Konferencja bp Ryszarda Williamsona wygłoszona 5 stycznia 2013 we Francji

Na początku stycznia, po swojej podróży do Stanów Zjednoczonych i Kanady, J. Eks. bp Ryszard Williamson udał się z wizytą do Francji. Jego konferencja dla wiernych przeciwnych przyłączeniu się FSSPX do modernistycznego Rzymu miała miejsce w sobotę, 5 stycznia, w wigilię święta Trzech Króli w nieznanej publicznie miejscowości departamentu Cher w centralnej Francji. W niedzielę odprawił ksiądz biskup Mszę pontyfikalną, po której nastąpiło towarzyskie śniadanie, wśród licznych rozmów między obecnymi. Posiłek ten zakończył się około 17:00. Francuski tekst tejże konferencji, z uwagi na jej charakter prywatny, był pokazany bp Williamsonowi zanim został publicznie umieszczony na forum Un évêque s’est levé. Podtytuły zostały dodane przez redakcję wymienionego forum. Streszczenie tego spotkania i konferencji umieściliśmy już tutaj. Tłumaczył z języka francuskiego Pelagius Asturiensis.

mgr-williamson 5 janvier 2013 en France(Zdjęcie Pana Pawła Chaussée)

Konferencja bp Ryszarda Williamsona
wygłoszona 5 stycznia 2013 we Francji

Stan rzeczy

Po Vaticanum II to świeccy zrobili wiele, aby uratować resztę i dzisiaj jest bardzo możliwe, że po Vaticanum IIB to będą świeccy, którzy zrobią wiele, aby uratować resztę resztki.

Sytuacja jest oczywiście bardzo poważna, była poważna pięć lat temu, a jest jeszcze bardziej poważna dzisiaj i może się jeszcze pogorszyć, pogorszyć, pogorszyć, ponieważ dobry Bóg, za pomocą kary oczywiście, jako że to jest częścią Jego planu, dobry Bóg chce oczyścić katolików. Pragnie, byśmy zrozumieli, że półśrodki już się nie nadają. Wygląda na to, że nikt nie chce wyciągnąć nauki. Potrzeba zatem jeszcze kary.

Tak mi się wydaje. Ksiądz Franciszek Chazal bardzo dobrze powiedział wiosną, „maska była zdejmowana, ale po kapitule z miesiąca lipca maska została z powrotem założona”; więc Menzingen udało się Kapitułą Generalną zatrzymać opór, zmylić go, uśpić go ponownie, więc opór traci swoją pewność, przygrywa tę partię, traci swoją rację bytu o tyle, o ile uważa on, że problem się skończył, ponieważ nie ma już możliwości, ani prawdopodobieństwa, w najbliższej przyszłości na porozumienie z Rzymem.

To są starzy liberałowie, to nie od wczoraj mamy liberalizm księdza Schmidbergera, księdza du Chalarda, księdza Loransa, biskupa Fellaya i księdza Pflugera. To głowy kierownicze, i faktycznie mają tę postawę od dawna. Podam dwa przykłady. Ale, to powiedziawszy, jak mawiał ojciec Vallet często przytaczany przez ojca Barielle gdy byłem seminarzystą w Ecône, „liberał, poza specjalną łaską, się nie nawraca”.

Liberałowie są krzyżowcami, a ich krucjata jest boska, ponieważ ma ona wymiar boski, ma ona wymiar boski, ponieważ jest krucjatą przeciwko Bogu. Liberalizm jest wojną przeciwko Bogu, wojną wypowiedzianą Bogu, a skoro chodzi o zdymisjonowanie Boga, cóż, wszystko wolno! Wszystkie środki są dozwolone, więc kłamanie, zdradzanie, wprowadzanie w błąd, wszystko jest święte. To jest nie do wiary, ale tak jest i obserwujemy to i stwierdzamy codziennie. A to się nie nawraca z dnia na dzień. Daleko, daleko, daleko od tego, zatem ta ekipa, która zawładnęła Bractwem nie odstąpi. Robi krok do tyłu, aby zrobić dwa do przodu! I czeka, ta kopuła (jak się mówi po hiszpańsku), ta kopuła Bractwa czeka, aż zepsucie Bractwa będzie bardziej zaawansowane, by następnym razem porozumienie z Rzymem przeszło. W rzeczywistości, można uważać, że porozumienie z Rzymem, ugoda z Rzymem, jest tylko jedną dziewiątą lodowca, którą widać nad powierzchnią, podczas gdy cały czas pod spodem znajduje się osiem dziewiątych, które są rosnącym liberalizmem. Niektórzy z was, trochę słuchałem tu i tam, niektórzy z was obserwują ten liberalizm wśród świeckich i kapłanów i dla naszego biednego świata nie ma dziś nic bardziej typowego, nic bardziej normalnego, niż ten proces liberalizacji. To powiedziawszy, rzeczywiście, krucjata liberalizmu dobrze zakorzeniona w kierownictwie Bractwa musi tylko poczekać, aż następnym razem to przejdzie. Nie ma mowy o cofaniu się, i bez cudu Bractwo nie może być uratowane.

Czy Dobry Bóg da nam cud? To nie jest wykluczone! To jest to, co wprawia w zakłopotanie, co zatrzymuje najtrzeźwiej patrzących, jeśli mogę tak powiedzieć, to znaczy tych, którzy uważają tą sytuację na szczycie Bractwa za beznadziejną, ale to, co jest niepojęte, nieprzewidywalne, to interwencja Boża! Jest to więc możliwe, ale bez tego, po ludzku, Bractwo jest stracone.

Sprawa Mater Dei

Podam dwa przykłady na to, że liberalizm Menzingen ma długą historię. W ‘85/‘86 roku, niektórzy z was być może to pamiętają? Już ponad 25 lat temu miała miejsce sprawa Mater Dei, tego seminarium, które chciano założyć w Rzymie dla seminarzystów z Ecône. Był przywódca wśród seminarzystów z Ecône, przywódca, który poprowadził małą bandę seminarzystów. Więc oczywiście, zanim wyjechali do Rzymu zrobili propagandę w seminarium, aby przyciągnąć do siebie możliwie jak największą liczbę seminarzystów, by wypatroszyć Ecône przemieszczając do Rzymu możliwie jak najznaczniejszą liczbę seminarzystów. Jak można było to zrobić bez zapewnienia Rzymu o swoich krokach? Wszystko wskazuje na to, że kardynał Ratzinger był w to zamieszany. Była więc ta grupa seminarzystów wewnątrz seminarium. W tamtym czasie to ksiądz Lorans był przełożonym seminarium w Ecône, a ksiądz Schmidberger Przełożonym Generalnym Bractwa. W 1985 abp Lefebvre oczywiście jeszcze żył. W seminarium zaczynano trochę za bardzo orientować się, kto był w to zamieszany.

W końcu sprawa została zwietrzona i grupa wyjechała do Rzymu. Ksiądz Lorans i ksiądz Schmidberger zakazali informowania abp Lefebvre’a o szczegółach. Innymi słowy, ksiądz Lorans i ksiądz Schmidberger byli już być może, być może, w zmowie z kardynałem Ratzingerem. W każdym bądź razie ukryli coś przed abp Lefebvrem! To, to było już w ‘85/’86, a potem sprawa w Rzymie się rozwaliła – nie wiem, czy to słowo jest eleganckie, przepraszam (śmiechy) – przywódca seminarzystów napisał do abp Lefebvre’a, aby przeprosić, w pewnym sensie, powiedział mu, byliśmy bardzo źle przyjęci w Rzymie, nie dano nam niczego, co nam obiecano, to jest dokładnie to, co przewidział abp Lefebvre. Abp Lefebvre wykorzystał to w czasie sakr, aby zaznaczyć, że nie można niczego się spodziewać dla Tradycji ze strony kardynała Ratzingera i ze strony Rzymu. To jest przykład tego liberalizmu! To przynajmniej cień liberalizmu pośród tych przywódców Bractwa!

G.R.E.C.

Innym przykładem jest G.R.E.C.! Jest to obecnie znane dzięki małej książce, którą napisał ojciec Lelong. Ilu z was przeczytało tę książkę? Nazywa się Konieczne pogodzenie się. Nikt nie przeczytał tego? Tak, tak jest, słyszano o niej! Nie jest trudno to streścić! Nietrudno jest to opisać, ponieważ to tylko 120/130 stron, mała książka, łatwa do czytania…

– niezrozumiałe pytanie jest zadane na Sali.

– Odpowiedź: mam odpowiedź na wszystko: Internet! (śmiechy)

Całe dobro, całe zło jest w Internecie. Ale pośród wszystkich śmieci, oczywiście, oczywiście, oczywiście, znajdują się mimo wszystko prawdy w Internecie i z tego powodu młot opada na Internet dlatego, że Internet łamie monopol informacji, a nawet tajemnicę Menzingen, to jest drażniące, to jest drażniące dla Nowego Porządku Światowego. (…) Dlatego, że to łamie monopol opinii publicznej, wcześniej mogli oni wszyscy nas zatruwać swymi mediami, swymi nikczemnymi mediami, teraz ich gazety nie schodzą, ponieważ ludzie coraz mniej czytają, ponieważ z jednej strony Internet jest łatwiejszy, a z drugiej strony więcej jest prawdy w Internecie, niż w mediach. Muszą być ludzie, którzy sobie z tego zdają sprawę, a więc gazety nie schodzą.

Cóż, wróćmy do GREC. Ta mała książka napisana jest przez ojca Lelonga, dominikanina, kapłana bardzo mile widzianego na paryskich salonach. W ‘97/’98 były ambasador Francji przy Watykanie, Pan Gilbert Perol, ma w głowie ów pomysł robienia prywatnych, bardzo dyskretnych, spotkań między kapłanami Vaticanum II i kapłanami Bractwa. Bez żadnej wątpliwości wywodzi się to z pragnienia pogodzenia dobrej Mszy katolickiej abp Lefebvre’a i dobrego autorytetu Rzymu! Ponieważ Rzym jest katolicki, abp Lefebvre jest katolicki, dlaczego ma być starcie między tymi dwoma? To nie ma sensu, zatem w stylu dobrego dyplomaty Pan Perol układa akt, mówiący, że gdybyśmy tylko mogli zorganizować przyjacielskie spotkania, całkowicie dyskretne dlatego, że to mogło obrazić jednych albo drugich, spotkania regularne między obiema stronami, aby wszyscy mogli przedstawić swój punkt widzenia bez złoszczenia się, absolutnie nie wolno się złościć, absolutnie nie jesteśmy teologami… – Ach!?… – Jestem dyplomatą, więc myślę o środkach dyplomatycznych, aby rozwiązać ten straszny problem w Kościele. „Nie jesteśmy teologami”… Sofizmat! Nie jesteście teologami, świeccy nie są teologami seminariów czy teologami dyplomowanymi, etc. To znaczy, świeccy muszą dobrze znać swój katechizm. Znając swój katechizm nie mają absolutnie potrzeby odsuwać doktryny na margines. To jest dokładnie to, co zrobiła ta mała grupa GREC; od początku odsunęli na margines doktrynę. A więc, środkami dyplomatycznymi – to jest rzeczywiście masońskie, to pomysł masoński – za pośrednictwem dyplomacji, przyjaźni, spotkań przyjacielskich, wzajemnej ufności, oto ciągle ta sama śpiewka, może będziemy mogli stworzyć, jesteśmy skromni, czyż nie? Będziemy może mogli stworzyć atmosferę, która pozwoli teologom się porozumieć! O tak! Chadzają więc potajemnie na te spotkania bardzo prywatne. Na początku lat 2003/2004 powiększa się to nieco, spotkania w końcu stają się publiczne, to nie wydaje się wystraszać nikogo, nikt o tym nie mówi, utrwalił się pomysł, by to robić, zawsze znajdują się księża Bractwa w tym układzie, znajdują się reprezentanci Bractwa, którzy przemawiają na tych spotkaniach. Można powiedzieć, że świeccy zapominają o wadze doktryny? Mało tego! Że księża Novus Ordo zapominają doktrynę? To jest ich zawód! Ale żeby księża Bractwa Św. Piusa X stawiali się w kontekście gdzie, z zasady, odsuwa się na margines doktrynę, to jest zdrada!

A zatem można się domyślać, że czterej kapłani Bractwa, których obraz pojawia się w tej książce, (ponieważ znajdują się tu i tam fotografie…) Są tam czterej kapłani Bractwa. Ksiądz Schmidberger, ksiądz du Chalard, ksiądz Lorans i bp Fellay, są tam wszyscy!

(Niezrozumiałe dyskusje z salą)

[Ktoś przypomina tytuł dzieła Pana Pawła Chaussée : po publikacji książki we współpracy Célier/Pichon w dziele „Benedykt XVI i tradycjonaliści” – 2007]

Bp Williamson wznawia:

Ksiądz Célier napisał czterdziestostronicowe dzieło o powodach, dla których bp Fellay powinien dyskutować o porozumieniu z Rzymem. Pierwsza część wyjaśnia dlaczego bp Fellay nie może teraz podpisać, druga część dlaczego mógłby podpisać jutro. Podsumowanie, to wszystko zależy od wielkiego Manitu, od nieodpartego przywódcy, mądrego, jak nikt inny, jakim jest bp Fellay. To było podsumowanie w owej chwili.

To pozostało dyskretne, ale ktoś wśród Rady Generalnej, której członkiem wtedy byłem, wyróżnił się. Ktoś więc przekazał to w ręce pewnego świeckiego, który to opublikował i mniej więcej wtedy bp Fellay wycofał się publicznie, wyparł się księdza Céliera publicznie! Dlatego że bp Fellay nie jest nikim, jeśli nie jest politykiem! To polityk, w stosunku do wewnątrz, bardzo zręczny. Na zewnątrz naiwny, jak nikt! Wobec rzymskich polityków to imbecyl! Myślę, że uważa się za większego lisa niż lisy rzymskie. A to jest głupie! Głupie! Ale aby przykręcać śruby wewnątrz Bractwa, bardzo zdolny. Gdy tylko przeniknie się osobę, nie uwodzi już więcej, ale do tego momentu, bardzo uwodzicielski!

Około 2007 staje się to bardziej publiczne, ta idea rozprzestrzenia się, i wówczas musieli uważać, że dyskusje, które od 2009 do 2011 były wykonaniem inicjatywy owej „Grupy Refleksji Między Katolikami”, katolicy, czy to Tradycji, czy to Kościoła soborowego, wszyscy mamy tę samą nazwę „katolików”, więc musimy się porozumieć. Na tym to polega. I wnet dyskusje się nie powiodły. To musiało być okrutnym rozczarowaniem, uważam, dla tych nie-teologów, którzy, jeśli mieli choć trochę zdrowego katolickiego rozsądku, zdawali sobie sprawę, że próbowano pogodzić rzeczy nie do pogodzenia, ale właśnie, brakowało tej odrobiny zdrowego katechizmowego rozsądku, brakowało zupełnie poczucia doktryny, oto co jest alarmujące! Brakowało zupełnie poczucia doktryny, to się nie udało, ponieważ, nie wiem jak, bp Fellay wystawił jako zespół bp de Galarettę, księdza de Jorna, księdza Gleize i księdza de la Rocque. Nie wystawił księdza Céliera! Prawdopodobnie dlatego, że myślał, że to nie przejdzie! Dlatego że ksiądz Célier się spalił, jeśli mogę tak powiedzieć, od interwencji Pana Chaussée! Ksiądz Célier jest osobitością, jeśli mogę powiedzieć, która bardzo źle wróży!

Inicjatywa GREC została na razie zatrzymane, oczywiście, że oni się nie nawracają. Nie wiem co obecnie robią.

[Nowe wymiany myśli z salą, trudne do śledzenia.]

Bp Williamson:

„Umiarkowany” i liberalizm to orzeł i reszka tej samej monety! To jest pozornie zaskakujące, ale liberał może stać się „umiarkowanym” i „umiarkowany” może z łatwością stać się „liberałem”. Wydaje mi się. To nie jest ośmieszanie sedewakantystów, którzy są o wiele bardziej sympatyczni, niż liberałowie! Dlatego, że sedewakantyści mają wiarę, inaczej braki papieża nie stanowiłyby problemu, i mają także logikę. Myślą więc i mają wiarę, o wiele bardziej niż liberałowie! Liberałowie, to rozpuszczenie wszelkiego myślenia, rozpuszczenie wszelkiej prawdy, rozpuszczenie wszelkiej doktryny. A to jest to, co jest alarmujące.

To znaczy, że ci wybitni kapłani FSSPX nigdy nie zrozumieli abp Lefebvfe’a. Oto moje podsumowanie.

Arcybiskup Lefebvre, gołąb i sokół

Byłem w seminarium między ’72 a ’76. W owym czasie robiło się pięć lat u abp Lefebvre’a, ale skoncentrował on jak tylko możliwe [okres formacji seminaryjnej – przyp. PA], aby przygotować i dać światu kapłanów jak najszybciej. Albowiem zupełnie brakowało kapłanów, oto myśl abp Lefebvre’a w owym czasie! Było to więc bardzo skoncentrowane, ale tam byłem w owym czasie i obserowałem odważnych młodzieńców, którzy byli ze mną i którzy wstępowali do seminarium ze mną i zobaczyłem kryzys liberalny, z którego niczego nie rozumiałem, byłem biednym, małym pogubionym prowadzonym za nos przez Dobrego Boga, to wierzę, że mogę powiedzieć! Bóg jest Bogiem! (śmiechy)

Cóż! Kryzys liberalny z ’73! Kryzys liberalny z ’75! Kryzys liberalny z ’77! Nie było mnie tam. Abp Lefebvre przyprowadził mnie do Ecône natychmiast po tym kryzysie z ’77, dlatego że odeszło kilku profesorów, ksiądz Gotfried, ksiądz d’Argenson, ksiądz Bertaud, najsmutniejsze ze wszystkiego! A więc były dziury do załatania, pamiętam pierwszy wykład teologii, jakiego udzieliłem, – jestem bardzo dumny z tej gry słów, powiedziałem, „proszę księży, jestem zapchaj-dziurą, to znaczy dziurą z wielką gębą!” (gra słów wyraźna jest w języku francuskim: „je suis un bouche-trou, c’est-à-dire un trou avec une grande bouche!” – przyp. PA) Za każdym razem były to małe gołąbki i sokół abp Lefebvre’a wychodził na zewnątrz i przywracał wszystko do porządku. W ’73 to był ksiądz Jakub Masson. ‘75 to była suspensa (a divinis – przyp. PA) i kilku profesorów odeszło, wśród nich dominikanin, bardzo dobry teolog, dominikanin Tomasz Merlet z Fryburgu, nie chciał już wykładać. Miało miejsce wielkie odejście profesorów, kilku seminarzystów również! Wtedy poszedłem do biura abp Lefebvre’a i powiedziałem mu mniej więcej: „Abp Lefebvre, co zrobi Ekscelencja, co się dzieje? To jest troszeczkę poważne”. I pamiętam jego odpowiedź: „No cóż, jeśli wszyscy profesorowie od nas odejdą, trzeba będzie, by seminarzyści uczyli się sami z podręczników”. To znaczy, ja nie zmieniam kursu, nie opuszczam dziobu statku, wiem dokładnie, gdzie chcę zmierzać, wiem, dokąd prowadzę seminarzystów i jeśli nie mam nikogo, kto by mi pomógł ich uczyć, to z wczorajszych podręczników nauczą się dobrej doktryny, która była powszechna wczoraj.

W ’77 miało znowu miejsce poważne odejście…

To jest tak, że abp Lefebvre miał dwie strony, stronę gołębia i stronę sokoła. Jeśli chodzi o doktrynę, to był sokół! Jeśli chodzi o duszpasterstwo, to był gołąb! A gołąb przyciągał, ponieważ sokół się nie pokazywał. I można było się dać przyciągnąć przez abp Lefebvre’a, jak przez najbardziej przyciągającego gołębia katolickiego! Ale nie spodziewano się spotkać pod spodem tego sokoła, ale to sokół, który kierował gołębiem, a nie gołąb, który kierował sokołem. Tym, co istotne u abp Lefebvre’a była treść doktrynalna. Przed ’88 można się było zawsze pomylić z tym liberalnym instynktem nowoczesnego świata, można było się łudzić, że sokół to nie jest prawdziwy abp Lefebvre. Nie chciano rozróżniać. Chciano, by abp Lefebvre był tylko gołębiem. Chciano, by był po prostu najlepszą kontynuacją lat ’50, które zresztą były przerwane przez Sobór.

„Syndrom lat pięćdziesiątych”

W latach ’50, gdy miał miejsce jeszcze ów wygodny katolicyzm, nie chcąc go za bardzo obrażać. Wygodny, to znaczy, który jest katolicki, który wierzy, który ma wiarę, który chce żyć i który chce umierać jako katolik. Ale na razie naciski nowoczesnego świata, delikatne i gwałtowne, są tak mocne, że nie za bardzo chce się żyć w stanie wojny z nowoczesnym światem. Katolicyzm lat ’50 był jeszcze na pewnym poziomie, ponieważ jeśli nie jest się na pewnym poziomie, nie można upaść, otóż Vaticanum II był wielkim upadkiem! Zatem katolicyzm przed Vaticanum II był jeszcze na pewnym poziomie! I abp Lefebvre był tego dowodem, albowiem miał wspaniałą działalność duszpasterską w Afryce, wspieraną przez Papieża, wspieraną przez rzymskich kardynałów, z którymi często prowadził rozmowy wracając z Afryki, to Arcybiskup napisał wielką część encykliki, która pojawiła się z podpisem Piusa XII, o misjach, o konieczności kapłanów dla misji. To było więc całkowicie autentyczne, ale uważam, że można myśleć, że w osobie abp Lefebvre’a gołąb i sokół nie były doskonale zintegrowane. To znaczy, że zaskoczeniem było dla ludzi, gdy pojawiał się sokół.

Myślę, że u abp Lefebvre’a aspekt pastoralny podmywał jego doktrynę, aspekt pastoralny, który odpowiadał doktrynie, która nie była jego własną. Myślę, że był ukształtowany przez Kościół lat ’30, ’40, ’50, a pamiętamy, że robak był już w owocu w latach ’20: Akcja francuska i cała dekadencja, która potem nastąpiła! Zatem zło już dobrze się zainstalowało w Kościele lat ’20. Abp Lefebvre był bardzo lojalny, potrafił nauczyć się od ojca Le Flocha w seminarium francuskim, potrafił zasymilować dobrą doktrynę. Dobrą doktrynę antyliberalnych encyklik, których się nauczył u ojca Le Flocha, ale mówił nam sam, że gdy przybył do seminarium, wierzył jeszcze w rozdział Kościoła i Państwa. Jego liberalne idee były wówczas zupełnie powszechne od stu lat. Inaczej mówiąc, gdy tę sprawę obecnie analizuję, uważam, że był pewien aspekt „syndromu lat pięćdziesiątych” nawet u abp Lefebvre’a. I uważam, że to jest to, co spowodowało bałagan, dlatego że najmniejsza wada u założyciela potem nieuchronnie wychodzi na jaw. Jest takie powiedzenie w języku hiszpańskim, bardzo śmieszne, niezbyt eleganckie: „Dopiero gdy małpa wejdzie na drzewo widać jej zadek!” Jest to dosadne, ale przekazuje wielką prawdę! A mianowicie, im wyżej jest człowiek, tym bardziej niebezpieczne są jego braki. To dlatego trzeba, żeby przełożeni byli możliwie jak najbardziej doskonali. W końcu, cóż…

Pytanie: Ekscelencja uważa, że chodzi o brak w porządku doktrynalnym raczej niż w dziedzinie duszpasterskiej?

Odpowiedź: W tym przypadku, tak! Dlatego że wszelkie duszpasterstwo odpowiada pewnej doktrynie! I trzeba by zastanowić się bardziej, aby lepiej sprecyzować sprawę, ale „syndrom lat pięćdziesiątych” był bardzo rozpowszechniony. Ja nie byłem wtedy katolikiem!

Oczywiście, mówienie tego nie jest odbieraniem czegokolwiek heroizmowi abp Lefebvre’a, jego wielkiej wierze, temu niewiarygodnemu wyczynowi, który polegał na zbudowaniu małej piramidy pod wielką piramidą, która robiła wszystko, by ją zmiażdżyć, która ciążyła całą swoją wagą na tej małej piramidzie, by ją wyeliminować. Przeciwstawił się, utrzymał, obronił, uratował, można by to tak ująć, ale to w dużej mierze odpowiada prawdzie, uratował kapłaństwo, uratował sakramenty. Gdzie byśmy byli bez tego wszystkiego? I przekazał nam to, co otrzymał. Nie był zupełnie doskonały, cóż! Ale obok tego, co można zaznaczyć jako jego niedoskonałości, cóż za wielki człowiek Boga! To nie jest odbieraniem czegokolwiek jego wielkości, ale próbą wykrycia korzeni zła, dzisiejszego zła.

Korzenie nie są trudne do zlokalizowania, to liberalizm nowoczesnego świata. To liberalizm stworzył to, co nazywam „syndromem lat pięćdziesiątych”, ów wykazujący poważne braki katolicyzm lat pięćdziesiątych, który był jeszcze na pewnym poziomie, dlatego że lata ’60 były straszliwym upadkiem! Z drugiej strony katolicyzm lat ’50 był za blisko klifu, inaczej nie mógłby spaść. Katolicyzm lat ’50 był jeszcze, w stosunku do tego, co po nim nastąpiło, anielski, ale jest odpowiedzialny za to, co nastąpiło po nim.

Liberalizm Kościoła soborowego w stronę głowy FSSPX

Istotnym tu punktem jest to, że bp Fellay, ksiądz Lorans, ksiądz du Chalard, ksiądz Schmidberger, tamci czterej – to ci czterej, którzy pojawiają się na stronach tej małej książki ojca Lelonga – tamci czterej nie widzieli w abp Lefebrze niczego innego, jak tylko najlepszą kontynuację katolicyzmu lat ’50. Nie widzieli, nie odróżniali treści doktrynalnej abp Lefebvre’a! I nie rozumieli go, dlatego że, jak prawie wszyscy dzisiaj, w tym świecie utworzonym przez masonów, nie rozumieli wagi, nie pojmowali wagi doktryny. A kto ją rozumie, wagę doktryny dzisiaj? Mało ludzi, mało! Mamy na przykład słowo „indoktrynacja!, jest to złe słowo, dlatego że jest pejoratywne. „Indoktrynacja”, ponieważ wszelka doktryna jest zła, ponieważ trzeba wolności myśli. Wszelka doktryna zamyka myśl i trzeba, by myśl pozostała otwarta i wolna, by iść, gdzie chce! To więc cały nowoczesny świat, który za masonerią niszczy myśl, aby zniszczyć prawdę, aby zniszczyć doktrynę i prawdę, która prowadzi do Pana Jezusa i która prowadzi dusze do Nieba.

Masoneria chce zaprowadzić wszystkie dusze do Piekła, więc poważnie się tym zajmują! Wiedzieli, co robili z wolną myślą i zniszczeniem myśli, to straszne, to przerażające! Dziś jest to wszędzie, a to jest problemem. Mamy w tej małej książce o GREC świadectwo tej słabości kleru, który przeszedł przez seminaria abp Lefebvre’a. Czterech członków kleru, którzy bezpośrednio wszyscy poznali abp Lefebvre’a, wszyscy oni byli w seminarium w Ecône, gdy abp Lefebvre tam był, oni wszyscy mogli zrozumieć! Ale oto dzisiejszy problem i zdawałem sobie z tego sprawę kierując seminarium Bractwa w Stanach Zjednoczonych przez 20 lat.

W Stanach Zjednoczonych liberalizm jest podstawową warstwą, w Europie podstawową warstwą, kraje ongiś katolickie, podstawową warstwą jest katolicyzm! We wszystkich krajach Europy przez wieki był katolicyzm, a liberalizm dotarł dopiero potem. Liberalizm jest zepsuciem katolicyzmu. Ciekawym tematem jest jak liberalizm psuje katolicyzm. To przez wartość jednostki. Ale ta wartość jednostki jest zachwiana dlatego, że  zapomina się o, obniża się wartość, odstawia się na bok dobro wspólne, już nie rozumie się aspektu społecznego. Już nie rozumie się, że człowiek jest z natury społeczny, jak małe dzieci, które wszędzie biegają i między sobą, i nie są indywualne. Jan Jakub Rousseau to: „człowiek jest naturalnie indywidualny”, nie!

Przejdziemy do istoty problemu: Kościół katolicki podkreślił duszę indywidualną, zbawienie osoby, indywidualnej duszy, ale to było w przypadku stanu naturalnego oraz nadprzyrodzonego świętych obcowania. Inaczej mówiąc, Kościół katolicki nigdy nie pojmował wartości jednostki poza ramami zdrowego i najbardziej świętego ciała społecznego, a który dojdzie do Nieba, gdzie zupełnie nie będziemy już jednostkami, to będzie obcowanie świętych.

Zatem Kościół katolicki nie zapomina aspektu społecznego i nalega, by Państwo było katolickie, bronił, jak tylko  mógł, tego nauczania społecznego. Jest nazwa dla nauczania Kościoła katolickiego, które sprzeciwia się liberalizmowi rozpętanemu po Rewolucji, mówi się „nauczanie społeczne Kościoła” i to jest to, co je odróżnia od liberalizmu. To znaczy odmowa pojmowania człowieka indywidualnego wyłącznie jako indywiduum, co robi liberalizm. Ta błędna idea wartości indywidualnego człowieka szaleje od Rewolucji Francuskiej, zaraża cały świat i przenika katolików i do Kościoła katolickiego. Vaticanum II jest religią Człowieka; człowiek-indywiduum ma taką wartość, że ma prawo być pozostawionym wolnym przez swoje państwo cywilne w tym, co dotyczy jego wyboru religii. To jest dogłębnie fałszywe, abp Lefebvre określał to mianem bluźnierstwa, a wy pamiętacie, jak bp Fellay mówił w telewizji amerykańskiej: „wolność religijna Soboru jest rzeczą ograniczoną, bardzo, bardzo ograniczoną!”

Całkowicie stracił wątek abp Lefebvre’a! Ksiądz Schmidberger jest bardzo mocny w głoszeniu społecznego panowania Pana Naszego Jezusa Chrystusa, ale go nie zrozumiał! To jest faktyczny „syndrom lat pięćdziesiątych”! Dobry chłopiec urodzony w 1947, jeśli się nie mylę, ze Szwabii, rejonu bardzo katolickiego południowozachodnich Niemiec, urodzony w katolickiej rodzinie, jak kardynał Ratzinger, ale z Niemiec południowych, jego rodzina również katolicka. Mały Ratzinger wchłania liturgię Bożego Narodzenia, jak czytamy w jego autobiografii, i ma po dziś dzień wielką miłość do tej liturgii klasycznej, co jest powodem tego, że chce, by liturgia nie była za bardzo nowoczesna, etc., etc. Ale to jest miłość z fałszywą doktryną jako podstawą. Głowa prowadzi serce. Głowa kardynała Ratzingera została całkowicie zepsuta podczas jego formacji w seminarium odtworzonym zaraz po wojnie, w Monachium, z profesorami półmodernistycznymi i półtradycjnymi. Przeczytajcie mała autobiografię kardynała Ratzingera. Jest zatytułowana „Moje życie”, naprawdę warto! Na 120 stronach pokazuje swoją wadę, swoją straszną wadę, którą było to, że właśnie był wystawiony na wpływ mieszaniny profesorów, szperano po całych Niemczech po zakończeniu wojny w poszukiwaniu katolickich profesorów uniwersyteckich, aby odtworzyć małe seminarium blisko Monachium, gdzie można by było, że tak powiem, na nowo utworzyć Kościół. Kardynał wspomina w „Moim życiu”, jak, podczas gdy bronił swej pracy o świętym Bonawenturze przed profesorami seminarium, profesorowie zaczęli między sobą dyskutować do tego stopnia, że zapomnieli, że egzaminowali małego seminarzystę czy małego doktora w możności przed sobą! Kardynał znalazł się potem przed profesorami starego stylu i profesorami nowymi i bardzo prawdopodobnie profesorowie nowego stylu byli bardziej ciekawi, prawdopodobnie młodsi, bardziej pociągający, mniej „zacofani”, a znamy tę starą śpiewkę, i mały poczciwiec dał się oczarować. Czyta świętego Tomasza z Akwinu i wspomina bezpośrednio w swojej autobiografii, że dla niego święty Tomasz jest zbyt obiektywny, zbyt bezosobowy, zbyt logiczny, za bardzo zamknięty, za bardzo naukowy, wszystko, za co zdrowa głowa podziwia i czym delektuje się w świętym Tomaszu, z powodu tych wszystkich przymiotów mały seminarzysta przestał się interesować świętym Tomaszem z Akwinu. Za ciekawszych uważał filozofów nowoczesnych i można by podać listę nazwisk wzgardzonych przez Kościół klasyczny. To tyle, jeśli chodzi o Kościół oficjalny.

Bp Fellay, ksiądz Schmidberger i obecny papież są bardziej do siebie podobni, niż się odróżniają! Można by powiedzieć, że bp Fellay jest modernistą, który się nie rozpoznaje. Uznaje się za katolika, myślę, uważa się za katolika, ale nie rozumie, czym to jest. Już nie rozumie, co to jest, jeśli w ogóle kiedykolwiek to zrozumiał. Przypisuje się abp Lefebvre’owi słowo: „Jan Paweł II nie jest już katolikiem, jeśli nim kiedykolwiek był!” Miał to powiedzieć w Ameryce Południowej. Problem jest więc głęboki, bardzo głęboki, i jest całkowicie normalne, niestety, że Bractwo upadło albo że jest w trakcie upadania, całkowicie normalne, że, abp Lefebvre umarłszy w ’91, od końca owej dekady mamy GREC w Paryżu, a nawet wcześniej mamy cień porozumienia Przełożonego Generalnego Bractwa i przełożonego Ecône z kardynałem Ratzingerem w Rzymie.

Dokąd więc zmierzamy jutro?

Dokąd więc zmierzamy jutro? W tej kwestii, szczerze, nie widzę tak przejrzyście i jestem całkowicie otwarty na wasze pomysły. Powiedzmy tak: ci wszyscy czterej, czterej bardzo źli ludzie, o których wspomniałem i którzy pojawiają się w książce o GREC, wszyscy czterej przeszli przez seminarium abp Lefebvre’a, w Ecône, które było wtedy jedyne. Wszyscy czterej mieli dobrą doktrynę. Ale oto wracam do problemu, z którym się zetknąłem w Stanach Zjednoczonych: u nowoczesnych ludzi nie jest trudno wypełnić głowę, co jest trudne, to wprowadzić do głowy zmysł dobrej doktryny, a to już inna rzecz!

[By] wprowadzić do głowy, wystarczy usadowić ich w szkolnych ławkach i wygłaszać doktrynę i jeśli młodzi są pełni zachwytu wobec dobrego abp Lefebvre’a, to człowiek tak charyzmatyczny, tak katolicki, tak łagodny, tak dobry, etc. etc. Akceptuje się wszystko, co mówi. Mówiłby, że 2+2 daje 5, uwierzonoby mu! Dlatego, że to abp Lefebvre!

Był to świat, już w latach’70, który był w trakcie gnicia i jeśli młodzieńcy szukali osobistości prawej i szczerej, instytucji solidnej i porządnej, to abp Lefebvre i Ecône! Można dziś znaleźć wielu kapłanów Bractwa, nawet wśród starszych, dla których horyzont zamyka się wokół abp Lefebvre’a i Ecône. To zrozumiałe, przyjąwszy świat zgnilizny, z którego pochodzą. Żeby młodzieniec w latach ’70 miał taką reakcję i to pragnienie prawdy, aby udać się do abp Lefebvre’a, aby wstąpić do jego seminarium, to już bardzo dużo. Bardzo dużo! O wiele więcej młodych nie myślało o tym. Chwała zatem tym wszystkim, którzy tam wstąpili. Normalne jest, że wstępując nie rozumieli jednak istoty tego, co robił abp Lefebvre. I jak formować na jutro młodych, którzy nie wpadną do tej samej pułapki?

Wielki Kościół upadł przez strukturę, hierarchię i posłuszeństwo w latach ’60, dzieło abp Lefebvre’a jest w trakcie upadania przez strukturę, hierarchię i posłuszeństwo. Bóg wie, czy są odważni księża w całym Bractwie i którzy są wciąż odważni, ale nie dość odważni, by przebili się przez bp Fellaya i jego ekipę, ponieważ rzeczywiście chodzi o ekipę!

Na przykład, dobra wierna z Paryża wspomniała mi o powiedzonku księdza Baudot, Emeryka Baudot, jest to powiedzonko, które przynosi mu z jednej strony chlubę, ale które go sytuuje z drugiej strony, miał powiedzieć: „Oto 10 lat, jak jestem blisko bp Fellaya i mogę wam powiedzieć, że to święty!” Ksiądz Baudot, doskonały kapłan, kapłan, który bardzo dobrze się prezentuje, bardzo dobra doktryna, wszystko, czego można sobie życzyć, jednakże czegoś istotnego mu brakuje. Poczciwy, jak można sobie życzyć, ale nie pojmuje tego, co istotne.

Słowo świętego Pawła w dziewiątym rozdziale listu do Rzymian: „resztka wybrana przez łaskę”, czyż nie? I dziś trzeba utworzyć resztkę z reszty, będzie więc w tym wybór Boży, wybór wiernych, którzy przyszli do abp Lefebvre’a był z pewnością przez łaskę, jak w [innych – przyp. PA] czasach wybór katolików. Jest to typowe, że Bóg daje łaskę temu, a nie tamtemu. Tajemnica łaski. Nie kwestionuje się wyborów Bożych, ale łaska grała bardzo ważną rolę w wyborze katolików wcześniej, w wyborze tradycjonalistów w czasach abp Lefebvre’a i w wyborze resztki reszty łaska Boża będzie istotna dla wielu.

Ale jednocześnie trzeba, by ludzie robili to, co do nich należy. Co więc należy dziś robić, by pomóc łasce Bożej w tworzeniu resztki katolickiej reszty tak, aby ta resztka nie poszła w zgubny ślad za Kościołem przed Soborem i Bractwem bez abp Lefebvre’a? Gdyby abp Lefebvre jeszcze żył, jestem pewny, że czterej nie upadliby tak, jak upadli i że Bractwo nie znalazłoby się na równi pochyłej. To wszystko, to zdrowy rozsądek, abp Lefebvre podtrzymywał, podobnie jak bp de Castro Mayer podtrzymywał diecezję Campos, a gdy tylko bp de Castro Mayer umarł, w 10 lat to się stoczyło. Potrzeba było Bractwu nieco więcej czasu, ale to jest ta sama droga! Możecie posadzić młodzieńca w szkolnej ławce seminarium, powiecie mu, oto liberalizm, oto zgnilizna, oto świat nowoczesny, „Oh, tak, oh tak! Oh tak!” i wnet pójdzie w świat: „Ah, nie jest aż tak źle! Patrz! Ależ my wszystkich potępiamy, ale wszystkich potępiać, to śmieszne” etc., etc. I w krótkim czasie, pchhhh, zaczyna się staczać. Jak rozwiązać ten problem? Są tacy, którzy chcą, by wasz biedny sługa pomógł na nowo założyć seminarium, rozumiem bardzo dobrze, ponieważ potrzeba kapłanów, ale wątpię w seminarium klasyczne. Zwątpiłem w seminarium klasyczne.

[Dyskusje na sali]

Przyszli kapłani

Na razie muszę zajmować się kilkoma krajami, nie mogę skupiać się na Francji czy Ameryce Południowej, mógłbym więc poprzeć coś, mógłbym wspierać coś. Jest w Stanach Zjednoczonych ta mała grupka z księdzem Chazalem i księdzem Pfeifferem, który jest naturalnym wodzem i który działa w sposób może nieco chaotyczny, ale który działa, który ma energię, bardzo wiele poświęcenia, bardzo dużo wiary i który działa w celu przyjścia z pomocą duszom w strapieniu, w smutku, ze względu na staczanie się Bractwa. Są w Stanach Zjednoczonych grupy świeckich, grupy świeckich, którzy widzą dość klarownie i którzy boją się o swoje dzieci, o swoich wnuków, o przyszłość Bractwa. Cóż! Są więc ci świeccy, a to, co robi, to, co musi robić, to zapewnić im sakramenty. Są z nim dwaj czy trzej kapłani, którzy przemieszczają się między centrami [i.e. miejscami, gdzie odprawiają Mszę – przyp. PA], ludzie, z którymi jest w kontakcie, z księdzem Chazalem, od [ubiegłego – przyp. PA] lata. Zaczyna się więc coś dziać, jak widać. Chcą mojego wsparcia, jasne, że pragną, bym jako biskup stanął na ich czele. Jeśli chodzi o mnie, to ja tego nie chcę z trzech powodów:

– Po pierwsze: szczerze, nie lubię się wychodzić przed szereg. Szczerze!

– Po drugie: uważam, że opór (w znaczeniu ruchu oporu – przyp. PA) musi pozostać dość elastyczny i nie za bardzo tworzyć strukturę. Rozumiem dobrze konieczność pewnych ram, aby młody kapłan dokonał kroku, oczywiście, ale czy jakaś struktura będzie konieczna dla duszpasterstwa jutra? Albo czy ewentualność działania w ukryciu będzie wymagała raczej, by pozostać bez zbyt wielu kontaktów, bez zbyt wielu struktur i raczej z partyzantką, niż ze zgromadzeniem? Szczerze myślę raczej o partyzantce.

– Po trzecie: Wracam do tego, że autorytet upada w Bractwie. Jeśli to nie jest wewnętrznie sprzeczne, to, co bym przewidywał, to pewna struktura bez autorytetu, ale z ojcostwem, z ojcostwem, tak! To jest niezbędne! I jeśli to będzie możliwe, jeśli rządy jutra pozwolą jeszcze na ojcostwo. I to dlatego, aby pozwolili, nie wolno za bardzo dawać się we znaki, za bardzo wychodzić na forum publiczne, wydaje mi się. Trzeba, by wszystko pozostało w dyskrecji. O ile wszystko pozostanie w dyskrecji, myślę, że mniej będzie drażnić rządy. Ludzie w rządach na pewno będą przerażeni z powodu ludzi wiernych, którzy pozostają wiernymi. Resztka reszty będzie obserwowana przez najinteligentniejszych w rządzie. Ale nie wszyscy w rządach są inteligentni, wydaje mi się. Ale z tego powodu nie wolno zbytnio ogłaszać, że zakłada się nową strukturę, według mnie trzeba… pian piano!

[Komentarze na sali: wierni oczekują…]

Tak, tak jest, niepewność, wydaje się, że zdrada Bractwa została unikniona i nie jest pewna, nawet jutro, nie jest ona pewna, a więc należy iść powoli. Jeśli chce się utworzyć opór, trzeba, żeby to było, we Francji, na razie powoli. Inaczej zrazi się wobec siebie wielu zacnych ludzi, którzy nie widzą konieczności. A więc trzeba iść bardzo cichymi krokami, jeśli chce się coś zrobić.

Co jest pewne, to to, że znany opór abp Lefebvre’a z pewnością zahamował już soborowe szaleństwo, czyż nie? I myślę, z jednej strony, że opór musi obecnie być dyskretny, aby nie zrazić za bardzo ludzi, którzy nie uważają, że jest konieczny, ale z drugiej strony musi istnieć i dać się odczuć.

[Komentarze na sali]

Obecnie polityka Menzingen to iść powoli, zagasić pożary, i uspokoić, pozostawić na miejscu i wszystkich nie zmieniać, w żadnym wypadku, aby się ponownie uspokoiło i wnet, gdy będzie spokojnie, znowu będą przeć naprzód.

Gotów jestem bierzmować albo wyświęcać. Abp Lefebvre wyświęcił wielu kapłanów poza wszystkimi seminariami. Byłbym całkowicie zdecydowany za tym, by udzielić mego ojcostwa preceptorowi czy seminarzystom.

Sakra biskupia?

W krótkiej, z trudem słyszalnej, wymianie słów, która nastąpiła z P. Pawłem Chaussée, Ekscelencja przypominał: „Abp Lefebvre był dumny i bardzo szczęśliwy, że miał ów autorytet od oficjalnejgo Kościoła, który oficjalnie aprobował to, co robił, strukturę, którą tworzył.”

„Mam władzę biskupa, to pewne, ale jeśli chodzi o jurysdykcję, nie mam jej! I nie mogę jej sobie dać, tego, czego nie mam, nie mogę sobie dać.”

Paweł Chaussée zadał Ekscelencji pytanie o przekazanie władzy biskupiej, ale Ekscelencja na razie nie wydaje się być gotowy.

Koniec

Tłumaczył z języka francuskiego, za forum Un évêque s’est levé, Pelagius Asturiensis. Wykład ten wzbudził później nieco komentarzy, o których tutaj.

One comment on “Konferencja bp Ryszarda Williamsona wygłoszona 5 stycznia 2013 we Francji

  1. […] nr CCXCV (295) z 9 marca 2013 List otwarty do księdza Loransa, założyciela i członka GREC Tekst konferencji bp Ryszarda Williamsona z 5 stycznia 2013 (Francja) Streszczenie spotkania z bp Williamsonem z 5 stycznia 2013 (Francja) Recenzja książki dotyczącej […]

Zostaw komentarz

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s