drugi” niszczył Kościół.

      Jedno z ostatnich zdań winno brzmieć: „Sprawcami zamordowania okupanta Watykanu Jana Pawła I byli okupanci watykańscy kard. Villot i bp. Marcinkus”. Toć to wszystko jedna modernistyczna zgraja, w tym, że tak, jak w masonerii, jeden cel, ale różne frakcje. W ten sposób szybciej osiąga się cel, poprzez wzajemne współzawodnictwo.

      In Christo Rege,
      Pelagiusz

  2. Katolik pisze:

    Mam prośbę: jaka powinna być ortodoksyjna odpowiedź na poniższy problem teologiczny?

    Teza: człowiek tworzy wspólnotę z Bogiem

    Zarzut: człowiek nie może tworzyć wspólnoty z Bogiem, ponieważ A: pojęcie wspólnoty zakłada równorzędność relacji (człowiek jest bytem niedoskonałym, Bóg jest bytem doskonałym); B: wspólnota oznacza wymianę darów (a człowiek nie może nic dać Bogu, bo Bóg jest bytem absolutnym, nie mającym żadnych braków)

    Argument Kościoła: jak stwierdził Benedykt XVI, owszem, przed przyjściem Chrystusa człowiek nic nie mógł ofiarować Bogu, czego Bóg by sam nie mógł posiąść. Jednak przez wcielenie Chrystus stał się człowiekiem, a ponieważ był Bogiem jego człowieczeństwo było doskonałe.

    Wniosek: ofiara Chrystusa złożona na krzyżu (którą było „człowieczeństwo doskonałe”), złożona w imieniu całej ludzkości, została przez Boga przyjęta, ponieważ była ofiarą doskonałą. Od tego momentu tworzy się wspólnota człowieka z Bogiem.

    Wątpliwość: po co Bogu była potrzebna ofiara „człowieczeństwa doskonałego”?

    Kontrargument heretycki I: jeśli Bóg przyjął ofiarę „człowieczeństwa doskonałego” to znaczy, że nie był Bogiem, gdyż przyjęcie daru oznaczało jego wcześniejszy brak, a Bóg jest bytem doskonałym, to znaczy nie ma w nim żadnych braków.

    Kontrargument heretycki II: owszem, Bóg Ojciec był Bogiem przed przyjęciem daru „człowieczeństwa doskonałego”, ale w wyniku przyjęcia tego daru Bóg Ojciec stał się człowiekiem i stracił swoją boskość.

    • Szanowny Panie,

      Pozwolę sobie na następującą garstkę przemyśleń, nie do końca bardzo teologicznych, jako że teologiem nie jestem i nie wygląda na to, bym miał mieć czas na zgłębienie poruszanych tu zagadnień od strony teologicznej, a dokładniej teologii dogmatycznej, w której obszarze się tu poruszamy.

      Wspólnota jest pewną relacją. Relacja jest przypadłością (jedną z kategoryj), która „jest w” podmiocie (accidentis esse est inesse).
      Relacja, zwana też stosunkiem, składa się z trzech „elementów”: podmiotu, przedmiotu i racji, czy fundamentu, owej relacji. Podmiot i przedmiot są korelatami tej relacji, racja stosunku jest fundamentem, tym, co łączy podmiot i przedmiot, łac. tertium comparationis. Oczywiście podmiot i przedmiot mogą się odwracać, jeśli zachodzi jakaś racja przeciwnej relacji.

      Teoretycznie zatem zachodzić może relacja między Bogiem a człowiekiem, ale też między człowiekiem a Bogiem.

      Bóg z racji tej, że wszystko stworzył, jest w relacji do swego stworzenia. Wszystko, co istnieje, jako stworzone przez Boga, znajduje się w relacji do Boga. To pierwszy możliwy stosunek, najbardziej fundamentalny, człowieka do Boga i vice versa.

      Pojęcie wspólnoty zakłada pewną wspólność w relacji jednego do drugiego i vice versa. Nie musi to być relacja równorzędna, jak jest w zformułowanym przez Pana zarzucie (albo: zależy, jak mamy rozumieć ową „równorzędność”). Tak przynajmniej się potocznie określa wspólnotę. Pomocne tu będą rozważania Arystotelesa o przyjaźni (zawarte głównie w Etyce nikomachejskiej), a rozwinięte w traktacie o miłości (De caritate) Sumy teologicznej św. Tomasza.

      W największym skrócie, według Arystotelesa (i tak rzeczywiście jest, inne teorie przyjaźni mniej lub bardziej kuleją), im więcej wspólnego jeden ma z drugim, tym silniejsza i trwalsza przyjaźń. Dalej, im wyższego rzędu są dobra wspólne dzielone przez przyjaciół, tym przyjaźń silniejsza, trwalsza, prawdziwsza, wyższa. To wielki skrót, ale niech to wystarczy.

      Widzieliśmy już więc, że pewna relacja istnieje między człowiekiem a Bogiem z racji stworzenia (Bóg – stworzyciel, człowiek – stworzony). Wspólnota ta więc polega na posiadaniu istnienia, dzieleniu tego istnienia, którym jest Bóg (Bóg się sam określa w Starym Testamencie jako sam byt, „ego sum qui sum”, „jestem, który jestem”, filozofia definiuje Boga jako „ipsum esse subsistens”, co doskonale odpowiada definicji starotestamentalnej), aczkolwiek w innym stopniu. Mając istnienie od Boga, który sam jest istnieniem, możemy powiedzieć, iż zachodzi wspólnota z Bogiem z racji otrzymanego istnienia. Ale to dość podstawowa relacja, która niczym nas nie odróżnia od kamienia, trawy czy bydła.

      Tak na marginesie, panteista wysunie zarzut (i podobny wysunął zresztą żydek Baruch Spinoza): skoro Bóg to istnienie, my też istniejemy, a istnienie mamy od Boga, więc jesteśmy jedną substancją… Jednakże tak nie jest: Bóg istnieje z konieczności, a my jako byty przygodne, u Boga istota to istnienie, u nas istota jest całkowicie odrębna od istnienia.

      To powiedziawszy, w wyższym stopniu niż wszystkie inne stworzenia człowiek może stanowić wspólnotę z Bogiem. Bóg rzeczywiście jest istotą doskonałą, a człowiek nie. Jednakże, Bóg przez Syna Swego Jednorodzonego udzielił nam łaski, która jest uczestnictwem w Jego Boskim życiu. Łaska z samej swej natury jest darem, jest darmowa.

      Sam Bóg nas podniósł do tej wspólnoty wyższego rzędu z nim samym, wspólnoty odpowiadającej naturze rozumnej człowieka, ale jej nie przysługującej z natury. Nie możemy powiedzieć więc, że z natury możemy coś Bogu dać, czego by Mu brakowało, lub czego by potrzebował. Ale jako odpowiedź na darmowe uczestnictwo w Jego Boskim życiu Bóg oczekuje od swych rozumnych stworzeń poznawania Go, kochania, „służenia Mu w duchu i prawdzie”. W ten sposób zyskujemy przychylność Boga.

      Jednakże Bóg ani nie potrzebuje tego, ani Mu tego nie brakuje. Jest to wymagane od nas propter nos, ze względu na nas, a nie ze względu na Boga, który jest bytem doskonałym. Tym bardziej więc jest tak z Ofiarą Krzyżową, która nam wysłużyła łaskę w ogóle. Byśmy mogli uczestniczyć w życiu Bożym Bóg zechciał nam taką możliwość udostępnić.

      Najwyższego możliwego dla człowieka rzędu wspólnota z Bogiem zasadza się na łasce, a ta jest nam wysłużona przez Chrystusa na krzyżu. Prawdą jest więc, że od Wielkiego Piątku taka relacja między Bogiem a człowiekiem istnieje. Ale, jak już zauważyłem, Ofiara Krzyżowa nie była Bogu potrzebna dla Niego samego, ale ze względu na człowieka, aby sprawiedliwości stało się zadość i by człowiek mógł ponownie odzyskać przychylność swego Stwórcy. Istnieje temat dysputowany między teologami, a mianowicie, gdyby człowiek nie był zgrzeszył, czy Bóg podniósłby go był do porządku nadprzyrodzonego innym sposobem, niż Ofiara Syna Bożego, która nie byłaby w ogóle potrzebna, gdyby człowiek nie był zgrzeszył. Ciekawy temat, ale go nigdy nie badałem.

      Przyjęcie zaś daru Ofiary Doskonałej nie zakłada żadnego braku ze strony przyjmującego. Daru tego nie należy rozpatrywać zbytnio „materialnie”, na sposób jakiegoś przekazywanego przedmiotu. Tu chodzi raczej o pewne wyrównanie sprawiedliwości, podniesienie człowieka do porządku Boskiej łaski, umożliwienie nam tej bliższej relacji z Bogiem, jaka nie była możliwa bez łaski, a która jak najbardziej odpowiada naszej rozumnej naturze.

      Tak więc pozwoliłem sobie odpowiedzieć, raczej spisując kilka myśli filozoficznych i innych niż ściśle teologicznie odpowiadając na problem z dziedziny teologii dogmatycznej. Być może któryś z Czytelników bardziej obeznany z teologią będzie w stanie lepiej odpowiedzieć. Rzuciwszy też przy okazji okiem na trzecią część (III Pars) Sumy teologicznej, widzę, że zwłaszcza kwestie I, XLVI, XLIX mogą być pomocne w dokładniejszej odpowiedzi, bardziej teologicznej. No i oczywiście jakiś podręcznik z teologii dogmatycznej.

      In Christo Rege,
      Pelagiusz

Zostaw komentarz

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s