Nasze stanowisko w sytuacji obecnej: „Nie jesteśmy lojalni wobec FSSPX, ale wobec Tradycji!”

The Recusant Banner

W pewnym sensie Anglia znowu wiedzie prym. Podobnie jak w epoce bezprawnej (wbrew temu, co może nam wmawiać bp Fellay) promulgacji Novus Ordo Missae wielu wybitnych katolików napisało list do Pawła VI, by nie pozbawiał Kościoła tak wielkiego bogactwa, jednego z głównych filarów katolicyzmu, tradycyjnej Mszy św., tak i w czerwcu ubiegłego roku wierni brytyjskiego dystryktu FSSPX skierowali list otwarty do bp Fellaya, by zaprzestał swych rzymskich ciągot do pojednania się z nieprzejednanymi wrogami prawdziwej religii katolickiej (tekst listu).

W tym samym czasie stworzone zostało skromne pisemko zatytułowane The Recusant, którego podtytułem jest Nieoficjalny biuletyn FSSPX, prowadzący partyzancką wojnę o duszę Tradycji.

Już jeden wstępniak Redaktora naczelnego został na łamach blogu Pelagiusza z Asturii przetłumaczony. Przedstawiał on dość szczegółowo pełną nieszczęsnych dla FSSPX wydarzeń kronikę 2012 roku, wydarzeń, których w oficjalych publikacjach FSSPX na próżno można było szukać (tekst tutaj).

Najnowsze wydanie (które można pobrać w wersji .pdf tutaj) zawiera równie ciekawy artykuł wstępny, którego tłumaczenie przedstawiam poniżej. Jest naprawdę trafny, doskonale wyraża nasze stanowisko w obecnej sytuacji.

Pelagius Asturiensis

Z biurka Redaktora

Drogi Czytelniku,

Jeden lub drugi z Was wyraził swe zaskoczenie ubiegłomiesięcznym wstępniakiem. Jest to całkiem słuszne, i dobre, i właściwe: sytuacja jest szokująca, więc słusznie jesteście nieco zszokowani. Jednakże, jeśli pisanie, drukowanie i rozpowszechnianie tego biuletynu ma służyć jakiemukolwiek celowi, musi nim być to, że nie lęka się zajmować nawet najokropniejszymi konsekwencjami rzeczywistości, w obliczu której stoimy.

Tylko przyznając, że sytuacja jest, jaka jest, możemy stawić jej czoła inteligentnie i szczerze. I chociaż rzeczywistość jest sroga, a perspektywa wydaje się blada, powinniśmy być naprawdę wdzięczni Panu Jezusowi za to, że umieścił nas w tej epoce, bowiem to naprawdę zaszczyt otrzymanie tak wielkiej możliwości, by Mu pokazać dokładnie jak wierni i niezłomni możemy być w Jego służbie i jak mocno będziemy się trzymać Jego nauczania, nie ważne kto mu zagraża albo je zaprzecza. Najwięksi Święci z przeszłości pragnęli żyć w tej epoce, by być świadkami tych trudów i znojów. Pan Jezus wybrał Was. Nie martwcie się, The Recusant nie będzie zmieniał swego stanowiska na podstawie tego, co ludzie chcą usłyszeć – nie uczyniłoby to nas lepszymi od „Nowego-i-Ulepszonego-FSSPX” bp Fellaya. Nie, to, co ważne, to przesłanie, nie posłaniec.

Zasadniczy argument w ubiegłomiesięcznym wstępniaku polegał na tym, że nie możemy sobie pozwolić na to, by być sentymentalnymi w odniesieniu do zwykłej organizacji. Nie wiemy kiedy i jak możemy zostać ponownie wydziedziczeni, ale nastąpi to prędzej czy później i dlatego musimy zacząć się do tego przygotowywać teraz, przynajmniej psychologicznie, jeśli nie również materialnie. Przesłanie ubiegłomiesięcznego wstępniaka, które tu teraz powtarzam, to to, że musimy starać się nie być zbyt przywiązani do tego, co ludzkie (organizacja nazywająca się ‘FSSPX’) pod groźbą ryzyka utraty tego, co jest prawdziwie najwartościowsze (cała, nieskażona Wiara katolicka!). Byłoby to wyrzuceniem rodzinnych sreber, aby lepiej docenić drewniane pudełko, w którym były trzymane!

Nie jesteśmy lojalni wobec FSSPX, ale wobec Tradycji! Ongiś, gdy oba były synonimami, o tym rozróżnieniu można było chwilowo zapomnieć. Ale zapominamy o nim na własną szkodę i teraz, gdy otworzyła się przepaść pomiędzy nimi dwoma, czas przypomnieć sobie jaki ma być sens całej tej walki duchowej na ziemi. O wiele za często w ostatnich czasach dostojnicy w FSSPX traktowali Bractwo jako cel sam w sobie. Pamiętam jak bp Fellay, by dać tego jeden przykład, tuż po ceremonii święceń, przechwalał się z ilu księży teraz składa się Bractwo. Mniej więcej w tym samym czasie strona internetowa niemieckiego Dystryktu opublikowała artykuł z różnego rodzaju wykresami i słupkami z liczbami księży, seminarzystów, etc. porównując FSSPX do innych zgromadzeń w Kościele (dla przykładu „FSSPX jest większe niż Stowarzyszenie Misji Zagranicznych w Paryżu, ale mniejsze niż jezuici,” etc.) – co zdradza bardzo niepokojącą mentalność. To ta sama mentalność, która doprowadziła do tego, że strona internetowa Dystryktu amerykańskiego, oświadczyła nam, że świeccy nie mają prawa wiedzieć o sprawach wewnętrznych FSSPX, skoro FSSPX jest zgromadzeniem zakonnym, do którego świeccy nie należą (było o tym w artykule „Czy wiernych mogą interesować poglądy ich duszpasterzy?” – przyp PA). Każdy przełożony FSSPX, który tak twierdzi, zakłada, że postrzega Bractwo jako [niczym] nie różniące się od dzisiejszych jezuitów, dominikanów, czy Brytyjskiej Kongregacji benedyktynów. X. Pfeiffer ma, jak zawsze, całkowitą rację, kiedy opisuje instytucjonalną pychę FSSPX, która jest niczym osiołek w Niedzielę Palmową, który w zabawnym wierszyku autorstwa G. K. Chestertona, jest przekonany, że tłumy ludzi ścielą gałązki palmowe i wykrzykują „Hosanna” na jego cześć („Gdybym tylko mógł zrzucić z grzbietu ten denerwujący ciężar!”). Jeśli jest jedna rzecz, z której FSSPX nie powinno być dumne, to jest nią jego historia jako ludzkiej organizacji – bywało, że było źle zarządzane i niewydajne, a najlepszych czasach zawsze sprawiało wrażenie „domowej roboty”. Ale jednak, ponieważ posiadało, praktykowało i broniło całej katolickiej Wiary i Tradycji, Bóg mu błogosławił pomimo jego ludzkich słabości. To, co się teraz dzieje, to porzucanie przez kierownictwo tego, co ma znaczenie (bezkompromisowa obrona Tradycji) z powodu wywyższonego spojrzenia na tę część, która nie ma znaczenia (ludzka instytucja). Dowód na to można spostrzec w nadmiernej służbistości, którą mały domek w Szwajcarii raczy swoich księży: „oficjalnych deklaracji”, „wyjaśnień”, „komunikatów prasowych” etc., jest w obfitości, każdy oficjalny biuletyn musi przejść przez cenzurę, tylko DICI może cokolwiek mówić o Rzymie, etc.  Rzucamy wyzwanie każdemu, żeby wskazał najmniejszy dowód na to, że tego rodzaju służbistość, skupienie na sobie czy urzędnicza pycha była zinstytucjonalizowana w czasach Arcybiskupa albo w Bractwie lat ‘80.

Nowe seminarium FSSPX w Wirginii, które jest w trakcie budowy, jest bodaj najbardziej oczywistym przykładem tej instytucjonalnej pychy. Seminarium, planowo mające kosztować przynajmniej 25 milionów dolarów, jest budowane od podstaw po przeciwnej stronie USA patrząc z Winony. Strona internetowa seminarium otwarcie przyznaje, że wydano pieniądze na „profesjonalną kampanię zbierania funduszy”, w której skład wchodzi promocyjne wideo, które trzeba zobaczyć, żeby uwierzyć: trwa ponad osiem minut, a mimo to nie zawiera ani jednej wzmianki o Arcybiskupie Lefebvrze, o II Soborze Watykańskim, o Nowej Mszy, o kryzysie w Kościele, o Tradycji czy o Tradycjonalizmie – naprawdę nic nie odróżnia go od seminarium FSSP, albo nawet od konserwatywnego seminarium soborowego! Po prostu sporo mglistego gadania o „duchowości i ciszy” etc. Bp Fellay, gdy był ostatnio obecny przy wmurowaniu kamienia węgielnego, powiedział zebranym, że powodem wybudowania tak ogromnego seminarium było to, że dwustu biskupów diecezjalnych obiecało mu, że gdy status FSSPX zostanie uregulowany przez Rzym, przyślą do niego swoich seminarzystów, aby byli formowani przez FSSPX. Nie wiadomo, czy się śmiać, czy płakać. Czy to możliwe, żeby bp Fellay naprawdę wierzy w coś takiego? Kim jest tych dwustu biskupów, jak się nazywają, z jakich są diecezji? Jeśli się naprawdę zobowiązali, dlaczego nie powiedzą o tym otwarcie, i w związku z tym, dlaczego już nie wysyłają ich do amerykańskiego seminarium FSSP? Niezależnie od tego, czy ostatecznie zostanie dobrze wykorzystane, czy nie, nowe seminarium FSSPX będzie trwałym pomnikiem, wręcz dosłownie wykutym w kamieniu, pychy i głupoty „tradycjonalistów”, którzy się zagubili, bo pokładają ufność w ludziach, a nie w Bogu.

Jeden końcowy i raczej bardziej nieszczęśliwy aspekt pychy w naszej „instytucji” to liczba skandalicznych wypadków, w których księża Bractwa czuli się usprawiedliwieni odmawiając Komunii świętej tym, z którymi się nie zgadzają. Nie są już sporadycznymi rzadkościami, najnowszy przykład pochodzi z Australii, gdzie grupie ludzi powiedziano, że ma się im odmówić Komunii świętej za „zbrodnię” obecności na Mszy odprawionej przez x. Pfeiffera podczas jego podróży po tym kraju pod koniec kwietnia. Jakie jest uzasadnienie dla takiej nikczemności? Coż, przynajmniej w jednym przypadku powodem, który podano było „nieposłuszeństwo”! To doprawdy niewiarygodne, że taka rzecz mogła choćby pojawić się w umyśle księdza, który sam jest nieposłuszny, i którego cały apostolat opiera się na (uzasadnionym) nieposłuszeńtwie miejscowemu ordynariuszowi! A jednak, za zbrodnię „nieposłuszeństwa” względem FSSPX wierni mogą teraz spodziewać się przykrych konsekwencji. Jeszcze raz instytucja stała się sama w sobie celem i Wiara katolicka nie jest już nadrzędna.

W takiej sytuacji, FSSPX jako instytucja nie zasługuje już w mojej opinii na nasze wsparcie. Poszczególni księża oczywiście zasługują na nasze wsparcie, ale zasługują nań w taki sposób, że naprawdę pomagamy im osiągnąć ich prawdziwy cel (na przykład nauczanie prawdy, prostowanie błędu, ostrzeganie owczarni przed niebezpieczeństwem kompromisu). Z drugiej strony „wsparcie”, które pozwala księdzu pozostawać wygodnie niezdecydowanym w dobie kryzysu, albo odkładać podejmowanie jakichkolwiek trudnych decyzji, jest niewłaściwym rodzajem wsparcia. Nie podziękuje on nam za to na swoim sądzie.

Jak ma się sprawa z Twoim miejscowym księdzem FSSPX, drogi Czytelniku? Czy zgadza się on z    bp Fellayem, że Nowa Msza została „prawowicie promulgowana”? Jeśli nie, skąd wiesz: czy tak powiedział, czy nie, i dlaczego nie? Co zamierza z tym zrobić – czy pragnie pozostawać bez końca posłuszny ludziom, których nauczanie sprzeciwia się temu, w co sam wierzy? Jeśli do tej pory nic nie powiedział na ten temat i publicznie nie postawił się po jednej lub drugiej stronie, być może miałby chęć wyjaśnić jak to jest, że zasługuje na Twoje niezmienne wsparcie, skoro unika robienia tej właśnie rzeczy, dla której go wspierasz? Nie chcemy księży, którzy są tylko po cichu przeciwni Soborowi Watykańskiemu II i Nowej Mszy: to nie wystarcza! Już jest wystarczająco takich tu i ówdzie, w diecezjach, w strukturach soborowych, klasztorach i wspólnotach Ecclesia Dei. Czego potrzeba to księża, którzy są temu otwarcie przeciwni! Księża, którzy otwarcie potępią Nową Mszę jako nieprawowitą, nowy Kodeks Prawa Kanonicznego jako truciznę, a „magisterium” ostatnich pięćdziesięciu lat jako nie do pogodzenia z Tradycją. Czego potrzeba to księża, którzy ostrzegą owczarnię przed niebezpieczeństwami nowego sposobu myślenia i nowego kierunku Menzingen. To jest to, co zasługuje na nasze wsparcie. 

Być może to właściwy czas na przypomnienie sobie, w czym dokładnie leży problem i dlaczego ci z nas, którzy pragnęli pozostać najbardziej lojalnymi z tradycyjnych katolików w FSSPX teraz pozwalają sobie na bycie nazywanymi przez to samo FSSPX pysznymi, grzesznymi buntownikami.

Problemem nie są mąciciele, buntownicy, malkontenci, hultaje, „skrajnie prawicowe wtyki”, kryptosedewakantyści, jawni sedewakantyści, kontynentalni kontra Anglosasi, starcia na tle osobowościowym wśród wiernych, czy „zły wpływ” bp Williamsona. Problemem nie jest „zagrożenie rozłamu”, ani to, że Rzym nie był szczery w postępowaniu z bp Fellayem. Problemem nie jest nawet „utrata zaufania do władz [i.e. ‘do mnie’]”, jak stwierdził bp Fellay nie tak dawno temu, choć prawdą jest, że zaufanie wobec władzy rzeczywiście zostało utracone. Problemem jest to, co spowodowało tę utratę. A co ją spowodowało? Bp Fellay i jego otoczenie odpadli od Tradycji. A skoro jest on Przełożonym Generalnym, nie robiąc niczego i nie mówiąc niczego pozwalalibyśmy sobie faktycznie na wyprowadzenie się przez niego z Tradycji i wprowadzenie z powrotem do soborowia. Być nieposłusznym, aby pozostać wiernym to problem stary jak świat.  

Kryzys w Kościele jest w miniaturze odzwierciedlany przez kryzys w FSSPX. Jestem przekonany, że dziś jesteśmy na etapie, który odpowiada rokowi około 1971. Rewolucja jest dziś faktem niezaprzeczalnym i jest mocno oraz głęboko zakorzeniona, ale w obozie opozycji opinie na temat tego, jak zareagować są podzielone. Jest kilku księży otwarcie stawiających opór rewolucji poprzez odprawianie „nielegalnych” Mszy w salonach, garażach, wynajętych salach, etc., głoszących jasne, gorliwe kazania i pokonujących wiele mil z misjonarskim zapałem. Wielu wiernych rzeczywiście, gdy nadarzy się sposobność uczęszcza na te Msze, pomimo gróźb z góry, w których pojawiają się słowa takie jak „nieposłuszeństwo”, „schizma”, etc. Wielu innych duchownych, którzy są osobiście przeciwko rewolucji, odrzuca jednak nawet myśl o opuszczeniu parafii (w której byli przez ostatnie 20 czy 30 lat), by dołączyć do „niesfornych” księży. Podawane uzasadnienia są rozmaite i często „roztropnościowe”, ale ostatecznie utrzymuje się podejrzenie mniej szlachetnych motywów z ich strony (apatia, obawa o przyszłość, przywiązanie do materialnej wygody, etc.). Oczywiście ci księża dalej odprawiają starą Mszę, dalej wierzą i nauczają tej samej doktryny; muszą teraz jedynie troszkę uważać, żeby się nie narazić swojemu nowemu biskupowi, który ma coś z modernisty. Sprawy nie są już tak proste i łatwe jak wtedy, gdy zostali wyświęceni; dzisiaj trzeba uważać na to, co się mówi!    

Coż, drogi Czytelniku, niestety wiemy jak się kończy ta historia. Ci niesforni, ci o zepsutej reputacji, ci, którzy są odrobinę szaleni i na których z góry patrzą ich bardziej „szacowni” rówieśnicy, są ostatecznie jedynymi, którzy wytrwają. Każdy, kto zajął pozycję gdzieś pośrodku, zniknie w przeciągu jednego pokolenia, jak księża królowej Marii (ang. „Marian priests”, czyli katoliccy kapłani wyświęceni w Anglii przed i podczas panowania królowej Marii [1553-1558], którzy przetrwali aż do początków panowania jej protestanckiej następczyni, w odróżnieniu od „seminary priests”, czyli angielskich księży wyświęconych na kontynencie w tym samym czasie – przyp. PA), czy tak zwani „kościelni papiści” w elżbietańskiej Anglii. Mogli im się nie podobać jezuici, których jasne, stanowcze nauczanie i nieposłuszne, nielegalne ośrodki Mszy mogły stanowić ryzyko okrycia katolików niesławą; ale prędzej czy później nielegalne ośrodki Mszy były jedynymi, które się ostały. Pozostałe zostały zmuszone do poddania się, parafrazując abp Lefebvre’a, przez nieuniknioną logikę rzeczy i zniszczone. Niech nas to nie spotka!

Redaktor naczelny.

Tłumaczył z języka angielskiego, a raczej poprawiał i kończył tekst podesłany przez pomocnego Czytelnika, Pelagius Asturiensis.

4 comments on “Nasze stanowisko w sytuacji obecnej: „Nie jesteśmy lojalni wobec FSSPX, ale wobec Tradycji!”

  1. jowram pisze:

    Szukanie popularności jest niebezpieczną rzeczą dla duszy ludzkiej. Zwykle prowadzi ona do religijnego błędu. Dlatego św. Paweł Apostoł mówił:
    “Jeślibym się jeszcze ludziom podobał, nie byłbym sługą Chrystusowym” (Gal. 1, 10).
    Przy poszukiwaniu prawdy Bożej większość głosów nie jest kryterium rozstrzygającym czy dane twierdzenie jest prawdziwe czy też fałszywe. Istnieją dwa kryteria, których nie wolno odrzucać. Pierwszym jest ŚWIĘTA TRADYCJA Kościoła; a drugim specjalna rada Naszego Pana Jezusa Chrystusa, który powiedział:
    “Z owoców ich poznacie je” (Mt. 7, 16).
    Co do TRADYCJI: wszelka doktryna wyrastająca organicznie ze Świętej Tradycji jest prawdziwa; każdy wniosek, którego nie można pogodzić z Tradycją jest fałszywy.

    Jest on błędem, jest herezją, nawet jeżeli zagłosowałoby za nim 3000 zdezorientowanych biskupów.

    Drugie kryterium mówi:
    Tak jak rozpoznajesz drzewo po jego owocach, tak samo możesz rozpoznać doktrynalny błąd po jego złych skutkach. W naszej posoborowej erze mamy całe mnóstwo złych skutków.
    Jan XXIII powiedział nam, że jednym z celów Drugiego Soboru Watykańskiego miało być pozyskanie z powrotem “braci odłączonych”, tj. różnych chrześcijan niekatolickich wyznań.

    Gdyby Vaticanum II był dobrym drzewem, inspirowanym przez Ducha Świętego, co głosił “papież”, to na pewno przyniósłby dobre rezultaty dla Kościoła i dla nieśmiertelnych dusz.
    – Jaki był wynik?
    Po około dwudziestu latach wysiłków i eksperymentów z nowościami, nie zyskaliśmy żadnej pojedynczej protestanckiej grupy; ale katolicki Kościół utracił połowę uczęszczających do kościoła ludzi, stracił 15000 kapłanów, 100000 zakonnic, niezliczone szkoły, klasztory, kościelne budynki; i co jest najważniejsze i najbardziej godne ubolewania: posoborowy kościół utracił czystość doktryny, i utracił prawdziwą Ofiarę Mszy Świętej, która zawsze była sercem Kościoła, najważniejszym środkiem zbawienia.

    Nikt nie powinien oczekiwać ode mnie abym uwierzył, że to wszystko dokonało się pod natchnieniem Ducha Świętego.
    Prawda jest taka, że wszystko to było manipulacją szatana, lub jego Antychrysta, który w naszych czasach uzyskał swobodę spenetrowania winnicy Pana – po tym jak święta Ofiara Mszy Świętej została usunięta z Kościoła, a przez to nie ostała się żadna duchowa siła zdolna do powstrzymania szatana.

    Jednym ze znaczących braków książki ks. Wincentego Miceli pt. The Antichrist był brak zrozumienia, że Kościół który w praktyce wyjął spod prawa Ofiarę Mszy Świętej, zamieniając ją na “zgromadzenie Ludu Bożego” nie może być prawdziwym Kościołem. To jest anty-Kościół, Kościół Antychrysta.
    Jeżeli masz oczy do patrzenia, możesz spostrzec, że w następstwie Vaticanum II wszystkie doktrynalne i moralne zabezpieczenia Kościelnego nauczania zostały odrzucone, i w konsekwencji zanikł respekt dla świętości oraz świętych rzeczy, a bezprzykładna powódź ignorancji i niemoralności zalała uprzednio religijną społeczność Kościoła.

    Zdanie sobie sprawy z tej sytuacji jest wystarczającym powodem do podejrzenia, że wkroczyliśmy już w czasy Antychrysta, i że szybko zbliżają się ostateczne wydarzenia dramatu ludzkości.
    Bp Vida Elmer
    Z j. angielskiego tł. Mirosław Salawa
    Fragment broszury pt. The Smoke of the Antichrist (Dym Antychrysta) wydanej po raz pierwszy w 1983 (ostatnie wyd. z 1989 r. – zob. z tejże broszury: Zasadzki Antychrysta; Kult człowieka…; Cristeros, duch Vaticanum II i arcybiskup Lefebvre; Węzeł gordyjski). (Notę o Autorze zaczerpnięto ze wspomnianej broszury).

  2. […] Nie ma tu mowy o nawróceniu Rzymu, ale tylko o zachowaniu wiary przez FSSPX. Widać, że dawne stanowisko FSSPX wobec władz rzymskich osłabło. Praktyczne bowiem porozumienie jest ważniejsze. W ostatnich kilkunastu miesiącach stało się wręcz priorytetem, widać to po czynach i oświadczeniach. Jeszcze kilka tygodni temu bp Fellay mówił, że buduje ogromne seminarium w USA dla kleryków, których przyślą mu biskupi diecezjalni, gdy FSSPX dostanie z Rzymu certyfikat pełnej komunii (źródło). […]

  3. Paulus pisze:

    Laudetur Iesus Christus

    Szanowny Pelagiusie

    Rzucasz wyzwanie i żądasz wskazania najmniejszego dowodu, że „skupienie się na sobie i pycha była obecna w Bractwie Arcybiskupa.”
    Oto słowa którymi posługiwał się abp Lefebvre : „schizmatycy”, „sekciarze”, „przepełnieni zajadłą gorliwością”, „nieposłuszni”, „ekstremiści”. A kim byli adresaci tych słów? To byli księża, którzy kwestionowali jego linię postępowania, ponieważ często była sprzeczna, niespójna, arbitralna w jego oświadczeniach, deklaracjach i czynach. Jednego dnia abp Lefebvre potrafił np. nazwać papieża „antychrystem” a następnego „wikariuszem Chrystusa”, oraz oświadczał „ten soborowy kościół jest kościołem schizmatyckim” aby prosić następnie głowę tego kościoła schizmatyckiego „Ojcze Święty, pozwól nam na eksperyment (??!!) Tradycji”. Wszyscy kapłani mający odwagę sprzeciwiać się tego rodzaju sprzecznościom byli bezwzględnie wydalani z Bractwa. Zostali lojalni, nauczeni charyzmatycznego posłuszeństwa i to właśnie im Arcybiskup przekazał taką właśnie doktrynę i manierę. To oni zostali biskupami i nadawali kierunek Bractwu.
    Piszesz : „jeszcze raz instytucja stała się sama w sobie celem i Wiara katolicka nie jest już nadrzędna”. To nie jest coś zupełnie nowego, Bractwo było od początku założone w takim duchu i mentalności. Gdy Arcybiskupa Lefebvre’a proszono o jasne stanowisko w sprawie ewentualnego vacatu na Stolicy Apostolskiej, odpowiadał, że taka deklaracja „byłaby ze szkodą dla moich klasztorów, przeoratów i uczelni” oraz „spowodowałaby odejście zbyt wielu wiernych”. Czyż to nie jest dowód, że interes instytucji przeważył nad prawdą?
    Piszesz „trwały pomnik pychy i głupoty tradycjonalistów, którzy się zagubili pokładając ufność w ludziach a nie w Bogu”. Trudno się nie zgodzić. Jednakże w świetle faktów, nie można z grona tych osób w których pokładaliśmy bezkrytyczną ufność wykluczyć osobę abp Lefebvre’a. Arcybiskup Lefebvre stworzył oparte na własnym autorytecie swoje prywatne i niejasne magisterium poprzez dokonywanie interpretacji dokumentów i rozporządzeń kościoła posoborowego i jego hierarchii, wymagając bezwarunkowego podporządkowania i posłuszeństwa swoim decyzjom. Na fundamencie tego magisterium powstała doktryna Arcybiskupa, którą można scharakteryzować cytując jedną z ostatnich wypowiedzi biskupa Williamsona stwierdzającego, że „neopapież jest głową neokościoła posoborowego” i jednocześnie jest „papieżem Kościoła katolickiego”. To jest właśnie lefebryzm czyli zaprzeczenie formuły zasady niesprzeczności : „jedna odrębność nie jest drugą odrębnością”. Taka postawa zawsze była duszą Bractwa, uznawać kościół posoborowy za katolicki a jednocześnie nie uznawać jego prerogatyw w sprawie nauczania, rządzenia i uświęcania dusz. Niszczącym motywem, który zapoczątkował abp Lefebvre i który był i ciągle jest kontynuowany przez duchowieństwo Bractwa (nawet przez księży kontestujących biskupa Fellaya; oni by chcieli tylko lepszych warunków porozumienia) jest chorobliwe pragnienie trwać we wspólnocie z modernistami, stać się ich poddanymi (na zasadzie jakiegoś porozumienia) i współpracować z nimi. Założenie Bractwa było oparte na błędzie polegającym na mylnej zasadzie „uznajemy ale się sprzeciwiamy” i obecny kryzys jest tej zasady konsekwencją.

    PS. Odpowiadając na zarzut biskupa Oravca, że Arcybiskup Lefebvre nakładał obowiązek pisemnej przysiegi od kapłanów wyswięconych w Bractwie, że uznają ważność nowej mszy i nowych sakramentów, piszesz, że Arcybiskup Lefebvre, uznawał te rzeczy jako w sensie ścisłym (co to znaczy?) ważne, więc ich uznawanie jest obowiązkiem członków zgromadzenia. Ale ja się pytam jakim to prawem Arcybiskup uzurpował sobie wymuszanie takiego obowiązku skoro sam niejednokrotnie podawał w wątpliwość ważność nowych sakramentów i skoro jest wiadomo, że np. święcenia kapłańskie z powodu zmiany formy czynią je wątpliwymi?
    O Bractwie i jego założycielu potrzebna jest nam cała prawda aby można ocenić sprawiedliwie dzieło i jego twórcę a nie tylko pobożne lecz nie zawsze rzetelne legendy i ocenzurowane fakty. Na temat Bractwa są dobrze udokumentowane prace dostępne w internecie jak np. Ksiądz Noel Barbara „List otwarty do członków Bractwa św. Piusa X” oraz „Econe,koniec kropka” i ks. Roberta Neville „Błędy i sprzeczności FFSPX, powody dla których opuściłem Bractwo św. Piusa X”.

    z Panem Bogiem

    Ipsa Conteret!

    • Szanowny Panie,

      Wyzwania nie rzucam, tekst wzięty jest skądinąd.
      Jestem w trakcie przygotowywania artykułu, który mam nadzieję odpowie na wszystkie Pańskie pytania z mojej własnej perspektywy, która Pana interesuje.

      In Christo Rege,
      Pelagiusz

Zostaw komentarz

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s