Bp Fellay usprawiedliwia swą soborową Deklarację z 15 IV 2012

Dla tych, którzy mają jeszcze wątpliwości co do liberalizmu (a może gorzej?) Przełożonego Generalnego FSSPX, on sam przemawia własnymi słowami. Ze swej soborowej Deklaracji w istocie nie wycofuje się („wycofuje ją”, ale, jak wiemy, tylko ze względów taktycznych), zupełnie nie żałuje jej, ani jej skutków. Przeciwnie, usprawiedliwia przyjęcie niejednoznacznych sformułowań i soborowych nauk, zwłaszcza fatalnego Wyznania wiary i Przysięgi wierności z 1989 (przypis 1 Deklaracji), w swej Deklaracji pragnieniem uniknięcia oskarżenia o sedewakantyzm. W ten sposób bp Fellay się tylko pogrąża i uzasadniając swą Deklarację, uzasadnia istnienie ruchu oporu wobec nowej linii Menzingen. W ten sposób m.in. blog Pelagiusza został poproszony przez samego bp Fellaya o kontynuowanie dzieła rozpoczętego.

Czytając wyjaśnienia bp Fellaya należy też pamiętać, że abp Lefebvre wycofał się z wymienionego w poniższej „notatce” protokołu z 1988, mówiąc, że gdyby doszło do porozumienia, „Bractwo skończone byłoby w przeciągu roku” (porównanie Protokołu z 5 V 1988 z Deklaracją z 15 IV 2012). Skoro Deklaracja bp Fellaya jest prawie tożsama z Protokołem abp Lefebvre’a, widzimy na własnych oczach rozkład FSSPX. Należy również mieć na uwadze, że do wiernych, w Liście do przyjaciół i dobroczyńców nr 80, mówi bp Fellay o wierności Arcybiskupowi i Tradycji, a jednocześnie do księży, w Cor unum nr 104, usprawiedliwia swą niebezpiecznie niejednoznaczną Deklarację. Nierzadko, i słusznie, krytykujemy, jak (nie)nasi modernistyczni biskupi manipulują prawdę i głoszą błąd. Zobaczmy, co może mieć na myśli bp Fellay, tłumacząc się ze swej soborowej Deklaracji. Jest to zaiste „hermeneutyka ciągłości”.

Wkrótce pojawi się polskie tłumaczenie komentarza księży z La Sapinière, jak zawsze trafnego.

Pelagius Asturiensis

Notatka dotycząca Deklaracji doktrynalnej z 15 kwietnia 2012
(Cor unum z marca 2013)

Kontekst jest następujący: Deklaracja ta pojawia się 15 kwietnia, po liście kardynała Levady z 15 marca, w odpowiedzi na nasz list z 12 stycznia. W swej odpowiedzi, kardynał Levada wyraża odmowę władz rzymskich wobec naszej propozycji, aby zastąpić ich Preambułę doktrynalną trydenckim wyznaniem wiary wraz z [wyrażeniem] przylgnięcia do Pastor aeternus i nr 25 Lumen gentium rozumianego w świetle przedsoborowego Magisterium („zgodnie z przysięgą antymodernistyczną”). Kardynał Levada dodaje, że nasze odrzucenie Preambuły doktrynalnej aprobowanej przez Benedykta XVI jest równoznaczne z zerwaniem komunii z Papieżem, co pociąga za sobą sankcje kanoniczne zaciągnięte za schizmę.

Od początku, to, czym się kierujemy w naszych relacjach z Rzymem, to zasada wiary: bez wiary niesposobna podobać się Bogu (cf. List do Żyd., XI, 6). Nie możemy pozwolić, by nam wydarto, ani by chociaż osłabiono naszą wiarę otrzymaną na chrzcie. Jeśli chcemy pozostać katolikami, to rzeczywiście do tej zasady musimy być przywiązani i na niej musimy oprzeć całe nasze działanie. Postawić na szali tę zasadę, aby otrzymać jakąkolwiek korzyść praktyczną, nawet uznanie kanoniczne, zawsze było wykluczone.

Niektórzy najwyraźniej nie zwrócili uwagi na fakt, że zawsze mówiłem, że porozumienie praktyczne nigdy nie będzie miało miejsca, jeśli warunki sine qua non wyrażone przez nas kilkakrotnie, zarówno w różnych wypowiedziach, jak i w drugiej odpowiedzi dla Kongregacji Nauki Wiary (12 stycznia 2011), która przytaczała słowa samego abp Lefebvre’a, nie będą zrealizowane. I cóż więc, nawet jeśli dokument z kwietnia byłby przyjęty, nie wystarczyłoby to, by dopełnić normalizację kanoniczną. Jednym z zasadniczych punktów tych warunków sine qua non było i pozostaje swobodne atakowanie i denuncjacja błędów w Kościele, włącznie z tymi, które pochodzą z Soboru.

Przy okazji przekazania swego listu z 16 marca, kardynał Levada dał nam do zrozumienia, że rzymskie władze uważały, że Bractwo w całości odrzuca magisterium wszystkich papieży, jak i wszystkich aktów magisterium od 1962. Bowiem, według niego, w czynach nie przyznawaliśmy tym aktom żadnej wartości, pomimo wszystkiego, co możemy mówić. Oskarżenie to jest fałszywe, i ważne jest je odeprzeć, bowiem choć akceptujemy być niesłusznie potępieni za naszą wierność dwutysiącletniej tradycji, jednak nie akceptujemy być oskarżeni o zerwanie z Rzymem, co nasz założyciel zawsze odrzucał. To jest właśnie granica, którą nam wyznaczył, ponad pokusą przyłączenia się do soborowych błędów (co wykluczyliśmy listem z 12 stycznia, a co nie umknęło kardynałowi Levadzie), ale również ponad pokusą sedewakantystyczną (co staraliśmy się zrobić w tej deklaracji doktrynalnej).

Ten kontekst pokazuje, że deklaracja doktrynalna nie miała być wyczerpującym wyrazem naszej myśli o Soborze i o obecnym magisterium. Nie zastępowała naszego doktrynalnego stanowiska, takiego, jakie zostało przedstawione podczas dwóch lat rozmów doktrynalnych, chciała je tylko uzupełnić w pewnym punkcie szczegółowym: oskarżenie o schizmę. Oto dlaczego ta deklaracja starała się podać przykłady naszego podporządkowania magisterialnej władzy samej w sobie (in se), jednocześnie zachowując nasz sprzeciw wobec wielu aktów aktualnie przez nią wykonywanych (hic et nunc). Aby wykazać nasze uznanie rzymskiej władzy, w sprawie reform soborowych, wykorzystaliśmy kilka punktów tekstu abp Lefebvre’a, z 1988, bowiem nie chcieliśmy wykorzystywać [tesktu] „preambuły doktrynalnej”, której treść odrzuciliśmy w naszej odpowiedzi z 12 stycznia, o czym kardynał Levada wspomniał w swoim liście z 16 marca.

Nasze stanowisko jest z pewnością delikatne, bowiem nie chcemy być ani heretykami, ani schizmatykami, tak więc zaproponowaliśmy tekst podzielony na dwie części, pierwsza wyłożyła ogólne zasady oraz całkowicie i absolutnie uwarunkowywała drugą część, która poruszała specyficzne punkty Soboru Watykańskiego II i główne reformy, które z niego wyniknęły. Aby nie dopuścić do jakiejkolwiek niejednoznaczności w tej drugiej części – niejednoznaczności, którą już zadenuncjowaliśmy w naszej odpowiedzi z 12 stycznia (zob. Cor unum, nr 103, s. 52 nn.), wydawało się wystarczającym  przypomnieć z siłą, że magisterium w żaden sposób nie może opierać się na samym sobie czy na asystencji Ducha Świętego, aby móc nauczać  nowości sprzecznej z niezmiennym magisterium Kościoła.

Skoro możliwość nowości czy sprzeczności z wcześniejszym nauczaniem było wykluczone, według naszego mniemania, siłą rzeczy odsunięta została wszelka niejednoznaczność dotycząca Soboru, włącznie ze słynną „hermeneutyką reformy w ciągłości”, nie do przyjęcia. Patrząc wstecz, stwierdzamy, że nasza myśl nie została zrozumiana w tym sensie przez niektórych wybitnych członków Bractwa, którzy widzieli tam niejednoznaczność, a nawet przyłączenie się do tezy hermeneutyki ciągłości, którą jednak zawsze odrzucaliśmy.

Rzymskie władze, ze swej strony, nie zobaczyły w tej deklaracji przyłączenia się do hermeneutyki ciągłości. Z tego powodu, po ustaleniu w roboczym dokumencie dokładnego zestawienia porównawczego wszelkich rozbieżności między ich Preambułą z 14 września 2011 a naszą deklaracją z 15 kwietnia 2012, [rzymskie władze] przemieściły i zmieniły znaczenie dodatków, które nanieśliśmy i które uznaliśmy za nieodzowne, potem dodały fragmenty, które usunęliśmy i które uznaliśmy za nie do przyjęcia. To jest tekst, który został nam przedłożony 13 czerwca 2012.

Można w ten sposób zaznaczyć wśród tego, co zostało przemieszczone i zmienione: w nr III – 6, tam, gdzie uznawaliśmy ważność NOM w samym sobie i prawowitość czy prawomocność promulgacji (fr. „la légitimité ou légalité de la promulgation” – przyp. tłum.) (jak abp Lefebvre w 1988), w tekście z 13 czerwca znajdujemy uznanie ważności i legalności (fr. „la  licéité” – przyp. tłum.) NOM i sakramentów od Pawła VI do Jana Pawła II.

Pośród tego, co zostało dodane, zaznaczyć można liczne odniesienia zarówno do nowego katechizmu, jak i do hermeneutyki ciągłości; tak więc w nr III – 5 to, co napisaliśmy o wolności religijnej: „ których sformułowanie trudne jest do pogodzenia z wcześniejszym doktrynalnymi twierdzeniami Magisterium” staje się: „ których sformułowanie mogłoby się wydawać niektórym trudne do pogodzenia…”. W tym samym nr III – 5, teologiczne wytłumaczenie stwierdzeń Soboru, które wydają się  nie być do pogodzenia z wcześniejszym Magisterium Kościoła staje się wytłumaczeniem „zwłaszcza, aby pomóc zrozumieć ich ciągłość z wcześniejszym Magisterium Kościoła”, wykluczając w ten sposób wszelką krytykę.

Po wysłaniu do Rzymu tekstów Kapituły generalnej z minionego lipca, poznałem abp Di Noię 28 sierpnia 2012 i poinformowałem go, że wycofuję naszą propozycję z miesiąca kwietnia, która nie może już dalej służyć jako podstawa pracy. Pozostaje Preambuła doktrynalna z 14 września 2011, przytoczona w głównych zarysach 13 czerwca 2012 i nasza podwójna odpowiedź: listy z 30 listopada 2011 i z 12 stycznia 2012 z jednej strony; deklaracja kapituły z 14 lipca 2012 wraz z warunkami wymaganymi przed wszelkim uznaniem kanonicznym z drugiej strony.

+ Bernard Fellay

Z języka francuskiego, za La Sapinière, tłumaczył Pelagius Asturiensis.

3 comments on “Bp Fellay usprawiedliwia swą soborową Deklarację z 15 IV 2012

  1. antoninuspius pisze:

    Tragedią Bractwa jest gallikańska metoda przesiewania aktów magisterium Kościoła Świętego, a bp Fellay to [przymiotnik usunięto – PA] sofista-sedewakantyzm nie jest żadną pokusą logicznego uproszczenia tylko wyjściem awaryjnym mającym całkowite uzasadnienie w wieczystym magisterium. Ojciec Święty Paweł IV w konstytucji apostolskiej ,, Cum ex apostolatus officio” z lutego 1559 w jasnych słowach orzekł że wybór heretyka bądź osoby tylko podejrzanej o herezję na Stolicę Piotrową jest od samego początku nieważny a każdy katolik ma obowiązek przeciwstawić się tego typu uzurpatorom. Bractwo ma w pogardzie ten arcyważny dokument który uzyskał aprobatę również św Piusa V ( sic!). Od pół miesiąca moje pytanie o ten dokument na bractwowym forum pozostaje bez odpowiedzi co tylko potwierdza moje przekonanie o wybiórczym podejściu Menzingen do wieczystego magisterium. Dodam że wspomniana konstytucja należy do źródeł kodeksu piusowsko-benedyktyńskiego z 1917r., który to kodeks jak sądzę do dnia dzisiejszego obowiązuje w sumieniu wszystkich synów Kościoła. Dodam że sam modlę się za duszę abp Lefebvre który mimo wszystko zrobił dużo dobrego – nie mam Ducha świętego w tym stopniu co x Schmiedberger który stwierdził że nie trzeba odprawiać reqiem za monsigneura-wszyscy jesteśmy tylko ludzmi niewolnymi od błędów, lecz intencje bp Fellaya nie znajdą nigdy i nigdzie usprawiedliwienia a tym bardziej na spotkaniu rodzaju ludzkiego w dolinie Jozafata!

    • Szanowny Panie,

      Ciekawy temat tu Pan porusza. Rzeczywiście istnieją rozmaite przypadki, gdzie władze FSSPX przesiewają tradycyjne nauczanie i praktykę. Niestety. Skąd się to bierze… być może z pewnych niekonsekwencji Arcybiskupa (co nie ujmuje mu heroiczności cnót w moim mniemaniu)… z pewnością jest to skutkiem uzurpacji jurysdykcji przez przełożonych, którzy jej nie posiadają. Nieco o tym pisze nad wyraz trafnie x. Curzio Nitoglia, wyświęcony przez Arcybiskupa kapłan niezależny, w Liście zakłopotanego kapłana do „Tradizione Cattolica”, który zacząłem tłumaczyć. Mam nadzieję, że w ciągu kilku dni pojawi się tłumaczenie tekstu na moim blogu. Będzie można przesyłać księżom, którzy bezprawnie wyrzucają wiernych albo odmawiają udzielania sakramentów.

      Trzymam się Bractwa pomimo błędów jego przywódców. Bractwo nie jest własnością bp Fellaya czy innych osób. Jest dziełem Kościoła, którego założycielem był świątobliwy, uważam, francuski purpurat. Jego następcy niestety je niszczą.

      In Christo Rege,
      Pelagiusz z Asturii

      • Bogusław pisze:

        Tak, Bractwo nie jest też właścicielem Tradycji, którą mogłoby reglamentować, jak usiłują czynić obecni jego przywódcy. Powiem więcej: jesteśmy katolikami, nie lefebrystami, ani tym bardziej fellaistami i Bractwo nie jest nam do zbawienia koniecznie potrzebne.

        Jeżeli przychodzimy na Msze do ich kaplic, to przychodzimy nie do Bractwa, ale do Pana Boga. Zatem żaden człowiek, nawet kapłan, nie jest właścicielem sakramentów i nie ma prawa reglamentować ich w imię partykularnego interesu.

        A gdyby jednak niegodziwość zatriumfowała nad wszelkim prawem, to mamy przykład katolików japońskich, którzy przetrwali 400 lat bez kapłanów. Wolno nam mieć nadzieję że nasza próba nie będzie aż taka, ale ufajmy przede wszystkim obietnicy Pana:

        „Tarczą osłoni cię prawda Jego; nie ulękniesz się strachu nocnego, strzały lecącej we dnie, nieszczęścia chodzącego w ciemności, najazdu i czarta południowego. Padnie u boku twego tysiąc, a dziesięć tysięcy po prawicy twojej, a do ciebie się nie zbliży”

Zostaw komentarz

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s