Stanowisko abp Lefebvre’a wobec ewentualnego porozumienia z Rzymem

marcel-lefebvre

W znacznej większości wierni myślą tak, jak im księża mówią. I jest to w zasadzie całkiem naturalne. Niestety, w środowisku Tradycji katolickiej niepokoi ostatnio przede wszystkim fakt przeinaczania myśli abp Lefebvre’a w tak ważnej kwestii, jak ta, która obecnie dzieli świat Tradycji. Wielu wiernych za swoimi księżmi mówi, że porozumienie praktyczne z modernistycznym Rzymem nie byłoby wcale złe, zależy tylko to od konkretnych warunków. Jest tak, ponieważ wielu przełożonych FSSPX mówi od ponad roku o potrzebie uregulowania naszej sytuacji kanonicznej, o „nowym ustosunkowaniu się względem Kościoła oficjalnego” (bp Fellay, marzec 2012). Bractwo musi być przyjęte takie, jakie jest. Bractwo pomoże Papie Buongiorno uratować Kościół… Kościół oficjalny potrzebuje Bractwa… Jednakże, przed przeanalizowaniem wypowiedzi niektórych przełożonych FSSPX wypada przypomnieć jednoznaczne, kategoryczne, bezkompromisowe, stałe, ostateczne stanowisko abp Lefebvre’a wobec pojednania z Kościołem soborowym i machinacji watykańskich modernistów z papieżem i Ratzingerem na czele.

Od momentu konsekracji biskupich w 1988 abp Marceli Lefebvre zdecydowany był w kwestii ewentualnego porozumienia z Rzymem, choć już dużo wcześniej mówił podobnie (tekst wykładu z 1978). Niemniej jednak wcześniej jeszcze wierzył, że uda się jakoś porozumieć. Od 1988 wszystko było jasne, „warunek” jeden: albo Rzym się nawróci na doktrynę tradycyjną, albo w ogóle nie ma sensu dyskutować. Nie ma najmniejszej mowy o porozumieniu praktycznym. Po prostu nawet żadnej dyskusji. Ostatnio wydane we Francji dwie książki (Nasze relacje z Rzymem i Niemożliwe pojednanie) również jasno to pokazują.

Pelagius Asturiensis

Abp Lefebvre: « To ja będę stawiał warunki przy ewentualnym ponowieniu rozmów z Rzymem”
Fideliter nr 66, wrzesień 1988

Nie pojmujemy w ten sam sposób pojednania. Kardynał Ratzinger widzi je w znaczeniu sprowadzenia nas, przyprowadzenia nas do Soboru Watykańskiego II. My, my widzimy je jako powrót Rzymu do Tradycji. Nie rozumiemy się. To dialog głuchych. Nie mogę dużo mówić o przyszłości, ponieważ moja jest [już] za mną. Ale jeśli jeszcze pożyję trochę, i zakładając, że w rok od dziś Rzym zawoła, że będą chcieli znowu się z nami spotkać, ponownie porozmawiać, wówczas to ja będę stawiał warunki.(*)

Nie zgodzę się już być w sytuacji, w której znajdowaliśmy się podczas rozmów. Koniec z tym! Zadam pytanie na płaszczyźnie doktrynalnej: „Czy zgadzacie się z wielkimi encyklikami wszyskich papieży, którzy was poprzedzili? Czy zgadzacie się z Quanta Cura Piusa IX, Immortale Dei, Libertas Leona XIII, Pascendi Piusa X, Quas Primas Piusa XI, Humani generis Piusa XII?

Czy wy jesteście w pełnej komunii z tymi papieżami i ich twierdzeniami? Czy jeszcze przyjmujecie przysięgę antymodernistyczną? Czy zgadzacie się ze społecznym królowaniem Pana Naszego Jezusa Chrystusa? Jeśli nie przyjmujecie doktryny waszych poprzedników rozmawianie jest bezużyteczne. Dopóty, dopóki nie zaakceptujecie zreformowania soboru, biorąc pod uwagę doktrynę tych papieży, którzy was poprzedzili, nie ma możliwości dialogu. To bezużyteczne.”

Stanowiska byłyby w ten sposób jaśniejsze.

To nie błahostka, która nas przeciwstawia. Nie wystarczy, by nam powiedziano: „Możecie odprawiać starą Mszę, ale trzeba przyjąć tamto [Sobór]”. Nie, to nie tylko tamto (Msza) nas przeciwstawia, to doktryna. To jasne.

To jest to, co jest niebezpieczne u opata Gerarda i to jest to, co go zgubiło. Opat Gerard zawsze widział tylko liturgię i życie monastyczne. Nie widzi klarownie problemów teologicznych Soboru, wolności religijnej. Nie widzi złośliwości tych błędów. Nigdy bardzo o to nie dbał. To, co go poruszało, to reforma liturgiczna, reforma klasztorów benedyktyńskich. Odszedł z Tournay mówiąc: „nie mogę tego przyjąć”. A więc, zreformował wspólnotę mnichów z liturgią, według myśli benedyktyńskiej. Bardzo dobrze, to było wspaniałe. Ale myślę, że nie zrozumiał wystarczająco dobrze, że te reformy, które doprowadziły go do opuszczenia swojego klasztoru, były konsekwencjami błędów, które są w soborze. Pod warunkiem, że udzieli mu się tego, czego poszukuje, tego ducha monastycznego i liturgii tradycyjnej, ma to, czego chce i reszta jest mu obojętna. Ale wpada w pułapkę, bowiem inni w niczym nie ustąpili w tych fałszywych zasadach.

Szkoda, bowiem bądź, co bądź, to sześćdziesięciu mnichów, spośród których około dwudziestu kapłanów i trzydzieści mniszek. Jest prawie sto młodych osób, które tam są, całkowicie zagubionych i których rodziny są zmartwione albo nawet podzielone.

To katastrofalne.

Marceli Lefebvre

Za: Fideliter nr 66 (wrzesień-październik 1988), s. 12-14.

Z języka francuskiego tłumaczył Pelagius Asturiensis. Za: La porte latine.
(*) Jakże to inna postawa od tej, którą prezentuje bp Fellay wobec tych samych władz soborowych: „jeśli papież me wezwie, pobiegnę. To pewne. Z synowskiego posłuszeństwa wobec głowy Kościoła.” (wywiad dla 30 Giorni z 2000 roku, przytoczone przez x. Rioulta).

2 comments on “Stanowisko abp Lefebvre’a wobec ewentualnego porozumienia z Rzymem

  1. antoninuspius pisze:

    Znam ten tekst bardzo dobrze od czterech lat i uważam że jest świetny. Abp Lefebvre był bezdyskusyjnie jednym z największych misjonarzy i ordynariuszy w XX stuleciu a za jego największą tragedię uważam rozbrat z o. Gerardem des Lauriers w latach 70′.Jeden z najlepszych misjonarzy nie potrafił znalezć wspólnego języka z jednym z najznamienitszych teologów i kanonistów minionych lat-o. Gerard był wykładowcą św. Teologii na Uniwersytecie Laterańskim, jednym ze spowiedników papieża Piusa XII ( głównym spowiednikiem Ojca Świętego był niestety Bea, który wykorzystał tę zaszczytną posługę w celu paraliżowania wielu papieskich zamiarów, min. poświęcenia Rosji czy przeczytania Trzeciej Tajemnicy czego jak wiemy Pius XII nigdy nie zrobił), był też on można by tak rzec kontynuatorem myśli o. Kolbego o dogmacie Wszechpośrednictwa NMP i współautorem konstytucji Munificentissimus Deus -o fizycznym wniebowzięciu Najświętszej Dziewicy. To w skrócie o tej chwalebnej postaci dla mniej wtajemniczonych. Otóż o. de Lauriers jest zanany jako autor tzw. tezy cassiciacum PAPA MATERIALITER TANTUM SED NON FORMALITER-papież tylko materialnie lecz nie formalnie. Wedle tego np . x. Ratzinger po publicznym wyrzeczeniu się wszystkich swoich herezji i przyjęciu prawdziwej sakry biskupiej może legalnie objąć urząd albo przekazać go w godniejsze ręce ,np. bp. Williamsona. Niestety , za głoszenie tych poglądów wśród bractwowych kleryków został ok. 1977 r. zwolniony z posady w Econe i spakował walizki. W latach pózniejszych przyjął sakrę biskupią z rąk abp.Thuca i założył mały Instytut kapłański , wspólnotę wyznającą tak zwany sedewakantyzm umiarkowany czyli wyżej zdefiniowany SEDEPRYWACJONIZM. Pod powyższym tekstem mógłby podpisać się każdy kapłan z Instytutu Matki Bożej Dobrej Rady we Włoszech-Sodalitium w przeciwieństwie do spuścizny abp Lefebvre ma się calkiem dobrze, nie słychać u nich o odmawianiu sakramentów zwykłym wiernym którym nie podobają się nowe święcenia( właściwie święconka), co jak wiemy pół roku temu spotkało w Warszawie jednego wiernego który nie chciał spowiedzi u kapłana Novus Ordo ( Mondialis), nie ma tam sakramentalnego szantażu czy telefonicznych ,,ekskomunik”(ciekawe tylko według którego kodeksu). Gdyby hipotetycznie abp Lefebvre po konsekracjach 88′ przyjął tezę cassiciacum jako doktrynę swojego zgromadzenia i oparł ją wyłąćznie na kodeksie piusowsko-benedyktyńskim z 1917 r. dziś żylibyśmy w zupełnie innej sytuacji a nasze polskie podwórko prezentowałoby generalnie diametralnie inny poziom jako całość. Niestety, jest niedobrze. Bóg karze lefebrystów przez liczne pokusy przeciw Wierze, skupili oni wokół siebie lwią część tradycyjnego laikatu i prowadzą ich na manowce.Wszystko w Bractwie jest skupione na doczesności , najbardziej zaś liczy się kupowanie kolejnych nieruchomości a laikat zapelniający kaplice zawsze przecież się znajdzie. Abp Lefebvre w krytycznej godzinie nie stanął na wysokości zadania , nie złożył prawdziego doktrynalnego wyznania Wiary w straszliwej sytuacji a było to jego biskupim obowiązkiem. Ten tekst jest przesiąknięty duchem sedeprywacjonizmu, brakuje w nim tylko przysłowiowej kropki nad i. Wystarczyło dodać że nie uznajemy Wojtyły i jego kumpli za mających legalną władzę w Kościele i nie uznamy ich za pasterzy Koscioła dopóki nie porzucą oni swoich śmiertelnych błędów a każda ofiara Mszy w komuni z nimi póki są w herezji jest zwyczajnym aktem schizmy.A tu zwyciężył strach przed osamotnieniem : a cóż powiedzą wierni i tylu księży, to przecież nie mieści się w głowie, oni tego nie zaakceptują i opuszczą mnie! Mam pod sobą tyle kaplic i kościołów , tyle szkoł i laikatu! A ja odpowiadam: niech liberałowie idą precz do piekła a zostaną przy tobie,ekscelencjo, sami katolicy! Dziś 90 procent twojego Bractwa to sami liberałowie. Kiedy Pan Jezus powiedział otwarcie Żydom że warunkiem życia wiecznego jest spożywanie Jego ciała i picie Jego krwi wówczas Nasz Pan pozostał z garstką wiernych Apostołów z Piotrem za czele, który rzekł ,, Panie , do kogo pójdziemy ,Ty masz słowa życia wiecznego”. Kto wie czy z tej garstki która zostałaby wówczas przy arcybiskupie nie mielibyśmy dziś papieża.Dlatego FSSPX jest dziś pokarane za kierowanie się czysto ziemską logiką , przez lata szumiano o jedności ich ciała biskupiego i solidarności między kapłanami a jest to wszystko jak widzimy dobrze dom na piasku.Coraz więcej zwykłych ludzi którzy powierzyli im swoje zbawienie czuje się oszukana i rozgoryczona . Jak pisze św Tomasz w swym kapitalnym opusculum ,, De ente et essentia” cytując na samym początku Arystotelesa-PARVUS ERROR IN PRINCIPIO MAGNUS EST IN FINE-mały błąd na początku wielki jest na końcu-na samym początku swego istnienia Bractwo wzgardziło przyjęciem konkretnej i rzeczowej doktryny a dziś jest w rękach śmiertelnych wrogów Kościoła-tak otwarcie oświadczył przed śmiercią zaprzyjazniony z Bractwem ksiądz Schonboort. Bp Wiliamson , przy całej swej dobrej woli i licznych cnotach konserwuje tylko myśli arcybiskupa i bardziej od służenia Kosciołowi zależy mu na ratowaniu resztek Bractwa. Módlmy się za duszę abp. Lefebvre, nie wygłupiajmy się jak towarzystwo z Garncarskiej które parę lat temu rozpowzechniało modlitwę o jego beatyfikację. Zupełnie nie rozumiem jak mógł on przyisać sobie objawienia Matki Bożej z Quito-tam jest przecież mowa o prałacie a nie o biskupie a ten ktoś może dopiero przyjdzie na świat! Módlmu się za jego duszę, on tego teraz bardziej potrzebuje niż budowania kolejnych kaplic, przeoratów czy pośmiertnych elegii! AMEN

    • Szanowny Panie,

      Zwrócę tylko uwagę na ostanie twierdzenie dotyczące Matki Bożej z Quito i „prałata”. Abp Lefebvre, o ile wiem, nigdy nie przypisywał tego sobie. Inni to mu przypisują, czy słusznie, czy nie, należy poczytać trochę o objawieniach Matki Bożej z Quito i porównać do tego, co zrobił abp Lefebvre dla Kościoła i dla kapłaństwa prawdziwie katolickiego.

      „Prałat” to prawdopodobnie słowo w omawianych objawieniach hiszpańskie słowo „prelado”, czyli po łacinie „prelatus”. A to po prostu godność kościelna, która uprawnia do noszenia purpury. Prawidłowo więc po polsku winno być „purpurat”, którym może być zwykły kapłan, ksiądz prałat, czy też biskup.

      In Christo Rege,
      Pelagiusz z Asturii

Zostaw komentarz

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s