Co jest wart autorytet…

„Dlatego, umiłowani bracia, pozostańmy katoliccy, zdecydujmy się bez wahania pozostać kamarcel-lefebvretoliccy i odrzućmy wszelki kompromis z owym duchem Soboru, który jest duchem prowadzącym do oderwania się. Prowadzi on do oderwania się od wiary! Miliony, wiele milionów, dziesięć milionów, ponad dziesięć milionów katolików w Ameryce Południowej, w Ameryce Północnej, w Europie, wszędzie, porzuciło wiarę katolicką, aby się przyłączyć do sekty. Ale my nie chcemy się oderwać od wiary i dlatego nie chcemy żadnego kompromisu z owym niszczycielskim duchem Mszy, który uosabia ducha Drugiego Soboru Watykańskiego.” (abp Marcel Lefebvre, Kazanie z Friedrichshafen, Niemcy, 29 IV 1990, za: Kazania abpa Marcela Lefebvre. Dokumenty, kazania i wytyczne. Dokumentacja historiograficzna, Warszawa 1999, s. 280.)

Jest to prosty argument ex auctoritate, dla tych, dla których Arcybiskup jest jeszcze autorytetem.

Czy może więc jeszcze cieszyć się jakimkolwiek autorytetem ten, kto dokonał kompromisu nie tylko z „duchem Soboru”, ale nawet z jego literą, a także z soborowymi władzami:

„Cała Tradycja wiary katolickiej musi być kryterium i przewodnikiem w rozumieniu nauczania Soboru Watykańskiego II, który z kolei rzuca światło – to znaczy pogłębia i następnie lepiej wyjaśnia – pewne aspekty życia i doktryny Kościoła, implicite obecne w nim lub jeszcze nie sformułowane pojęciowo.” (bp Bernard Fellay, Deklaracja doktrynalna, 15 IV 2012)

I ponadto uparcie w tym trwał, pomimo głosów rozsądku wzywających go do opamiętania się, mając jednocześnie nadzieję na odłożenie spraw doktrynalnych na bok:

„Niestety, w obecnym kontekście Bractwa, nowa deklaracja nie przejdzie. […] Przyznaję, że już nie wiem, co myśleć. Wydawało mi się, że zrozumiałem, że Wasza Świątobliwość był skłonny odłożyć na później rozwiązanie sporów, mających nadal miejsce w sprawie kilku punktów Soboru i reformy liturgicznej, […] aby mimo wszystko osiągnąć jedność, i zaangażowałem się w tę perspektywę pomimo dość silnego sprzeciwu w szeregach Bractwa i za cenę poważnych kłopotów. I rzeczywiście mam zamiar kontynuować wszystkie moje starania podążając tą drogą, aby osiągnąć konieczne wyjaśnienia.” (bp Bernard Fellay, List do Benedykta XVI, 17 VI 2012)

Publicznie tak (zapewnianie o wierności Tradycji), prywatnie inaczej (ku koniecznemu porozumieniu praktycznemu, mając nadzieję na odłożenie na później kwestii dogmatycznych). Czy można ufać takiemu człowiekowi??? Zwłaszcza, że do dziś usprawiedliwia ten swój kompromis z Soborem i się z niego nie wycofuje (Bp Fellay usprawiedliwia swą soborową Deklarację z 15 IV 2012). I dalej jednocześnie publicznie zapewnia o wierności Tradycji (List do przyjaciół i dobroczyńców nr 80)???

Nasuwa się pytanie: kto wzbudza nieufność wobec autorytetu i szerzy zamęt w umysłach? Co stanowi fundament czy wartość autorytetu?

Tantum valet auctoritas, quantum valent argumenta…

Pelagius Asturiensis

5 comments on “Co jest wart autorytet…

  1. jowram pisze:

    ANTYKOŚCIÓL W NATARCIU.

    Oto prawdziwe oblicze biskupów. WIECZYSTA MSZA ŚWIĘTA TRYDENCKA ważna do końca świata jest solą w oku dla przeniewierców i przebierańców w szatach duchownych.

    Zakaz korzystania z kościołów dla FSSPX.

    Jak donosi gazeta „La Stampa”( 8.02.2013 ), biskup Lozanny Charles Morerod podpisał dekret, na mocy którego księża z Bractwa Kapłańskiego Świętego Piusa X nie będą mogli już odprawiać nabożeństw ani Mszy Świętych w miejscowych katolickich kościołach i kaplicach.
    Morerod jest dominikaninem. Przed nominacją na biskupa Lozanny, Fryburga i Genewy należał do Papieskiej Komisji „Ecclesia Dei” i uczestniczył w delegacjach Watykanu prowadzących rozmowy z lefebrystami. Po publikacji dekretu diecezja wyjaśniła gazecie, że z punktu widzenia Kościoła katolickiego księża z FSSPX są suspendowani a divinis i nie wolno im pełnić funkcji w ramach urzędu kapłańskiego. Dlatego biskup zabronił im korzystania z kościołów i kaplic na terenie swojej diecezji.
    Dekret reguluje też kwestię oddawania świątyń do dyspozycji wyznań niekatolickich – niechrześcijanom w ogóle nie wolno ich udostępniać, natomiast, jeżeli wymagają tego względy duszpasterskie, chrześcijanom, w tym reformowanym, luteranom, anglikanom i prawosławnym jak najbardziej tak.

    http://www.fronda.pl/a/zakaz-korzystania-z-kosciolow-dla-fsspx,26037.html

  2. Etcetera pisze:

    No to tylko patrzeć jak pójdą w ślady KEP-scy.

  3. jowram pisze:

    Chromi i ślepi uciekają przed CUDEM
    Wrażenia pokutne

    Comiesięczny Różańcowy Marsz Pokutny w Warszawie. Tu umieszczę jedynie luźne uwagi – Organizator na pewno przygotuje nam Sprawozdanie Foto.

    Dziwię się, jak mało warszawiaków uświadamia sobie, że jedynie Bóg może pomóc w naszych, moich, Twoich nieszczęściach. Że, jako „politycy”, przedsiębiorcy, wojskowi, urzędnicy, rolnicy – jesteśmy wobec sił Zła bez siły. Bezsilni.

    Z drugiej strony – któryś z księży strofował tych robotników w czasie strajków w Stoczni w 1980 roku, którzy głównie modlili się do Matki Boskiej: Zawalczcie sami, nie zwalajcie całej ciężkiej roboty na kobietę!

    Ale – obecnie jakbyśmy nie wiedzieli, że mamy Oręż sprawdzony w dziewięciu zwycięskich Krucjatach Różańcowych na przestrzeni całej planety i w czasie dziewięciu wieków.

    Idziemy w marszu Pokutnym, jak co miesiąc, m. inn. prze Rynek Starego Miasta, pełen ludzi w kawiarniach na świeżym powietrzu. Patrzą. Z zainteresowaniem. Zapomną?

    Prowadzi nas ks. Stanisław Małkowski, idą też i modlą się zakonnice. Uliczkami przemykają koło nas stadka jakichś innych zakonnic. Widzą naszą procesję. Mówię, potem krzyczę (bo są już dalej): ”Chodźcie Siostry z nami!” Popłoch. Uciekają do przodu, a gdy przy Miodowej zatrzymuje je czerwone światło – konsternacja. My powoli dochodzimy odmawiając Różaniec – nie mają dokąd przed nim uciec (?!?). Rwą wśród samochodów na drugą stronę. Podobno ich „władze” nie lubią Różańca (katolik postępowy?? – to jak paraliż postępowy??).

    Ktoś w tłumie przechodniów wypatrzył znajomka: „Witam księże Janie!” Szukam oczami – a to cywil liżący lody, macha przyjaźnie – ale ucieka. Taki „ksiądz… ekumeniczny” .

    W pobliżu kościoła Św. Marcina ks. Małkowski opowiada nam, jak kiedyś, w średniowieczu, w mieście Tours odbywała się uroczysta procesja z relikwiami św. Marcina (on był tam wcześniej biskupem). W mieście było dużo żebraków. Szczególną litość i popularność zyskała sobie para: Ślepiec nosił na barana chromego – a ten kierował ich marszem – bo widział. Dobrze się mieli, ludzie byli szczodrzy. [Dodam – bez pomocy stada urzędników z opieki socjalnej t.zw. MOPS-a]. Gdy więc zobaczyli procesję – przestraszyli się, że – jeśli cudownie ozdrowieją – stracą tak dobrze smarowany kawałek chleba. Zaczęli więc uciekać. Ale w labiryncie uliczek i w zdenerwowaniu – jednak wpadli w środek procesji. I – ku swej frustracji czy wściekłości – obaj zostali uzdrowieni. – Dopiero po pewnym czasie docenili Boże dobrodziejstwo nowej sytuacji.

    Czy ta przypowieść dotyczy też nas Polaków, warszawiaków, opolan, krakusów, gdańszczan, wieśniaków? Przerywam.

  4. antoninuspius pisze:

    Jeśli idzie o osobę księdza Malkowskiego to mogę dodać że to starej daty KOR-nik wyznaczony do pracy agenturalnej- prymas Wyszyński miał do niego taką awersję jako kleryka że wyznaczył innego biskupa do udzielenie mu Novus Ordowych Święceń. Poza tym bierność rodzi zło i mimo wszystko dobrze że w takich marszach uczestniczą również ludzie szukający najsampierw chwały Bożej. Radzę jednak unikać ks Malkowskiego! On ma dwa oblicza i nie warto uznawać go za autorytet. Abp Lefebvre gdyby jednoznacznie uznał Novusa za protestancką podróbę Mszy i nie tytułował go Mszą byłby autorytetem niekwestionowanym tej miary co bp Gerard de Lauriers-problem w tym że ten drugi był czystej krwi naukowcem a żywiołem abp Lefebvre były przede wszystkim misje. Tak, jego kazania w 99 % są kapitalne-brakowało jednak w nich twardego jak stal wykończenia i dlatego teraz wszyscy cierpimy przez sekciarzy z Menzingen! Do tego jak gloszą wieści bp Tissier potępił ostatnio antyprzyłączeniowców-JESTEŚMY OBECNIE W TAKIEJ SYTUACJI ŻE MUSIMY JEDNOZNACZNIE OKREŚLIĆ SIĘ CZY MAMY ZASTĘPCĘ CHRYSTUSA NA ZIEMI CZY NIE! JEŻELI KAPŁANI TEGO NIE CZYNIĄ ZACIĄGAJĄ NAPRAWDĘ CIĘŻKI GRZECH ZANIEDBANIA! PAPIEŻ MOŻE MIEĆ GRZECHY UCZYNKOWE – NIGDY JEDNAK NIE MOŻE PODAWAĆ OWCOM TRUCIZNY-IPSE FUR EST ET LATRO!

    • Szanowny Panie,

      Zaiste stanowisko abp Lefebvre’a nie było sedewakantystyczne i dlatego FSSPX takiego stanowiska nie utrzymuje, choć niektórzy jego członkowie tak, choćby jako możliwą opinię teologiczną. Ale nie to, jak mi się wydaje (i zresztą bp Williamsonowi też, zob. jeden z kwietniowych wykładów z USA, nie pamiętam dokładnie który), stanowi źródło dzisiejszego kryzysu w Bractwie. A taki jest, jest to oczywistym faktem.

      Niezależnie czy sedewakantyzm jest słuszną drogą, czy nie, to nie przyjęcie tego poglądu uratuje Bractwo, ale powrót do zdrowych zasad jego Założyciela. Niestety, daleko się już odeń odeszło szukając wygody i ugody z modernistycznym okupantem Rzymu. I dlatego skutki są tak ciężkie.

      Do tego dzisiejszy liberałowie w FSSPX wykorzystuja wypowiedzi abp Lefebvre’a, aby dostosować je do ich liberalizmu. A że niektóre rzeczywiście się do tego nadają, być może to właśnie stanowi główny/jedeny brak tego wielce zasłużonego dla Kościoła francuskiego purpurata.

      In Christo Rege,
      Pelagiusz z Asturii

Zostaw komentarz

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s