„W tym leży tajemnica powodzenia, aby być gotowym” (katolicyzm integralny)

„W tym leży tajemnica powodzenia, aby być gotowym”
x. prałat Robert Mäder

San Pio X 3Pewnego razu przyszli do papieża Piusa moderniści. Jeden z nich, profesor wszechnicy, chcąc go podejść zapytał: Ojcze Święty, które jest najnowsze przykazanie w Zakonie? Pius odpowiedział: Kochaj Pana Boga swego z całego serca, z całej duszy i ze wszystkich sił swoich. To jest najnowsze i najaktualniejsze przykazanie. Moderniści wrócili smutni do domu, każdy do ojczyzny swojej. Przekonali się, że z papieżem targu nie ma, że u niego polityka Krzyża stać będzie zawsze ponad wszelkimi zamierzeniami i rozważaniami dyplomacji ludzkiej.

W całym Piśmie św. nie znam nic, co by na pozór tak niewinnie, a w rzeczywistści tak nieubłaganie brzmiało, jak to najgłówniejsze przykazanie, z którego widzę, że niektórzy chrześcijanie znają już tylko osłabiony sens zakończenia. Nie znam nic, co by było w większej sprzeczności z tak zwanym modernizmem – tym zawieszeniem broni i zbrataniem się z duchem czasu – od tego przykazania pełnej miłości.

Co mówi połowiczny katolicyzm? Milczmy! Nie mówmy ciągle o naszych twardych prawdach, o naszych nieubłaganych przykazaniach, o naszych niemiłych zwyczajach, o naszych uroszczeniach. Milczmy o znoszonych krzywdach, o ograbionych klasztorach, wypędzonych zakonach, zakazanych procesjach, o państwie kościelnym, o przywróceniu niepodległości i wolności głowie Kościoła!

Milczmy, gdy nas usuwają z państwa, ze szkoły i stowarzyszeń! Przemilczmy kłamstwa historyczne nauczycieli, zaczepki prasy, dokuczliwości w biurach i warsztatach!! Nie urządzajmy żadnych historii. Stanowimy przecież mniejszość. Cnotą, która przystoi mniejszości i najwięcej zjednuje względów, jest skromność i dobre wychowanie.

A jeżeli mamy mówić, to tylko w uroczystych okolicznościach, aby zaznaczyć swoje zapatrywanie. Nie zabierajmy głosu wszędzie i nie za często, i nie za głośno!!

My także jesteśmy katolikami. Równie dobrymi, jak inni. I chcemy nimi pozostać. Tylko nasz katolicyzm cichszy, skromniejszy, cierpliwszy, mniej głośno występujący, mniej energicznie domagający się! My dalej zajdziemy. Więcej osiągniemy. Więc milczmy!

Jakież są następstwa takiej taktyki? Najpierw mówi się cicho, potem milknie się tu i ówdzie. Potem stale. Potem prawda i prawo bywają zapomniane, potem porzucone, a na ostatku zaprzane. Dzieci nie słyszą już o nim. Wzrasta pokolenie, dla którego pewne prawdy stają się obce, przestarzałe i niepotrzebne. Milczący katolicyzm staje się śpiącym, śpiący – umierającym, umierający – martwym.

Co jeszcze mówi półkatolicyzm? Czekajmy! Półkatolicyzm mówi dużo o korzystnej chwili, odpowiednich momentach, o potrzebie uwzględnienia okoliczności. Marnujemy drogocenny czas na badanie, rozważanie, ponowne obmyślanie – tylko nic nie obalić, odesłać do komisji i jak tam brzmią te wszystkie piękne słowa zwolenników zbyt wielkiej powolności.

I to się dzieje w czasach, gdy drżą wszystkie fundamenty, wszystkie tamy pękają, łamią się wszystkie zapory. Gdy płomienie ogarniają wszystkie kąty, my siedzimy wygodnie, pocieszając się, że przyjdzie dzień, w którym protestanci przestaną protestować, wolnomularze rozprawiać o humanitaryzmie, socjaliści szanować zaczną autorytet, rodzinę i własność, a więc zło przestanie być złem, a fałsz fałszem. O! my jesteśmy więcej niż naiwni!

Wszystko ma swój czas. Nie każda chwila nadaje się do dzieła. Ale co innego przesunąć czas ofensywy, a co innego zaniedbać potrzebnych przygotowań. Na przygotowanie do walki nigdy nie jest za wcześnie. W tym leży tajemnica powodzenia, aby być gotowym pięć minut przed rozpoczęciem. Zazwyczaj rozpoczyna się prędzej niż się spodziewamy.  

Również niemądrze jest liczyć, że przyszłość nakarmi nas gotowym owocem bez żadnego z naszej strony trudu. Przeciwnicy dadzą nam to jedynie, do czego będą zmuszeni, to znaczy, co my lub okoliczności na nich wymogą. Dlatego nie możemy wierzyć w sprawiedliwość naszych nieprzyjaciół. Bo albo nasi nieprzyjaciele są niesprawiedliwi, ponieważ są naszymi nieprzyjaciółmi, albo są sprawiedliwi i dlatego są naszymi przyjaciółmi.

Nie czekajmy dłużej. Zegar się spieszy. Spełnijmy obowiązek, żądajmy chrztu i bierzmowania.

Co mówi jeszcze półkatolicyzm?

Działajmy wspólnie. Opuśćcie fronty, zniszczcie broń. Znieście fortece. Hasłem niech będzie: przy sobie i ze sobą zamiast przeciw sobie. Wszyscy dobrej woli – a świat jest ich pełen! – niech podadzą sobie ręce do jednolitego frontu partii porządku!

A więc międzywyznaniowość na miejsce wyznaniowości, wspólny pochód zamiast osobistych marszów. Wyłączyć religię z polityki, z gospodarstwa, ze szkoły, nauki i sztuki!

Nie ma większego niebezpieczeństwa dla Kościoła nad to ogólne wyłączenie jego wpływu ze wszystkich tak zwanych neutralnych zagadnień życia. Wy połowiczni chcielibyście jechać na ślepo, wcisnąć się w tłum, a z neutralnych pozycji się cofać. Wy połowiczni! Ale słuchajcie, co pisze Pius wielki w pamiętnej encyklice (Encyklika św. Piusa X Pascendi Dominici gregis z 8.09.1907 r.).

Jeżeli się wyłączy religię z udziału w życiu np. gospodarczym, to wkrótce usuniętą zostanie i z innych dziedzin praktycznego życia. I tak dojdzie się do bezwyznaniowości, tzn. do zaparcia się krótką drogą wszelkiej religii.

Co mówi jeszcze półkatolicyzm? Wyjdźmy na spotkanie! Katarzyna Emmerich widziała w objawieniu Kościół w kształcie majestatycznej katedry. Przed portalem znajdowała się głęboka rozpadlina. Po drugiej stronie tej przepaści czekał olbrzymi tłum ludzki, który chętnie byłby wszedł do świątyni, gdyby go od niej nie dzieliła ta przepaść.

Księża znaleźli jednak radę. Poszli do kościoła, odłamywali blok za blokiem z głównego ołtarza i rzucali w ten sposób zdobyte marmury w przepaść, póki się nie wypełniła.

Cel był osiągnięty. Most nad przepaścią zrobiony. Tłum rzucił się z radością na wyrównaną rozpadlinę, witając księży jako przyjaciół ludzkości. Ludzie padli sobie w ramiona i płakali z miłości i radości, gdyż znikły różnice. W tryumfie wkroczono do świątyni. Lecz gdy się z bliska przyjrzano, zobaczono, że tam nie było – tabernakulum! Na co się zda wyjście na spotkanie, jeśli się sami zatracimy, przestaniemy być sobą? Leon XIII, wielki papież pokoju, powiedział: Nic tak Kościołowi nie zaszkodziło, jak ta wieczna ustępliwość. Zawsze jesteśmy tymi, co tracą.

Co mówi katolicyzm całkowity? Co mówi Chrystus? Kochaj Pana Boga swego z całej duszy, z całego serca, ze wszystkich sił swoich. To pierwsze. To największe przykazanie. Niech je nazywają przesadą, krańcowością i jednostronnością; ale to jest najgłówniejsze przykazanie chrystianizmu. Całe serce i całą inteligencję oddać Jednemu i Jedynemu. Należysz do Boga. On jest celem Twojego życia. Czy to polityk, czy przemysłowiec, bankier, wieśniak czy robotnik, może i musi znać tylko to jedno zadanie życia.

Cała nowoczesna wiedza, cały nowoczesny przemysł, cała nowoczesna polityka, jeśli o tym zapomina, jest wielką omyłką.

Przeto nie będziemy nigdy milczeć, gdy o tym jednym zapominać będą! Nigdy nie będziemy czekali, gdzie to jedno wypowiedziane być powinno. Nigdy nie będziemy współdziałali, jeżeli to jedno nie będzie punktem środkowym. Nigdy nie pójdziemy na rękę, gdzie z tego jednego choćby kreseczkę poświęcić by trzeba.

Jesteśmy ludźmi. Nie dorównamy nigdy naszym ideałom. Ale w przeciwieństwie do umniejszonego tchórzliwego katolicyzmu wiemy przynajmniej, czym jest religia, i powiemy z O. de Lagarde: Ona jest wszędzie albo nigdzie. Jest wszystkim albo niczym. Jest cesarzem albo żebrakiem. Jest duszą albo trupem. Precz z pedałami i hamulcem! Do wspinania się wzwyż tych rzeczy nie potrzeba. Ewangelia i cnota ich nie znają.

Za: x. prałat Robert Mäder, Jestem katolikiem! Rozważania antyliberalne, Wydawnictwo Te Deum, Warszawa 2000, rozdział „Pedały i hamulec” (całość), s. 48-53. Jest to w mniemaniu Pelagiusza jedna z najlepszych książek na nasze czasy. Tytuł niniejszego wpisu pochodzi od skryby. Podkreślenia od Pelagiusza.

3 comments on “„W tym leży tajemnica powodzenia, aby być gotowym” (katolicyzm integralny)

  1. Teresa Sikora pisze:

    Cytuję pewien fragment z powyższego tekstu:

    „Wyjdźmy na spotkanie! Katarzyna Emmerich widziała w objawieniu Kościół w kształcie majestatycznej katedry. Przed portalem znajdowała się głęboka rozpadlina. Po drugiej stronie tej przepaści czekał olbrzymi tłum ludzki, który chętnie byłby wszedł do świątyni, gdyby go od niej nie dzieliła ta przepaść.

    Księża znaleźli jednak radę. Poszli do kościoła, odłamywali blok za blokiem z głównego ołtarza i rzucali w ten sposób zdobyte marmury w przepaść, póki się nie wypełniła.

    Cel był osiągnięty. Most nad przepaścią zrobiony. Tłum rzucił się z radością na wyrównaną rozpadlinę, witając księży jako przyjaciół ludzkości. Ludzie padli sobie w ramiona i płakali z miłości i radości, gdyż znikły różnice. W tryumfie wkroczono do świątyni. Lecz gdy się z bliska przyjrzano, zobaczono, że tam nie było – tabernakulum!”

    Moje pytanie to, z których objawień K. Emmerich pochodzi ten fragment? Kupiłam sobie „Tajemnice czasów ostatecznych” :

    http://www.poczytaj.pl/208536

    … sądziłam, że tu jest ten fragment. Niestety nie ma go tutaj.

    Mam wydanie ksiązki „Żywot i bolesna Męka Jezusa Chrystusa” – bł. A.K. Emmerich mały format, wydanie z 1991 r. sa tam pewne opisy, co można zobaczyć dziś w Kościele, ale nie ma takiego fragmentu j.w.

    Mam takie opasłe wydanie ok. 1000 stron, wiekszy format, ale tu też nic takiego nie ma. Jest pewien opis w rozdziale męki PJ w Ogrójcu, ale to też nie to. Czy było jakies inne objawienie A.K. Emmerich w którym to było/jest?

Zostaw komentarz

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s